Magazyn Przestrzeń to połączenie codziennej psychologii z kulturą. To miejsce na odnalezienie siebie, dotknięcie swoich emocji, rozwój osobisty. Jest to także płaszczyzna dla sztuki i artystów. Celem magazynu jest promocja świadomego życia, psychologii, ciekawych inicjatyw, szeroko pojętej kultury oraz utalentowanych twórców.

Przestrzeń © 2016



Website credits: MH

8

Przestrzeń
#8

Jesień już na dobre rozgościła się za oknem, pokazując nam swoje zmienne humory. To czas zbiorów tego, co zasialiśmy na wiosnę - czas podsumowań powoli kończącego się roku. Niewątpliwie okres ten niesie ze sobą coś melancholicznego i refleksyjnego. W tym jesiennym nastroju postanowiliśmy wybrać się w podróż - po różnych obszarach naszego życia.

W październikowym numerze Magazynu Przestrzeń skupiamy się na wędrówce, będącej nieodłącznym elementem naszego życia. Zapuszczamy się w tematykę kryzysów w związku. Zastanawiamy się jakie wyzwania stoją na drodze młodych dorosłych. Odbywamy ważną, ale i trudną podróż w głąb siebie. Dokonujemy refleksji nad uważnym życiem. Wędrujemy także w obszar urody i rozmawiamy z Dorotą Kwiatek, założycielką Naturalnie z Pudełka, o świadomej pielęgnacji. 

W części o kulturze i sztuce poznajemy twórczość Magdaleny Shummer. Oglądamy także zapis z podróży Zofii Rydet. Czytamy recenzje książkowe. Odwiedzamy przedpremierowy pokaz Demona Marcina Wrony. Poznajemy kolejnego zdolnego artystę - Jakuba Kozłowskiego. 

Zapraszam do lektury!
Redaktor naczelna
Joanna Niedziela

Życie to wędrówka…

„Podróż przecież nie zaczyna się w momencie, kiedy ruszamy w drogę, i nie kończy, kiedy dotarliśmy do mety.
W rzeczywistości zaczyna się dużo wcześniej i praktycznie nie kończy się nigdy, bo taśma pamięci kręci się w nas dalej, mimo że fizycznie dawno już nie ruszamy się z miejsca.” Ryszard Kapuściński

fot. Magazyn Przestrzeń

fot. Magazyn Przestrzeń

Komentarze

Wyboista wędrówka we dwoje – czyli o kryzysach w związku

graf. Urszula Zabłocka

graf. Urszula Zabłocka

Dobrze wędrować przez życie w parze. Doświadczamy fantastycznych emocji kiedy się zakochujemy, kiedy zdobywamy miłość. Jest to jednak dopiero początek podróży, ponieważ miłość trzeba jeszcze umieć utrzymać. A wspólna droga nie zawsze jest usłana różami. Parom w początkowych fazach związku wydaje się (mam wrażenie, że przodują w tym kobiety), że zawsze będzie tak idealnie, wspaniale i bez konfliktów. Te osoby mój tekst rozczaruje, niektóre pewnie nie uwierzą i stwierdzą: „u nas będzie inaczej!”. Jako żem złośliwa odpowiem: nie, nie będzie. Ale przy odrobinie dobrych chęci nie będzie też tragedii.

Czym jest kryzys w związku? Otóż, dla każdego może oznaczać coś innego. Jedni kryzysem nazwą większą kłótnię, inni pewien okres drobnych sprzeczek, jeszcze inni duże, ważne wydarzenie w życiu związku. W psychologii posługujemy się tą ostatnią definicją. Kryzys jest właśnie takim punktem przełomowym, powodującym zwrot (nie zawsze w dobrym kierunku) w związku. Przełom ten charakteryzują m.in.: konieczność podejmowania decyzji, poczucie zagubienia czy lęk o przyszłość. Według Roberta Sternberga, amerykańskiego psychologa, na miłość składają się trzy czynniki: namiętność, intymność i zaangażowanie. W miarę ewoluowania związku zmieniają się proporcje tych składowych wpływając na dynamikę relacji, a nierzadko powodując wystąpienie w niej kryzysu.

Faza, w której w danym momencie znajduje się nasz związek jest jednym z czynników wpływających na częstotliwość i natężenie konfliktów (np. na etapie tzw. romantycznych początków będą one rzadsze). Istotne jest także wychowanie – to z jakiej rodziny pochodzimy, w jakim stylu, w jaki sposób porozumiewają się (lub nie) nasi rodzice. Zarówno świadomie, jak i zupełnie bezwiednie przejmujemy od nich pewne wzorce zachowań i sposoby rozwiązywania konfliktów, stosując je w swoich związkach. Niektóre z nich bywają bardzo destrukcyjne dla obu partnerów. Trzeba dużej świadomości siebie, aby je rozpoznawać i starać się z nimi walczyć, przekształcając w te budujące. Charakter trudności śródzwiązkowych determinują też charaktery partnerów, ich temperamenty i niektóre cechy osobowości. Jedni z nas wybuchają gwałtownie, ale krótkotrwale, szybko zapominając o zdarzeniu, inni długo i boleśnie przeżywają każdą nieprzyjemną wymianę zdań. Każdy z nas może mieć też inny poziom gotowości na rozmowę o problemie, na zmianę swojego sposobu myślenia czy postępowania. Zderzenie tych różnic może, choć nie musi, powodować trzęsienie ziemi pomiędzy partnerami.

Kryzysy, czyli momenty przełomowe w związku, takie jak: wspólne zamieszkanie, zawarcie związku małżeńskiego, pojawienie się dziecka, choroba w rodzinie czy nawet pierwsze wspólne wakacje to wydarzenia, które burzą dotychczasowy porządek i wymuszają zmiany. A zmiana, jak wiadomo, wymaga czasu. Proces ten może być bolesny i od nastawienia partnerów, ich dojrzałości zależy jak będą go przechodzili. Razem czy osobno? Aktywnie czy będąc jedynie biernym uczestnikiem?

Warto pamiętać, że kryzys w związku kiedyś nastąpić musi. Relacja między dwojgiem ludzi jest jak sinusoida, gdzie po okresie stabilności czy jak kto woli stagnacji, pewnej rutyny, zwykle zdarza się coś, co jest mniejszym lub większym wstrząsem. I bardzo dobrze. Tylko dzięki temu związek może się rozwijać, iść do przodu, zmieniać swoją postać. Bardzo lubię piosenkę zespołu Varius Manx, której tekst zawiera słowa „tylko ty i ja… najmniejsze państwo świata…”*. Przypomina mi to, że praktycznie każdy kraj nawiedzany był przez różnorakie kataklizmy i często narody dotknięte takim nieszczęściem mobilizowały się i wychodziły z niego mądrzejsze i silniejsze. Fajnie by było wędrować we dwoje przez życie w takim stylu, prawda?

*W tekście wykorzystano fragment piosenki zespołu Varius Manx „Najmniejsze państwo świata”,
autor tekstu: Andrzej Ignatowski.

