Magazyn Przestrzeń to połączenie codziennej psychologii z kulturą. To miejsce na odnalezienie siebie, dotknięcie swoich emocji, rozwój osobisty. Jest to także płaszczyzna dla sztuki i artystów. Celem magazynu jest promocja świadomego życia, psychologii, ciekawych inicjatyw, szeroko pojętej kultury oraz utalentowanych twórców.

Przestrzeń © 2016



Website credits: MH

Przeglądaj cały numer

Powstać, gdy się upadnie

graf. Tomasz Opaliński

graf. Tomasz Opaliński

Czy możliwe jest podniesienie się z życiowego upadku? Jak w świecie pełnym ludzi sukcesu, zdobywających wszystko o czym marzą, poradzić sobie, gdy to właśnie nam coś nie wyszło?

Internet umożliwił „wgląd” w życie innych osób. Na portalach społecznościowych i wielu blogach widzimy ludzi sukcesu na wakacjach, w podróżach, przy niezwykłych potrawach, obok pięknych dzieci i wspaniałych partnerów, prezentujących książki, które właśnie napisali oraz wyjątkowe dokonania zawodowe. W tym świecie przestrzeń na trudności, kryzysy, upadki jest bardzo wąska lub prawie żadna. Czasem powstaje w nas przekonanie, że życie innych ludzi wygląda tak, jak prezentują je profile internetowe – jest pozbawione samotności, uzależnień, chorób, rozwodów, zwolnień z pracy, zdrad, braku pieniędzy. Doskonale podsumowuje to Agnieszka Graff, pisarka, tłumaczka i publicystka: „Szczęście stało się dziś obowiązkiem. Ludzie smutni czy melancholijni postrzegani są jako nieudacznicy. Tymczasem w życiu jednostki i w życiu zbiorowości dzieją się rzeczy bolesne, przerażające, okropne. I może warto się z nimi zmierzyć inaczej niż przez optymistyczne machnięcie ręką? Mamy prawo do rozpaczy. Rozpacz bywa sensowna. Jest przyznaniem, że życie nie jest sprawiedliwe i czasem musimy przegrać. A wtedy potrzebujemy innych ludzi, którzy z nami tę rozpacz podzielą.” [1]

Kilka lata temu przeprowadzono badania na grupie mężczyzn po 35 roku życia mieszkających na wszystkich kontynentach z wyjątkiem Afryki, dotyczące składowych dojrzałej, zintegrowanej męskiej osobowości. Na czwartej pozycji spośród piętnastu (kolejność miała znaczenie) znalazło się pozytywne przejście kryzysu moralnego, ekonomicznego, psychicznego. Oznacza to, że aby w pełni wykształcić dojrzałą i zintegrowaną męską osobowość, niezbędne jest konstruktywne przejście kryzysów. I choć badania dotyczyły mężczyzn, to kobiety także stają przed pytaniem, jak pozytywnie podnieść się z upadku.

Jak to jest, gdy upadniemy?     

„Czasem czujemy się jakby ‚przeorani’ przez życie

Czuję się porozrywany i nabrzmiały –
życie głęboko mnie doświadczyło tym,
co niezrozumiałe, niesprawiedliwe i nieuprawnione.
Pozostała ze mnie tylko rana.
Otwarta i rozdarta, jakby przecięta nożem.” [2]

W upadku czujemy się pęknięci, nieadekwatni, odizolowani od świata i jakby wyłączeni z życia. Zatopieni w bólu zamykamy oczy na świat zewnętrzny, a w sercu nie czujemy nadziei na to, by sytuacja mogła się zmienić. Rozpad. Rozpacz. Bezsilność wobec losu. Kryzys może nas złamać i odciąć od życia w sensie duchowym, a także fizycznym. Zamknięcie w sobie, zwrócenie się przeciwko światu, odbieranie wszystkiego, co dzieje się na zewnątrz i wewnątrz jako wrogie i zagrażające, jakbyśmy chcieli zatrzymać płynące do nas impulsy, bo każdy z nich sprawia ból. Jeszcze przed chwilą pełni życia, robiący plany na wakacje, z koszem pełnym zakupów, w jednej chwili stajemy się namiastką samych siebie.

Tak wygląda moje życie

Każda osoba ma swój indywidualny próg tego, co nazywa kryzysem, a co tylko przejściowymi kłopotami. Są osoby, dla których rozwód, śmierć bliskiej osoby, poważna choroba, wypadek czy utrata pracy stają się przyczyną załamania i upadku ducha. A są takie, które przechodzą te momenty bez większych problemów. Również dla jednej osoby to samo zdarzenie w różnych etapach życia, może mieć zupełnie inne znaczenie oraz różne konsekwencje. Zatem powód kryzysu staje się mniej istotny i nie ma żadnej uniwersalnej miary.

