Magazyn Przestrzeń to połączenie codziennej psychologii z kulturą. To miejsce na odnalezienie siebie, dotknięcie swoich emocji, rozwój osobisty. Jest to także płaszczyzna dla sztuki i artystów. Celem magazynu jest promocja świadomego życia, psychologii, ciekawych inicjatyw, szeroko pojętej kultury oraz utalentowanych twórców.

Przestrzeń © 2016



Website credits: MH

Przeglądaj cały numer

Od wyzwania się zaczyna!

Reżyserzy wyzywają na pojedynek. Nie o walkę jednak chodzi, a sprowokowanie do śmiałego zajęcia pozycji. Podczas tegorocznej odsłony American Film Festival odczuwało się stan „strachliwego zagrania”. Ponoć „niektórzy twierdzą, że nie powinno się startować z pozycji lęku, ale przecież gdzie nie ma lęku, tam nie ma wyzwania” (C. Ahern, „Sto imion”). Historie bohaterów ofiarowują lęk, a reżyserzy doskonale wiedzą, co z nim zrobić.

Źródło: imdb.com

Kadr z filmu „Christine”; źródło: imdb.com

Do dwóch razy sztuka

Po ostatnim ujęciu Oświeć nas na sali odczuwało się pospieszną chęć wyjścia, pozostawienia bohatera i wyśmiania jego, wydawałoby się, precyzyjnej głupoty. James Arthur Ray, dawniej średniej jakości coach i cudotwórca duszy, aktualnie siedzi na kanapie w dłuższych włosach, opowiadając o przejściu kolejnej, mentalnej próby. Poznajemy okres jego „wrzasku i wściekłości”. W dzieciństwie był introwertycznym chłopcem ze zbyt wystającym uzębieniem, łapiącym bakcyla biznesu i psychologii. Zaczytywał się w nocy nowościami na rynku wydawniczym z kategorii : „poznaj samego siebie, by być bliżej innych”. Duchowo i finansowo, oczywiście. Po latach wyrobił sobie perłowe i równe zęby, a także rangę mentora. Gdy pojawił się jako filozof w filmowym Sekrecie, odkrył także swój własny. Sekret na przetrwanie. Zapraszała go Oprah, ogromne korporacje, stowarzyszenia, a ludzie chłonęli jego rady, niczym fanatycy po przejściach. W Oświeć nas reżyser, Jenny Carchman, odnajduje po latach kilku z nich. Młode, inteligentne kobiety, starsze, pewne własnej tożsamości małżeństwa. Wszyscy poszukiwali wcześniej p r z e ł o m u. Tej jednej tajemnicy, która nie pozwalała im swobodnie oddychać i cieszyć się zastaną sytuacją. Zgodnie twierdzili, że James miał ją w garści. Do czasu. Podczas kilkudniowego wyjazdu doszło w 2009 roku do tragedii. Ci wszyscy mądrzy i zrównoważeni weszli do klaustrofobicznego, dusznego namiotu, by tam złamać własne ograniczenia. Ich mentor podsycał strach, a także panującą temperaturę. Gdy zostali zamknięci, podlewał namiot wodą, jakby miał do czynienia z setkami kaktusów na pustyni. Bilans mu nie sprzyjał. Trzy osoby martwe, kilkanaście poparzonych, jeszcze więcej przerażonych. Mentor uciekł.

Oświeć nas to trudna lekcja dla samego reżysera. Fragmenty archiwalne ukazują Jamesa Arthura Raya jako dawnego duchowego guru. Zestawione z aktualną rejestracją wyznawców, po latach trzymających w zakurzonych pudłach święte materiały, dodają do całościowego obrazu Raya metkę „nawiedzonego”. Wyzwaniem dla Carchmana stało się podążanie za bohaterem z góry negatywnym. Mimo to reżyser dystansuje się od jednoznacznego wskazywania winnych.  Stąpa krok w krok za wizją doświadczonego coacha, który rozkręca biznes po dwóch latach pobytu w więzieniu. Dawni wyznawcy pomagają mu w organizacji, całują na pożegnanie i ponownie korzystają z rozszerzonych pakietów dla VIP-ów. Mają możliwość spotkania z Jamesem, długotrwałej terapii, a także rozmowy wideo. Reżyser Oświeć nas podarował swojemu bohaterowi przestrzeń do ukazania, kim tak naprawdę jest. James Arthur Ray wykorzystuje ją głównie do popisu. Próba zobiektywizowania obrazu postaci udaje się dzięki podwójnej narracji. Dawni wyznawcy wyciągają zakurzone pudła. Oglądają odznaki wojowników, piramidy i koszulki. W tym samym czasie Ray przemawia podczas kameralnego szkolenia. Entuzjaści z przeszłości objawiają, że od wypadku unikali innych mentorów samorozwoju. Zaklejają pudła. Rodzą się jednak nowi. I to na nich liczy bohater dokumentu, James Arthur Ray.

