Magazyn Przestrzeń to połączenie codziennej psychologii z kulturą. To miejsce na odnalezienie siebie, dotknięcie swoich emocji, rozwój osobisty. Jest to także płaszczyzna dla sztuki i artystów. Celem magazynu jest promocja świadomego życia, psychologii, ciekawych inicjatyw, szeroko pojętej kultury oraz utalentowanych twórców.

Przestrzeń © 2016



Website credits: MH

17

Przestrzeń
#17

 

 

A na początku był chaos... 

 

 

 

 

 

 

Zapraszam do lektury!
Redaktor Naczelna
Joanna Niedziela

Chaos uporządkowany

graf. Urszula Zabłocka

graf. Urszula Zabłocka

Pamiętacie film „Efekt motyla”? Jest rozwinięciem założenia, że miniaturowy trzepot skrzydeł gdzieś w Singapurze może po trzech dniach wywołać tornado nad Ohio. To oczywiście tylko anegdota, bo zmiany nie są aż tak kolosalne, ale przekaz jest jasny. Choć z daleka zmiany pogody mogą się wydawać przypadkowe i wyjątkowo kapryśne, to jednak są one całkowicie przewidywalne, a złudzenie nieprzewidywalności jest spowodowane tylko naszym ograniczonym zrozumieniem liczby czynników pośredniczących w powstawaniu tego, zdawałoby się przypadkowego tornada. Twórcą pojęcia „efekt motyla” jest Edward Lorenz, który w 1960 roku pracował nad komputerowym modelem prognozowania pogody. Zakładał, jak większość ówczesnych badaczy, że jeśli wprowadzi się do komputera identyczne dane wyjściowe, to po przeprowadzeniu tych samych operacji powinniśmy otrzymać identyczne wyniki. Tak się jednak nie stało. Przez przypadek odkrył, że bardzo mała zmiana danych wejściowych może spowodować kolosalną, zupełnie niespodziewaną różnicę w wynikach końcowych. Tyczy się to szczególnie układów dynamicznych, mających odzwierciedlenie między innymi w zmianach pogody. Zależności prowadzące do takiego, a nie innego obrotu sprawy, są bardzo skomplikowane i nawet miniaturowa modyfikacja jednego z czynników może spowodować, że zamiast bezwietrznej pogody nadejdzie tornado. Wpisane liczby 0,506127 i 0,506 zapoczątkowały dwa bardzo różniące się od siebie wykresy – im dalej od początku, tym zmiany były większe. Ta promilowa różnica rzędu 0,025% to właśnie efekt motyla – zmiana tak mała, że aż niedostrzegalna, jednak znacząco wpływająca na całość.

Wspomniany na początku film był przełożeniem tego zjawiska na ludzką psychikę. Nie mamy wątpliwości, że ludzka psychika to jeden z najbardziej dynamicznych, chaotycznych i nieprzewidywalnych układów, z jakimi mamy do czynienia.

Kruchy los

O tym jak małe decyzje wpływają na nasze życie, przekonujemy się w obliczu wielkich tragedii. Choćby ta w Smoleńsku w 2010. Dwie osoby uratowane przez swoje wcześniejsze wybory. Jacek Sasin miał lecieć, ale w ostatniej chwili odstąpił swoje miejsce koleżance z pracy, mamy małego dziecka, której bardzo zależałoby być szybciej w domu. Sasin pojechał pociągiem. Przeżył. Podobnie Zofia Kruszyńska-Gust. Ostatecznie zrezygnowała – rozchorowała się. Żyje. Podobnych historii jest więcej. Setki osób, które tamtego pamiętnego dnia spóźniły się do pracy i uniknęły zawalenia wież WTC. Tysiące naszych błahych codziennych decyzji, które nawet nie wiemy jak bardzo wpłynęły na nasze życie.

Czy wiedzieliście, że w czasie II wojny światowej Amerykanie rozważali zrzucenie bomby atomowej na Kokuro? Nie zrobili tego, bo nad miastem wisiały ciężkie chmury. Obrano kurs na cel zastępczy – Hiroszimę.     