Komentarze

Wędrówka w głąb siebie

graf. Urszula Zabłocka

graf. Urszula Zabłocka

Z pewnością jest to jedna z ważniejszych i trudniejszych podróży, jaką odbędziemy w naszym życiu. Poznanie samego siebie bywa często bolesne, ale i zaskakujące. Nie mam jednak na myśli psychoterapii, ani warsztatów rozwojowych, tylko nasze kompetencje miękkie. Ich znajomość może mieć niemałe znaczenie przy wyborze stanowiska na jakie aplikujemy, a dla pracodawcy być informacją, jak na tym stanowisku będziemy funkcjonować. Samowiedza pozwala także na doskonalenie swoich słabszych stron, a przede wszystkim zrozumienie samego siebie.

Kompetencje miękkie

Kompetencje miękkie to takie predyspozycje jak osobowość, temperament, inteligencja, inteligencja emocjonalna, kreatywność, odporność na stres, kompetencje społeczne i wiele innych. Możemy je zbadać u psychologa za pomocą testów i kwestionariuszy. Dlaczego nie możemy jednak zrobić tego za pomocą narzędzi dostępnych w Internecie? Testy i kwestionariusze znajdujące się w sieci to wyroby testopodobne – nie wiemy zupełnie nic jak zostały skonstruowane, jaką mają rzetelność, trafność, czy posiadają normy. Jedyną osobą, która może nas zbadać za ich pomocą, jest osoba z wykształceniem psychologicznym – posiadająca wiedzę i umiejętność wyciągania trafnych wniosków interpretacyjnych. Ponadto, tylko psycholog ma możliwość zakupu testów i kwestionariuszy Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.

Stałe cechy

Część predyspozycji psychologicznych to względnie stałe cechy, co oznacza, że nie trzeba ich badać wielokrotnie. Do tej grupy zaliczamy między innymi osobowość i temperament. Osobowość jest niczym nadrzędny system regulacyjny, dzięki niej jesteśmy tym, kim jesteśmy. Za teorią Wielkiej Piątki wyróżniamy tu takie wymiary jak neurotyczność, ekstrawersja, ugodowość, sumienność i otwartość na nowe doświadczenia. Temperament to biologicznie zdeterminowane właściwości organizmu, ujawniające się w poziomie energetycznym i charakterystyce czasowej zachowania. Do cech energetycznych za Regulacyjną Teorią Temperamentu zaliczamy reaktywność emocjonalną, wytrzymałość, wrażliwość sensoryczną i aktywność, a do charakterystyki czasowej żwawość i perseweratywność. Znajomość swojego temperamentu może nam pomóc dobierać odpowiednie aktywności i warunki pracy, które zapewnią nam komfort psychiczny.

Możliwość rozwoju

Druga grupa składa się z predyspozycji, których poziom zmienia się w czasie i które możemy starać się doskonalić. Zaliczamy tu między innymi kompetencje społeczne, kreatywność czy inteligencję emocjonalną. Kompetencje społeczne gwarantują naszą efektywność w kontaktach z innymi ludźmi. Wymieniamy umiejętności asertywne, towarzyskie, społecznikowskie, kooperacyjne i zaradność społeczną. Nabywamy je w toku treningu społecznego (naturalnego lub sztucznego). Każda sytuacja kontaktu międzyludzkiego wpływa potencjalnie na rozwój naszych kompetencji. Można je także doskonalić poprzez uczestnictwo w różnego typu warsztatach, np. asertywności. Warto także wspomnieć o inteligencji emocjonalnej, będącej zbiorem zdolności poznawczych do 1) akceptowanie, wyrażanie i wykorzystywanie własnych emocji w działaniu, 2) empatii, czyli rozumienie i rozpoznawanie emocji innych ludzi, 3) kontroli, także poznawczej, nad własnymi emocjami i 4) rozumienia i uświadamiania sobie własnych emocji. Istotą jej rozwijania jest umożliwienie nabycia przez jednostkę zarówno doświadczeń emocjonalnych, jak i społecznych, które są niezbędne dla rozwoju i doskonalenia zdolności i kompetencji emocjonalno-społecznych. Co do kreatywności – nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że współcześnie jest predyspozycją wysoko cenioną na rynku pracy. Jest ona umiejętnością częstego generowania oryginalnych i wartościowych wytworów (np. twórcze rozwiązanie problemu). Ją także możemy rozwijać.

Psychodiagnostyka a rekrutacja

Badanie predyspozycji psychologicznych coraz częściej staje się elementem procesu rekrutacyjnego. Posiadanie odpowiedniego wykształcenia czy przebycie specjalistycznych kursów nie sprawią, że nadamy się na dane stanowisko. Znaczenie mają także nasze kompetencje miękkie, ponieważ inne cechy potrzebne są np. do pracy bibliotekarza, inne do pracy z ludźmi, a jeszcze inne na stanowisko kierownicze. Zbadanie swoich predyspozycji to sposób na pogłębienie samowiedzy, ale i zaskoczenie przyszłego pracodawcy – na przykład poprzez dołączenie raportu swoich kompetencjach miękkich, potwierdzonych przez specjalistę do CV.  

Bibliografia:

  • Matczak, A., Knopp, K. (2013). Znaczenie inteligencji emocjonalnej w funkcjonowaniu człowieka. Wydawnictwo Stowarzyszenia Filomatów
  • Nęcka, E. (2012). Psychologia twórczości. Sopot: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.

  • Strelau, J., Zawadzki, B. (2008). Psychologia różnic indywidualnych. W: Strelau, J., Doliński, D. (red.), Psychologia. Podręcznik akademicki (tom 1, s. 765-846). Sopot: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne

***

A Ty znasz już swoje kompetencje miękkie? Na hasło „przestrzeń” nasi czytelnicy otrzymają 10% zniżki na przebadanie swoich kompetencji miękkich i otrzymanie raportu mocnych stron do CV w Pracowni Różnic Indywidualnych. Oferta ważna do 15 listopada 2015 roku.

logo_PRI (1)

Komentarze

Pokolenia w drodze ku samodzielności

graf. Urszula Zabłocka

graf. Urszula Zabłocka

Mając kilka lat wkładałaś mamine korale i szpilki, aby paradować przed lustrem? A może siadając za kierownicą samochodu rodziców, udając, że kierujesz autem krzyczałeś ,,Jestem jak tata”? Rodzice są pierwszym autorytetem, wzorcem, do którego dążą maluchy często wołając ,,Chce być dorosły”, podpatrują ruchy, naśladują styl mówienia, uczą się określonego zachowania w danych sytuacjach. Na przestrzeni lat zmienia się to diametralnie, nastolatki negują postawy i wartości swoich rodzicieli, a młodzi dorośli poszukują swojej drogi, nie licząc się z radami seniorów. Mimo buntu, różnych życiowych wyborów, to relacja z rodzicami jest jedną z najsilniejszych. Jednak nadchodzi ten dzień, kiedy wyprowadzasz się z domu i może zmienić się wszystko. To zazwyczaj pierwszy krok ku samodzielności i początek odcinania emocjonalnej pępowiny.

