Magazyn Przestrzeń to połączenie codziennej psychologii z kulturą. To miejsce na odnalezienie siebie, dotknięcie swoich emocji, rozwój osobisty. Jest to także płaszczyzna dla sztuki i artystów. Celem magazynu jest promocja świadomego życia, psychologii, ciekawych inicjatyw, szeroko pojętej kultury oraz utalentowanych twórców.

Przestrzeń © 2016



Website credits: MH

Przeglądaj cały numer

Utracona wolność

Co z tymi „wyborami” i „wolnością”?

graf. Urszula Zabłocka

graf. Urszula Zabłocka

Ostatnio wszyscy Polacy żyli wyborami – czy tego chcieli, czy nie. Powstało już wiele tekstów komentujących przebieg i wynik wyborów. Część Polaków zarzuca tym drugim, że nie widzą, na co się decydowali, kiedy oddawali głos. Jedni są przekonani, że utraciliśmy wolność, a inni cieszą się, że ją w końcu odzyskamy – i właśnie o tym chciałbym, aby był ten tekst. Skoro wszyscy byliśmy wciągnięci w wir wyborczy, to pomyślałem, że warto się zastanowić, co stoi za „wyborami”. Chcę na kwestię „wyborów” spojrzeć jednak od trochę innej strony, od tej bardziej podstawowej. Chcę napisać o czymś, czego nikt nie widział, ale z pewnością każdy (mam nadzieję) miał okazję doświadczyć. Artykuł będzie o wolności.

Czym jest wolność?

Wolność, o której myślę i chcę pisać, jest raczej doświadczeniem wypływającym z wewnątrz. A więc nie jest czymś, co można nam narzucić lub odebrać, nie jest zdeterminowana tym, co zewnętrzne. Ten rodzaj wolności świetnie oddał Viktor Frankl, austriacki psychiatra i psychoterapeuta, twórca Logoterapii. Był on więźniem obozu koncentracyjnego w Auschwizt. W swojej książce – „Człowiek w poszukiwaniu sensu”, opisuje autentyczne przykłady ludzi, którym odebrano wszystko – majątek, ubrania, rzeczy osobiste, bliskich, poczucie tożsamości i wyboru, godność, poczucie bezpieczeństwa. Frankl opisując to, pokazał, że człowiekowi można odebrać dosłownie wszystko, ale jedna, jedyna rzecz jest nienaruszalna, a mianowicie, jest nią możliwość wyboru (bez względu na okoliczności), jakie będzie moje nastawienie do określonych zdarzeń i sytuacji.

Można zauważyć zasadniczą rzecz, która odróżnia tak pojmowaną wolność od tego, co jest lansowane coraz częściej w obecnych czasach. Często można teraz usłyszeć, że nic nas nie może ograniczać, jesteśmy „wolni”, możemy zrobić wszystko i nikt nie ma prawa w to ingerować. Takie nastawienie daje nam prawo do wyszydzania innych, krzywdzenia ich w imię dziwnie pojętej „wolności” słowa. W szkołach nauczyciele borykają się z aroganckimi rodzicami, którzy mówią: „jak pani śmie ograniczać swobodę mojej córki/syna”, która to córka do szkoły przychodzi w szczątkowej ilości odzieży, a syn obrzuca wulgaryzmami słabszego kolegę. Rodzaj wolności, który ja opisuję, nie jest populizmem sprzedawanym przez media. Jest to wolność bardziej wewnętrzna, subiektywna i egzystencjalna. Uznaje ona zewnętrzne ograniczenia, które przecież istnieją, dostrzega obecność drugiego człowieka, który, bez wątpienia, też istnieje.

Ten sposób patrzenia na wolność wiąże się z odpowiedzialnością, odwagą, niepewnością (a nie zdejmuje ich z nas, jak to się ma przy pierwszym sposobie ujęcia). W momencie, kiedy zaczynam samodzielnie dokonywać wyborów, również uświadamiam sobie, że brzemię odpowiedzialności za nie spada na mnie. Wtedy zaczynam w głęboki sposób kreować własną tożsamość, która z każdym kolejnym wyborem rozwija się i zmienia. Przestaję być statycznym produktem, a zaczynam być wciąż na nowo twórczym efektem działań wypływających z mojej decyzji.

