Magazyn Przestrzeń to połączenie codziennej psychologii z kulturą. To miejsce na odnalezienie siebie, dotknięcie swoich emocji, rozwój osobisty. Jest to także płaszczyzna dla sztuki i artystów. Celem magazynu jest promocja świadomego życia, psychologii, ciekawych inicjatyw, szeroko pojętej kultury oraz utalentowanych twórców.

Przestrzeń © 2016



Website credits: MH

5

Przestrzeń
#5

Nadeszło lato, dni są coraz dłuższe i cieplejsze. Dla wielu osób to czas wyczekiwanego odpoczynku, dalekich podróży, długich nocnych rozmów pod rozgwieżdżonym niebem, zapachu morza i łąk, zbierania jagód, czytania odkładanych na później książek… Lato kojarzy się przede wszystkim z odkrywaniem nowego, ze zmianą (chociażby chwilową) swojej codziennej rutyny. W tym celu wcale nie trzeba pokonywać tysięcy kilometrów - czasem wystarczy zajrzeć do swojego wnętrza.

W lipcowym numerze Magazynu Przestrzeń piszemy o otwartości interpretowanej na różne sposoby. Zastanawiamy się nad rolą podświadomości i znaczeniem snów. Przekraczamy swoją strefę komfortu, doświadczając nowych przeżyć. Otwieramy się na nieznane, czytając na temat przeprowadzki. Poznajemy różne oblicza psychologii i staramy się obalić związane z nią mity. Zastanawiamy się też nad istotą odpoczynku. Ponadto rozmawiamy z profesor Anną Matczak na temat inteligencji i dowiadujemy się między innymi o jej znaczeniu dla naszego funkcjonowania.

Nie zabrakło także tematów związanych z kulturą i sztuką. Czytamy o kulturze na zamku, czyli w więzieniu. Prowadzeni przez zmysł słuchu, wybieramy się na nietypowy spacer po mieście. Zadajemy pytanie gdzie w ogóle jest sztuka i dowiadujemy się o animacji kulturalnej. Poznajemy także dwóch utalentowanych twórców: poetkę Lidię Jurkiewicz i graficzkę Kamilę Staniszewską.

Zapraszam do lektury!
Redaktor naczelna
Joanna Niedziela

Otwórz się na podświadomość. O niezwykłej misji snów

Nie śnię każdej nocy. A może po prostu nie zapamiętuję każdego ze snów. Ale kiedy już otwieram się na własną podświadomość i zaczynam słuchać jej szeptów, cała przepadam. Wiele chłonę, by po przebudzeniu zawierzyć najdrobniejszym symbolom. To w nich tkwi największa siła, esencja najbardziej autentycznych myśli, uczuć, tęsknot i potrzeb.

Źródło: foter.com

Źródło: foter.com

Sen to cyklicznie pojawiający się stan fizjologiczny, który regeneruje cały organizm, oczyszcza mózg i pozwala zachować psychiczną równowagę. Dla mnie sen to przede wszystkim „pudełko” pełne znaczeń, wartościowych wskazówek, alternatywnych kierunków i często ciekawych rozwiązań. Pod warunkiem, że zechcę to „pudełko” dostrzec, zatrzymać się nad nim, rozpakować je i zajrzeć do środka, poszperać, poszukać, wziąć coś dla siebie.

Sen nie jedno ma imię

Istnieje wiele kategorii snów, dzięki czemu łatwiejsza staje się ich interpretacja. Oto najpopularniejsze:

  • Sny prorocze (tzw. prekognitywne lub przeczuwające):

Sny o przyszłości. Dotyczą sytuacji, które niebawem mają się przytrafić, a które mogą być związane zarówno z najważniejszymi sferami życia człowieka, jak i z kwestiami zupełnie dla niego błahymi. Prawdziwość tego typu snów zweryfikować może jedynie czas.

  • Sny odwrotne:

Stanowią przeciwieństwo snów proroczych. Ujawniają przyszłe zdarzenia, które jednak nie doczekają się realizacji. Sny odwrotne najczęściej pojawiają się w momencie, kiedy człowiek bardzo czegoś pragnie i intensywnie o tym myśli. Wówczas jego marzenia spełniają się, ale jedynie pod postacią snów.

  • Sny odreagowujące:

Pozwalają człowiekowi odreagować silne i ważne przeżycia. Dotyczą zdarzeń, które pojawiły się w bliskiej bądź dalekiej przeszłości. Mogą stanowić odpowiedź psychiki na intensywne przemyślenia oraz znaczące wspomnienia bądź reakcję na obejrzane filmy, programy czy obrazy, które wywarły na człowieku silne wrażenie. Sny tego typu nie mają większej wartości, aczkolwiek mogą informować o aktualnym stanie psychicznym.

  • Sny symboliczne:

Stanowią odzwierciedlenie codziennego życia, odnoszą się do aktualnej sytuacji życiowej danego człowieka. Obfitują w liczne wskazówki czy drogowskazy, które próbuje nam przekazać umysł. Im więcej symboli zapamiętamy, tym bardziej dokładna będzie interpretacja snu.

  • Sny fizyczne:

Pojawiają się w momencie, gdy na człowieka oddziałują określone czynniki wewnętrzne (np. potrzeby fizjologiczne) bądź zewnętrzne (np. bodźce dotykowe, dźwięki, zapachy). Czynniki te wyrażają się poprzez różnego typu wizje senne (np. poszukiwanie jedzenia/picia, korzystanie z toalety, itp.). Ze względu na jasną i logiczną genezę tego typu snów – nie poddaje się ich szczegółowej analizie.

  • Sny świadome (tzw. jasne lub LD – Lucid Dream):

Nie stanowią źródła jakichkolwiek przesłań, w związku czym nie podlegają interpretacji. Ich treść zależna jest od woli człowieka, nie zaś od jego podświadomości. 

Sen pod lupą

Sen czasem przemawia do człowieka wprost. Innym razem przybiera skomplikowane formy, domagające się ludzkiego zaangażowania, wnikliwości i cierpliwości. Istnieją także sny, które silnie poruszają, a jednocześnie wymagają czasu, by je pojąć, zrozumieć i odpowiednio zinterpretować. W takiej sytuacji warto je zapisać lub zapamiętać. Czasem do nich wrócić. Cierpliwie i z otwartością pielęgnować, pozwolić, by dojrzały.

Symbolika snów ma charakter bardzo indywidualny, jest silnie powiązana z sytuacją emocjonalną osoby śniącej. Przy jej interpretacji należy unikać wszelkiego rodzaju uproszczeń. Ważne sny zasługują na głęboką analizę, poszukiwanie własnych znaczeń i osobistych skojarzeń, co wymaga znacznej ludzkiej wrażliwości, wiedzy oraz intuicji. To jedyny sposób, aby zrozumieć przekaz, jaki za sobą niosą marzenia senne.

Senna misja

Jak najprościej ująć w słowa misję snów? Na czym polega? Marzenia senne to krótkie filmy, wartościowe obrazy, które skutecznie neutralizują wszelkie napięcia. Pojedyncze sny układają się w intrygujące historie, które obejmują nie tylko wycinki rzeczywistości, ale i fragmenty ludzkiej psychiki. Sny to podpora, nasze wewnętrzne „filary”. Dają możliwość kształtowania własnego wnętrza, co często pociąga za sobą zmiany również w świecie zewnętrznym. Ponadto, sny pozwalają człowiekowi stanąć oko w oko z osobistą prawdą – czasem niewygodną i bolesną, ale tak bardzo potrzebną.     

Mądrość snów jest ogromna. Warto więc uczyć się uważności na nie, by chwytać to, co najcenniejsze i spijać esencję. Warto obserwować, zapamiętywać szczegóły, dociekać prawdy, gonić za sensem i podejmować refleksje. Nawet senne koszmary skrywają niezwykle ważny przekaz, oswajają bowiem człowieka z jego lękami, uczą pokory, ostrożności i rozwagi. Spróbuj zaufać intuicji, otworzyć się na sny. One stanowią część ciebie. Być może tę część, która wciąż domaga się odkrycia i woła o poznanie…

Komentarze

Puk, puk! To ja, psychologia. Otwórz (się)

graf. Urszula Zabłocka

graf. Urszula Zabłocka

Stali czytelnicy „Przestrzeni” być może uznają mój tekst za dość oczywisty. Postanowiłam bowiem w tym numerze napisać o wartościach, jakie niesie ze sobą psychologia. Psychologia jako nauka i dziedzina, do której poznania bardzo zachęcam, a która nie zawsze jest traktowana do końca poważnie.

Spotyka się dwóch psychologów.
Która godzina? – pyta jeden z nich.
A drugi na to: Czwarta. Chcesz o tym porozmawiać?

No właśnie. Dowcipy w tym stylu jest mi dane słyszeć co jakiś czas od różnych osób. Najczęściej takich, które z psychologią niewiele mają wspólnego i niewiele o niej wiedzą. A odnoszę wrażenie, że dzisiaj prawie każdy twierdzi, że zna się na psychologii. Wystarczy, że przeczytał kilka popularnych aktualnie książek albo „lubi rozmawiać z ludźmi”. Sprawa jest jednak trochę poważniejsza. Pozwólcie zatem, że spróbuję oświecić co poniektórych.

