Magazyn Przestrzeń to połączenie codziennej psychologii z kulturą. To miejsce na odnalezienie siebie, dotknięcie swoich emocji, rozwój osobisty. Jest to także płaszczyzna dla sztuki i artystów. Celem magazynu jest promocja świadomego życia, psychologii, ciekawych inicjatyw, szeroko pojętej kultury oraz utalentowanych twórców.

Przestrzeń © 2016



Website credits: MH

Przeglądaj cały numer

Spontaniczne Dziecko w ciele Dorosłego

Gdy byliśmy mali, umieliśmy być spontaniczni. Wpadał nam do głowy pomysł – i siuup! – już go realizowaliśmy. Nie znaliśmy słowa „później”, a „zaraz” brzmiało jak wieczność. Skupialiśmy się na tym, co jest teraz, żyliśmy chwilą, wykorzystywaliśmy okazje… Dorastając wyzbyliśmy się tych cech, nauczyliśmy się, że ważna jest konsekwencja, planowanie, wyznaczanie celów. Spontaniczność była melodią Serca, a nas uczono, by słuchać Rozumu. W dodatku otoczeni innymi ludźmi przy różnych wybrykach, wciąż na nich wpadaliśmy, a każde takie zderzenie uczyło nas by zwracać uwagę, co myślą o nas inni. Zostaliśmy więc Poważnymi Dorosłymi. Takimi, którzy uważają, są ostrożni i myślą, co się może wydarzyć. Takimi, dla których liczą się obowiązki i spełnianie oczekiwań. Takimi, którym nie w głowie głupoty i własne widzimisię.

Źródło: unsplash.com

Źródło: unsplash.com

Ale gdzieś tam za poważną maską Dorosłego, wciąż dobija się do nas Dziecko, które doskonale pamięta jak to było skakać przez kałuże i taplać się w błocie. Które mówiło głośno „chcę” gdy miało na coś ochotę. Które nie znało słowa „muszę” ani „powinienem”. To Dziecko wciąż w nas tkwi i pragnie być wzięte pod uwagę. Tylko jak pogodzić Jego istnienie z wymaganiami, jakie stawia przed nami rzeczywistość i inni ludzie? Jak być spontanicznym, gdy każdy dzień wypełniony jest kolejnymi zobowiązaniami i listą rzeczy do natychmiastowego zrobienia?

Spontaniczność to trudna cecha, ponieważ wymaga wyzbycia się kontroli. Nie da się jej zaplanować, ocenić ryzyka działań, przewidzieć do końca skutków. Ale też i nie o to w niej chodzi. Chodzi przecież o poleganie na impulsie, na chwilowej zachciance. Boimy się tego, bo co się stanie, gdy ulegniemy impulsom, które wcześniej tak długo tłumiliśmy? Znacie to zdanie: a co gdyby tak spontanicznie wszystko rzucić i pojechać w Bieszczady? Prawda jest taka, że my boimy się tych Bieszczad, tego, że jak sobie popuścimy, to w końcu w te Bieszczady pojedziemy, więc tak na wszelki wypadek nie pozwalamy sobie na nic. Z dumą możemy stwierdzić, że wszystko w tym swoim życiu mamy pod kontrolą. A że nie ma tam miejsca na naturalność? Cóż, taka cena uporządkowania, myślimy sobie.

