Magazyn Przestrzeń to połączenie codziennej psychologii z kulturą. To miejsce na odnalezienie siebie, dotknięcie swoich emocji, rozwój osobisty. Jest to także płaszczyzna dla sztuki i artystów. Celem magazynu jest promocja świadomego życia, psychologii, ciekawych inicjatyw, szeroko pojętej kultury oraz utalentowanych twórców.

Przestrzeń © 2016



Website credits: MH

Przeglądaj cały numer

Oblicze street art’u

Celem wystawy Paper Walls w Galerii 18a, której wernisaż odbył się 18 grudnia ubiegłego roku, jest przeniesienie street art’u z przestrzeni miejskiej w eleganckie progi galerii artystycznej. Wierni pierwotnym ideom mogliby zapytać, co sztuka ulicy robi na salonach w ugładzonej papierowej formie i czy takie mezaliansy w ogóle powinny zdarzać się w nieokiełznanym świecie artystycznego buntu. W końcu na co dzień niebezpiecznie balansuje on na granicy wandalizmu, jednocześnie broniąc się nieodpartą estetyką oraz trafnym i krytycznym spojrzeniem na świat. Street art staje się tematem trudnym dla sztuki. Trudno go nie zauważyć i trudno odnieść się do niego poprzez znane dotąd kryteria. Łatwo natomiast o mylne wrażenie. W końcu sami Wandalowie, choć w gruncie rzeczy nie odbiegali niczym od ówczesnych europejskich ludów, dostąpili wątpliwego zaszczytu bycia określeniem dla nabuzowanych chuliganów.

12528287_10205043208674014_1353674625_o

Wystawa Paper Walls, autor Simpson; dzięki uprzejmości Galeria 18a

 

Twórcy wystawy Paper Walls za główny cel biorą bardzo zróżnicowany i niejednorodny stylistycznie charakter polskiego i światowego street artu, z uwzględnieniem szerokiego wachlarza stosowanych przez artystów technik i metod pracy. Zaczynając od Davida de la Mano, artystę z Hiszpanii, który między innymi za pomocą kawy i tuszu, tworzy niepokojący świat cieni. Czarne sylwetki ludzi przeplatające się z motywami zwierzęcymi na tle ziemistego beżu przywodzą na myśl inspirację malarstwem prehistorycznym. Kompletnie inne skojarzenia budzą prace autorstwa FAILE – duetu Patricka McNeila i Patricka Millera. Artyści nie stronią od różnorodnych technik (w swojej karierze stosowali zarówno drewniane pudełka i palety, tradycyjne płótna, jak i młynki modlitewne stosowane przez buddystów), a inspirację czerpią z dorobku kultury amerykańskiej, religii świata, natury. Dostrzegalne są tutaj także wpływy tradycyjnej sztuki zdobniczej Płw. Iberyjskiego i wiele, wiele innych. Prace na wystawie Paper Walls, portrety kobiet, w estetyce lat 60. z charakterystycznym komiksowym konturem i kompozycją złożoną z napisów w wielu różnych czcionkach, to niewielki fragment będący wizytówką ich mocno osadzonego w tematyce społecznej i politycznej, pełnego buntu i symboliki, stylu. Galeria 18a udowadnia nam też, że i Polski street art potrafi. Na wystawie mamy możliwość konfrontacji m.in. z pracami Simpsona, który za pomocą szablonu, akrylu i płótna przewrotnie odzwierciedla i komentuje wydarzenia na terenie Polski i całego świata. Prosty, lecz czytelny wizerunek Palmy na jednej z wystawianych prac, to krytyka społeczeństwa, któremu mówiąc kolokwialnie owa “palma odbiła”. Natomiast płótno ze Zgrzewką Butelek Wody z napisem State można odczytywać jako krytykę kształtu współczesnej idei państwa. Dosadny minimalizm w estetyce komiksu. Warto zwrócić też uwagę na prace Petera Fussa, kolejnego polskiego artysty zaangażowanego, który nie boi się ani polskości ani wiary katolickiej. Przykładem jest m.in portret Jezusa w słynnej pozie z obrazu Jezu, ufam Tobie wg. projektu siostry Faustyny Kowalskiej w czerni i bieli, z prostym motywem dekoracyjnym i napisem EAT MY MEAT (czego raczej siostra nie przewidywała). W innych swoich pracach niejednokrotnie wytyka Polakom hipokryzję, dewocję i zaściankowość, nie oszczędzając przy tym sceny politycznej. Zainspirowany rodzimą rzeczywistością, jak sam o sobie pisze, jest również duet Monstfur. Chłodna, urbanistyczna estetyka z dużą ilością blachy, zawiłymi industrialnymi kompozycjami oraz surrealistycznymi motywami owadów, czyli szare polskie realia w (nie)szablonowej odsłonie. Ukochaną techniką artystów jest właśnie szablon. Na wystawie można zobaczyć pokaźnych rozmiarów pojemnik na kwas solny odbity na papierze fabrycznym, wkomponowany między szkice rur, tabele danych i ozdobiony niedbałym graffiti – być może stanowi motyw autotematyczny. Nie można zaprzeczyć, że w tej chłodnej, martwej naturze dużo jest technicznego męstwa.