Psychologia jest nauką. Tak, tak, drodzy państwo. Dość młodą, bo liczy sobie dopiero nieco ponad 130 lat (z taką na przykład matematyką nie ma się więc co porównywać). Opiera się ona natomiast na całkiem poważnych badaniach naukowych. Kto z nas nie słyszał o psie Pawłowa albo eksperymencie więziennym Zimbardo? A to tylko dwa spośród wielu przykładów, które przełożyły się na powstanie teorii naukowych wykorzystywanych praktycznie. Psychologia jest bowiem codziennie obecna w naszym życiu w różnych postaciach. Rozmowa z przyjaciółką, kłótnia z chłopakiem, negocjacje umowy z pracodawcą, problemy ze stresem. We wszystkich tych przypadkach znajdziemy elementy różnych dziedzin psychologii. Mają one oczywiście swoje fachowe nazwy, a o prawie każdej można by napisać osobny tekst.

 W telegraficznym skrócie przybliżę te, z którymi możemy spotkać się stosunkowo najczęściej:

  • psychologia kliniczna – zajmuje się diagnozą i terapią zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania dzieci, młodzieży i osób dorosłych;
  • psychologia sądowa – wykorzystywana w pracy sądów i policji, służy do opiniowania oraz diagnozowania sprawców i ofiar przestępstw różnego rodzaju;
  • psychologia rozwoju człowieka – interesuje się procesem przemian psychicznych zachodzących w człowieku w miarę jego dorastania i dojrzewania, od momentu zapłodnienia aż do śmierci;
  • psychologia pracy i organizacji – obejmuje bardzo szerokie spektrum zagadnień związanych
    z aktywnością zawodową, m.in.: komunikację w grupie, zarządzanie zasobami ludzkimi, ergonomię pracy;
  • psychologia społeczna – opisuje relacje zachodzące pomiędzy jednostką a środowiskiem społecznym, ich dynamikę oraz wzajemne wpływy.

To tylko kilka kawałków spośród zasobności tej dziedziny. A oprócz tych bardziej znanych, w odpowiedzi na  różne potrzeby, wyodrębniają się coraz to nowe odłamy psychologii: psychologia sportu, psychologia śledcza, psychologia zwierząt (kynopsychologia), psychodietetyka, psychoonkologia. Nie jest to zbyt dużym zaskoczeniem. Znajomość zjawisk, mechanizmów i prawidłowości psychologicznych pomaga bowiem w kontakcie z innymi. Pomaga też zrozumieć siebie, swoje działania i decyzje, a także decyzje innych ludzi. Dlatego coraz większą popularnością cieszą się różnego rodzaju warsztaty, szkolenia umiejętności społecznych, sesje coachingu oraz psychoterapia.

Ta młoda, fascynująca (myślę, że nie tylko dla mnie), dziedzina wiedzy będzie się już tylko rozwijać. Będzie  zdecydowanym krokiem szła do przodu, ponieważ człowiek, który jest jej podstawą, to nieskończona kopalnia inspiracji, doświadczeń, a także – choć zabrzmi to gorzko – problemów. Szukanie rozwiązań w psychologicznej skrzyni skarbów może przynieść naprawdę skuteczne i dobre rezultaty. Żywię nadzieję, że z jej bogactwa będzie korzystało coraz więcej osób.

Komentarze

Do góry nogami

Pewnego dnia obudziliśmy się i stwierdziliśmy, że zjemy śniadanie w pobliskiej kawiarni. Dlaczego by nie? Tak zrobiliśmy. To był bardzo miły i zupełnie odmienny początek dnia.

fot. Magazyn Przestrzeń, JN

fot. Magazyn Przestrzeń, JN

Przełamanie codziennej rutyny nie jest wcale łatwe. Żyjemy nawykami i przyzwyczajeniami – dzięki nim zużywamy mniej energii na podejmowanie decyzji, a nasz mózg może w tym czasie zając się ważniejszymi zagadnieniami. Weźmy chociażby szczotkowanie zębów: czy zastanawiamy się jakie ruchy szczoteczki mamy wykonać lub jaki smak ma pasta? Oczywiście, że nie – po co?! Funkcjonujemy na autopilocie, co poniekąd ma swoje zalety. Spytacie pewnie, co z uważnością, mindfulness oraz byciem tu i teraz. Zaskoczę was, bo zadam inne pytanie: a co z otwartością na nowe doświadczenia?

Słynna strefa komfortu

Dzięki wypracowanym nawykom czujemy się bezpiecznie, ponieważ rzeczywistość jest dla nas przewidywalna. Dlatego niezwykle trudne wydaje się nam przekroczenie tak zwanej strefy komfortu – za którą podobno rozpoczyna się magia. Istotnie, po przełamaniu sztywnych schematów, zachodzące w naszym życiu zmiany mogą pretendować do miana cudu.

Doświadczanie nowych rzeczy pozwala nam żyć bardziej świadomie. Jest także okazją do samorealizacji – może w końcu zdecydujemy się na krok w stronę naszych marzeń, który od dawna boimy się postawić? Przełamanie rutyny pobudza nasz mózg, dzięki czemu stajemy się bardziej kreatywni. Jest to także okazja do odnalezienia pasji, poznania nowych ludzi, a nawet wpadnięcia na pomysł życia. Nie musimy jednak od razu rzucać się na głęboką wodę. Tak jak z każdą zmianą, najlepiej zacząć od małych kroków.

Co mogę zmienić?

Spytacie pewnie: ale co ja mogę zacząć robić inaczej? Odpowiem, że w zasadzie wszystko. Jesz na śniadanie chleb? Zacznij sam go wypiekać. Nie prowadzisz aktywnego trybu życia? Zacznij ćwiczyć. Zawsze nosisz taką samą fryzurę? Zmień zupełnie jej długość, cięcie czy kolor. Nie umiesz gotować? Zapisz się na kurs. Zawsze jedziesz do pracy tą samą drogą? Zmień trasę lub środek transportu. Zawsze chciałeś spróbować egzotycznych smaków? Idź do restauracji. Jesteś zamknięty? Zaczep nieznajomego. Czytasz konkretny gatunek książek? Przeczytaj zupełnie odmienny. Nie byłeś w muzeum sztuki współczesnej? Wybierz się. Możliwości jest nieskończenie wiele.

Próbując nowych rzeczy sprawiamy, że w naszym życiu zaczyna się coś dziać. Nabywamy doświadczeń i kompetencji, uczymy się jak radzić sobie w odmiennych, nieznanych sytuacjach. Stajemy się pewniejsi siebie i szczęśliwsi. Mamy szansę odnaleźć wielką pasję i spełnić marzenia. Mamy okazję w końcu zacząć żyć! Bez lęku, bez nudy, bez utartych schematów.

Zróbcie dziś coś zupełnie nowego, zupełnie inaczej niż zwykle. Nie będzie to łatwe, ale mogę zapewnić, że będzie warte włożonego trudu.

 

Komentarze

Pakując świat w kartony

Dorastając, zmieniamy nie tylko szkołę, znajomych, ale często również miejsce zamieszkania. Przyjeżdżamy do nowego miejsca, adaptujemy się do komunikacji, stylu życia oraz obowiązujących reguł, przywożąc ze sobą własny kawałek świata i zmieniając tym samym zastaną przestrzeń. Przeprowadzka do innego miasta często stanowi też krok do w pełni samodzielnego życia, krok ku dorosłości.

Studenckie przeprowadzki

fot. Magazyn Przestrzeń, PG

fot. Magazyn Przestrzeń, PG

Wyjazd z domu rodzinnego na studia to często trudny, a jednocześnie radosny moment dla wielu osób. Kiedy młody człowiek decyduje się na studiowanie w innym mieście, musi pogodzić się z wieloma zmianami, a także przygotować rodziców do nowej sytuacji. Samodzielne gotowanie obiadów czy pranie brudnych rzeczy to tylko niektóre z domowych obowiązków, jakich musi nauczyć się młody człowiek. Odnalezienie w danym mieście początkowo nie jest łatwe, szczególnie gdy jedzie się do niego po raz pierwszy. Poznanie okolicy, miejsc, do których warto zajrzeć, ciekawych restauracji czy atrakcji, bez których życie studenta nie byłoby takie samo – wymaga czasu. Gospodarowanie własnym budżetem oraz zaaklimatyzowanie się w akademiku czy na stancji to dwa wyzwania, które studenci wspominają jako najtrudniejsze. A sam moment przeprowadzki? Pakowanie swoich ulubionych rzeczy, szykowanie walizek, pożegnania z przyjaciółmi, trudny moment dla rodziców, którzy muszą się pogodzić z tym, że ich dziecko wyrusza w świat. Emocje, jakie towarzyszą zmianie miejsca zamieszkania, to lęk i niepokój o to, jak będzie w nowym miejscu, ale również ekscytacja, która wiąże się z odkrywaniem nieznanego czy tęsknota za rodzinnymi stronami i rodzicami. Dla bliskich studenta to czas nowych doświadczeń, trudny ze względu na przywiązanie do swojego dziecka, a jednocześnie podniosły z powodu dumy rodziców jaką odczuwają w stosunku do syna lub córki, którzy wybierają samodzielność.