Budowanie własnego świata, tworzenie nowych relacji z partnerem czy podejmowanie pracy w wybranym mieście, często są naznaczone zmianą w relacjach dorosłe dziecko – rodzic. Dla obu stron nie jest to łatwa zmiana, szczególnie jeśli dorosłe dziecko długo mieszkało z rodzicami lub jest z nimi bardzo zżyte. 

Dorosłe dzieci zaczynając żyć na swój rachunek, muszą stawić czoła niejednemu wyzwaniu, które wzbudza lęk. Zarówno całkowita odpowiedzialność za to jak wygląda własne życie, czy nowe sytuacje, które czekają młodego człowieka: znalezienie pracy, partnera, założenie rodziny, miejsca do życia – mogą opóźniać wyjście z domu. Dom rodzinny to wygodny wybór, jeśli nie mamy ochoty mierzyć się z przeciwnościami. Rodzice chętnie przyjmują dorosłe dzieci lub wręcz odradzają im wyprowadzkę z domu. Obie strony czerpią z tego korzyści, rodzice mogą dalej sprawować swoją władzę, mieć iluzję, że ich dziecko nie dorosło i nic się nie zmieniło. A dorosłe dziecko wybierając wygodny dom rodzinny ucieka od trudnego, choć bardzo potrzebnego etapu w swoim życiu – dorosłości.

Wiele matek i ojców, również przeżywa ,,syndrom opuszczonego gniazda”, czyli ogromną trudność z pogodzeniem się, że dzieci opuściły dom. Towarzyszy temu dojmujące uczucie pustki, smutek, brak pomysłu na zagospodarowanie większej ilości czasu, jaka pojawia się w planie dnia. Może wystąpić poczucie braku sensu życia, zwiększony lęk, obawa przed starością i śmiercią. Brak potomstwa w domu wywołuje odczucie nieuchronnie zbliżającego się końca życia. Syndrom ten pojawia się często u osób, które nie są przygotowane na to, że ich dzieci kiedyś odejdą budować własną rodzinę. Nie dopuszczają myśli o tym, że mogą zostać w domu rodzinnym jedynie z partnerem.

Młody człowiek, który próbuje ułożyć sobie życie, potrzebuje wsparcia rodziny w utwierdzaniu się w swoich wyborach. Jednak nie zawsze to dostaje. Rodzice mogą czuć się urażeni tym, że ,,dziecko” nie chce już słuchać ich rad, kierować się ich zaleceniami i często żyje inaczej niż tego chcieli.  Młody dorosły może traktować taką postawę jako karę. 

Dorosłe dziecko i rodzic, aby nie zaogniać konfliktu i nie wywoływać niepotrzebnej złości powinni przedefiniować swoją relację rodzic – dziecko.  Stworzyć nową jakość, która będzie kolejnym etapem w ich rozwoju. Szczera rozmowa często pomaga w wyrzuceniu z siebie nagromadzonych negatywnych emocji do rodzica czy dziecka i oczyszczeniu atmosfery.

Ważne, aby nie było to destrukcyjne przerzucanie się oskarżeniami, tylko próba zrozumienia drugiej strony i jej potrzeb. Usamodzielnianie się, zarówno dla rodziców, jak i dzieci jest trudnym momentem. Zmienia się wszystko, a przede wszystkim układ sił w rodzinie. Dzieci stają się samostanowiącymi o sobie dorosłymi, zyskują pełnię praw, muszą wziąć całą odpowiedzialność za swoje życie. Rodzice tracą swoją dotychczasową władzę, odzyskują większą wolność w dysponowaniu własnym czasem, który do tej pory poświęcali dzieciom. Może to być błogosławieństwem lub przekleństwem w zależności od nastawienia. 

Komentarze

Żyć uważnie

W dzisiejszych czasach, kiedy tak dużo uwagi poświęcamy tematom związanym z własnym rozwojem, rozwojem naszych pasji i umiejętności, bardzo łatwo o zagubienie. To zagubienie dotyczy spraw dla nas fundamentalnych, dlatego warto czasem się zatrzymać, zwolnić tempo i popatrzeć, czy czasem nas to nie dotyczy. 

fot. Magazyn Przestrzeń, MB

fot. Magazyn Przestrzeń, MB

Współczesny świat narzuca bardzo szybkie tempo życia. Z tego powodu ciągle podnosimy sobie poprzeczkę, by za wszystkim nadążyć. Działamy zadaniowo, od początku naszego dnia odznaczamy w notesie rzeczy, które wcześniej założyliśmy sobie do zrobienia. I tak przez cały dzień, tydzień, miesiąc. Dążenie do doskonałości, nabywanie nowych umiejętności, kształcenie się, wzrastanie – to wszystko bardzo pozytywne rzeczy. Pytanie tylko, czy przez to tempo nie gubimy tego, co najważniejsze.

Filozofia życia

Człowiek od zawsze zadawał sobie te pytania: skąd przyszedł, co tu robi i dokąd zmierza. Pytania te, na pewno pojawiają się w życiu każdej ludzkiej istoty i każdy w jakiś sposób próbuje sobie na nie odpowiedzieć. Odpowiedzi te często daje nam religia czy filozofia i zostawia nam wartości, które przyjmujemy w swoim życiu i nimi się kierujemy, by dążyć do celu naszego życia. By jednak móc się nad tym wszystkim zastanowić, potrzebna nam jest refleksja i szczególny rodzaj skupienia. Jednak zarówno refleksję, jak i umiejętność skupienia, dzisiejszy pędzący świat gdzieś zagubił.

Relacja

Warto się zastanowić, czy biegnąc za wyznaczonymi przez nas samych, przyziemnymi celami, nie zaniedbujemy innych, ważniejszych sfer naszego życia. Czy przez nasz napięty plan dnia nie cierpią relacje z bliskimi nam ludźmi? Czy mam czas, który mogę przeznaczyć tylko i wyłącznie dla drugiego człowieka? To ważne pytania, od których uciec się nie da. Często narzucamy sobie taki pośpiech, że nie znajdujemy czasu na refleksję nad swoimi zachowaniami. A bez tego, bez nabrania odpowiedniego dystansu, nie możemy dobrze ocenić naszych poczynań, łatwo nam popaść w błędne działania. Dlatego warto zwolnić, zatrzymać się i zajrzeć w głąb siebie.

Mniej znaczy więcej

Nie patrzmy na to, ile możemy zdziałać w jak najkrótszym czasie. Skupmy się na tym, w jaki sposób wykonujemy nasze zadania. Postarajmy się wykonywać nasze obowiązki lepiej i dokładniej, zamiast szybciej i byle jak. Rzecz jasna nie chodzi o to, by wykonywać wszystko mozolnie i jak najwolniej, trzeba jedynie zdać sobie sprawę, że pośpiech narzucony nam przez dzisiejszy świat, nie zawsze ma pozytywne skutki. To samo tyczy się nadmiernej aktywności. Co z tego, że zrobimy bardzo dużo rzeczy, jak na żadnej z nich nie będziemy skupieni, zrobimy je byle jak i żadna z nich nie da nam takich korzyści, jak gdybyśmy wykonali je powoli, ale starannie.