Nie znajdziemy też jednej uniwersalnej metody na radzenie sobie z kryzysami i upadkami, ale możemy odczytywać drogowskazy, które dają nam nasi bliscy, przyjaciele, psychoterapeuci, artyści czy przywódcy duchowi, i spośród tych drogowskazów wybierać te, z którymi jest nam po drodze.

Przyznanie się przed samym sobą, że nam nie wyszło, że oto ponieśliśmy niepowodzenie, że nasze życie od teraz wygląda zupełnie inaczej, jest bardzo trudne. A wzięcie odpowiedzialności za to, czego doświadczamy bez umiejscawiania się w roli ofiary, jest dla wielu osób nieosiągalne. Albo wypieramy niepowodzenia machając ręką i mówiąc: „Nic się nie stało!”, albo przypisujemy winę światu zewnętrznemu i innym ludziom. Gdy Internet świętuje sukcesy w atmosferze kultu sukcesu, w jaki sposób i komu możemy się przyznać, że upadliśmy? I kto nas zrozumie? Kto bez uczucia litości, wyższości i zamartwiania się jest w stanie zrozumieć nasze upadki, dać wsparcie i wiarę w nas?

Wszystko, co czujemy jest „normalne”, a także wszystko, co nas spotyka i czego doświadczamy jest „normalne”. Czasem wydaje nam się, że jesteśmy w naszym bólu i naszym upadku wyjątkowi, jakby jedyni, wybrani i powołani do tego, by cierpieć. Czujemy się nierozumiani przez innych, więc żyjemy oczekiwaniem na wyzwoliciela: magiczną wróżkę, zrządzenie losu, polityków, którzy zmienią rzeczywistość, naszych bliskich, którzy sami się zmienią albo nas uratują. Wiara we własną sprawczość zostaje zachwiana i zburzona, na nic nie mamy wpływu, to ślepy los tak zrządził.

Zatrzymuje nas strach, już w pierwszym kroku – strach przed przeżywaniem uczuć. Nagle musimy zmierzyć się z niewyobrażalnym smutkiem, stratą, obawą o przyszłość, zagrożonym bezpieczeństwem, bólem. Nie chcemy tego czuć. Dołącza się do tego strach przed zmianą. Oto nagle musimy wziąć odpowiedzialność za swoje życie, za nową sytuację i powiedzieć sobie, że tak właśnie teraz wygląda moje życie. Ten strach maskujemy uzależnieniami, pracoholizmem, adrenaliną. Tadeusz Gadacz, polski filozof i religioznawca, w książce O umiejętności życia przywołuje słowa Ericha Fromma: „Jeśli nie wystarcza (…) sama rutyna pracy, człowiek pokonuje swoją nieuświadomioną rozpacz przy pomocy rutyny rozrywek, biernego konsumowania dźwięków i obrazów, jakie stawia mu do dyspozycji przemysł rozrywkowy, następnie przez zadowolenie, jakiego mu dostarcza nabywanie wciąż nowych rzeczy i szybkie wymienianie ich na inne. Dzisiejszy człowiek (…) jest dobrze odżywiony, dobrze ubrany, zaspokojony seksualnie, a jednak nieposiadający swego ja, bez żadnych, prócz bardzo powierzchownych, kontaktów z bliźnimi.”[3]

Zwrócić się w kierunku Życia

Leszek Kołakowski (1927 – 2009) filozof, eseista i publicysta na pierwszym miejscu wśród życiowych wartości stawiał przyjaciół [4]. Często podkreślał ważność przyjaźni i utrzymywania relacji z przyjaciółmi. W chwilach kryzysu są niezastąpieni. Ale można tę przyjaźń odnieść także do siebie samych – oto my sami możemy dać sobie zrozumienie, akceptację i łagodność wobec tego, co przeżywamy. Gdy dotyka nas kryzys trudno nam zaakceptować fakt, że tylko w nas samych jest ratunek. Choć potrzebujemy pomocy innych ludzi – przyjaciół, terapeutów czy duchownych, to tylko my sami możemy się wyzwolić. Alfried Längle, austriacki psycholog i psychoterapeuta, sformułował to w ten sposób: „Gdy skonfrontujemy się z nieodwracalnością naszego losu i naszą niewolą względem niego, to mniej liczy się to, z jakiego powodu cierpimy. Ponieważ nie mamy na to wpływu, staje się to sprawą poboczną. Najważniejszą sprawą jest wtedy nasza decyzja, czy w ogóle gotowi jesteśmy wziąć to cierpienie na siebie, czy też spróbujemy umknąć wyrokowi losu.”[5]

I w momentach upadku, zwraca się ku życiu wewnętrznemu:

„Co mi jeszcze pozostaje oprócz pytania?
Pytania «po co?» Dlaczego muszę to znosić?
To pytanie, którego istotę tak trudno zrozumieć.
Po co te rany, po co to wszystko?
Czego mogę w sobie szukać?
Czy to we mnie ma się pojawić to, co nowe?