Nowe życie

Trochę inaczej jest po studiach, gdzie wyruszenie do nowego miasta wiąże się z poszukiwaniem pracy czy kontynuowaniem związku, a czasem z ogromną potrzebą zmiany otoczenia. Mimo stresu, jakiego doświadcza dana osoba, przeprowadzka może być ożywczym doświadczeniem. Pomaga zacząć wszystko od nowa, od początku wykreować siebie, swój własny świat. To moment zatrzymania i chwilowego resetu, który pozwala złapać dystans do tego, co ważne i zadać sobie pytania: ,,Jak chcę, aby wyglądało moje życie?”, ,,Co chcę w nim robić?”, ,,Co jest ważne?”. Moment przeprowadzki pozwala zdystansować się do przeszłości, do wszystkich wydarzeń – tych dobrych i tych trudnych, które zdarzyły się do tej pory w naszym życiu. Przeszłość można zostawić za sobą lub w dalszą drogę zabrać tylko to, co najważniejsze. To również próba dla relacji. Często zmieniając otoczenie, kontakty z ludźmi stają się inne. Niektórych już nigdy nie spotkasz w swoim życiu, z innymi, którzy wydawali się bliscy, zostanie tylko krótki sms z życzeniami na święta. Jednak prawdziwe relacje przetrwają, dojrzeją i rozwiną się. W przyjaźni na odległość bardzo liczy się wzajemna chęć podtrzymywania relacji, systematyczne rozmowy, spotkania i pamięć o drugiej osobie. Przeprowadzka to często wyśmienity test, czy przyjaźń przetrwa próbę czasu.

Pakując różnego rodzaju rzeczy, możesz wyrzucić to, co niepotrzebne, oddać stare ubrania, bibeloty, spakować dawno nieużywane płyty, pozbyć się tony zaległych śmieci, o których mówiłeś, że jeszcze się przydadzą. Zrobić miejsce na to, co przyjdzie. Przeglądanie swoich pamiątek, książek czy zdjęć może być terapeutyczne – pozwala uporać się z przeszłością, pozamykać stare rozdziały. Dzięki temu, że pozbędziesz się rzeczy, które już są niepotrzebne, dasz sobie przestrzeń na nowe rzeczy, doświadczenia czy ludzi. Przeprowadzka to często szansa, szansa na nowe, a czy lepsze? Zależy tylko od Ciebie.

Komentarze

Odpocznij

W końcu przychodzi ten czas. Upragnione wakacje. Czekają na nie przede wszystkim dzieci, nie mają one bowiem wtedy swoich szkolnych obowiązków. Mogą odpocząć, często wyjeżdżają na różnego rodzaju kolonie bądź innego typu wyjazdy. Wakacje kojarzą się zatem z czymś nowym, innym. Jest to też w jakimś sensie oderwanie się od rzeczywistości. To czas przygód i nowych doświadczeń.

fot. Magazyn Przestrzeń

fot. Magazyn Przestrzeń

Ale czy tylko dzieci czekają na wakacje? A także, czy te wyobrażenia i skojarzenia na temat wakacji dotyczą tylko ich? Na pewno nie. Dla większości z nas ten czas mija inaczej niż przez pozostałą część roku. W tym okresie najczęściej rozpieszcza nas też pogoda. Niestety, w naszej strefie klimatycznej nie zawsze ma to miejsce, ale na pewno czas wakacji, okres lata – kojarzą nam się z ciepłą temperaturą i słońcem za oknem. Dlatego najczęściej wykorzystujemy wtedy nasze urlopy i udajemy się w ciekawe podróże. Nawet jeśli nigdzie nie wyjeżdżamy, to też poświęcamy ten czas na odpoczynek. Tylko co z tego wszystkiego dla nas wynika? To wszystko jest dla nas przecież oczywiste. Żadna nowość. Ale wydaje mi się, że mimo wszystko, mamy czasem problem z tym okresem w naszym życiu. Dlatego warto dobrze go przemyśleć i zaplanować, aby gdy nadejdzie, podejść do niego w odpowiedni sposób.

Najczęstszym problemem jaki nas dotyka, jest po prostu fakt, że nie umiemy odpoczywać. Może to się objawiać na różne sposoby. Pierwsza grupa ludzi uważa, że oni odpoczynku nie potrzebują. Często nie przyznają się, że ten problem ich dotyczy, nie zdają sobie z tego sprawy. Takie osoby po prostu uważają, że nie można przecież nic nie robić przez dłuższy czas albo że mają tyle pracy, której nikt inny za nich nie wykona, że wakacji mieć nie mogą. I już w tym założeniu jest błąd. Każdy potrzebuje odpoczynku. Nie ważne, czy lubi swoją pracę, czy nie. Ale zaraz, przecież odpoczynek nie musi dotyczyć tylko pracy. Często trzeba odpocząć od codziennego rytmu dnia jaki sobie narzucamy albo od obowiązków, jakie mamy, czy to w domu, czy gdziekolwiek indziej. A to nie wszystko, ponieważ są też ludzie, którzy muszą odpocząć od towarzystwa innych osób.

Prawda jest taka, że bez odpoczynku nikt nigdy daleko nie zajedzie. Im szybciej sobie z tego zdamy sprawę, tym lepiej. I nie ma to znaczenia, czy musimy odpocząć od pracy, szkoły, obowiązków czy innych ludzi. Odpoczynek bowiem to sprawa fundamentalna. Bez regeneracji naszych sił szybko się wypalamy. Inną sprawą jest też to, że tracimy dystans do tego co robimy, ale i do nas samych. Dlatego, kiedy nie robimy przerwy, aby ten dystans złapać i spojrzeć czy podążamy drogą, którą sobie obraliśmy, to popełniamy duże zaniedbanie wobec nas samych.

Ale pytanie – jak odpoczywać? O ile przed chwilą skupiliśmy się na problemie osób, które uważają, że odpoczynku nie potrzebują, to mamy także drugą grupę osób. Ta grupa nie wie, jak ma odpoczywać i zupełnie marnotrawi czas. W efekcie trudno mówić o jakimkolwiek odpoczynku. Dlatego ważne jest, by ten czas dobrze zaplanować, ponieważ trudno nam uciec od nas samych. Jeśli na co dzień dbamy o swój rozwój, mamy cele, które konsekwentnie chcemy realizować, to niestety albo stety, od tego wakacji nie mamy. Na ten szczególny czas, jak wspomniałem już na początku, powinniśmy również obrać pewne cele i starać się je zrealizować. Mogą być, a nawet powinny być one zupełnie inne niż te, które realizujemy na co dzień. Przecież ten czas to doskonała okazja, by zwiedzić nowe miejsca czy poznać nowych ludzi. I niekoniecznie musi się to wiązać z drogimi wyjazdami w dalekie strony. Wystarczy rozejrzeć się dookoła i poszukać miejsc blisko nas, w których nie byliśmy nigdy albo od bardzo dawna. Często może się okazać, że jest to dzielnica obok, a nawet pobliska ulica…

Czy to oznacza, że podczas wakacji nie możemy pozwolić sobie na bycie leniwym? Ależ skąd! Lenistwo w tym czasie to także bardzo potrzebna rzecz, ale w odpowiednich proporcjach. Wszystko jest dobre, ale z umiarem. Tutaj sprawa wygląda podobnie. Lenistwo całkowite, podczas którego nie robimy nic, co mogłoby nas czegoś nauczyć bądź w czymś nam pomóc, jest tak naprawdę na dłuższą metę krzywdzące. Po takim czasie bardzo często przychodzi niezadowolenie i co oczywiste – brak jakiejkolwiek satysfakcji albo poczucia spełnienia. A to przecież właśnie te odczucia bardzo często są dla nas motywacją do dalszego działania i dają nam energię, by działać. Poza tym jest jeszcze jedno. Wiemy, że pozytywne rezultaty przychodzą po ciężkiej pracy. A jak to tutaj wygląda? Po dobrze zaplanowanym odpoczynku i rzeczywistym zrealizowaniu swoich zamierzeń nie dość, że jesteśmy wypoczęci, to jeszcze zrealizowaliśmy jakiś swój cel i jesteśmy bogatsi.

Dlatego warto się chwilę zastanowić. Kiedy ostatnio odpoczywałem? Czy nie potrzebuję oddechu, nabrania dystansu – czyli po prostu wakacji? Jeśli tak, to śmiało. Zaplanujcie ten czas rozsądnie, by przyniósł wam korzyść – mimo że będzie to odpoczynek. Odpoczywajcie. Owocnych wakacji!

Komentarze

Iloraz inteligencji nie jest wzorcem metra z Sèvres

inteligencja_wywiad_72

graf. Urszula Zabłocka

Kiedy myślimy o inteligencji, w pierwszej kolejności przychodzi nam na myśl poziom IQ – im wyższy, tym lepiej. Jest ona jednak dużo bardziej złożonym zjawiskiem. Z jednej strony możemy mówić o inteligencji płynnej – ogólnym potencjale umysłowym, mającym uwarunkowania biologiczne. Z drugiej strony posiadamy także inteligencję skrystalizowaną, która kształtuje się poprzez doświadczenia, dzięki czemu mamy wpływ na jej poziom. Powszechnie uważa się, że inteligencja gwarantuje nasz życiowy sukces. Czy faktycznie tak jest? O zagadnieniu inteligencji rozmawiamy z profesor Anną Matczak.