Wystawa oferuje również prace wielu innych artystów, zarówno polskich, jak i zagranicznych. Obey, Chazme, Cleon Peterson i wielu innych – godnie zaprezentowało się w eleganckiej przestrzeni kamienicy na Nowogrodzkiej. Jaki więc wpływ na ich artystyczną tożsamość oraz charakter ich sztuki mają tego typu posunięcia?

Nie od dziś zadajemy sobie pytanie o słuszność muzealizacji street art’u. Jak powszechnie wiadomo, już od pewnego czasu funkcjonuje on w przestrzeni publicznej, zyskuje swoje grono zwolenników i krytyków, często bezkompromisowo wyraża to, czego społeczeństwo werbalizować nie chce lub nie umie. Wydaje się, że jednocześnie żyje i staje się światowym dziedzictwem kultury. Ostatnie nastoletnie podrygi, przedsionek dorosłego życia. Chcemy czy nie, ten nurt ewoluuje. Czy słowo street jest jeszcze wiążące, a może zyskało dużo szersze znaczenie? Nawet na jednej z pierwszych wystaw street art’u w Tate Gallery organizatorzy stanęli przed podobnym pytaniem. Ostatecznie wystawa odbyła się na świeżym powietrzu, tak jakby były budynek hali elektrowni nie miał wystarczająco chłodnego, urbanistycznego charakteru. Efekt niesamowity, tylko pozostaje pytanie, czy była to zasadna obrona tradycji i ukłon do artystów, czy może ucieczka przed konsekwencjami przełamania zasady w sztuce, która łamanie zasad uznaje za jeden ze swoich filarów. Przeciwnicy zamykania street art.’u w czterech muzealnych ścianach obawiają się ingerencji w jego istotę poprzez włączanie w przestrzeń instytucji. Podawane są też argumenty o roli muzeów. Czy takie gwałtowne, zbuntowane zaangażowanie w aktualną sytuację polityczną i społeczną przystoi świątyni sztuki? Wprowadzenie tego typu estetyki, bardzo atrakcyjnej dla wielu, skierowane nie tylko do wysublimowanej grupy – mogłoby wpłynąć na pozycję muzeum. Pozostaje nierozstrzygnięte pytanie, czy byłoby ono oznaką postępu, czy dekadencji samej instytucji? Najważniejsze jest oczywiście zdanie samych artystów, którzy swoją twórczość przeniesioną do przestrzeni zamkniętej określają mianem sztuki współczesnej. Street art pozostaje na ulicy. Takie rozróżnienie w definiowaniu rozwiązuje problemy natury teoretycznej. Pytanie, co na to zwykły śmiertelnik. Czy jest świadomy, że tam za rogiem na budynku widział sztukę ulicy, a tu w galerii podziwia właśnie tę współczesną?

