Magazyn Przestrzeń to połączenie codziennej psychologii z kulturą. To miejsce na odnalezienie siebie, dotknięcie swoich emocji, rozwój osobisty. Jest to także płaszczyzna dla sztuki i artystów. Celem magazynu jest promocja świadomego życia, psychologii, ciekawych inicjatyw, szeroko pojętej kultury oraz utalentowanych twórców.

Przestrzeń © 2016



Website credits: MH

Przeglądaj cały numer

O Oskarach

Symbol Oscara na okładce filmu, z dodaną małym drukiem informacją o nominacji, bądź większym – o wygranej, jest nie tylko nagrodą, ale i świetną kampanią marketingową, czy też wskazówką dla szukających „dobrego filmu na wieczór”. Analogicznie i ja z trzech powodów – chęci oceny, skuszona nominacją, ale i szukając czegoś, co może być interesujące, zmierzyłam się z filmami nominowanymi do zaszczytnej nagrody. Umniejszamy znaczenie Oscara, przynajmniej tego przyznawanego dziś. W natłoku komentarzy, trudno jednak oddzielić rzetelną krytykę od tęsknoty za tym, co było kiedyś. W końcu lody z dzieciństwa wydają się być słodsze, niż te, które można dzisiaj kupić w podobnej budce na Starówce. Można więc rozprawiać o słuszności nagrody czy nominacji, co nie zmieni jednak faktu, że zwycięstwo w pewien sposób wynosi film na piedestał.

oskary

graf. Urszula Zabłocka

Wśród tegorocznych nominacji, doceniony został jedenastoletni wysiłek aktorów i twórców „Boyhood-u”. Poznajemy świat Masona, na początku 5-letniego, na końcu 18-letniego chłopca. Do tego świata należy jego matka (i jej zmieniający się partnerzy), rodzeństwo (siostra i to przybrane, po drugim ślubie matki) oraz cała masa wydarzeń, jakie ma większość ludzi w tym okresie życia. „Boyhood” nie jest klasycznym filmem ze zwrotami akcji, problemem, który rozwiąże się przed napisami końcowymi. „Boyhood” do niczego nie zmierza, co choć brzmi ostro, nie umniejsza filmowi wartości. Bohater dorasta z każdą minutą, na naszych oczach aktorzy są coraz starsi – słodkie dzieci przestają być słodkie, tyją i chudną, zmieniają przyzwyczajenia, podobnie jak ich rodzice. Kinomani przyzwyczajeni do tradycyjnych filmów mogą być zawiedzeni. Kiedy zaczynamy interesować się jakimś fragmentem życia bohaterów, ten umyka nierozwiązany. Reżyser boleśnie nie pokazuje nam skutków trudnych wydarzeń (np. przemoc w rodzinie), stawia nas w roli podglądacza, jednocześnie przyspieszając akcję o kolejny rok, zaraz po scenach, które nas zainteresowały. Oczywiście skutków możemy się dopatrywać w ewentualnych zachowaniach i decyzjach bohaterów. Czy jest to oryginalne? Na pewno. Doceniając jedenaście lat pracy i trzy godziny filmu, trudno jednak nie czuć niedosytu… akcji. Ale może właśnie takie, zwyczajne i nudne jest nasze życie?

Na pewno zastanawiające są psychologiczne skutki, czy też konsekwencje jedenastoletniego zaangażowania w tworzenie filmu. Choć zdjęcia trwały tylko 39 dni, trudno wątpić, że aktorzy nie czuli zobowiązania przez jedenaście lat. Córka reżysera, która wcieliła się w rolę siostry Masona, chciała zresztą, aby jej postać została uśmiercona. Postać jednak do końca miała się dobrze. A jak czuła się sama aktorka?

Upływający czas jest także motywem przewodnim „Teorii wszystkiego”, czyli kolejnej oskarowej nominacji. Historia wybitnego fizyka, Stephena Hawkinga, rozpoczyna się od jego uniwersyteckich sukcesów i zauroczenia przyszłą żoną. Pierwszy zwrot akcji to wyrok – choroba, która w ciągu dwóch lat ma zakończyć się śmiercią. Aktorzy są postarzani w tradycyjny sposób, systematycznie postępuje także choroba głównego bohatera (który oczywiście żyje do dziś) i miłość do żony. Nie jest to jednak film o słynnej „krótkiej historii czasu”, ale jest on długą historią czasu miłości Hawkinga i Judy. Jest historią czasu choroby, poświęcenia, przełamywania barier. I nie jest to także przełamywanie barier, które znamy z tkliwych dzieł o chorych, czy w jakikolwiek sposób społecznie zmarginalizowanych osobach. Stephen Hawking jawi nam się jako człowiek, który może chcieć rozwieść się z żoną, człowiek o niesamowitej inteligencji i dużej ironii, człowiek, który przyjmuje pomoc, zachowując dumę. Film jest wspaniałym studium psychologicznym relacji międzyludzkich, poświęcenia i dojrzałości. Duży plus za grę głównego bohatera i fakt, że reżyserowi udało się uciec od hollywoodzkiej wzniosłości.

And the Oscar goes to…  (Uwaga, spoiler!)

Mój problem z Birdmanem jest prosty i znany każdemu miłośnikowi kina. Nie mogę odmówić Birdmanowi wartości, a jednak nie przypadł mi on zupełnie do gustu. Ale od początku – mamy oto aktora, dawną, blaknącą gwiazdę, która chce udowodnić sobie, że może wrócić do czasów dawnej świetności. Ambicje są jednak dużo większe niż u szczytu sławy – pan Bird zamierza zostać aktorem teatralnym. Tło jest iście celebryckie – aktor jest samotny, nie radzi sobie z wychowaniem córki (skądinąd uzależnionej od narkotyków), nie stroni od alkoholu, snuje wizje o zwycięstwie i uparcie dyskutuje ze swoim dawnym „ja”. Kolejne minuty to kolejne próby – te teatralne, jak i próby mierzenia się z ambicją, słabościami, zdaniem innych i zwątpieniem. Całość zwieńczona spektakularnymi ujęciami, masą kolorów (zestawioną z szarymi korytarzami teatru), muzyką rodem z filmów o wszelakich –manach. Niepowodzenie prób teatralnych, jak i tych życiowych znajduje ujście w premierze spektaklu. W wyniku zamierzonej zamiany broni (ze sztucznej na prawdziwą), aktor znów staje się wizualnie Birdmanem, dzięki gipsowi nałożonemu na nos. Chybiony strzał ratuje bohatera przed śmiercią i skutkuje tym, o czym marzył – pochlebnymi recenzjami. Kicz, zepsucie i komercja zataczają koło – starzejący się aktor uciekający przed brzemieniem dawnej gwiazdy popkultury znów się nią staje. Próba samobójcza urasta do rangi poświęcenia, chęci zmaksymalizowania realizmu i wybitnej kreacji. Historia aktora staje się historią socjologiczną, ukazuje, jak bardzo społeczeństwo pragnie krwi. Nawet kosztem życia. Co więc mnie w tej historii drażni? Warstwa estetyczna, rola Michaela Keatona (chwalonego, ale nie wygranego!), a może po części także i prawda o każdym z nas.

Komentarze
Komentarze do:

"O Oskarach"

Zamknij

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. akceptuję