Świadome życie

Na zwolnieniu przez nas tempa, skorzysta każdy obszar naszego życia. Dzięki temu, będziemy mogli żyć bardziej świadomie. Przez zabieganie często nie myślimy nawet nad wykonywanymi czynnościami. Nie dbamy o nasz wypoczynek, bez którego przecież nie ma mowy o efektywnej pracy. Przez to nie znajdujemy nawet czasu na jedzenie i dlatego spożywamy byle co i byle jak. Takie działania mogę być bardzo negatywne w dłuższym okresie. Warto się zatrzymać i przeżywać takie chwile powoli. Zwrócić uwagę na to co spożywamy, jak to jest przyrządzone i delektować się smakiem najróżniejszych potraw. Często małe przyjemności wpływają bardzo pozytywnie na nasze życie. Warto i o nich pomyśleć.

Poszukiwanie piękna

Przez niepotrzebny pośpiech nasze życie wewnętrzne może wiele stracić. Każdy ma potrzebę odczuwania dobra i piękna, a dziś często zadowalamy się byle czym. Przykładem niech będzie muzyka. Często nie chcemy poświęcić swojego czasu i skupienia, by docenić sztukę jaką jest cały album jakiegoś wykonawcy, a zadowalamy się jedynie „hitami”, które można usłyszeć w każdym radiu. Warto zwolnić i spróbować poświęcić całą swoją uwagę sztuce. Nie oceniajmy powierzchownie, bez skupienia się na danym dziele, które wymaga przecież czasu.

***

Pośpiech nie jest dobrym doradcą. Dlatego zwolnij i delektuj się każdą chwilą, którą przeżywasz. Żyj świadomie. Żyj uważnie. Dzięki temu można wiele zyskać. Czasem mniej znaczy więcej.

Komentarze

Naturalnie… z pudełka!

Dzięki uprzejmości Naturalnie z Pudełka

Dzięki uprzejmości Naturalnie z Pudełka

Coraz większą uwagę przywiązujemy do zdrowego trybu życia. Świadomie się odżywiamy i nie zapominamy o ćwiczeniach fizycznych. Staramy się znaleźć równowagę między pracą a odpoczynkiem. Dbamy o nasze ciało i duszę. Pytanie tylko – jak o to ciało dbamy? Czy mamy świadomość, że naturalne składniki (poza naszą lodówką) powinny znaleźć się także w naszych kosmetykach? Naturalnie z Pudełka to firma oferująca boxy subskrypcyjne pełne dobroczynnych produktów. Zamawiając je nie znamy ich zawartości, która rozbudza naszą ciekawość i jest miłą niespodzianką. Pudełka niosą jednak ze sobą coś więcej. O ich idei rozmawiamy z pomysłodawczynią – Dorotą Kwiatek. 
 
Joanna Niedziela: Skąd wziął się pomysł na firmę Naturalnie z Pudełka? Jaka przyświecała Państwu idea?
Dorota Kwiatek: ​Jestem ogromną fanką naturalnych kosmetyków. Stopniowo wymieniając kosmetyki drogeryjne na te pozbawione szkodliwej chemii, bardzo szybko zauważyłam, że włosy, cera i paznokcie zaczynają się odwdzięczać i nigdy wcześniej nie były tak piękne i zdrowe. Zauważyli to również moi znajomi i rodzina. Chyba nie ma wśród nich osób, których nie przekonałam do naturalnej pielęgnacji. Ze smutkiem patrzę na półki w drogeriach zapełnione kosmetykami, które zamiast nam pomagać – szkodzą. PEGi, parabeny, SLS i inne wypełniają po brzegi niesamowicie długie listy składników. Niestety wśród kobiet świadomość o szkodliwości składników w kosmetykach jest bardzo mała. Zamiast na składy produktów, zwracają uwagę na zapewnienia producenta czy zapach. Często nie widzą też alternatywy – idąc do drogerii ze świecą mogą szukać prawdziwych, naturalnych produktów i ostatecznie kupują kolejny chemiczny kosmetyk. Dlatego wraz z mężem w maju stworzyłam Naturalnie z Pudełka – box subskrypcyjny pełen naturalnych kosmetyków. Chcę zachęcić kobiety do korzystania z kosmetyków naturalnych. Pokazania im, że naturalne produkty są nieocenione w pielęgnacji oraz edukowania ich o szkodliwości składników, które znajdują się w ich kosmetykach.
 
JN: Czy naturalne sposoby pielęgnacji stają się coraz popularniejsze? Co je wyróżnia?
DK: ​Naturalna pielęgnacja staje się coraz popularniejsza, zwłaszcza na zachodzie Europy. Dzieje się tak, ponieważ wzrasta świadomość kobiet dotycząca szkodliwych składników i ich działania. Sytuacja ta jest zbliżona do zdrowego odżywiania – aktualnie coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że wysokoprzetworzone produkty są szkodliwe i im krótsza lista składników, tym lepiej. Dokładnie tak samo w przypadku kosmetyków. Szkodliwe substancje w składzie kosmetyku zazwyczaj nie przynoszą efektów swojego działania od razu. Parafina, PEGi, filtry przenikające, sole aluminium, produkty ropopochodne, EDTA. Te i wiele innych szkodliwych składników część z nas nakłada nieświadomie każdego dnia na naszą twarz, ciało i włosy. Wpływają one nie tylko na naszą skórę, powodując alergie, podrażnienia czy zapchane pory, ale również na ogólne zdrowie naszego organizmu. Niektóre, nawet jeśli w krótkim czasie nie powodują skutków ubocznych, mogą stać się w przyszłości przyczyną poważnych chorób, w tym nawet raka. Rozwiązaniem są kosmetyki naturalne i całkowicie naturalne składniki – oleje, masła, hydrolaty, zioła. 
 
Dzięki uprzejmości Naturalnie z Pudełka

Dzięki uprzejmości Naturalnie z Pudełka

JN: Zamawianie pudełka z nieznaną zawartością z jednej strony rozbudza naszą ciekawość niczym gwiazdkowy prezent. Z drugiej jednak strony może być kupowaniem przysłowiowego „kota w worku”. Czy taka forma sprzedaży się sprawdza?
DK: Naturalnie z Pudełka to innowacyjna forma zachęcenia ​kobiet do korzystania z kosmetyków naturalnych. Pokazania im, że naturalne produkty są nieocenione w pielęgnacji oraz edukowania ich o szkodliwości składników, które znajdują się w ​drogeryjnych​​ kosmetykach. Naturalnie z Pudełka nie jest tylko sprzedażą kosmetyków​. Wydaje mi się, że dla subskrybentek ważna jest niespodzianka oraz możliwość poznawania nie tylko kolejnych kosmetyków, ale nowych marek oraz ich oferty i filozofii. Kosmetyki naturalne są w większości dostępne wyłącznie w sklepach internetowych.  
 
