Magazyn Przestrzeń to połączenie codziennej psychologii z kulturą. To miejsce na odnalezienie siebie, dotknięcie swoich emocji, rozwój osobisty. Jest to także płaszczyzna dla sztuki i artystów. Celem magazynu jest promocja świadomego życia, psychologii, ciekawych inicjatyw, szeroko pojętej kultury oraz utalentowanych twórców.

Przestrzeń © 2016



Website credits: MH

Przeglądaj cały numer

Ze skrajności w skrajność

graf. Tomasz Opaliński

graf. Tomasz Opaliński

Dwudziesty pierwszy wiek to dla młodych ludzi klasy średniej mieszkających w wolnym kraju pierwszego świata, mających dostęp do jedzenia, Internetu i lekarza, rodziców oraz z odpowiednią ilością dofinansowania, to właściwie wiek beztroski. Oczywiście nie należy ignorować problemów życia codziennego. Boże broń od trudnego kolokwium, korka na trasie Toruńskiej w Warszawie czy kilku nadprogramowych kilogramów. I niemożliwe jest nawet porównywać monstrualnego sobotniego kaca ze zbombardowanym miastem rodzinnym i tułaczką przez Morze Śródziemne, bo na świecie istnieją podwójne, potrójne i poczwórne standardy. Do pewnego momentu empatia jest chyba tylko odruchem dobrego wychowania. Savoir-vivre sugeruje, aby na kolejną smutną wiadomość zakryć usta dłonią, ale nie zabrania, aby tymi samymi ustami rozprawiać jak to nam w życiu źle. Bez wątpienia przeżywanie każdego nieszczęścia, jakie dzieje się w ciągu doby, byłoby z jednej strony niemożliwe, zegar nie jest z gumy, a z drugiej destrukcyjne. Może to lepiej, że w ostatecznie przeżywamy to, co bliskie. Nomen omen, ten instynktowny egoizm gwarantuje w ogóle przeżycie. Zdarzają się jednak takie momenty, kiedy tego pozornie zadowolonego człowieka uderza cudze nieszczęście, i uderza wielokrotnie i wciąż na nowo. I w zupełnie niezrozumiały sposób.

Zaraz po maturze wybrałyśmy się z mamą na wycieczkę do Petersburga. Biuro podróży oferowało przejazd autokarem przez Litwę, Łotwę, Estonię i krótki pobyt w każdej ze stolic. Zwieńczeniem drogi miał być oczywiście Piotrogród. Miasto ogromne, piękne, usiane neoklasycystycznymi budynkami i poprzecinane szerokimi prospektami. Usytuowane u ujścia Newy, na terenach tak bagnistych, tak zimnych i ponurych, że właściwie gdyby zależało to od ludzi, miasto w ogóle nie powinno tam istnieć. Ale zdecydowali nie ludzie, ale jak to w Rosji bywa, jeden człowiek. Piotr I uzyskał coś, czego osiemnastowiecznemu społeczeństwu (a właściwie to dynastii Romanowów) brakowało – dostęp do Morza Bałtyckiego. Obecnie wydawałoby się, że to prestiż znikomy, jednak car natchniony zagranicznymi podróżami, uważał zupełnie co innego. Jego Wielkie Poselstwo było tajną misją dyplomatyczną, podczas której Piotr z jednej strony starał się uzyskać poparcie krajów Europy Zachodniej w walce z Imperium Osmańskim oraz nawiązać stosunki z dworami królewskimi, ale z drugiej pchała go tam ludzka ciekawość. Jako pierwszy z rosyjskich władców zdobył się na wyjazd poza własne Imperium. Co więcej, aby jak najlepiej wtopić się w obcą rzeczywistość przybrał on pseudonim, Piotr Michajłow, i w towarzystwie grupy posłów i kniaziów wyruszył najpierw do Rygi, następnie Kurlandii, Królewca i w końcu do Holandii. W Amsterdamie rozpoczął pracę na stanowisku robotnika w stoczni należącej do Kompanii Wschodnioindyjskiej. Mimo to, że wraz z jego przybyciem praktycznie całe miasto huczało od plotek (trudno było przeoczyć i nie rozpoznać dwumetrowego słowiańskiego bojara), ten kazał nazywać się Peter Timmerman van Zaandam (Piotr, Cieśla Zaandamski). Zainspirowany holenderskim bogactwem kulturalnym, ale przede wszystkim flotą i przemysłem stoczniowym postanowił, że wszystko to przeniesie do Rosji [1]. I tak narodziła się idea Petersburga.

