Magazyn Przestrzeń to połączenie codziennej psychologii z kulturą. To miejsce na odnalezienie siebie, dotknięcie swoich emocji, rozwój osobisty. Jest to także płaszczyzna dla sztuki i artystów. Celem magazynu jest promocja świadomego życia, psychologii, ciekawych inicjatyw, szeroko pojętej kultury oraz utalentowanych twórców.

Przestrzeń © 2016



Website credits: MH

Przeglądaj cały numer

O powrotach, dla powrotów, z powrotami

W celu napisania tego felietonu z pełną premedytacją otworzyłam stary dokument w komputerze, aby móc rzetelnie odnieść się do wracania. W końcu jak powroty – to powroty. Nie można być gołosłownym, szczególnie jeśli pisze się do Magazynu Przestrzeń. Za to gołym nie można być również na większości nadbałtyckich plaż, dlatego nikt pewnie nie puści w obieg zdjęć nagiej pani premier lub innej głowy (a może raczej pupy?) państwa. A tak to czasem bywa na Zachodzie. Znad polskiego morza natomiast przywieźć można wiele innych wspomnień, od wielokilometrowych labiryntów wielobarwnych parawanów, przez morskie okrzyki mew i sprzedawców kukurydzy, czy tabuny nagich dzieci kopiących fosy do wnętrza ziemi. A wszystko w rytmie hitów tegorocznego lata, i z lat z innych lat, a może i zim. Nieistotna pora roku, byleby Polacy piosenki znali i do nich regularnie wracali, jak wracają nad polskie morze czy do tych przegranych powstań i Bitwy pod Grunwaldem.

graf. Karolina Lubaszko

graf. Karolina Lubaszko

Rozpamiętujemy niesłychanie, rozpamiętujemy na potęgę. Powracanie leży w naturze człowieka, ale możemy pokusić się o teorię, że nie zawsze tak było. W pewnym sensie pojawia się ono dopiero w momencie brzemiennej w skutki rewolucji neolitycznej w latach 10000 – 4000 p.n.e, kiedy to kreatywne lenistwo naszych przodków pomogło im kompletnie przekształcić łowiecko-zbieraczy, koczowniczy tryb życia na całkowicie nowy – osiadły. Oczywiście skutkiem takiego posunięcia był przede wszystkim rozwój cywilizacji, w tym hodowla roślin i zwierząt, wytworzenie skomplikowanych struktur społecznych, narodziny handlu i przemysłu, w końcu produkcja mebli, w tym kanap, co by to każdy mógł sobie wygodnie osiąść. Wraz z zaanektowaniem konkretnego kawałka ziemi, zabudowaniem go na własną modłę czy to dosłownie za pomocą budynków, czy w przenośni poprzez przywiązanie danej społeczności, mamy do czynienia z wykreowaniem bardzo silnego punktu odniesienia, takie nasze axis mundi. Oczywiście nomadom również znana była wędrówka do wcześniej odkrytego już terenu obfitego w zwierzynę czy inne surowce, jednak przypominało to prędzej sytuację współczesnego studenta mieszkającego w domu rodzinnym. Tymczasowego bywalca zawieszonego między swoją skrajnie opłakaną niezależnością finansową, a przymusem posiadania pokoju z kuchnią, łazienką, a przede wszystkim Internetem. Taki student-koczownik zrozumie znaczenie powrotu do tego, co znane i przytulne, kiedy przyjdzie mu osiąść na stałe, zamontować talerz Polsatu, poprowadzić światłowody z Internetem i złożyć regał BILLY z regulowanymi półkami oraz możliwością dopasowania przestrzeni do własnych potrzeb*. Na wzór i podobieństwo swoich wspomnień on tam urządzi**.

I nadejdzie taka chwila, kiedy wróci do domu rodzinnego. Pamiętając ten ciepły kąt za rozgrzanym, kaflowym piecem, haftowane firany spływające po anemicznych paprotkach, fikusy na legendarnym, szarym parapecie z lastriko i ujrzy, że jego siedemdziesięcioletnia matka poszła z duchem czasu, piec wypieprzyła, firany skitrała w wersalce, lastriko wymieniła na grubą, postmodernistyczną, drewnianą dechę pełną chorowicie powykręcanych, drzewek bonsai. 

W obliczu powszechnie widocznego przemijania, pojęcie powrotu kompletnie mija się z rzeczywistością. Najgorszy zawód, to właśnie ten, który sprawia nam przefiltrowana pamięć.  Oczywiście możecie trywializować ten problem. W końcu pełna nadziei po ciężko przepracowanym roku akademickim przyjeżdżam nad polskie morze, pamiętając je z rewelacyjnych tygodni dzieciństwa w Rewalu, Ustce, Jantarze, zastaję jaskrawy folklor. Lepki, sierpniowy hałas, słodki zapach włoskich lodów z golonką, polaną Łomżą z pipy, oplecioną kręconymi frytkami, tęczowymi warkoczykami. Na horyzoncie grube dzieci w cekinowym bikini na dmuchanych donutach, nawoływane przez spieczonych, zawianych krewnych. I wtedy wracam pamięcią do lutego, marca, kwietnia i w głębi serca czuję, że studiowanie to naprawdę fajna sprawa.

*źródło – ikea.com 
**przyp. autora – aluzja do kultowego sloganu IKEA – TY TU URZĄDZISZ

Komentarze
Komentarze do:

"O powrotach, dla powrotów, z powrotami"

Zamknij

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. akceptuję