12546117_10205043214274154_654162062_o

Wystawa Paper Walls, autor Faile; dzięki uprzejmości Galeria 18a

Dotychczasowa relacja między twórcą a odbiorcą w street art’cie ideologicznie najbliżej plasowała się gdzieś obok koncepcji sztuki średniowiecznej. Niczym przed kilkoma wiekami liczy się efekt pracy i anonimowość autora. Ta druga wynika zarówno ze względów praktycznych, jak unikanie odpowiedzialności karnej za mazanie po murach, jak i symbolicznych. Utajenie osobistej tożsamości  potrafiło uczynić z artysty prawdziwą legendę, co potwierdza przypadek Banksy’ego, którego podziwia, ale przede wszystkim poszukuje cały świat. Między innymi dzięki jego działalności, wizerunek sztuki ulicy zauważyły zarówno autorytety, jak i społeczeństwo – i to kompletnie niezaangażowane w środowisko artystycznych partyzantów. Prace potrafią być duże, krzykliwe, rażące lub małe, ale nad wyraz wymowne. Nierzadko pozostają bez emocji – czy to takich związanych z przeżyciem estetycznym, czy ideologicznym, czy też ze zwykłym stereotypem wandala. Street art realizuje te piękne idee sztuki, za które niejeden artysta prosto z atelier oddałby wiele.

Jednak tworząc wystawy, jak ta w Galerii 18a, dochodzi do pewnej demaskacji tego, kto stoi za tego typu sztuką w Warszawie, w Polsce, a nawet na całym świecie. Prace nie biorą się z kosmosu, a tym bardziej z chuligaństwa. Przybliżając publiczności istnienie tożsamości autora, dążymy do zaakceptowania istnienia jego sztuki, nawet jeśli pozornie wyłamuje się z jej klasycznego wyobrażenia. Prace zawieszone w schludnej przestrzeni galerii, w której gościli artyści pokroju Stasysa Eidrigevičiusa czy Elżbiety Baneckiej, pokazują pewną jej równorzędność i ciągłość, tak jakby chciały udowodnić, że ona wcale nie umiera, ale wciąż ewoluuje. Poza tym, dzięki zaznaczeniu tożsamości street art’owców, widzimy inne zjawisko. Artysta zaczyna funkcjonować w wyobrażeniu społeczeństwa już nie tylko jako dziwaczny kreator, element bohemy lub snob, ale po prostu człowiek. Dlatego street art w XXI wieku ma dla sztuki tak ogromne znaczenie. Jest kolejnym sposobem na przełamanie impasu w świecie sztuki, impasu, który istnieje w nim od zawsze, niczym zjawisko dzisiejszej młodzieży, zawsze gorszej od tej dawnej. Nadaje tożsamości całej sztuce.

Częściowe przełożenie tego, co z ulicy na papier – znacznie nobilituje artystów, ale, co istotniejsze, pozwala na otwarcie dialogu również z poprzednim pokoleniem twórców i odbiorców. Nawet z tego praktycznego punktu widzenia – koneser sztuki starej daty zafrapowany nową ideą prędzej kupi obraz 1,5x 1,5 m, a dopiero potem zamówi mural nad wanną z antysystemową, nagą syreną. Można to śmiało nazwać dojrzewaniem street art’u. Owszem staje się on elementem mainstreamu, ale tym samym pozwala na przedłużenie sztuki żywej i zaangażowanej, stojącej w opozycji do wszystkiego i otwartej na wszystkich. A zupełnie pomijając kwestie ideowe, to rewelacyjny sposób na przekształcenie szarych, polskich blokowisk na małe Tate Galleries – taka sztuka ulicy nie tylko dla sztuki, ale i dla ulicy…

Komentarze
Komentarze do:

"Oblicze street art’u"

Zamknij

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. akceptuję