Joanna Niedziela: Wielu ludzi kojarzy inteligencję z wiedzą, czy to słuszna intuicja?
Anna Matczak: Nie do końca, chociaż coś jest na rzeczy. Można powiedzieć, że wiedza jest do pewnego stopnia produktem inteligencji. Inteligencja ułatwia zdobywanie wiedzy, ułatwia jej wykorzystywanie – w tym sensie związek istnieje, ale nie są to pojęcia tożsame.

Malwina Zielińska: Czym właściwie jest inteligencja, czy możemy ją jakoś klasyfikować?
Anna Matczak: Inteligencja określana jest mianem zdolności do przetwarzania informacji. Z jednej strony można mówić o inteligencji jako o pewnym ogólnym potencjale umysłowym, który oznacza zdolność do radzenia sobie ze wszelkimi rodzajami informacji – w tym rozumieniu jest ona niesprecyzowana – nieupostaciowana (dlatego nazywa się ją inteligencją płynną). Uważa się przy tym, że ma ona uwarunkowania biologiczne. Drugi rodzaj inteligencji jest bardziej związany z wiedzą i oznacza zdolność do radzenia sobie w określonego rodzaju sytuacjach. Jest on wobec tego zależny od wiedzy. Trzeba posiadać pewne specyficzne informacje, aby inteligentnie radzić sobie z takimi czy innymi zadaniami, na przykład aby mogła funkcjonować inteligencja werbalna, trzeba chociażby znać słowa i ich znaczenia, czyli posiadać wiedzę werbalną. Żeby mogła rozwijać się inteligencja matematyczna, trzeba mieć chociażby elementarną wiedzę na temat liczb i relacji ilościowych.

JN: Czy to oznacza, że dany iloraz inteligencji nie jest wyrokiem na całe życie?
AM: W ogóle nie jest wyrokiem (śmiech). Iloraz inteligencji najczęściej dotyczy tego pierwszego rodzaju inteligencji, czyli tak zwanej inteligencji płynnej, i ta o niczym jeszcze nie przesądza – można mieć wysoki iloraz inteligencji płynnej, ale nie mieć potrzebnej wiedzy specyficznej i nie radzić sobie z konkretnymi zadaniami wskutek braku odpowiednich doświadczeń. W drugim znaczeniu iloraz inteligencji jest wypadkową rożnych zdolności szczegółowych wchodzących w skład tzw. inteligencji skrystalizowanej, i ma on takie znaczenie, jak każda średnia arytmetyczna. Może na przykład oznaczać bardzo duże zdolności w jakiejś sferze, a bardzo małe w innej sferze, co razem złoży się na przeciętność, ale ta przeciętność nie oddaje w gruncie rzeczy stanu faktycznego, bo jest tylko statystycznym artefaktem.

MZ: Jak wyglądają różnice międzypłciowe w zakresie inteligencji płynnej i skrystalizowanej i czy istnieją badania na temat różnic międzykulturowych? Czy możemy mówić o najmądrzejszym narodzie?
AM: Jeśli chodzi o różnice międzypłciowe w zakresie inteligencji płynnej, to wszystko wskazuje na to, że średnia inteligencja kobiet i mężczyzn jest taka sama. Wiele badań przemawia jednak za tym, że u mężczyzn mamy częściej do czynienia z krańcami inteligencji, to znaczy z bardzo niską lub bardzo wysoką inteligencją, a u kobiet częściej otrzymuje się wyniki przeciętne. Natomiast w przypadku inteligencji skrystalizowanej dane ujawniają przewagę mężczyzn w zakresie zdolności wzrokowo-przestrzennych i matematycznych, mówi się też, ale to nie jest już tak jednoznaczne, o przewadze zdolności językowych u kobiet. Natomiast mówienie o najmądrzejszym narodzie nie bardzo ma sens, w tym znaczeniu, że nie da się porównywać inteligencji w sposób nierelatywny. Nie ma jednego wzorca inteligencji, jak wzorzec metra, aby można było dokonać tego rodzaju porównań. Inteligencja, jeśli jest mierzona ilorazem inteligencji, zawsze jest oceniana na tle jakiejś określonej populacji, na badaniu której oparte są normy testowe. W każdej populacji średnia wynosi 100 – jest to założenie teorii testów. Mówienie, że z badań testowych wyniknęło, że inteligencja w jakimś kraju jest wyższa, to nieporozumienie, bo żeby to stwierdzić, trzeba by mieć taki test, do którego opracowano wspólne normy w badaniu obejmującym reprezentatywne próby z różnych krajów, a czegoś takiego dotąd nie zrobiono. Testy są normalizowane dla poszczególnych populacji. Jeśliby istniał jakiś powszechnie przyjęty standard jakościowy (a nie ilościowy) inteligencji, opisujący, na czym ona polega i w czym się przejawia – wtedy można by każdego z nim porównać (oczywiście przy założeniu, że inteligencja jest czymś uniwersalnym i pod każdą szerokością geograficzną to samo znaczy, co bynajmniej nie jest oczywiste).

JN: Czy popularne w ostatnich czasach pojęcie inteligencji emocjonalnej ma w  ogóle coś wspólnego z inteligencją?
AM: Ma, na przykład nazwę (śmiech). Poważnie mówiąc, jest ona pewną odmianą inteligencji skrytalizowanej. Tak jak możemy mówić o inteligencji werbalnej czy wzrokowo-przestrzennej, matematycznej, muzycznej, itd., możemy mówić też o inteligencji emocjonalnej. Różni się od tych wymienionych materiałem, na którym operuje, czyli rodzajem informacji, z którymi sobie ta inteligencja „radzi” – w przypadku inteligencji emocjonalnej są to informacje o charakterze emocjonalnym, czyli dostarczane przez emocje lub dotyczące emocji – własnych i cudzych. W przypadku inteligencji werbalnej natomiast są to informacje pod postacią słów, a w przypadku inteligencji przestrzennej – informacje dotyczące relacji przestrzennych, położenia w przestrzeni, itd. Nie jest to jednak pogląd na inteligencję emocjonalną powszechnie podzielany, bo są koncepcje, zwłaszcza te popularne, w których pod tym pojęciem rozumie się różne cechy osobowości, jak optymizm, radzenie sobie ze stresem i tym podobne, a one nie mają niczego wspólnego z inteligencją i określanie ich tym mianem oznacza nadużywanie terminu.

MZ: Na który z rodzajów inteligencji mamy największy wpływ? W jaki sposób możemy rozwijać swoje inteligencje?
AM: Myślę, że na każdy rodzaj inteligencji skrystalizowanej mamy wpływ. Natomiast nie mamy raczej wpływu na inteligencję płynną, bo ona jest biologicznie uwarunkowana funkcjami naszego mózgu. Możemy ją sobie pogorszyć przez niewłaściwy tryb życia – nadużywanie różnych środków psychoaktywnych, niewłaściwe odżywianie, przebywanie w zatrutym środowisku, itp. Może się zmniejszyć na skutek chorób. Niestety jej poziom spada także z wiekiem. Jedyne, co możemy zrobić, to dbać o nią, aby nam się przedwcześnie nie zmniejszyła, bo nie możemy jej specjalnie zwiększyć. Natomiast inteligencja skrystalizowana zależy od tego, co robimy. Każdy rodzaj inteligencji skrystalizowanej można udoskonalić, podejmując aktywność danego rodzaju, związaną z tym, co jest właśnie tworzywem danego typu inteligencji.

JN: Czy można wspomóc rozwój inteligencji u dziecka?
AM: Niewątpliwie można wspomóc, ale można też temu rozwojowi przeszkodzić. Wspomóc można dbając o kształcące daną inteligencję doświadczenia, na przykład w przypadku inteligencji emocjonalnej można ułatwiać jej rozwój, pozwalając dziecku na ujawnianie emocji, wyrażając przy dziecku swoje emocje, rozmawiając z dzieckiem o emocjach. Można też zaszkodzić, na przykład mówiąc, że emocje, a szczególnie te negatywne, są czymś, czego należy się wstydzić, że nie należy ich ujawniać, że są czymś brzydkim, nieprzystającym do płci czy wieku, itp.

MZ: Testy na inteligencję płynną charakteryzują się rosnącym stopniem trudności. Czy to oznacza, że musimy posiadać wysoki poziom inteligencji płynnej, żeby taki test stworzyć, zwłaszcza żeby stworzyć to ostatnie zadanie?
AM: Na pewno twórcy testów muszą być inteligentni, ale to nie oznacza, że muszą osiągnąć jakieś jej absolutne maksimum (które jest zresztą pojęciem czysto teoretycznym). Mniejszą sztuką jest wymyślić zdanie, a większą zgadnąć, co autor testu wymyślił. Innymi słowy, łatwiej jest stworzyć trudny test, niż rozwiązać trudny test. Tworząc test, przyjmujemy jakieś zasady konstrukcyjne i możemy wpisać te zasady w program komputerowy, który robiłby odpowiednie zadania, a co więcej mógłby te zasady mechanicznie komplikować, przez co zadania stawałyby się coraz trudniejsze, a przecież, komputer nie jest inteligentny, lecz tylko sprawny technicznie. Rozwiązujący nie zna tych reguł, ani nie ma technicznych możliwości komputera. Trudniej jest rozwiązać test, niż go skonstruować, choć niewątpliwie, żeby skonstruować test, trzeba wygenerować odpowiednio skomplikowane reguły zadań, co wymaga stosunkowo wysokiego poziomu inteligencji.

