Magazyn Przestrzeń to połączenie codziennej psychologii z kulturą. To miejsce na odnalezienie siebie, dotknięcie swoich emocji, rozwój osobisty. Jest to także płaszczyzna dla sztuki i artystów. Celem magazynu jest promocja świadomego życia, psychologii, ciekawych inicjatyw, szeroko pojętej kultury oraz utalentowanych twórców.

Przestrzeń © 2016



Website credits: MH

Przeglądaj cały numer

Życie, quo vadis?

Życie to nieustanna walka. Nieustanne poszukiwanie. Nieustanne podążanie trochę w nieznane, trochę po omacku. Nieustanne wszystko i nic. Brzmi jak prawdziwy banał, ale niech zwróci mi uwagę ktoś, kto nie zgodzi się z tym stwierdzeniem.

fot. Magazyn Przestrzeń, JH

fot. Magazyn Przestrzeń, JH

Etap pierwszy

Gdy byłam w gimnazjum i pierwszy raz zaczęłam przejmować się życiem trochę poważnie, czułam, że nie jestem w stanie nic z nim zrobić. Czułam, że zawsze będę miała przy sobie te kilka dodatkowych kilogramów, a mój drugi podbródek będzie już na zawsze określał to, jak świat będzie mnie odbierał. Tak mi się wydawało. Wtedy też pierwszy raz poczułam, że koleżanki są jakby trochę ode mnie mądrzejsze, jakby im wiedza lepiej wchodzi do głowy, i – już nie jakby – więcej chłopców zwracało właśnie na nie uwagę.

Etap drugi

Gdy przeszłam do liceum, zmieniły mi się nieco priorytety. Poczułam się ze sobą lepiej, ale naprawdę – sama nie wiem, kiedy to nastąpiło. Skupiłam się na nauce, na mojej klasie o profilu filmowym, i na nowych, cudownych przyjaciołach, jakich zyskałam. Było tam trochę dramatów, trochę intryg, ale przede wszystkim – był błogi spokój. Spokój duszy. I nie – ani razu nie zapaliłam w tym czasie, ani też nie piłam alkoholu. Na trzeźwo byłam spokojna.

Matura zmieniła jednak wszystko. Wyobrażałam sobie – i jedynie tą myślą napędzałam machinę – że po maturze zrobię wszystko, będę panią swojego losu i tak dalej. Przy okazji moje młodzieńcze serce przeżyło trochę ekscytacji i trochę zawodu. Ciężko przeżyłam tamten czas, ale udało się -wywalczyłam i zdobyłam wykształcenie średnie.

Etap trzeci

Potem przyszedł ten czas, gdy przeciętny, polski dziewiętnastolatek musi podjąć decyzję o tym, kim chce zostać w przyszłości. Jak adwokatem – idzie na prawo. Jak lekarzem – wybiera medycynę. I nie, jak pisarzem, to nie musi iść na polonistykę. Ludzie mnie uprzedzali, mówili, ale ja nie słuchałam. Zrezygnowałam z Akademii Fotografii na rzecz filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim i wtedy poczułam się, jak najfajniejsza osoba na tej planecie. Czułam nosem ten prestiż, który czeka na mnie tuż po przekroczeniu ogromnej bramy przy Krakowskim Przedmieściu, a podświadomie marzyłam o szalonym życiu studentki.

Przyszły pierwsze wykłady, a wraz z nimi nowe znajomości, zupełnie już inne od tych licealnych. Koleżanki poznały mnie z moim późniejszym, pierwszym chłopakiem. Motylki unosiły się w powietrzu, krążyły wokół stert książek, które on dzielnie pomagał mi wynosić z Biblioteki Uniwersyteckiej. Pierwszy raz w życiu czułam się w ten sposób i myślałam, że tak już będzie na zawsze…

Etap czwarty

Nic jednak bardziej mylnego. U przyjaciółki ze studiów, zresztą – na domówce, poznałam mojego przyszłego chłopaka. Był starszy, jeździł seicento i mieszkał naprawdę niedaleko mnie. Byłam pod wrażeniem, zawirował mi świat i ten już miniony – musiał się niestety rozpaść.

Sielanka trwała około półtora miesiąca, bo potem wyjechał na Erasmusa do Włoch. I do tej pory jestem przeszczęśliwa, że zdecydowałam się pojechać do niego sama, autokarem, z grupką pań, które jechały, by opiekować się leciwymi Włoszkami. Wtedy poczułam się drugi raz jak zwycięzca.

Niestety, wróciłam do kraju, przyszły święta Bożego Narodzenia i to też musiało się skończyć. Karma wróciła, i tym razem ja dostałam… No. Dzisiaj wiem, że należało mi się. I tylko mi trochę smutno, jak po jakimś czasie usłyszałam od mamy, że nigdy mnie nie widziała w takim stanie.

Etap piąty

Pozbierałam się po czterech miesiącach. To był czas nieustannych ćwiczeń i diety. Nigdy wcześniej, ani później, nie wyglądałam tak dobrze, jak wtedy. Codziennie rano skreślałam kolejne daty w kalendarzu i ścieliłam łóżko z myślą, że ja go odzyskam. Totalny masochizm, ale widać był mi wtedy potrzebny. Codziennie rano powtarzałam sobie, że wcale nie jestem nudziarą, bo tak kiedyś, gdzieś usłyszałam od jego znajomych.

Byłam w rozsypce, aż pewnego dnia posłuchałam Natalii Przybysz i uwierzyłam, że nazywam się niebo. Zbiegło się to z pewnym incydentem, w który do tej pory nie wierzę, ale przyniósł on mi niesamowitego pałera i dodał pewności siebie. Oczywiście, jak każda kobieta, przeżywałam potem, że wszystko się w życiu kiedyś kończy, ale…

Etap szósty

Potem przyszedł czas zakończenia studiów. Czas pewnych podsumowań, refleksji, trochę wspomnień. Potem trochę nie wyszło i wylądowałam na tzw. gap year. Teraz jest mi już z nim dobrze, ale wcześniej był płacz, było zgrzytanie zębami. Nadal nie wiem, co chcę robić w życiu, nadal wszystko mi się zmienia, jak w kalejdoskopie. Czasem wydaje mi się, że dobrym pomysłem byłaby rozmowa z psychologiem, ale zaraz potem mówię sobie, że przecież wszystko jest
w porządku.

I tak macham tą moją szalupą życia na otwartym morzu. I co złapię wiatr, to wypuszczam stery z rąk. Wiatr się zmienia i znów trzeba ustawiać wszystko na nowo. Zupełnie nie wiem, co przyniesie etap siódmy. Urywki z mojego dwudziestodwuletniego życia zapisałam na niewiele ponad jednej stronie A4 w popularnym programie Word. Każdy dzień to nowa, niezapisana kartka, która tworzy wielką księgę – Życie. Nie wolno jej podeptać, nie wolno jej nikomu oddawać – jest nasza, choć wypożyczona, i trzeba o nią dbać, bo drugiego egzemplarza nie będzie, a wypożyczalnię nie wiadomo, kiedy zamykają…

Komentarze
Komentarze do:

"Życie, quo vadis?"

Zamknij

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. akceptuję