Szukając inspiracji do napisania tego artykułu natknęłam się na książkę – przewodnik po uwodzeniu dla kobiet. Padło tam sformułowanie „planowana spontaniczność”. Autor sugeruje, aby dziewczyna generalnie tak planowała sytuacje, żeby doprowadzić do takiego momentu, w którym pokaże się swojemu wybrankowi jako osoba spontaniczna. A więc idąc na spacer ona nerwowo rozgląda się za jakąś fontanną, by potem całkiem „spontanicznie” móc do niej wskoczyć i zakodować u mężczyzny obraz dziewczynki, która umie dobrze się bawić. Przykładów było więcej, wszystkie służyły temu samemu. Czytając tę książkę czułam pomieszanie z poplątaniem – sama robię w życiu wiele szalonych rzeczy pod wpływem impulsu, ale nigdy ich nie planuję. Nie zakładam, że dziś przeskoczę nad bramką metra zamiast karnie skasować bilet. Nie planuję, że zrobię orła w śniegu idąc przez park. Nie planuję, że widząc ulewę, zacznę dziko tańczyć w deszczu zamiast schować się gdziekolwiek. Autor przekonuje w książce, że dla faceta – świadka naszej spontaniczności – nie ma różnicy czy nasza aktywność będzie naprawdę spontaniczna czy też zaplanowana. Ale pytanie brzmi czy różnicy nie będzie też dla nas? Spróbujcie sobie wyobrazić siebie, gdy od rana planujecie – hmm, dzisiaj na randce będę spontaniczna. Oprócz nerwowego planowania, w co się ubrać, dokładacie sobie wymyślanie planu: kiedy zobaczę kwiatki, uplotę sobie z nich wianek. Niech on zobaczy, jaka ja jestem naturalna. Idę na spacer ze swoim partnerem i od początku nerwowo rozglądam się za kwiatkami. On coś do mnie mówi, ale nie do końca to ogarniam, w końcu w głowie pali się hasło: kwiatki! Kwiatki! Gdzie są do kurki wodnej jakieś kwiatki? W końcu są: serce bije coraz szybciej – teraz ma się zacząć show, w którym aktorką będę ja, a jedynym widzem on. Jeśli się uda, zapamięta mnie tak, jak to sobie wymyśliłam. A jeśli nie? Nie może się nie udać! Nic dziwnego, że denerwuję się coraz bardziej. Tu nie ma miejsca na błąd…

Czynność, która mogła być dobrą zabawą staje się kolejnym obowiązkiem do wykonania. Planowana spontaniczność jest sprzecznością. A dlaczego nie pozwolić sobie na prawdziwą naturalność w związku? To kwestia zaufania do samego siebie. Wiary, że kiedy przyjdzie odpowiedni moment, będę mogła puścić hamulce i oddać się zabawie. A to jak odbierze mnie mój potencjalny wybranek będzie tylko efektem tego, jaka jestem naprawdę. Bo całe to udawanie do tego się sprowadza – czy lubię siebie i sobie ufam i pozwalam innym zobaczyć, jaka naprawdę jestem, czy zakładam maskę osoby spontanicznej, ale potem, gdy nikt nie patrzy, to tę spontaniczność odchorowuję?                 

Największym wrogiem spontaniczności jest lęk. Kiedy jesteśmy w jego sidłach, nie ma już w nas miejsca na nic innego. Spontaniczność wiąże się z wyluzowaniem, odpuszczeniem, poddaniem się chwili. W kontroli chodzi o to, żeby zapanować nad lękiem. Boimy się tego, co ludzie o nas powiedzą, co odsłonimy nie pilnując się przez chwilę, a tak naprawdę boimy się siebie. Ciągle się pilnując i dostosowując, nie znamy siebie naprawdę dobrze i nie wiemy, co kryje się pod całym tym udawaniem. A im bardziej się nie znamy, tym bardziej się boimy, tym bardziej więc pilnujemy się i tak błędne koło się zamyka.

Zbliża się lato – czas urlopów, odpoczynku, zmian. To dobry moment, żeby sobie odpuścić. Świadomie zdecydować, że w te wakacje rezygnuję z planowania. Dobrym treningiem spontaniczności jest pojechanie w obce miejsce bez przewodnika. Jeszcze lepiej, gdy wybierzesz swój cel przypadkiem np. idąc za radą miejscowych albo zbaczając z drogi zawędrujesz w nowe miejsce. Spacer bez odhaczania kolejnych atrakcji pozwala otworzyć się na nowe. Gdy dojdziesz do skrzyżowania – skręć tam gdzie jest ładniej. Wejdź do sklepów, do których normalnie nie wchodzisz, kup sobie coś, czego normalnie nie kupujesz. Może wrócisz z lokalną chustką, a może odważysz się spróbować czegoś nowego? Sprawdź jak to jest poruszać się prowadzonym przez ciekawość, a nie plan wycieczki. Do niczego się nie zmuszaj, po prostu rozkoszuj się chwilą, która nie wróci. Być może uda Ci się oprócz opalenizny, zdjęć i pamiątek przywieźć nową umiejętność, jaką jest spontaniczność? Próbuj! 

Komentarze
Komentarze do:

"Spontaniczne Dziecko w ciele Dorosłego"

Zamknij

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. akceptuję