Sama miałam taką sytuację. Wycieczka po starówce w jednym z miast. Deszcz, zimno. Na jednej uliczce nagle zawaliła się kamienica (!). Wzięłam swoją przyjaciółkę za ramię i uciekałyśmy co sił w nogach czując jak za nami unosi się wielka ściana pyłu. W końcu odwracamy się roztrzęsione – w miejscu gdzie stałyśmy przed chwilą leżała wielka kupa gruzu. Kwestia sekund – gdybyśmy były kilka metrów dalej, nie zdążyłybyśmy uciec. Skąd miałyśmy te sekundy? Ola kilka chwil wcześniej pyta się staruszki na schodach czy nie pomóc jej nieść torby. Pani odmówiła, ale złożyła nam błogosławieństwo. Kilka sekund…

Co by było gdyby?

W rzeczywistym świecie nie możemy modyfikować przeszłości i sprawdzać różnych alternatyw. Wystarczy wyobrazić sobie jednak, że Hitler walcząc podczas pierwszej wojny światowej dostałby odłamkiem szrapnela, czego oczywiście był bardzo blisko, tak jak i innych okoliczności, w których mógł ponieść śmierć lub zostać kaleką. Kaleką, który nie mógłby być wzorem siły Aryjczyka. Na to, że pocisk spadł w tym, a nie innym miejscu, miało wpływ tysiące, a gdyby przyjrzeć się bliżej – miliony, miliardy i biliony czynników. Celowniczy mógł choćby podrapać się po nosie, ustawiając korbkę wysokości lub zrobić cokolwiek innego, co choćby minimalnie zmieniło warunki wystrzału. Inna wilgotność powietrza, mały podmuch wiatru lub cokolwiek, co wpłynęło na ustawienie działa. Miliardy możliwości, z których każda powstała w wyniku splotu miliardów poprzednich czynników, z których każdy też był rezultatem miliardów przypadków, itd. Nie trzeba nawet iść tak daleko, wystarczyłoby, żeby Hitlera przyjęto na Akademię Sztuk Pięknych, a nie byłoby dzisiaj ani ciebie, ani mnie, ani wszystkiego tego, co znamy. Znaczy coś by było, ale w zupełnie innym wydaniu.    

Na czynniki takie, jak tor lotu pocisku artyleryjskiego, nie mamy żadnego wpływu. Jednak jako psycholog wrócę do ludzi i ich wewnętrznego świata. Adolf Hitler wcale nie musiał być potworem. Jego psychika także ukształtowała się w wyniku skomplikowanych procesów, które bardzo trudno odtworzyć. Ludzki umysł to układ pozornie chaotyczny. Ale – jak już wiemy – losowość jest tylko złudzeniem. Gdybyśmy umieli odtworzyć wszystkie świadome i przede wszystkim nieświadome procesy, mogli gruntownie poznać wszystkie ważne doświadczenia z przeszłości, nasza psychika okazałaby się równie przewidywalna jak procesy fizyczne, takie jak choćby wspomniana pogoda. W praktyce w pełni nigdy nie jest to realne, a nawet wyrysowanie głównych procesów i schematów, które nas ukształtowały, jest strasznie trudne. Trudne, ale jednak możliwe. Teorią chaosu na poziomie psychiki jest psychologia głębi, czyli termin zawierający w sobie wszystkie formy i szkoły psychoterapii, które wyrosły z psychoanalizy, a także wiele teorii zupełnie już od niej odległych.

Wzór na ludzką psychikę

Chociaż pozornie nasze zachowania wydają się być często destrukcyjne i tak po ludzku bezsensowne, to nie wzięły się jednak one znikąd. Największy wpływ na nas miało najwcześniejsze dzieciństwo. Już obserwowanie niemowląt pozostawionych na chwilę bez matki pozwala doświadczonej osobie przewidzieć styl osobowości, jakie rozwinie ono w dorosłości. To czy dziecko w takiej sytuacji jest spokojne, czy krzyczy w niebogłosy, to zaczątek powstania unikalnego stylu przywiązania – cechy, która w dorosłym życiu warunkuje jak podchodzimy do innych ludzi, czy potrafimy im ufać, czy raczej uważamy, że inni mogą nas krzywdzić, a także w jakie związki wchodzimy. Również seksualność jaką w sobie rozwiniemy jest sumą doświadczeń, które nas spotkały. Dość powiedzieć, że większość pedofilów samych w dzieciństwie doświadczało przemocy seksualnej – w dorosłości, żeby jakoś przetrwać, przyjęli utożsamienie się z agresorem. To droga do oczyszczenia swojego sumienia i odzyskania poczucia wartości. Jedynym aktem woli pozostaje to, czy taka osoba ulegnie swoim preferencjom i skrzywdzi inne dziecko.