Wystarczyło jedynie uzyskać dostęp do morza i Piotr już mógł przystępować do realizacji planów. Roku pańskiego 1703, 16 maja założone zostało przez cara i wielkiego księcia Piotra Aleksiejewicza miasto Sankt-Petersburg. Głosi napis kamiennej płycie pierwszej budowli, Twierdzy Pietropawłowskiej wzniesionej na Wyspie Zajęczej. Potem wystarczyło wysuszyć podmokły teren, ściągnąć chłopów z całej Rosji oraz zaangażować szwedzkich jeńców biorących udział w wojnie północnej. Dziesiątki tysięcy robotników musiało jedynie umrzeć grzęznąć gdzieś w błocie delty Newy na chwałę cara, reszta popędzana przez niego mogła dać podwaliny pod miasto nowej silnej Rosji. Jedynie cały kraj musiał dzielić się żywnością, narzędziami, przedmiotami codziennego użytku i materiałami budowlanymi. Na prośbę Piotra Rosjanie zgodnie przestali budować murowane domy na terenie całego kraju. A Petersburg rósł i z każdym budynkiem piękniał. Długie, szerokie i równe jak spod linijki prospekty ciągnące się wzdłuż ogromnej rzeki Newy, fasady bogatych pałaców dumnie patrzących w dal, malownicze kanały, a wszystko w stylistyce baroku piotrowskiego, stylu inspirowanego tym, co Europa miała najwspanialszego. Powtarzając za Puszkinem, car Piotr I wyrąbał okno na Europę, ale takie okno, że cała Europa piała z zachwytu.

Piałyśmy i my. Kilkudniowy pobyt był zorganizowany i bardzo intensywny, przy czym nastawiony właściwie tylko na to, abyśmy czuły się nim przytłoczone, a tym samym zachwycone. Od Soboru Zmartwychwstania Pańskiego, przez Sobór Izaaka, Cerkiew Zmartwychwstania, do Miedzianego Jeźdźca. Potem tylko przebieżka po Newskim Prospekcie, fotka przy Aurorze, sprint przez Carskie Sioło i Peterhof i długi dystans po Ermitażu.  A na koniec dnia rejs po Newie. Wszystkie statki turystyczne posłusznie przed drugą w nocy dopływają do pierwszego mostu, kiedy ten otwiera się, na rzece zaczyna się wyścig… Cel jest jeden, dopłynąć jak najszybciej do drugiego, trzeciego, czwartego itd. Białe noce sprawiają tylko, że dzień wydaje się nie mieć końca…

Niesamowite było to, że jak tylko nasz autokar wyjechał poza aglomerację bogatego Petersburga i zaczął kierować do Estonii, nasze widoki ograniczyły się do obsadzonej gęstymi zaroślami drogi. Odnosiło się wrażenie, że Rosja hojnie pokazywała nam to, co pokazać chciała. I gdyby nie ludzka słabość w postaci potrzeb fizjologicznych, być może nie zobaczylibyśmy drugiej strony. Kiedy po dość długim i intensywnym błaganiu, udało się nam doprosić o postój, autokar zjechał do (chyba jedynej) stacji benzynowej w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Był to szary budynek, przypominający bardzo zaniedbany bunkier. Poza benzyną mogliśmy w nim kupić wątpliwej jakości kanapki, paczkę Seven Daysów i oczywiście całą gamę alkoholi i papierosów. Jednak to doklejony do bunkra blaszano-ceglany klocek był naszym głównym celem. Podpis “туалет” znacznie pomagał rozeznać się w przestrzeni. W środku uwagę przykuwały odrapane ściany, porośnięte wielobarwnym grzybem, przesiąknięte stęchłym zapachem ruskiej prowincji, wszystko oświetlone zdychającymi żarówkami na półoberwanych kablach. Typ toalety oczywiście wschodni, szumnie zwany toaletą turecką czy tzw. ubikacją kucaną. Wszystko niemiłosiernie zużyte, łącznie z umywalkami, kranami i lecącą z nich wodą. Tak jakby klocek miał zamknięty obieg brudu. Wyszłabym stamtąd zupełnie niewzruszona, gdyby nie to, że w tym obrzydliwym syfie na plastikowym krześle siedział człowiek i w spokoju oglądał telewizję z odbiornika wielkości kalkulatora. Był pracownikiem, a może i właścicielem tego przybytku. Jego obecność najpierw mnie zszokowała, warunki nie nadawały się do przebywania, a co dopiero rekreacji. Potem sprawiła, że zacisnęłam zęby, nie chcąc nadmiernie narzekać na otoczenie. Zrobiły to za mnie inne damy z autokaru. Najwyraźniej przyzwyczajone do petersburskich pałaców zaczęły kilkunastominutowe tyrady, machając przy tym rękami w okolicy nosa, głowy, w końcu pokazując palcami na Rosjanina, wybuchając przy tym śmiechem. A ten człowiek, choć prawdopodobnie rozumiał wiele, pozostawał niewzruszony i tylko te jego wielkie smutne oczy wpatrzone były w ekran. Może nie w ekran, a w beznadziejną pustkę. Spojrzałam raz jeszcze i dostrzegłam, że za ekranem, na obskurnym parapecie w obtłuczonych glinianych i szklanych naczynkach rosły małe roślinki. Cała masa bezbronnych i pełnych nadziei roślinek.

 

[1] Pobyt w Europie nie zakończył się w Amsterdamie. Piotr I zdążył zwiedzić także Anglię, Austrię i Polskę.

Komentarze
Komentarze do:

"Ze skrajności w skrajność"

Zamknij

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. akceptuję