JN: Jakiego typu i firm kosmetyki możemy znaleźć w pudełkach?
​DK: W każdym pudełku znajduje się od 4 do 6 pełnowymiarowych kosmetyków. Produkty wybieramy tak, aby były uniwersalne dla wszystkich klientek, są to produkty zarówno do pielęgnacji, jak i mało popularne jeszcze kosmetyki kolorowe. W większości przypadków to produkty małych polskich firm. Na pewno subskrybentki nie znajdą w pudełku drogeryjnych, popularnych marek.​
 
Dzięki uprzejmości Naturalnie z Pudełka

Dzięki uprzejmości Naturalnie z Pudełka

JN: Czy możliwe jest, że otrzymany kosmetyk nie będzie odpowiedni dla naszego rodzaju skóry czy włosów? Co wtedy?
DK: ​Dobierając kosmetyki do pudełek staramy się, aby każda z klientek mogła z nich korzystać. Nie ma tam produktów np. do włosów farbowanych albo krzykliwych kolorów kosmetyków kolorowych. Uniwersalność produktów w pudełku jest dla nas bardzo ważna. Jednak w przypadku, w którym okaże się, że kosmetyki nie trafią w preferencje klientki, jest możliwość zwrotu całego pudełka.
 
JN: Czy świadoma pielęgnacja kończy się na odpowiednich kosmetykach, czy wymaga zwrócenia uwagi także na inne sfery naszego życia?
DK: Nasza skóra jest największą częścią naszego ciała, dlatego powinnyśmy o nią dbać. Poza tym stan cery odzwierciedla stan naszego całego ciała i stylu życia. Odpowiednie kosmetyki nie rozwiążą wszystkich naszych problemów, ważna jest właściwa dieta, picie dużych ilości wody, aktywność fizyczna oraz czas na regenerację i odpoczynek. 
 
Spodobał Ci się pomysł? Zajrzyj na stronę Naturalnie z Pudełka, aby znaleźć więcej informacji i zamówić swoje pudełko. 
 
logo_nzp_duze
Komentarze

Biblioteka rozwoju

Autentycznym być

Prawdopodobnie każdy, kto kreuje własną markę zadaje sobie pytanie, jak robić to w najbardziej efektywny sposób. Jedną z możliwości jest budowanie swojej działalności na autentycznym przekazie. Jak to jednak osiągnąć? Pomoże nam w tym książka Anny Piwowarskiej Autentyczność przyciąga. Jak budować swoją markę na prawdziwym i porywającym przekazie?

Autentyczność przyciąga to pozycja podkreślająca istotę mówienia o swojej działalności w sposób prawdziwy, zgodny z naszymi przekonaniami i tym, kim jesteśmy. Książka przepełniona jest przykładowymi tekstami, ćwiczeniami i pytaniami, jakie powinniśmy sobie zadać. Z kolejnych rozdziałów dowiemy się czym w ogóle jest autentyczność w biznesie, jak wykorzystać ją do budowania swojej marki, jak pisać przyciągające teksty oraz jak się promować (a w tym: content marketing, media społecznościowe, storytelling).

Książka Anny Piwowarskiej to wartościowa pozycja, która pokazuje krok po kroku jak zbudować pozytywny i autentyczny wizerunek swojej marki zarówno osobistej, jak i firmowej. Zaletą poradnika jest podkreślanie, aby słuchać swojej intuicji i wybierać to, co jest dla nas najlepsze, co płynie z naszego wnętrza i uwydatnia wyjątkowość naszej działalności. A czy Twoja marka jest autentyczna?

Autentyczność przyciąga. Jak budować swoją markę na prawdziwym i porywającym przekazie? Anna Piwowarska
Wydawnictwo HELION

AUTENT

 

Pierwszy krok do nawyku

Nikogo nie trzeba przekonywać, że zmiana jest procesem trudnym – wystarczy pomyśleć o noworocznych postanowieniach. Problem tkwi w naszych wygórowanych oczekiwaniach łatwych i szybkich rezultatów. Istnieje jednak sposób, aby prawie bezboleśnie wprowadzić zmiany do swojego życia. Rozwiązaniem są mininawyki, o których pisze Stephen Guise.

Mininawyki. Małymi krokami do sukcesu to książka pokazująca jak planować zmiany w swoim życiu za pomocą niepozornego, ale wykonywanego codziennie działania. Autor w początkowych rozdziałach skupia się na działaniu naszego mózgu, który walczy z nami i broni się przed wypracowywaniem jakichkolwiek rewolucji. Omawia także różnicę między siłą woli a motywacją. Najobszerniej opisuje strategię mininaywków oraz kroki i zasady wprowadzania ich w nasz codzienny rozkład dnia.

Stephen Guise zmianę swojego trybu życia rozpoczął od jednej pompki dziennie. I to zadziałało. Stąd wziął się pomysł na przekazanie swojej strategii innych ludziom. Mininawyki to pozycja dla wszystkich, którzy chcą przestać walczyć ze swoim mózgiem i w końcu dokonać zmiany w życiu.

Mininawyki. Małymi krokami do sukcesu, Stephen Guise
Wydawnictwo HELION

MININA

Komentarze

Zofia Rydet. Zapis podróży

„Proszę sobie wyobrazić staruszkę, która ma osiemdziesiąt pięć lat, mieszka zupełnie sama w chylącej się ku ziemi chacie. Sypia na barłogu, na którym ma jakieś resztki słomy, brudną płachtę do przykrycia, żyje z tego, co przyniosą jej ludzie ze wsi. I ta kobieta ma w sobie tyle optymizmu, tyle wiary, że «Bóg zechce ją niedługo wziąć do siebie» i skończą się jej cierpienia. […] Czy gdzieś jeszcze znajdę kogoś, kto tak myśli? Nie wiem – utrwalam na zdjęciach tę staruszkę, jej otoczenie i mam poczucie, że pozostawiam ją na zawsze na kliszy – ten świat przetrwa.“
– Zofia Rydet[1]

Zofia Rydet, fotografia z cyklu „Zapis socjologiczny”, 1984–1990. Źródło: zofiarydet.com; © 2068/12/31 Zofia Augustyńska-Martyniak; zdjęcie dostępne na licencji CC BY-NC-ND 3.0 PL

Zofia Rydet, fotografia z cyklu „Zapis socjologiczny”, 1984–1990. Źródło: zofiarydet.com; © 2068/12/31 Zofia Augustyńska-Martyniak; zdjęcie dostępne na licencji CC BY-NC-ND 3.0 PL

…Proszę sobie wyobrazić staruszkę, która ma sześćdziesiąt siedem lat i znany już szerszym kręgom dorobek artystyczny. Podróżując PKS-em lub autem ze znajomymi, wędruje od drzwi do drzwi wiejskich chat z niezmiennie zawieszonym na szyi aparatem. Właśnie zadecydowała, że resztę życia poświęci realizacji swojego największego dzieła. Zofia Rydet (1911-1997), jedna z najważniejszych polskich fotografek, to kolejna postać, którą warszawskie Muzeum Sztuki Nowoczesnej postanowiło przywrócić do kanonu światowej historii sztuki. Od 25 września prace z cyklu „Zapis socjologiczny” możemy oglądać na wystawie „Zofia Rydet. Zapis. 1978-1990”.