JN: Gdzie najlepiej się udać, aby poznać swój iloraz inteligencji? Czy można ufać testom dostępnym w Internecie?
AM: Należałoby się udać do psychologa, chociaż wydaje mi się, że nie ma zbyt wielu takich placówek, które by się w tym specjalizowały, może nie ma aż tak dużego na nie zapotrzebowania. Na pewno testy, które rozwiązuje się w Internecie, nie mogą być traktowane jako miarodajne. Z pewnością istnieją lepsze i gorsze, ale na ogół nic o nich nie wiemy: jak były znormalizowane, na jakiej próbie były znormalizowane, a nawet czy w ogóle były normalizowane. Być może autor zrobił badania normalizacyjne na dużej, reprezentatywnej próbie, ale równie dobrze mógł zbadać krewnych i znajomych lub wręcz uznać arbitralnie, że tu będzie „brawo”, a tu „wynik słaby”. Nie wiemy tego, dlatego nie można wierzyć w otrzymaną „diagnozę”. 

MZ: Mówi się coraz częściej, że za sukcesem stoi nie tylko inteligencja akademicka, ale też inne jej rodzaje. Czy to prawda? Które z nich najbardziej determinują sukces, taki ogólnie pojęty, np. zawodowy?
AM: Jeśli przez inteligencję akademicką rozumieć inteligencję mierzoną tradycyjnymi testami, to wszystko wskazuje, że to właśnie jednak ona ma największe znaczenie, wbrew temu, co się ostatnio mówi i pisze w literaturze popularno-naukowej, jakoby „już się nie liczyła”, a ważniejsza miałaby być ta emocjonalna, intuicyjna, „gorąca czy jakaś tam jeszcze”. Wszystkie dane wskazują, że jednak największy procent wariancji sukcesu tłumaczy inteligencja akademicka, aczkolwiek inne jej rodzaje też coś do sukcesu wnoszą. Sporo też pewnie zależy od tego, na jakim polu sukces mamy na myśli, np. inteligencja emocjonalna i społeczna są szczególnie ważne w tych zawodach, które wymagają kontaktu z ludźmi, rozumienia ich, wywierania na nich wpływu, współdziałania, itp. 

JN: Jako że w Przestrzeni piszemy także o twórczości, to o tę twórczość zadam pytanie: czy wysoki poziom ilorazu inteligencji gwarantuje powodzenie w twórczości?
AM: No nie, zupełnie nie, wygląda na to, że to są zmienne niezależne od siebie. Choć pewien progowy poziom inteligencji, prawdopodobnie przeciętny, jest dla twórczości warunkiem koniecznym, to bardzo wysoki nie gwarantuje powodzenia.
JN: Czyli może nawet przeszkadzać…
AM: Być może nawet niekiedy przeszkadzać. 

JN: A jak związek ma z twórczością inteligencja emocjonalna?
AM: Nie ma zbyt wielu danych na ten temat, ale są podstawy, by sądzić, że inteligencja emocjonalna może sprzyjać twórczości. Podkreśla się we wszystkich analizach rolę emocji w twórczości, chociaż ich znaczenie zależy od rodzaju działalności twórczej: od tego, czy mówimy np. o twórczości artystycznej czy naukowej lub architektonicznej. Jeżeli chodzi o twórczość artystyczną, to wszystko wskazuje na to, że emocje odgrywają ważną rolę jako czynnik sprzyjający tworzeniu. Zarazem jednak mogą one być źródłem problemów twórcy, gdy pojawiają się jako tzw. koszt emocjonalny twórczości. Twórczość jest obciążająca emocjonalnie, a inteligencja emocjonalna powinna ułatwiać radzenie sobie z tym obciążeniem.

MZ: Jest Pani współautorką książki nt. relacji inteligencji emocjonalnej i naszego funkcjonowania. Jak ta relacja wygląda?
AM: Trochę już powiedziałam o tym, mówiąc, że jest ona szczególnie ważna w pewnych zawodach czy na pewnych stanowiskach, można jednak powiedzieć, że wszędzie jest przydatna, chociażby ze względu na to, że ułatwia radzenie sobie ze stresem. Są dane, które pokazują, że inteligencja emocjonalna chroni przed wypaleniem zawodowym, wiąże się z zadaniowym stylem reagowania na stres. Ma nieprzecenione znaczenie w kontaktach społecznych, a funkcjonujemy na ogół w kontakcie z ludźmi. Wykazano też w badaniach, że w dużym stopniu chroni przed wpadaniem w nałogi, zmniejsza podatność młodych ludzi na wpływ rówieśników zachęcających do używek (pomaga w odmawianiu). Inteligencja emocjonalna chroni też przed poczuciem samotności, zwiększa poczucie wsparcia społecznego i ogólnie wpływa na jakość życia i samopoczucie. W końcu gdyby nawet nie dowiedziono żadnych innych pożytków z niej płynących, to fakt, że ludzie o wysokiej inteligencji emocjonalnej są po prostu szczęśliwsi, można by uznać za wystarczający dowód jej znaczenia w życiu człowieka. 

JN: Mówi się, że wśród ludzi inteligentnych nie ma ludzi szczęśliwych. Czy to prawda?
AM: Być może tak się mówi, ale w badaniach, poczynając od dawnych, klasycznych już badań amerykańskich Termana z pierwszej połowy XX wieku, okazuje się, że wbrew intuicjom osoby wysoce inteligentne lepiej sobie radzą w życiu, lepiej zarabiają i ogólnie lepiej im się powodzi. Nie potwierdziły się przypuszczenia, że ze względu na poczucie inności i samotności mogą mieć problemy w kontaktach z ludźmi i przystosowaniu. Być może tego typu problemy zdarzają się jedynie niekiedy, w skrajnych przypadkach.  Warto dodać, że i zdolności emocjonalne mają swoje „ciemne strony”, np. gdy ktoś jest za bardzo wnikliwy w odczytywaniu emocji innych ludzi, może dostrzegać wszelkie przejawy ich emocji względem siebie, nawet tych, których wolałby nie zauważyć. Takie wysoce rozwinięte zdolności emocjonalne mogą więc w niektórych przypadkach mieć negatywne konsekwencje. Ale inteligencja emocjonalna oznacza harmonię wszystkich zdolności składowych, więc można sądzić, że nawet jeśli ktoś inteligentny emocjonalnie odczyta czyjeś niewygodne dla siebie emocje, to poradzi sobie z tymi informacjami, dzięki swoim innym zdolnościom składającym się na inteligencję emocjonalną.

JN: Jaki jest mit na temat inteligencji, który najbardziej wyprowadza Panią z równowagi?
AM: Dotyczy on raczej testów, a właściwie ilorazu inteligencji. Mit ten podzielają zarówno laicy, jak i niektórzy psychologowie z tytułami naukowymi. Chodzi mi o przyjmowanie założenia, że możliwe jest porównywanie ilorazów inteligencji pochodzących z różnych testów, normalizowanych w różnych krajach i często w różnym czasie. Oznacza to niezrozumienie relatywizmu, jakim charakteryzuje się iloraz inteligencji, niezrozumienie tego, że to nie jest to coś w rodzaju wspomnianego już wzorca metra z Sèvres, lecz że odzwierciedla on wyniki określonego testu oceniane na tle określonej populacji w określonym czasie historycznym. Jaki jest charakter zadań testowych, kogo nimi badano w celu określenia norm, kiedy i w jakim kraju te badania były przeprowadzone – wszystko to ma znaczenie dla interpretacji wyniku liczbowego, jakim jest iloraz inteligencji. Dlatego mnie po prostu wpienia, jak ktoś porównuje ilorazy inteligencji np. Szwedów, Anglików i Polaków, badanych testami normalizowanymi w tych różnych krajach. Jeśli średnie ilorazy tych różnych nacji różnią się, to świadczy to tylko o źle zrobionych normalizacjach: dobre, równoważne testy wszędzie dają średnią 100. Taka jest natura ilorazu inteligencji, że średnia musi być 100, żadną miarą nie może być 105! 

 

a.matczakProf. dr hab. Anna Matczak – profesor nauk humanistycznych, psycholog, wieloletni pracownik Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, od ponad 20 lat także Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, autor i współautor wielu testów i kwestionariuszy, kierownik działu merytorycznego Pracowni Testów Psychologicznych PTP. Jej zainteresowania badawcze krążą wokół zagadnień z psychologii różnic indywidualnych: stylów poznawczych, diagnozy intelektu, inteligencji emocjonalnej, kompetencji społecznych.

Komentarze

Biblioteka rozwoju

Życzeniem autorki ze słów wstępu jest, aby jej książka stała się przydatna dla przynajmniej kilku osób. Raczej nie będę jedną z nich. Ale po kolei.

Bez cukru, proszę to kolejna już pozycja z udziałem znanej psychoterapeutki Katarzyny Miller. Napisana w formie wywiadu z nią, przeprowadzanego przez dziennikarkę Danutę Kondratowicz.