To pytanie otwiera oczy i przynosi ulgę.” [6]

Otwarcie się na uczucia, które przeżywamy, zaakceptowanie bólu i stanięcie z nim twarzą w twarz, otwiera drogę ku wyzwoleniu. Aby ‚zmartwychwstać’, trzeba najpierw umrzeć, o czym mówi nawet Biblia: „Powie ktoś: A jak zmartwychwstają umarli? W jakim ukazują się ciele? O, niemądry! Przecież to, co siejesz, nie ożyje, jeżeli wprzód nie obumrze. To, co zasiewasz, nie jest od razu ciałem, którym ma się stać potem, lecz zwykłym ziarnem, na przykład pszenicznym lub jakimś innym. Podobnie rzecz się ma ze zmartwychwstaniem. Zasiewa się zniszczalne, powstaje zaś niezniszczalne; sieje się niechwalebne, powstaje chwalebne; sieje się słabe, powstaje mocne; zasiewa się ciało zmysłowe, powstaje ciało duchowe.[7]

Podniesienie się z upadku oznacza zwrócenie ku Życiu rozumiane jako przyznanie się do niepowodzenia, zaakceptowanie bólu, a w kolejnym kroku poszukiwanie sensu tego, co się wydarzyło. Odnalezienie znaczenia naszych przeżyć i nadanie im wartości, staje się kluczem do konstruktywnego przejścia kryzysu. Wspomniany już Tadeusz Gadacz pisze tak: „Ludzie autentycznie bezsilni, którzy nie są tchórzami, nie uciekają od życia. Wręcz przeciwnie, pomimo bolesnych doświadczeń chcą żyć, pracować, tworzyć. Dla nich nadzieja nie jest ucieczką, łudzeniem się aż do śmierci. Jest twórczą siłą.” [8] A zatem nakierowuje nas na szukanie sensu poprzez twórcze działania i jako przykład przywołuje wspomnienia z okresu drugiej wojny światowej o Ks. Konstantym Michalskim, rektorze Uniwersytetu Jagielońskiego: „Każdy wówczas robił to, co mógł. Kto mógł, walczył. On pisał. Zdawało się, że w takiej właśnie sytuacji wojennych losów, które prawie nikogo nie oszczędzają, twórcza praca nie miała sensu. Wszystko wydawało się nawoływać do obojętności, rezygnacji, buntu, a może nawet rozpaczy. (…) Dzisiaj mówiąc o męstwie bycia możemy posłużyć się jego słowami: „W świecie pożogi dziejowej widzi się wyraźniej niż kiedykolwiek, że ludzki świat, nasz świat, można ratować i budować tylko z jednej, jedynej siły – z nowej miłości.” [9]

Nasza kultura mało uwagi poświęca kryzysom i temu jak te kryzysy mądrze przechodzić. Uczymy się utwardzania, walki i obrony, a rzadko mówimy o łagodności, zrozumieniu, akceptacji. Z chorobami walczymy, a nie koimy ich. W przypadku zbrodni więcej uwagi poświęcamy sprawcom, ich ściganiu i karaniu, a na marginesie naszej świadomości pozostają ofiary oraz pomoc im, zdobywamy się jedynie na datki pieniężne i materialne. Boimy się miękkości i zrozumienia, bo wtedy musielibyśmy przyznać się, że sami tego potrzebujemy, a nie wiemy skąd to brać.

[1] Agnieszka Graff (profil Laboratorium Psychoedukacji na Facebook’u
[2] Alfried Langle „Żyć z sensem. Praktyczne zastosowanie logoterapii”, Wydawnictwo Barbelo, Warszawa 2016, s. 69
[3] Tadeusz Gadacz, O umiejętności życia, Wydawnictwo Znak 2003, s. 108
[4] Polityka
[5] Alfried Langle „Żyć z sensem. Praktyczne zastosowanie logoterapii”, Wydawnictwo Barbelo, Warszawa 2016, s. 68
[6] Ibidem, s. 69
[7] 1 Kor 15, 35-37. 42-49 Ciała zmartwychwstałe będą przemienione
[8] Tadeusz Gadacz, O umiejętności życia, Wydawnictwo Znak 2003, s. 194
[9] Ibidem, s. 58

Komentarze
Komentarze do:

"Powstać, gdy się upadnie"

Zamknij

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. akceptuję