Zofia Rydet urodziła się w dobrze sytuowanej rodzinie w Stanisławowie, na terenie dzisiejszej Ukrainy. Podobnie jak wielu twórców tamtego czasu, fotografią zaczynała posługiwać się jako amator. Być może to właśnie brak teoretycznego i technicznego przygotowania zadecydował o pewnej bezpośredniości i autentyzmie jej twórczości. Jej pierwsze serie to fotografie dzieci (cykl „Mały człowiek”), starości („Czas przemijania”), biedy, a także surrealistyczne, sentymentalne fotomontaże („Manekiny” czy „Macierzyństwo”).

Zofia Rydet, fotografia z cyklu „Zapis socjologiczny”, 1981; Osoby na fotografii: Józef Robakowski i Małgorzata Potocka; © 2068/12/31 Zofia Augustyńska-Martyniak; zdjęcie dostępne na licencji CC BY-NC-ND 3.0 PL

Zofia Rydet, fotografia z cyklu „Zapis socjologiczny”, 1981; Osoby na fotografii: Józef Robakowski i Małgorzata Potocka; © 2068/12/31 Zofia Augustyńska-Martyniak; zdjęcie dostępne na licencji CC BY-NC-ND 3.0 PL

W wieku 40 lat wstąpiła do Gliwickiego Towarzystwa Fotograficznego, gdzie nawiązała istotne kontakty z innymi polskimi fotografami. Na jednej z wycieczek Towarzystwa, w Zakładach Samochodowych w Jelczu, Rydet przygląda się boksom dla pracowników. Odkrywa, że każdy z nich jest inny, ponieważ inne są przedmioty, które ludzie w nich umieszczają. Tak skrystalizował się pomysł na fotografowanie człowieka „w jego codziennym otoczeniu, wśród tej otoczki, którą sam sobie stwarza, to właśnie wnętrza i przedmioty, którymi się otacza, mówią najbardziej o jego psychice”[2]. Zamysł, można powiedzieć, stricte antropologiczny. Zakładający powstanie możliwie szerokiego spektrum ludzkich typów i opowiedzenia o nich poprzez ich atrybuty – nota bene, bliski myśli Jana Jakuba Rousseau, prekursora antropologii, który źródła różnic między ludźmi upatrywał w powstaniu własności prywatnej. Ta konstatacja daje początek najbardziej obszernemu dziełu Rydet, które artystka kontynuuje praktycznie aż do śmierci.

Cały „Zapis socjologiczny” to ok. 20 tysięcy zdjęć z ponad stu miejscowości, głównie na Podhalu, Górnym Śląsku i Suwalszczyźnie, ale też w miastach (Warszawa, Kraków). Dziesiątki podróży, jakie odbyła artystka, objęły także kolejne województwa: rzeszowskie, kieleckie, lubelskie, krakowskie, poznańskie… a wkrótce także niektóre miasta we Francji, w USA, na Litwie, czy w Niemczech (Monachium). Trzon całego założenia Zofii Rydet stanowią zdjęcia, przedstawiające ludzi we wnętrzach domów. Centralnie skadrowane, z mieszkańcami pozującymi na wprost obiektywu, na tle jednej ze ścian – zwykle tej najbardziej ozdobnej, często wręcz przeładowanej makatkami, bibelotami czy różnego rodzaju obrazkami. Na wystawie w MSN ta główna część zbioru układa się w kilkunastometrowe, poziome pasmo fotografii zawieszonych na długiej ścianie bez przerw, jedna pod drugą, w trzech rzędach. Te same formaty, te same kompozycje, identycznie skonstruowane. Wypełnione są jednak odmienną treścią – różnice, do których zauważenia przekonuje nas Rydet, widoczne są właśnie dzięki zachowaniu jednorodności kadrów.

Zofia Rydet, fotografia z cyklu „Zapis socjologiczny”, 1981; © 2068/12/31 Zofia Augustyńska-Martyniak; zdjęcie dostępne na licencji CC BY-NC-ND 3.0 PL

Zofia Rydet, fotografia z cyklu „Zapis socjologiczny”, 1981; © 2068/12/31 Zofia Augustyńska-Martyniak; zdjęcie dostępne na licencji CC BY-NC-ND 3.0 PL

Z uwagi na ogromną ilość pozostawionych przez artystkę negatywów, niemożliwe jest pokazanie całego cyklu. Mimo to, wystawa w MSN stanowi najpełniejszą do tej pory prezentację serii – zarówno pod względem skali, jak i różnorodności pokazywanych części „Zapisu”. Kuratorzy wystawy, Sebastian Cichocki i Karol Hordziej, odwołując się do zachowanych notatek artystki, przełamali (zamierzoną) monotonię innymi seriami, wchodzącymi w skład cyklu. Z czasem rozrastał się on bowiem na nowe obszary, tak jakby narastająca chęć dokumentowania uniemożliwiła artystce konsekwentne podążanie pierwotnie obraną drogą. Wydaje się, że to właśnie maksymalnie rozbudowana i wieloaspektowa rejestracja tego, co przemija, jest głównym celem projektu. Sama autorka określa cykl jako „dokument naszych czasów, tak bardzo się zmieniających“[3]. Chcąc zatrzymać obraz niknącej rzeczywistości, oprócz ludzi w izbach łapczywie dokumentuje też fasady domów, same wnętrza, martwe natury. Są także pogrupowane według kategorii zdjęcia kobiet na progach, pejzaży, przydrożnych tablic z nazwami miejscowości; jest seria „Mit fotografii” (ukazująca „obrazy w obrazach”– znajdujące się w mieszkaniach zdjęcia), seria „Obecność” (skupiająca się na wizerunkach papieża Jana Pawła II w polskich domach). Szczególnie ciekawy jest moim zdaniem zbiór „Okna” – na każdym zdjęciu widać wnętrze kuchni wiejskiego domu z oknem, wyglądającym na podwórze. Tradycyjnie pod takim oknem znajdował się stół. Dla mieszkańców wsi było to miejsce spotkań rodzinnych, a także obserwacji zewnętrznego świata. Element łączący sferę prywatną z publiczną, pośredniczący między wnętrzem a zewnętrzem. Znamienne, że z czasem na zdjęciach te „okna na świat” zastąpione zostają przez odbiorniki telewizyjne – Rydet poświęca im, a jakże, oddzielną serię.

