Magazyn Przestrzeń to połączenie codziennej psychologii z kulturą. To miejsce na odnalezienie siebie, dotknięcie swoich emocji, rozwój osobisty. Jest to także płaszczyzna dla sztuki i artystów. Celem magazynu jest promocja świadomego życia, psychologii, ciekawych inicjatyw, szeroko pojętej kultury oraz utalentowanych twórców.

Przestrzeń © 2016



Website credits: MH

Przeglądaj cały numer

Muzea sztuk brzydkich

Polska sztuka współczesna przez lata próbowała przebić się przez mur sceptycyzmu. Rodzimi artyści szerzej znani i doceniani byli za granicą, podczas gdy w Polsce ich prace traktowano zwykle jako nieśmieszny żart (w najlepszym przypadku jako prowokację dla samej prowokacji), cenzurowano, a później robiono wokół nich czarny PR. Nazwisko Kozyry (Katarzyny, nie Roberta) budzi w siedmiu na dziesięć przypadków skojarzenia negatywne, chociaż tylko jedna osoba potrafi wymienić jakikolwiek tytuł jej pracy. Mas media stworzyły z niej naczelną skandalistkę naszego swojskiego podwórka – przestała być inteligentną kobietą z pomysłem na swoją sztukę, a stała się operującą tandetą dziewczyną nie wiadomo skąd. Nie należy mieć złudzeń, że nad realnym sensem prac Kozyry zastanawia się znikomy odsetek populacji – nie wszyscy muszą być wyrafinowanymi znawcami obecnych wydarzeń artystycznych. Ale o ile  krytykę prac Kozyry czy Rajkowskiej rodzi zwykle niewiedza i bezrefleksyjne powielanie utartych opinii, o tyle historia Zbigniewa Libery jest nieco bardziej skomplikowana.

Na fali miażdżącej krytyki jego obóz koncentracyjny zbudowany z klocków LEGO wycofany został z prezentacji w polskim pawilonie na Biennale w Wenecji. Biorąc pod uwagę chłodne przyjęcie z jakim prace Libery spotykały się wśród przeciętnych Kowalskich, nie byłoby w tym nic szczególnie zadziwiającego. Psikus polegał na tym, że recenzentem nie był przeciętny Kowalski, ale elita intelektualna i artystyczna śmietanka. Jeżeli za plecami artysty, którego prace są cenzurowane, nie pojawia się gro wpływowych twórców, swoją wiedzą i autorytetem odbijających piłeczkę ignorancji, to czy dziwić powinien powszechny, lekceważący stosunek do sztuki współczesnej?

Dlaczego przed muzeami i galeriami sztuki współczesnej nie ustawiają się kolejki?
Tym, co odróżnia sztukę współczesną od obrazów da Vinci i rzeźb Michała Anioła, jest złożoność procesu ich postrzegania i interpretowania. Żeby uchwycić sens Śniadania na Trawie, wystarczy zmysł wzroku, czasami wzbogacony o lekturę genezy powstania i biografię autora. Bez względu na wiek, płeć, narodowość wszyscy zgodnie przyznajemy, że Ostatnia Wieczerza jest dziełem pięknym i wybitnym – nie trzeba legitymować się tytułem doktora historii sztuki żeby opowiedzieć o tym, co przedstawia (i świetnie trafić w interpretacyjny klucz). Materiał, jaki dostarczają artyści współcześni jest na tyle problematyczny, że wychodzi poza ramy standardowej percepcji. Tu oczy pełnią funkcję biernego odbiornika, bo dojście do sedna wymaga przede wszystkim wiedzy teoretycznej i kontekstualnej. Współczesne performance nie są tak ładne jak adaptacja Mistrza i Małgorzaty w Teatrze Wielkim, ale nie o ładność tutaj chodzi. Estetyka nie tylko nie jest już wartością obiektywną, ale w ogóle przestaje mieć znaczenie. Znaczenie ma teraz sens.

