Magazyn Przestrzeń to połączenie codziennej psychologii z kulturą. To miejsce na odnalezienie siebie, dotknięcie swoich emocji, rozwój osobisty. Jest to także płaszczyzna dla sztuki i artystów. Celem magazynu jest promocja świadomego życia, psychologii, ciekawych inicjatyw, szeroko pojętej kultury oraz utalentowanych twórców.

Przestrzeń © 2016



Website credits: MH

Przeglądaj cały numer

Niezgrabne metamorfozy. Recenzja książki: Middlesex

niezgrabne metamorfozyNasze jestestwo zaczyna się od łyżeczki. Sprawne dłonie kobiet wprawiają ją w ruch nad nabrzmiałym brzuchem matki. Po chwili oznajmiają ciekawskim rodzicom, kto zawita do ich świata. Nie mają zbyt wiele do wyboru. Albo różowa Calliope, uwielbiająca zabawę w plastikową kuchnię, albo niebieski Cal, preferujący dzikie doznania szkolnego lania po pysku. Problemy pojawiają się wraz z metamorfozą słodkiej, niewinnej dziewczynki. Jej głos za bardzo przypomina męski bas, a tęczowe naszyjniki uwidaczniają jabłko Adama. Tam, gdzie kończy się społecznie uznawana normalność, wkracza Jeffrey Eugenides. Oznajmia w „Middlesex”, że „gdyby normalność była normalna, to nikt by się nią nie przejmował.” Dlatego stwarza sagę rodzinną o braciach, siostrach, kochankach. I ich dzieciach. Dziwnych dzieciach.

Współczesne odrodzenie

Główni bohaterowie powieści Eugenidesa ciągle poszukują. Miejsca, religii, pieniędzy i  miłości. Najlepiej uczucia przepełnionego dramatycznymi rozstaniami, oczywiście z wojną w tytule. Podskórnie czują, że najważniejszym celem życia jest znalezienie drugiej połówki. Tajemne sformułowanie przylgnęło na stałe do ich otoczenia. Szukają bratniej duszy z dwóch powodów. Pierwszy, to ten nieokiełznany i wstydliwy, bezpośrednio związany z ludzkim pożądaniem. Drugi, bardziej wyrafinowany, pojawił się wraz ze społecznymi uwarunkowaniami. Desdemona, od której swą opowieść zaczyna pisarz, mówi do brata, że „musi on znaleźć dobrą żonę”. Ruda, brunetka, blondynka, cokolwiek, byle mieć ją na własność, posiadać na półce. Jeszcze wtedy nie spodziewa się, że brat myśli o niej, nie jak o krewnej, ale jak o kochance skrywanej w tajemnicy przed światem. Wybiera na żonę Desdemonę. Siostrę i  właścicielkę najlepszych jedwabników w Grecji. Od tej pary możemy śledzić pięknie zawiłą historię o odradzaniu się ludzkiej tożsamości.

Matki, żony i kochanki

„Wszystko zaczyna się od jajka” – czyta mała Calliope, poproszona o to przez nauczycielkę w amerykańskiej szkole. W oryginale zdanie brzmi „Ex Ovo Omnia”, a autorem jest rzymski poeta Owidiusz, twórca „Metamorfoz”. Nie bez powodu Eugenides sięga po fragmenty klasycznego tekstu, który miał pomóc w wytłumaczeniu chaotycznych dziejów świata. Grecki idealizm piękna przetrwał do dziś, przez wieki wyznaczając definicję nienaruszalnego ładu. Afrodyta wynurzająca się z morskich głębin wygląda o wiele lepiej niż zmęczona Desdemona, dbająca o linię po urodzeniu syna, Miltona. Eugenides przyciąga niebiańskie mity do ziemskiej, brudnej i amerykańskiej rzeczywistości. Nie zapomina jednak o kaziorodczych relacjach Hery. To one są bajkowym wytłumaczeniem powstania odklejonej Calliope.

Córeczka tatusia

Nie jest łatwo być dziewczynką. Zwłaszcza długo wyczekiwaną, kruchą i nieporadną. Calliope, wnuczka Desdemony i Lefty’ego (siostry i brata), córka Tessie i Miltona (kuzynki i kuzyna), od pierwszego dnia narodzin wychowywana była w duchu różowej przestrzeni. Pudrowe sukieneczki, koniecznie długie włosy i wszechogarniająca grzeczność. Zwłaszcza w obecności gości. Córeczka przystaje do rodzinnego wzorca, powoli odkrywając uwarunkowania własnej płci. Jednym z nich jest chłopięcy krokus, jakiego nie mają inne koleżanki. W kolejnych latach Calliope oczekuje na pierwszy okres, jak nastolatka bojąca się zajścia w bliźniaczą ciążę. Zna także coraz bardziej wyrafinowane sposoby powiększania mdłych piersi. Wypchana wata zaczyna ją jednak uwierać w zderzeniu z rudowłosą przyjaciółką, nazwaną Mrocznym Pożądaniem. Calliope znajduje w niej metaforyczną drugą połówkę. Pierwsze seksualne uniesienia boleśnie pozbywają ją złudzeń.

Syn synowi nierówny

Nie jest łatwo być chłopcem. Już nie taki mały Cal ucieka od rodziców, ścina włosy i przyodziewa swój pierwszy, za duży garnitur. Dzięki temu może przez chwilę ukryć pozostałości Calliope: dziewczęcy chód i drobne rączki, co chwilę sprawdzające czystość paznokci. Wybiera los amerykańskiego beatnika. Podróżując w nieładzie po Stanach, oddala się od sztywnych ram znanego. Aż trafia do miejsca przyziemnych rozkoszy. W przydrożnym barze „Sześć na dziewięć” Cal zaprzyjaźnia się z samym sobą. Innym, bardziej męskim i brutalnym. Codziennie zanurza się w zbiorniku wodnym, by jego zagadkowe przyrodzenie mogli podglądać zgłodniali wyobraźni mężczyźni. Łączy ich szorstką tajemnicę z łagodnością nastoletniej Calliope. Akceptuje istnienie drugiej połówki. Powraca do domu, niczym miejski Odyseusz.

Druga połówka potrzebna od zaraz

Nie jest łatwo być hermafrodytą. Grecki mit o dwupłciowym bóstwie był dawniej próbą wytłumaczenia zaburzeń o podłożu genetycznym. U Eugenidesa staje się poetyckim rozwiązaniem nieprzystawalności do otoczenia. Jedna z kobiet mówi do bohatera: „Zawsze byli hermafrodyci, Cal. Zawsze. Platon napisał, że pierwsza istota ludzka była hermafrodytą. Wiedziałeś o tym? Pierwsza osoba składała się z dwóch połówek, jednej męskiej, a drugiej żeńskiej. Następnie te dwie części rozdzieliły się. Dlatego wszyscy ciągle poszukują tej drugiej połówki. Wszyscy oprócz nas. My już posiadamy obie połówki.” I kiedy dorosły już Cal sobie to uświadamia, los (i Eugenides w jednym) podsyła mu Julię – drobną Azjatkę, która twierdzi, że „piękno jest zawsze trochę wynaturzone”. Ciągle tkwi w nas potrzeba korzystania z mitologicznej, boskiej interwencji. Hermafrodyt połączony na zawsze z nimfą Salmakis brzmi lepiej niż historia genu, mutacji na piątym chromosomie.

Komentarze
Komentarze do:

"Niezgrabne metamorfozy. Recenzja książki: Middlesex"

Zamknij

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. akceptuję