Zofia Rydet, autoportret, fotografia z cyklu „Zapis socjologiczny”, 1988; © 2068/12/31 Zofia Augustyńska-Martyniak; zdjęcie dostępne na licencji CC BY-NC-ND 3.0 PL

Zofia Rydet, autoportret, fotografia z cyklu „Zapis socjologiczny”, 1988; © 2068/12/31 Zofia Augustyńska-Martyniak; zdjęcie dostępne na licencji CC BY-NC-ND 3.0 PL

„Zapis” można zatem czytać jako projekt badawczy. Próbę zebrania, skatalogowania, opisania i analizy i archiwizacji jakiegoś wycinka rzeczywistości. W tym sensie cały zbiór przybiera formę atlasu, który możemy swobodnie przeglądać, wychwytywać pewne zależności i wyciągać własne wnioski. W ten sposób funkcjonuje też nasze spojrzenie na wystawie – dostrzegamy detale, wpatrujemy się w wybrane partie obrazów, nasz wzrok wędruje po kolejnych odbitkach w poszukiwaniu nowych odkryć. Ten ogromny zbiór danych można analizować na rozmaite sposoby – wybrzmiewa tu wątek kondycji polskiej wsi, kultury wizualnej w Polsce (w tym obiektów kultu religijnego), psychologii rzeczy, dysproporcji społecznych. Pojawia się pytanie o samo medium: na ile fotografia może być narzędziem w takich badaniach? W jakim stopniu jest obiektywna, a w jakim pozowana?

Według autorki, „największą wartością fotografii jest jej rola informacyjna, jej treść – a nie działania artystyczne, które przemijają“[4]. A jednak! Mimo tych zapewnień artystka dopuszcza się dyskretnych „oszustw” i odchodzi od rygoru katalogu i systematyki naukowego badania. W trakcie pracy zaczyna rozluźniać kategorie, mnożyć wątki. Manipuluje układem i treścią zdjęć, prosząc o (nienaturalne przecież) pozowanie, ustawiając wielokrotnie samodzielnie przedmioty swoich fotograficznych martwych natur. Często intencjonalnie ułożone kompozycje, sprowokowane sytuacje przybierają kuriozalne, zabawne formy. „Zapis” wymyka się naukowej kategoryzacji, pozostając mimo wszystko projektem artystycznym.

Zofia Rydet, fotografia z cyklu „Zapis socjologiczny”,1982; © 2068/12/31 Zofia Augustyńska-Martyniak; zdjęcie dostępne na licencji CC BY-NC-ND 3.0 PL

Zofia Rydet, fotografia z cyklu „Zapis socjologiczny”,1982; © 2068/12/31 Zofia Augustyńska-Martyniak; zdjęcie dostępne na licencji CC BY-NC-ND 3.0 PL

„Zapis socjologiczny”, choć jest dziełem nieoczywistym, w oczywisty sposób jest zapisem podróży – nie tylko w wymiarze geograficznym, ale też jako wyjątkowy proces twórczy. „Wędruje” poza siebie, rozciąga się na coraz to nowe obszary i zawraca w ślepych uliczkach. Z jednej strony, jak się wydaje, projekt ma ambicję odpowiedzenia na uniwersalne pytanie, postawione w tytule ikonicznego obrazu Paula Gaguina „Skąd pochodzimy, kim jesteśmy, dokąd zmierzamy?”. Z drugiej, można zapytać, czy obrana przez Rydet droga ostatecznie dokądś prowadzi? W celu rozstrzygnięcia warto wybrać się do MSN.

Wystawa „Zofia Rydet. Zapis. 1978-1990” czynna do 10 stycznia 2016 r.

Zdjęcia można też oglądać na stronie artystki.

[1]Fragment nieopublikowanej rozmowy przeprowadzonej z Zofią Rydet przez Joannę Kubicę z miesięcznika „FOTO”, 1987, Fundacja im. Zofii Rydet, źródło
[2] Niedatowany maszynopis Zofii Rydet z opisem wystawy, ok. 1980 r.
[3] Niedatowany maszynopis Zofii Rydet z opisem wystawy, ok. 1980 r.
[4] Zofia Rydet w: Krystyna Łyczywek, „Rozmowy o fotografii 1970-1990”, Szczecin 1990, s. 33-37, źródło

Komentarze

Ręka w rękę

Magdalena Shummer (1930) kilkadziesiąt lat jeździła po świecie, mieszkała w wielkich miastach, takich jak Paryż czy Nowy Jork, aby wreszcie osiąść pod Warszawą w starym, zabytkowym młynie. W domu trzyma pięć kotów, suszy kwiaty w pobliżu ceramicznego kominka i…maluje.

Osobne pracownie

Magdalena Shummer: Kura w mleczach, olej na płycie, 47x65, 2007r. Źródło: Kolonia Artystyczna

Magdalena Shummer: Kura w mleczach, olej na płycie, 47×65, 2007r. Źródło: Kolonia Artystyczna

Wcześniej nie myślała o tworzeniu, choć studiowała historię sztuki. Od zawsze malował jej mąż – Wojciech Fangor (1922) już wtedy znany artysta. Ale co ma robić żona w czasie, kiedy On spędza całe dnie przy sztalugach? Też chwyta za pędzel. I, jak żartuje: od tego czasu wspólna sypialnia i jadalnia, ale pracownie osobne.

Na pierwszy rzut oka jest przeciwieństwem męża: on dwumetrowy, ona prawie o połowę niższa. On zawsze patrzył w gwiazdy – jest astronomem amatorem, ona kierowała wzrok najwyżej na drzewa. On maluje astralne abstrakcje, ona tematów szuka w wyobraźni, ale także za oknem. Przy domu, wiosną, rozchylają główki tulipany, potem złocą trawę mlecze, aż wreszcie kwitną jabłonki, bo to specjalność okolicy. Pod drzewami spaceruje krowa sąsiada i strzyże trawę. Swoimi drogami chodzą kury i psy – mile widziane przybłędy. Późnym latem drzewa uginają się pod czerwonymi kulami. Jesienią tu kobiety pieką szarlotki, mężczyźni piją wino z jabłek. 

Realizm poetycki

Obrazy Magdaleny Shummer zaludniają liczne koty różnorodnie umaszczone, rude, szarobure i czarno-białe, czasem psy oraz egzotyczne zwierzęta. Na tle zieleni łagodne lwy en face i słonie en trois quarte pozują do portretów. Spokojnie stoją krowy, owce i barany, obok kury i kaczki.

Sama artystka jest filigranowa, a malowane przez nią kobiety duże, o pełnych ciałach. Śniadają na trawie, piją na spotkaniach, pozują do „sztywnych” portretów rodzinnych z… kotami. 5 osób, 12 domowych drapieżników. Uważam, że dziewczyny powinny, przy dobrych trunkach, bawić się – mówi pani Magda, która chętnie przyjeżdża na spotkania w zaprzyjaźnionej galerii pod Warszawą.

Na obrazach lunche w plenerze organizuje także dla zwierząt: spotykają się psy różnych ras i nieras. Królik dostaje do wyboru bukiet jarzyn. 

Magdalena Shummer: Cat in desert, olej na płycie, 33x44, 1997r. Źródło: Kolonia Artystyczna

Magdalena Shummer: Cat in desert, olej na płycie, 33×44, 1997r. Źródło: Kolonia Artystyczna

Reklamacje

Malować nauczyła się sama, samodzielnie też opracowała własną technikę. Najpierw wycinała ze stalowej blachy i malowała modne wtedy w Nowym Jorku – zwierzęta. Potem zaczęła drobnymi dotknięciami pędzla tworzyć wizerunki na płótnie albo płycie. Kiedy znajomy artysta, absolwent Akadamii Sztuk Pięknych w Pekinie, zobaczył jej prace na wystawie, wykrzyknął ze zdumieniem i podziwem: ale technika! A wie, co mówi, bo sam jest mistrzem drobnych znaczków na papierze. 