Panie rozmawiają o życiu Miller, dotykając różnych tematów i wątków osobistych, niektórych bardzo intymnych. Są tu więc opowieści o życiu miłosnym i seksualnym, historie z dzieciństwa, rozmowy o ścieżce i wyborach zawodowych, uzależnieniu od jedzenia, starości czy potrzebach fizjologicznych. Poruszane są wydarzenia bardzo trudne, które stały się udziałem Miller, jak aborcja czy próba samobójcza. Sporo miejsca poświęcono w książce relacji autorki z matką. Relacji bardzo trudnej, która często ważyła o jej życiowych decyzjach i wyborach.

Bohaterka książki jest postacią bardzo barwną, ma dar opowiadania, w jej ustach wszystkie te historie są ciekawe i wciągające. Poza tym jako terapeutka i autorka innych książek ma od dawna wielu swoich zwolenników. Na pewno więc do nich ta książka przemówi. Do mnie jakoś nie. Nie przekonuje mnie dzielenie się z czytelnikami (być może także pacjentami) swoimi najbardziej intymnymi przeżyciami, osobiście nie wzbudza to we mnie zaufania do terapeuty i nie zwiększa jego wiarygodności. Ale to moja opinia. To w czym ja nie widzę celu, może być dla innego czytelnika wspierające, motywujące i twórcze.

Katarzyna Miller nie przejmuje się tym, że wzbudzi kontrowersje, jest do nich przyzwyczajona i gotowa na kolejne ostre oceny i opinie. Co więcej, sama przyznaje, że uwielbia być w centrum uwagi. Ta książka z pewnością jej to umożliwia. Nie jestem pewna czy powinnam napisać „polecam” albo „zachęcam do przeczytania”. Pewnie warto, jak w przypadku każdej kontrowersyjnej (ta książka w mojej ocenie taką jest) kwestii, dowiedzieć się czegoś więcej i zajrzeć do tej pozycji. Sami zdecydujecie czy zostaniecie z nią na dłużej.

Bez cukru, proszę. Katarzyna Miller w rozmowie z Danutą Kondratowicz
Wydawnictwo ZNAK

bez cukru_okładka

Komentarze

Uszy szeroko otwarte – Archipelag Dźwięku

Idąc przez miasto w pierwszej kolejności przeważnie zwracamy uwagę na jego detale wizualne – ulice, budynki, architekturę, kolory, rośliny, innych ludzi. Nie skupiamy się specjalnie na jego aspekcie dźwiękowym, ba, nawet nie przychodzi nam to do głowy. A gdyby tak wejść w podwórze i zastanowić się, jak zmienił się dźwięk, obejść dookoła cis, dotknąć ręką wysokiej, suchej trawy…? Miasta posiadają swoją tkankę akustyczną, która odkryje przed nami nie tylko swoje piękno, ale i złożoność, jeśli się na nią otworzymy. 

fot. Magazyn Przestrzeń, JN

fot. Magazyn Przestrzeń, JN

Niech poprowadzi cię słuch

Spacer dźwiękowy w ramach Archipelagu Dźwięku (wpisującego się w program festiwalu Archipelag Jazdów) rozpoczął się w parku przed Zamkiem Ujazdowskim. Po krótkim wstępie, wygłoszonym przez prowadzącego Daniela Brożka, wyruszyliśmy w miasto. Między spacerowiczami krążyły rejestratory dźwięku ze słuchawkami oraz decybelomierz. Z każdym krokiem (dosłownie) wsłuchiwaliśmy się w odgłosy otoczenia – szuranie butów, szum liści i fontann, szelest suchej ściółki, łamiące się patyki, hałas samochodów. Szukaliśmy obszarów zarówno najgłośniejszych, jak i najcichszych. Mieliśmy szansę zaobserwować wpływ architektury na akustykę miasta – odwiedziliśmy miejsca, w których dźwięk odbijał się i zwielokrotniał, ale i takie, które go tłumiły. Dowiedzieliśmy się, że odgłos lejącej się wody działa na nas uspokajająco. Z tego powodu na terenach narażonych na hałas tworzy się fontanny – mimo że produkowany przez nie dźwięk do najcichszych nie należy, jest on z pewnością przyjemniejszy dla ucha niż ruchliwa szosa. Daniel Brożek prowadził nas w kolejne miejsca, mówił na co mamy zwracać uwagę – dzięki temu odkrywaliśmy miasto z zupełnie innej perspektywy, uczyliśmy się uważności, tropiliśmy dźwięki i daliśmy odpocząć zmysłowi wzroku. Spacer zakończył się pod pomnikiem, który dokładnie… osłuchaliśmy. 

Spacer dźwiękowy

O definicję spaceru dźwiękowego spytaliśmy Daniela Brożka: „Idea spaceru dźwiękowego została  nakreślona w latach 70. przez R. Murray’a Schafera i jego współpracowników w ramach World Soundscape Project*, koncepcji traktującej pejzaż dźwiękowy jako wspólną kompozycją będącą efektem aktywności wszystkich żyjących stworzeń, maszyn i zjawisk przyrodniczych. Spacery dźwiękowe początkowo miały służyć uwrażliwieniu słuchaczy na zagadnienia ekologii dźwiękowej, zwrócić uwagę na poszczególne elementy audiosfery. Wiele z tych elementów, jak hałas dróg i autostrad czy szum wody, słuch ludzki pomija, umysł traktuje je jako dźwięki permanentne, nieistotne dla życia i bezpieczeństwa. Spacery dźwiękowe przywracają takie zjawiska dźwiękowe naszej uwadze, pozwalają świadomie słyszeć i oceniać ich głośność, szkodliwy wpływ na narząd słuchu i samopoczucie, jak i usłyszeć dźwięki przyrody zagłuszane przez głośniejsze, przemysłowe odgłosy. Spacery dźwiękowe dość szybko stały się również metodą pracy kompozytorów i artystów dźwiękowych, których kompozycje bazują na całości, bądź elementach brzmieniowych audiosfery. Hildegard Westerkamp, Annea Lockwood, Christina Kubisch to jedne z ważniejszych przedstawicielek tego ruchu. Odbiór ich muzyki wymaga nie tylko odejścia od narracyjnego i tematycznego paradygmatu twórczości kompozytorskiej, ale i poszerzenia świadomości muzycznej o pełne spektrum i dynamikę dźwięków otoczenia, obcych muzyce klasycznej. Spacery dźwiękowe to doskonała okazja trenowania słuchu i wrażliwości muzycznej.”

fot. Bartosz Górka, materiały prasowe CSW

fot. Bartosz Górka, materiały prasowe CSW

Kiedy dźwięk staje się problemem

Z pozoru zwykły spacer, forma zabawy, doprowadza nas do pewnych istotnych wniosków. Na dźwięki miasta zwykle nie zwracamy uwagi, szybko się do nich adaptujemy. Kiedy jednak osiągają rangę hałasu, ciężko mówić o przyzwyczajeniu. Są one nierozłącznym elementem naszej codzienności. Budujemy coraz więcej dróg, centrów handlowych i osiedli, a coraz mniej dbamy o tereny zielone: zaciszne parki czy skwery, w których można być bliżej natury, a których funkcją jest tłumienie odgłosów miasta. Normy dotyczące hałasu są stale podwyższane. Dużą wagę przy projektowaniu nowych obiektów przywiązuje się do aspektu wizualnego, a mniejszą do akustycznego. Pomija się problemy głośnych wentylatorów czy klimatyzacji. Wynikiem tego będzie poszukiwanie mieszkań cichych i spokojnych, które za jakiś czas staną się pożądanym, ale i ograniczonym dobrem – ludzie będą chcieli je chronić, zamykać, a ich ceny wzrosną. Jest to związane z potrzebą komfortu psychicznego, o którym nie możemy mówić w przypadku hałasu. Długotrwała ekspozycja na zbyt duże, nieprzyjemne natężenie dźwięku może prowadzić nie tylko do uszkodzenia narządu słuchu i występowania objawów fizycznych, ale także negatywnych konsekwencji związanych z samopoczuciem – zaczynając od zdenerwowania, agresji i problemów z koncentracją, a na zaburzeniach psychicznych kończąc. Problemy związane z akustyką, obiektywnie mniejszego kalibru, możemy spotkać także w obszarze twórczości. Muzycy przywiązują ogromną wagę do dźwięków, jakie wydaje ich instrument, poszukują nowych, nietypowych brzmień. Trud ten może zniweczyć źle nagłośniona sala koncertowa czy impreza plenerowa, a potencjalne arcydzieło zamienić w katastrofę. Przykłady tego typu można mnożyć.

Spacery dźwiękowe są okazją, aby poznać akustyczną mapę naszego otoczenia i pogłębić uważność na jego odgłosy, a także samemu być ich twórcą, kreując melodię niczym wprawiony kompozytor. Mogą stać się pasją lub metodą badawczą, a dobrze przemyślane i prowadzone – pretendować do miana sztuki najwyższej próby. Przede wszystkim uzmysławiają nam rolę ekologii dźwięków i wpływu hałasu na nasze funkcjonowanie. Skłaniają do refleksji, ale i podejmowania tematów związanych z akustycznym pejzażem miasta i możliwości zmian na lepsze – w stronę cichszego otoczenia, pełnego zieleni, fontann i odgłosów zwierząt.