Wymaga nie lada odwagi moment, w którym dokonuję wyboru, a następnie muszę sprawdzić efekty moich działań, ponieważ zrobiłem krok w kierunku jeszcze nieodkrytego lądu. Wtedy życie staje się podróżą, podczas której każda kolejna sytuacja jest pewną nowością. Mimo, że sytuacje są te same, to moje wewnętrzne ich przeżywanie zawsze jest inne, wtedy dopiero mogę powiedzieć, że żyję „tu i teraz”. Jednak to zawsze będzie powodowało niepewność, ponieważ wszystkie zewnętrze drogowskazy i wyznaczniki tracą na znaczeniu, a do głosu dochodzi to, co dzieje się we mnie i tym się kieruję (nie zawsze mając pewność czy dobrze wybieram). Słusznie można zauważyć, że taka droga wcale nie jest łatwiejsza. Jest o wiele bardziej wymagająca niż opieranie się na gotowych rozwiązaniach, schematach, nawykach czy przetartych przez kogoś ścieżkach. Jednak jest czymś, co nas wzbogaca i sprawia, że stajemy się pełniejsi, a życie wokół nas nabiera barw. Dzięki temu mogę z dumą powiedzieć: „taki właśnie jestem”. Dzięki takiemu poczuciu własnej tożsamości (którą sami kreujemy) mogę odważnie i dojrzale budować relacje z innymi – bez obawy, że zostanę przytłoczony przez kogoś z powodu własnej uległości i lękowi przed odrzuceniem. Nie będę musiał też nikogo przytłaczać swoją osobą z potrzeby dominacji i udowodnienia, że „moje jest lepsze” (bo tak naprawdę boję się, że mogłoby okazać się, że jest gorsze). Budując siebie w oparciu o taką wolność i tożsamość, z większą odwagą mogę zrezygnować z gier, które prowadzę, aby wykreować jakiś wizerunek w oczach innych, żeby osiągnąć jakiś efekt. Nie muszę się „puszyć”, żeby potwierdzić własną wartość, nie muszę umniejszać siebie w lęku, że ktoś mnie może odrzucić lub upokorzyć za to, że odnoszę sukces. Potrafię przyznać się przed sobą i innymi „kim jestem” i jak w tym momencie życia „istnieję”.

Nie chcę tutaj stawać w opozycji do poglądu, że jesteśmy zdeterminowani, bo byłoby to tworzeniem iluzji. Jednak przeżycia, które opisuję, są raczej uzupełnieniem faktu, że istnieją warunki, które nas determinują i ograniczają. Posiadamy jakieś uwarunkowania genetyczne, kulturowe, wynikające z procesu socjalizacji, których nie możemy przeskoczyć. Nie posiadamy wpływu na każdą sytuację, która nas spotyka – choćby dlatego, że nie możemy kontrolować innych ludzi (chociaż czasem bardzo byśmy chcieli). Jednak w świecie zdeterminowanym przez różne czynniki to ja mogę wybierać, jak się zachowam, jak będę przeżywał daną sytuację. To ode mnie zależy, czy będę na tyle uważny na siebie i sygnały płynące z głębi mnie, żeby podjąć najlepszą dla mnie decyzję.

Czy ja to mam?

Jakość, którą opisuję jest do pewnego stopnia w posiadaniu nas wszystkich. Można ją w swoim życiu rozpoznać po bardzo specyficznym, wewnętrznym uczuciu godności. Pojawia się ono wtedy, kiedy zachowamy się w zgodzie ze sobą w sytuacji, w której jest wiele ograniczeń. W sytuacji, która jest dla nas nieprzyjemna i z jakiegoś powodu dziwny głos w głowie podpowiada: „powinieneś tak zrobić, żeby Cię lubili” lub „tak należy i musisz się podporządkować”, a z drugiej strony pojawia się głos, który mówi: „masz prawo wybrać po swojemu, zgodnie z tym, jak czujesz, bez znaczenia, jak inni pomyślą”. Często tuż po takich sytuacjach szumi nam w głowie (z powodu lęku), ale finalnie okazuje się, że wybraliśmy w zgodzie ze sobą i pojawia się to ciepłe uczucie godności, które przez wiele osób jest przeżywane jako „ciepła, przyjemna kulka w okolicach splotu słonecznego”.

Opisywane przeze mnie głosy nie są sytuacją patologiczną, są czymś zupełnie normalnym i każdy z nas je posiada. Ważna wydaje mi się umiejętność wsłuchiwania się w te wewnętrzne głosy, żebym mógł sam za siebie i dla siebie wybierać. Można też uczyć się tak pojętej wolności i jest ku temu sporo możliwości. Wszystkie zajęcia, aktywności lub relacje z innymi ludźmi, dzięki którym mogę lepiej wsłuchiwać się w siebie, pozwalać sobie na spokojne rozglądanie się w tym, co we mnie, będą powodowały, że uzyskam lepszy kontakt sam ze sobą. Dzięki temu łatwiej będzie mi korzystać z wolności osobistej, którą bez wątpienia mam, ale nie umiem jeszcze zrobić z niej pożytku. W efekcie przestanę tylko reaktywnie odpowiadać na to, co w życiu mnie spotyka, a będę miał możliwość aktywnego kierowania swoim życie – dzięki własnym, świadomym i zgodnych ze mną wyborom.

Komentarze
Komentarze do:

"Utracona wolność"

Zamknij

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. akceptuję