Pani Magda ze śmiechem wspomina o portrecie sąsiadki. Namalowała ją i przekazała obraz. Wrócił do… poprawki, bo według portretowanej miała zbyt mało włosów.

Wystawa w remizie 

W kwietniu 2007 roku odbyła się w siedzibie miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej wystawa: męża i żony. Na wernisażu oboje małżonkowie usiedli na fotelach, a otaczał ich tłum papierowych postaci. Wojciech Fangor powiedział; wyciąłem tych ludzi z tektury, bo myślałem, że nikt nie przyjdzie. Przyszedł i przyjechał tłum przyjaciół z okolicy i Warszawy. A w dni powszednie były przyprowadzane dzieci ze szkoły. 

Magdalena Shummer: Bananowce, olej na płycie, 47x71, 2011r. Źródło: Kolonia Artystyczna

Magdalena Shummer: Bananowce, olej na płycie, 47×71, 2011r. Źródło: Kolonia Artystyczna

Twórczość Magdaleny Shummer to nie jest w pełni malarstwo naiwne, choć pewno dało by się znaleźć analogie z obrazami celnika Henri Rousseau albo Teofila Ociepki. Tylko że autorka jest światłą, pełną poczucia humoru osobą, świadomą konwencji, jaką się posługuje. I, co ważne, na obrazach nie ma nawet rysu sentymentalizmu. Jest radość i pozytywna energia.

Prace Magdaleny Shummer można było w zeszłym roku oglądać w warszawskiej Zachęcie na wystawie zbiorowej, także w Kolonii Artystycznej w Zalesiu Dolnym, a Wojciecha Fangora na każdej ze stacji nowej linii metra M2. Od 3 października w Sopockiej Galerii Sztuki. Oboje artyści sprzedają swoje prace: Magdalena Shummer w Polsce, a Wojciech Fangor – za granicą. Co w pewnym stopniu wskazuje na nasze gusty w dziedzinie sztuki.

Komentarze

Demon

Źródło: filmweb.pl

Źródło: filmweb.pl

Niemalże miesiąc temu, dziewiętnastego września, światem filmowym wstrząsnęła wiadomość o śmierci reżysera podczas Festiwalu Filmowego w Gdyni. Jak okazało się później, 42-letni Marcin Wrona odebrał sobie życie w jednym z nadmorskich hoteli. Choć to tragiczne, co pokazuje historia innych, którzy odeszli w nieszczęśliwych okolicznościach, trudno wyobrazić sobie lepszą promocję artysty, niż jego śmierć. Ale nie tylko z niskich pobudek warto wybrać się w piątek  16 października na premierę „Demona”, prezentowanego właśnie na pamiętnym Festiwalu. Powodów jest zdecydowanie więcej.

Miałam szczęście wybrać się na przedpremierowy pokaz filmu do warszawskiego Novego Kina Wisła. Tak, jak trudno przyporządkować film do jednego gatunku, tak trudno opisać moje uczucia po powrocie z kina. Horror, czarna komedia, farsa – przerażenie, zaduma, rozbawienie. Polsko-izraelska produkcja może pochwalić się plejadą świetnych aktorów. Głównym bohaterem jest Piotr (w tej roli znakomity, nieznany mi wcześniej Itay Tiran), który przyjeżdża z Wielkiej Brytanii do Polski, aby poślubić Żanetę (Agnieszka Żulewska). Przypływa barką, rozcinającą stalowy kolor wody. Już w pierwszej scenie rzucają się w oczy świetne zdjęcia oraz mroczny klimat, który będzie co jakiś czas opuszczał ekran, by znów powrócić ze zdwojoną siłą. Para nie zna się zbyt dobrze, co podkreśla rubaszny ojciec (Andrzej Grabowski), za ich znajomością przemawiają jednak inne zażyłości Piotra z bliskimi panny młodej, m.in. z „Jasnym” (granym przez znanego m.in. z „Chrztu” Wrony, Tomasza Schuchardta). Niedaleko rodzinnego domu dziadków młodej, pan młody odkrywa ludzkie szczątki. Pociąga to za sobą machinę paranormalnych wydarzeń, mających ścisły związek z przeszłością ziem, na których odbywa się wesele oraz inną parą młodą, której przyszłość potoczyła się tragicznie…

Marcin Wrona, Źródło: filmweb.pl

Marcin Wrona, Źródło: filmweb.pl

Od samego przyjazdu Piotr przyjmowany jest iście po polsku, na ekranie leje się wódka, a główny bohater jest coraz częściej „po szwagrowsku” poklepywany. Wraz z rozciąganiem się fabuły, tytułowe demony odciągają go jednak od wszechobecnej zabawy, przez którą nikt nie widzi zła, dziejącego się przed oczami widza. Wrona w mistrzowski sposób wykorzystuje weselny schemat, obecny i powtarzany w polskim kinie od czasów „Wesela” Wajdy, aż do tego samego tytułu Smarzowskiego. Mamy wyrazistych bohaterów, groteskowego ateistę Lekarza (w tej roli bezbłędny Adam Woronowicz), płochliwego księdza (Cezary Kosiński) i Wielkiego Mędrca, Żyda (Włodzimierz Press). Bohaterowie ci ewoluują wraz z akcją i  są jednym z najbardziej przerażających jej elementów – bo czy coś może przerażać bardziej, niż strach w oczach bohatera, który przez połowę filmu bawił widza do łez? Z jednej strony mamy więc pełne zabawy wesele, ociekające „dulszczyzną” i chęcią zaspokojenia żądz gości, z drugiej dramat głównego zainteresowanego i tajemnicę sprzed lat. Duchowość i paranoja mieszają się z komizmem i absurdem, ale efektem walki jest przesłanie na temat pamięci. Premiera w piątek 16 października, w sam raz na jesień i zbliżający się listopad.

Komentarze

Przed Państwem…

1

Jakub Kozłowski / Causelovesky – galeria (16)

Artysta: Jakub Kozłowski / Causelovesky

Grafik samouk, na co dzień pracujący przy tworzeniu gier na platformy mobilne. Wieczorami wykonuje własne ilustracje, które pozwalają mu uciec od szarej, często przytłaczającej rzeczywistości. Przenosi nas do wyimaginowanych światów, korzystając z programów graficznych, przelewając swoje pomysły na wirtualne płótno. Często wraca do technik tradycyjnych, takich jak ołówek, węgiel, farby, jednak to praca na komputerze daje mu największą swobodę podczas tworzenia. Swoją twórczością dzieli się nieprzerwanie od 2012 roku poprzez media społecznościowe.

Jakuba można znaleźć na:
Stronie
Facebooku

Komentarze
Komentarze do:

"8"

Zamknij

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. akceptuję