Więcej o pejzażu dźwiękowym można przeczytać w numerze 26 magazynu Glissando (jednego z patronów wydarzenia Archipelag Dźwięku)

czarny latawiec

fot. Bartosz Górka, materiały prasowe CSW

Daniel Brożek (Czarny Latawiec)Aktywny na polach sztuki dźwięku i krytyki muzycznej, kurator Canti Illuminati Festival i Sceny Dźwiękowej Przeglądu Sztuki Survival. Jako Czarny Latawiec dj i producent dźwiękowy (MIk.Musik.!, B.D.T.A.). Można go znaleźć na blogu i stronie. 

 

 

 

*Murray Schafer, The Tuning of the World, Knopf, New York, 1977

Komentarze

Gdzie jest sztuka? O animacji kulturalnej i działaniach z pogranicza

Zwiedzając instytucje kulturalne takie, jak muzea czy galerie, oprócz programu wystawienniczego do dyspozycji mamy coraz więcej wydarzeń towarzyszących – oprowadzeń, warsztatów, spotkań, aktywnych działań w przestrzeni muzeum lub poza nim. Rzeczywiście, w ostatnich latach zauważalny jest wzrost znaczenia edukacji w działalności muzeum – model, w którym ogranicza się ono jedynie do prezentacji obiektów, wydaje się być przestarzały i nieadekwatny. Pracując jako przewodnik-animator, wiele razy mogłam się przekonać, że obszar aktualnej sztuki dla wielu wydaje się hermetyczny i niezrozumiały. Często przecież samo nazwanie danej pracy – instalacją? rzeźbą? akcją? – nastręcza niemałych trudności (i dotyczy to nie tylko osób niezwiązanych z „art worldem”!), a co dopiero odczytanie sensu dzieła oraz utożsamienie się z nim. Komentarz jest zatem w wielu przypadkach niezastąpiony. Jednak poza wykładem – obiektywną opowieścią „o” sztuce – istnieje jeszcze przestrzeń do interakcji – współtworzenia sztuki, nadpisywania jej znaczeń – i to właśnie jest pole dla animacji.

Yona Friedman Ikonostas: Struktura białkowa łańcuch przestrzenny 2010; fot. Bartosz Stawiarski, dzięki uprzejmości Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie

Yona Friedman Ikonostas: Struktura białkowa łańcuch przestrzenny 2010; fot. Bartosz Stawiarski, dzięki uprzejmości Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie

Mówiąc o działaniach animacyjnych, nie unikniemy wielkich pytań – „czym jest sztuka?”, „czym jest muzeum?” czy „kim jest artysta?”. I dobrze, bo między innymi dlatego podejmujemy dialog z odbiorcą, aby poddawać rewizji skostniałe, pozornie oczywiste terminy. Zacznijmy więc od pojęcia bliskiego tytułowi naszego magazynu – od przestrzeni, a więc samego muzeum.

Trop numer jeden. Co to jest muzeum?

W kontekście praktyk animacyjnych świetną jego metaforą jest praca Yony Friedmana „Ikonostas” z kolekcji Muzeum Sztuki Nowoczesnej (do końca sierpnia możemy zobaczyć ją na przygotowanej specjalnie dla dzieci wystawie „Działamy z kolekcją”). Prosta konstrukcja z połączonych ze sobą okręgów, które tworzą jakby szkielet zamiast trwałej zabudowy, to przykład architektury mobilnej, efemerycznej, podatnej na zmiany. Wakacyjna odsłona kolekcji to już kolejna wystawa, na której MSN prezentuje pracę Friedmana, jednak za każdym razem funkcjonuje ona w nieco inny sposób i w innym układzie. To bardziej struktura, której moduły możemy zestawiać w dowolne kombinacje oraz wypełniać – no właśnie, czym? Obiektami, doświadczeniami, znaczeniami? Paradoksalnym zdaje się fakt, że praca Friedmana, ze względu na swoją prostotę i otwarcie na otaczającą przestrzeń, opowiada bardziej o tym, czego w niej nie widać – o potencjale. To właśnie jest temat zarówno tej realizacji, jak i – poszerzając kontekst – istoty muzeum. Jest to właśnie teren, który dopiero ma być zagospodarowany – zarówno przez dzieła, artystów, kuratorów, krytyków, jak i odbiorców. Współdziałanie, tworzenie sensu pracy razem, a nie posługując się „oficjalną” interpretacją, to moim zdaniem najbardziej naturalny sposób „serwowania” sztuki. Ma ona bowiem tę fantastyczną właściwość, że „nie jest czymś uniwersalnym, stałym, danym raz na zawsze – jej sens jest lekturą otwartą. Sztuka jest znakiem pustym, który zaczyna funkcjonować w momencie odbioru, nasycając się całym kontekstem odbiorcy”*.

Trop numer dwa – kim jest autor?

Jeśli miałabym wskazać jakiś odpowiednik instalacji Friedmana w praktyce, byłaby to aktywność Laboratorium Edukacji Twórczej. Jest to autonomiczny program edukacyjny, prowadzony przez zespół Centrum Sztuki Współczesnej – Marię Parczewską i Janusza Byszewskiego. Jednym z projektów LET jest właśnie „otwarte muzeum” (tegoroczna odsłona projektu pod hasłem „Proza miasta” miała miejsce 14 czerwca w Al. Ujazdowskich). Czym zatem jest „muzeum otwarte”? To muzeum, które przychodzi do odbiorcy. Projekt LET umożliwia dostęp do sztuki współczesnej w przestrzeni publicznej. Angażuje przechodniów, spacerowiczów, turystów. Proponuje wejście w rolę partnera w działaniach twórczych proponowanych przez artystów. Zamiast eksponatów mamy sytuacje, zamiast biernego oglądania – interakcję. Każda sytuacja nastawia zarówno na odbiór sztuki, jak i jej tworzenie. Na bazie przygotowanych przez prowadzących instrukcji każdy uczestnik na własny sposób odpowiada na zadania. Często kluczowym jest element budowania relacji, uczestnictwa we wspólnym doświadczeniu – będąc różni, działamy z innymi. Znika sztywny podział na artystę i odbiorcę.

Warsztaty dla animatorów w ramach projektu LET; fot. Zbigniew Gozdecki, dzięki uprzejmości Laboratorium Edukacji Twórczej

Warsztaty dla animatorów w ramach projektu LET: Porozmawiaj ze mną o sztuce i o życiu; fot. Zbigniew Gozdecki, dzięki uprzejmości Laboratorium Edukacji Twórczej

Istotnym obszarem działalności LET są także warsztaty dla animatorów kultury, nauczycieli, muzealników i psychologów. Osobiście miałam przyjemność uczestniczyć w zeszłorocznym projekcie „Porozmawiaj ze mną o sztuce i o życiu”. Przyznaję, że doświadczenie to było niesamowicie kształcącym, ale też – tu słowo, na które chciałabym zwrócić szczególną uwagę – twórczym. Nadużywane, ciut zbanalizowane już pojęcie „kreatywności” w działalności LET powraca do swojego właściwego znaczenia. Rozumiana jako otwartość na nowe pomysły (zarówno własne, jak i innych) oraz twórcze podejście do rozwiązywania problemów (tych abstrakcyjnych i tych codziennych), stanowi kluczowy element w procesie nauczania, ale i w życiu w ogóle. Zadania wykonywane podczas warsztatów podejmują złożone tematy. Jednocześnie nie wymagają żadnego warsztatu plastycznego ani zaplecza teoretycznego – jedynie odwołania się do osobistej wrażliwości. Za pomocą minimalnych środków stwarzają pole do indywidualnej wypowiedzi. Pokazują, jak bardzo sztuka współczesna dotyka tematów, które dotyczą nas – naszych wartości, gustów, emocji.

Nie chodzi o to, żeby z każdego zrobić artystę. Jedynie (i aż) pozwolić sobie być twórczym. Uwolnić od oceny i autokrytyki. Odpowiadać na zachowania drugiej osoby, ufając sobie. Każda opinia, każda preferencja estetyczna jest uprawniona. Te postulaty wydają się oczywiste – a jednak, jeśli prześledzimy popularne, „tradycyjne” (niestety) metody praktykowane w szkołach, nieczęsto motywują one do samodzielnego myślenia. Pisanie wypracowań „pod klucz” i dopasowywanie pytań pod spodziewane odpowiedzi, rywalizacja zamiast kooperacji od najmłodszych lat, oceny za niepodlegające wartościowaniu czynności (na plastyce czy religii)… . Wszystko to tłumi w nas ufność w indywidualne spojrzenie, prowokuje strach przed zabieraniem głosu i tym samym uniemożliwia różnice zdań. A czy sztuka nie jest właśnie przestrzenią dialogu?

Animacja kulturalna wyklucza istnienie „prawd objawionych” na temat sztuki. W ich miejsce tworzy przestrzeń dla rozmowy, stawiania pytań, negocjowania sensu. Oddaje głos nam – odbiorcom (czyli również nam – animatorom).