Muzeum sztuki brzydkiej
Nie będzie kształtnie, składnie i ładnie, ale wydarzenia, jakie w najbliższych miesiącach przygotowały polskie galerie i muzea sztuki współczesnej są tak zróżnicowane, że trudno nie wziąć udziału w choćby jednym z nich. Warszawska Zachęta od 7 marca gości kanibali – takich, którzy zjadają prace innych. Tak jak wojownicy Kuru po wygranej walce delektowali się sercem rywala w nadziei, że staną się podwójnie silni, tak gro artystów chętnie pałaszuje cudzą sztukę (bynajmniej nie mięsa) licząc, że staną się podwójnie znani i doceniani. Granica między inspiracją a przywłaszczeniem w zasadzie nie istnieje. Odkąd Duchamp rozpoczął erę ready-mades, nowego znaczenia nabrało kopiowanie, remiksowanie i powielanie. Jakkolwiek podobne do oryginału, Mona Lisa z domalowanymi wąsikami, pisuar podpisany jako fontanna, puszki zupy Campbella czy pudełka Brillo odtworzone w skali 1:1 to dziś klasyki. Ustawione w galeryjnych wnętrzach, opatrzone nazwiskiem autora i długą kuratorską notką, nabrały nowego znaczenia – z przedmiotów użytkowych awansowały na pozycję muzealnych eksponatów. Nadawanie obiektom znalezionym na chodniku czy w garażu nowych konotacji w związku z włączeniem ich do kanonu sztuki sprawia, że taki świadomy artystyczny transfer zyskuje walor działania prekursorskiego i jest wartościowy już sam w sobie. Nie można odmówić pionierskiego charakteru rzeźbom Jeff’a Koons’a, na pierwszy rzut oka przypominających balonikowe zwierzątka powiększonych rozmiarów. Wątpliwości co do oryginalności pracy pojawiają się wtedy, gdy artysta powiela schematy innego autora, niewiele wnosząc do ich kształtu, ale sygnując swoim nazwiskiem.  Wolność to twórcza czy już kradzież?

Smacznego
Ogromne plakaty w przejściu podziemnym między Marszałkowską a Alejami Jerozolimskimi wychodzą z propozycją spędzenia marcowego popołudnia z Natalią LL. I słusznie, bo Natalia to kobieta, którą warto poznać. O niezapomniany klimat spotkania zadbają przestronne wnętrza Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie,  utwory Wagnera i oczywiście sama Natalia. To aktywna od lat ’60 legenda polskiej sztuki konceptualnej, matka współczesnego ruchu feministycznego. Jej fotografie nie mają nic wspólnego z sielankowymi zdjęciami kaczuszek w stawie czy rosy na płatku koniczyny – biją erotyzmem, ocierając się o pornografię. Klarowne w przekazie, ale o nieoczywistym znaczeniu. „Sztuka konsumpcyjna” i „sztuka postkonsumpcyjna” to prace, które przypieczętowały pozycję Natalii LL jako jednej z najbardziej wpływowych światowych artystek. Założenie było proste – uwieczniać standardowe, podejmowane codziennie czynności. To też robią przedstawione na fotografiach kobiety – jedzą kisiel, żują banana, piją mleko. Z pozoru niewinne, stylizowane na grzeczne uczennice, z grzywką i blond włosami związanymi w kucyki, operują jednak ustami w taki sposób, że trudno nie interpretować ich działań w kategoriach prowokacji. Na pozór standardowe procedury, przedstawione w nietypowym kontekście nabierają zgoła odmiennego znaczenia – powszechny rytuał staje się erotyczną grą. Prace Natalii LL stanowią dla odbiorcy intelektualne wyzwanie. Żeby docenić ich wartość należy z jednej strony sięgać poza ramy standardowej percepcji, która ignorując symboliczne znaczenie każe widzieć parówkę czy szklankę kefiru w kategoriach banalnych przedmiotów codziennego użytku, z drugiej – powstrzymać się od pochopnych interpretacji ich dwuznacznego charakteru.  

Cierpliwość będzie nagrodzona
Sztuka współczesna wciąga odbiorcę w grę, której zasady nie są proste. Z jednej strony daje intelektualny wycisk, z drugiej – jest tolerancyjna i otwarta na propozycje. Cierpliwość szczodrze nagradza – przeżyciami, których doświadczenie nie byłoby możliwe w żadnych innych okolicznościach. Żeby po spotkaniu z nią móc powiedzieć, że okazało się w jakikolwiek sposób wartościowe (nikt nie chce spędzić dwóch godzin w Zachęcie tylko po to, żeby uznać je za marnotrawstwo czasu), nie trzeba wcześniej przebić się przez stertę publikacji dotyczących współczesnych kierunków artystycznych. Jakkolwiek rozwinięcie swojej wiedzy teoretycznej jest istotne dla dotarcia do sedna, o tyle kluczowa jest otwartość na nowe doświadczenia. Postawa z rodzaju „i tak nie będzie mi się podobać to, co zobaczę” nawet najbardziej wyedukowanego odbiorcę wzbogaci tylko o ból głowy. Dzieła prezentowane w centrach sztuki współczesnej nie są ewidentne i proste w odbiorze. Jednak to, co wydaje się rzucaniem kłód pod nogi i bezsensownym zacieraniem znaczenia, w rzeczywistości stanowi najcenniejszy walor. Niekiedy kosztem oczywistej estetyki i niezakłóconej niczym uczty dla oka, sztuka współczesna jest źródłem znacznie głębszych przeżyć – satysfakcji z odkrywania istoty tego, co niejednoznaczne.

Komentarze
Komentarze do:

"Muzea sztuk brzydkich"

Zamknij

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. akceptuję