Ostatnia scena zgrabnie zamyka podjęte wyzwanie przez reżysera. Po raz pierwszy ujawnia się on, zadając bezpośrednio pytanie głównemu bohaterowi. James Arthur Ray odpowiada płynnie, pewnie i (być może) szczerze. O poczuciu specjalnej misji do zrealizowania, niesieniu pomocy zagubionym duszom, a także o wyjątkowości swej osoby. W odpowiedzi słyszymy ciszę. Jenny Carchman daje w prezencie odrobinę przestrzeni nam, widzom. Film Oświeć nas łatwo mógł zostać na poziomie prostej historii o złamanym życiorysie. Rodzina mentora opowiada zabawne historyjki z jego dzieciństwa, uzurpuje sobie prawo do oczyszczenia go z win, a także wspiera każdy, kolejny krok. Mimo to Jenny Carchman nie daje się tak łatwo zbyć. Dociera do źródeł decyzji. W trakcie opowieści wkrada się chaos, ale po odkopaniu się od natłoku niepotrzebnych emocji, musimy stanąć po którejś ze stron Jamesa Arthura Raya. Z nadzieją, że nikt nie da się już namówić na wchodzenie do szałasu, przebieganie po rozżarzonym węglu i złamanie deski siłą myśli. Spoglądając na nowych wyznawców, nadzieje te stają się złudne. James Arthur Ray urodził się w Honolulu, i także dzięki temu może predestynować do roli „charyzmatycznego maga”. Oby nie do dwóch razy.

Do jednego razu sztuka

Wyzwanie kryło się także w fabularnych opowieściach, czerpiących garściami z rzeczywistych wydarzeń. Takim zabiegiem posłużył się Antonio Campos w Christine. Precyzyjnie opowiedziana historia nawiązuje do losów Christine Chubbuck, młodej, zdolnej i skrytej dziennikarki, która w latach 70. postanowiła przeprowadzić pierwszą na świecie próbę samobójczą. Na antenie. Na dodatek próbę udaną. 15 lipca 1974 roku, na kilka tygodni przed kolejnymi urodzinami, Christine zmarła od strzału w głowę. Antonio Campos próbuje dotrzeć do źródeł tej decyzji. Wrzuca widza w pajęczą sieć intryg, niepowodzeń i postępującej depresji bohaterki. Niezwykle trafnie odsłania jej dwie osobowości: zachłanną od wyzwań kobietę, poszukującą nowych materiałów telewizyjnych, a także drżącą dziewczynkę, ukrywającą się przed światem w pokoju z lat dzieciństwa. W pierwszych scenach obserwujemy tytułową Christine (graną przez zjawiskową Rebeccę Hall), wyróżniającą się energiczną pewnością siebie na tle znajomych z pracy. W ostatnich ujęciach Campos pozostawia tylko ich: załamanych i złamanych jednocześnie, niepotrafiących przyznać, kim tak naprawdę była Christine Chubbuck.

W sposobie ukazania postaci tkwi wyzwanie reżysera. Wybrał to, co w latach 70. interesowało społeczność najbardziej – elektryzującą moc telewizji, która skłoniła młodą dziewczynę do podjęcia drastycznych kroków. Reportaże Christine stają się przedłużeniem jej emocji. Najpierw z ochotą próbuje soczystych truskawek, obrazując miasteczkowy festyn, z rozkoszą rozprawia o stosunkach seksualnych kur, by w końcu rozpocząć dokumentację do materiału o samobójcach. W tym samym czasie do szału doprowadzają ją sztuczne kwiaty na stole, a także George – przystojny, „z ojcowską aparycją” kolega z pracy, próbujący dokopać się do zakamarków duszy kobiety. W serii pytań „tak, ale” podczas terapii grupowej dowiadujemy się, że najważniejszym celem bohaterki jest awans w pracy. Tak, ale gdy do niego dojdzie, nie będzie mogła wykonywać pracy, którą lubi. Stacja potrzebuje nagrań wypełnionych soczystą krwią i strachem. Kobieta przynosi nowe materiały (wśród nich jest także mockument o zabójstwie, zagrany przez nią samą). Szuka i szuka, aż w końcu znajduje odpowiednio krwisty materiał u siebie samej.

Mimo szaleńczej zawziętości, bohaterkę filmu Camposa da się lubić. Mnóstwo w niej czarnego humoru, dystansu do samej siebie, pewności w podejmowaniu decyzji. Pełne drobnych fajerwerków życie Christine Chubbuck jedynie rozdmuchało telewizyjny zamysł podawania wiadomości w formie skondensowanej, a zarazem wypełnionej po brzegi emocjami. Antonio Campos w barwnej scenografii lat 70. opowiada o bulwarze zachodzących marzeń Christine, jednocześnie nakazując nam zająć stanowisko. Popierać, czy nie popierać, krytykować, czy nie krytykować. A może podziwiać? Nawiązując do filmowej gry, można odpowiedzieć: tak, ale… Tak, ale w przypadku Christine była to „sztuka do jednego razu”. Trafiona celnie. Zobaczcie Rebeccę Hall w roli Christine, koniecznie.

 

Komentarze
Komentarze do:

"Od wyzwania się zaczyna!"

Zamknij

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. akceptuję