Maria Parczewska, Przepisy na życie i sztukę w ramach projektu LET: Porozmawiaj ze mną o sztuce i o życiu; fot. Zbigniew Gozdecki, dzięki uprzejmości Laboratorium Edukacji Twórczej

Maria Parczewska, Przepisy na życie i sztukę w ramach projektu LET: Porozmawiaj ze mną o sztuce i o życiu; fot. Zbigniew Gozdecki, dzięki uprzejmości Laboratorium Edukacji Twórczej

Podejście twórców LET wyrasta z różnorodnych źródeł – m.in. teorii „kultury czynnej” Jerzego Grotowskiego czy praktyk community art – działań z pogranicza animacji i sztuki. To sztuka tworzona zwykle wraz z osobami „z zewnątrz”, niezwiązanymi ze sztuką, w ramach lokalnej społeczności. Na gruncie polskim idealnie to podejście obrazują realizacje np. Pawła Althamera, jednego z najbardziej znanych, wpływowych polskich artystów. Jeżeli jednak gest artysty oraz gest odbiorcy są równouprawnione – to kto tu właściwie jest artystą? Prace Althamera nierzadko obejmują twórczość jego bohaterów lub jej dokumentację. Trafiają do najważniejszych galerii w Polsce i na świecie – kogo jednak możemy uznać za ich twórcę? I czy sam pomysłodawca jest „tylko” animatorem, czy „już” artystą? Gdzie jest granica między animacją a sztuką?

Trop numer trzy – co to jest dzieło?

Idąc dalej – czy w odbiorze sztuki chodzi o obiekty (swoją drogą, od XX wieku coraz częściej nietrwałe, trudne w konserwacji)? Nie odpowiadając na te pytania wprost, animacja przesuwa jednak wyraźnie akcent z obiektu na osobę. W odniesieniu do praktyki LET, w centrum znajduje się „nie tyle kolekcja sztuki, ile kolekcjonowanie indywidualnych doświadczeń”**. W podobny sposób mówił o tym intermedialny artysta – Dick Higgins: „Artysta daje ci strukturę – możesz sam ją wypełnić”. Te słowa idealnie oddają zasadę działania opisywanej we wstępie konstrukcji Friedmana w MSN. Dowodów nie trzeba zresztą szukać daleko. Po miesiącu trwania wystawy „Ikonostas” zamieszkały różnego rodzaju dziecięce prace – rysunki, malunki, wyszywanki, tkaniny, rzeźby i wszelkiej maści kolorowe dziwności. Oblepiają, obwiązują i zwieszają się z metalowych okręgów. Pstrokacizna młodych „dzieł sztuki” ożywiła surową strukturę. Sprawiła, że „Ikonostas” zyskał jakby nowe życie, a cała konstrukcja stała się autonomiczną instalacją artystyczną. I czy ktoś potrafi jednoznacznie ocenić, gdzie tu jest sztuka, a gdzie jej nie ma?

* J. Świdziński w rozmowie z Grzegorzem Dziamskim, „Flash Art”, 3/1992
** J. Byszewski, M. Parczewska, Muzeum jako rzeźba społeczna, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, Warszawa 2012

Komentarze

Kultura na zamku

Tutaj „zamek” to nie historyczna budowla królująca nad miastem. Zamek oznacza – w skrócie – zamknięcie. Izolację od społeczeństwa na wiele lat, a czasem dożywocie.

fot. Magazyn Przestrzeń, EM

fot. Magazyn Przestrzeń, EM

W czerwcowe, szare przedpołudnie stoimy u drzwi biura przepustek do jednego z warszawskich Aresztów Śledczych dla kobiet, usytułowanym na Grochowie, za zajezdnią kolejową i drogą prowadzącą przez zaniedbane  chaszcze. Po oddaniu dowodu osobistego i telefonu, przechodzimy przez kolejne bramki i furtki. Wysokie płoty zwieńczone są zwiniętymi w okręgi drutami kolczastymi. Kolejna furtka i ściana baraku, u stóp którego zieleni się wyjątkowo zadbany, pełen uformowanych w kule krzewów. Jaki piękny ogród – mówię do jednego z oficerów. Tak, mamy wiele rąk do tej pracy – odpowiada.

fot. Magazyn Przestrzeń, EM

fot. Magazyn Przestrzeń, EM

W dużej sali odbywają się przygotowania do konferencji prasowej projektu Filia Parku Rzeźby. Wspólny projekt Fundacji „Dom Kultury” – od kilku lat zajmującej się edukacją w środowiskach wykluczonych i Muzeum Sztuki Nowoczesnej, które wśród dziesiątków niezwykle interesujących artystycznych działań stworzyło w 2009 roku Park Rzeźby na terenach rekreacyjnych w warszawskiej dzielnicy Bródno. Po kilku latach razem z przedstawicielami Okręgowej Służby Więziennej i dyrektorami Aresztu Śledczego powstał pomysł stworzenia Filii Parku Rzeźby na terenie spacerniaka w areszcie z udziałem artystów i osadzonych kobiet.

Wcześniej niektóre z osadzonych dziewczyn wzięły udział w projekcie „W kratkę” 2013 – internetowym magazynie (blog i facebook), zawierającym ich kilkuzdaniowe refleksje na temat codzienności, wspomnień, czekania na wolność, wreszcie pierwszego dnia po wyjściu. Redaktorem naczelnym magazynu jest Leszek Wejcman, który z osadzonymi prowadzi program szkoleniowy Lekcja Pisania. Idea jaka przyświeca tym działaniom to resocjalizacja i readaptacja społeczna.

Po konferencji zwiedzamy dalszą część ogrodu z właśnie posadzonymi w ramach warsztatów ogrodniczych – pięknymi powojnikami (clematis). Wyhodowane przez Stefana Franaszka (1917 – 2009), polskiego jezuitę, swoim wspinaniem się po ścianach symbolizują wędrówkę ku światłu. Kwiaty w różnych odcieniach fioletu noszą polskie nazwy: „Błękitny Anioł”, „Warszawska Nike”, „Danuta”.   

fot. Magazyn Przestrzeń, EM

fot. Magazyn Przestrzeń, EM

Dalej znajduje się ogrodzone boisko do gry w siatkówkę. To rzeźbiarska realizacja projektu Pawła Althamera nazwana „Siatkarze” – w który byli zaangażowani inni artyści, a także osadzone, użyczając fragmentów swoich ciał do gipsowych odlewów postaci, przytrzymujących siatkę. Inne rzeźby powstaną w przestrzeni więzienia, a rzeźbiarz Artur Żmijewski we współpracy stworzy ołtarz w kaplicy więziennej.  

Czego pragną osadzone dziewczyny dowiaduję się podczas nieformalnych rozmów przy kawie. Chcą PRACY i mówią to jednemu z oficerów: w kuchni, poza więzieniem: np. przy malowaniu ścian albo jeszcze innej. Być może uda się załatwić możliwość mycia wagonów w pobliskiej zajezdni kolejowej – słyszą w odpowiedzi. 

Areszt, popularnie zwany więzieniem, to równoległa rzeczywistość ze swoimi cieniami i blaskami, których przez chwilę miałam okazję zaznać. I jak powiedział jeden z oficerów: tylko szczęśliwy los uchronił każdego nas przed przekroczeniem cienkiej linii pomiędzy życiem z jednej albo drugiej strony murów.

Komentarze

Pod niebem źrenicy

Lidia Jurkiewicz – „Pod niebem źrenicy”, galeria wierszy (6)

Artysta: Lidia Jurkiewicz
Nauczyciel, polonista, absolwentka Szkoły Trenerów. Z pasji do życia sięgnęła po pióro. Inspiracje do swoich refleksji czerpie z kultury, nauki, przyrody. Wszędzie tam dostrzega fenomen myśli, piękna i tworzenia.

W debiutanckim tomiku Pod niebem źrenicy (Lublin, 2014) pochyla się słowem nad kulturą miejsca, przyrodą, zabytkami, w które wpisany jest ludzki sens dziejów. Kolejne rozważania dedykuje Kulturze… . W jej kształcie dostrzega ludzki wymiar, wrażliwość na piękno, sposób poznania świata, istotę aktu tworzenia. Kultura w jej poezji istnieje poprzez człowieka i w człowieku, bowiem jest on inspiracją trzeciej części tomiku zatytułowanej O – sobie, osobie, która poszukuje swego świadomego bytu. Być może sobą chce również podzielić się  autorka? Tomik przepełniony jest humanizmem i refleksją potrzebną współczesnym czasom.

Lidię Jurkiewicz można znaleźć na:
Facebooku

Komentarze

Przed Państwem…

 
kamila staniszewska 8

Kamila Staniszewska – galeria (12)

Artysta: Kamila Staniszewska
Studentka na wakacjach pomiędzy II a III rokiem grafiki na warszawskim ASP
 
Moje prace powstają raczej spontanicznie, tematy przychodzą same. Chyba najbardziej inspiruje mnie muzyka i psychodelia lat 70, świat zwierząt. Wykonuję prace tradycyjnymi metodami, jednak dużo w tym eksperymentu, przypadku oraz próby łączenia technik. Mam dosyć ‚analogowe’ podejście do sztuki, wychodzę z założenia, że jak się pobrudzisz to to jest właśnie prawdziwa robota. Robię też zdjęcia na koncertach, polaroidy, kiedyś tkałam. Dążę do tego, by moje prace dawały radość i sprawiały, że jak ktoś się położy w letni poranek na hamaku z czereśniami i będzie oglądał coś zrobionego przeze mnie to się uśmiechnie.:)

Kamilę Staniszewską można znaleźć na:
Behance 

Komentarze
Komentarze do:

"5"

Zamknij

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. akceptuję