Inny czynnik, jaki wpływa na całe nasze życie to wypadki losowe – liczne traumy, które wcale nie muszą być duże. Traumy szybko spychamy do nieświadomości, a energia jaką na to pożytkujemy, sprawia, że ciągle jesteśmy zmęczeni. To też układ rodziny, w której się wychowujemy, wiek rodziców, liczba i wiek rodzeństwa, a także to, którym dzieckiem się urodziliśmy. To pytanie czy urodziliśmy się w mieście, czy na wsi. A przypadek kobiety, która ciągle wiąże się z przemocowymi partnerami? To przecież klasyczny przykład wybierania czegoś, co psychika zna, w końcu to ojciec wyznacza kobiecie wzór na mężczyznę idealnego, nawet gdy temu ojcu do bycia idealnym daleko.

Przypadek? Nie sądzę!

Czynników, które wpływają na nasze życie jest niesamowicie dużo, a w ich znalezieniu nie pomaga fakt, że różne szkoły psychoterapii skupiają się na różnych aspektach naszej osobowości. Chociaż poziom skomplikowania naszej psychiki jest tak wielki, to w tym chaosie jest reguła. Najważniejszym do zapamiętania pozostaje fakt, że nic w naszym życiu nie dzieje się przypadkiem. Wszystkie nasze zachowania, dzisiejsze wybory są echem pewnych doświadczeń. Nawet najbardziej destrukcyjne nawyki służą utrzymania psychiki w pionie. W końcu lepiej się upić, niż pozwolić psychice się rozpaść na wspomnienie bólu, jaki spotkał nas przy dawnych krzywdach. Odplątywaniem tych skomplikowanych sznureczków zajmuje się psychoterapia. Jej celem jest zauważenie sensu w nielubianych przez nas zachowaniach, zrozumieniu co za nimi stoi i ponownym zintegrowaniu tych przeżyć. Żebyśmy wydawali się sobie trochę mniej chaotyczni.

Komentarze

Podejmowanie decyzji

Nasze życie wiąże się z ciągłym podejmowaniem mniejszych czy większych decyzji. Czasami wydaje nam się, że jesteśmy elementem jednego wielkiego CHAOSU. Na nasze nieszczęście, większość sytuacji, które nas spotykają, nie są zero-jedynkowe, a dodatkowo wielokrotnie złożone. Wymagają od nas podjęcia szeregu decyzji, które jak domino przewracają kolejne pionki i zmuszają nas do weryfikacji skutków kolejnych zmian.

Źródło: unsplash.com

Źródło: unsplash.com

Jak wygląda podejmowanie decyzji? 

Dokonywanie trudnych i łatwych wyborów wiąże się nierozerwalnie z szeregiem procesów poznawczych, które tworzą naszą reprezentację umysłową. Należą do nich m.in.: percepcja, spostrzeganie, uwaga, myślenie. To właśnie z tymi zjawiskami wiąże się złożony proces podejmowania decyzji. W trakcie myślenia dochodzimy do wielu wniosków, wcześniej nam nieznanych, bądź odświeżamy z pamięci nauki, których już doświadczyliśmy. Metody wnioskowania z jakimi możemy się spotkać to m.in. rozumowanie dedukcyjne, rozumowanie indukcyjne, podejmowanie decyzji. Rozumowanie dedukcyjne umożliwia wyciąganie wniosków z przesłanek. Rozumowaniem indukcyjnym możemy nazwać wnioskowanie na podstawie zbioru faktów. Ostatecznym elementem jest podejmowanie decyzji, które opiera się na wyżej wymienionych metodach wnioskowania.

Metody podejmowania dobrych decyzji

Jednym z najbardziej znanych i uniwersalnych sposobów rozwiązywania problemów jest Metoda PMI Edwarda de Bono. Opiera się ona na określeniu plusów, minusów oraz tego, co interesujące, ale nieobarczone pozytywnymi czy negatywnymi konsekwencjami. Jeśli zależy nam na racjonalnym podejmowaniu decyzji, powinniśmy się do tego przygotować. Przemyślmy, a najlepiej wypiszmy w rubrykach wszystkie minusy i plusy podjęcia takiej, a nie innej decyzji. Wówczas tabela ta zobrazuje nam właściwą miarę ryzyka, na które się decydujemy jeśli stwierdzimy, że pomimo większej ilości argumentów na minus, podejmujemy właśnie tę decyzję. Bardzo często zdarza się tak, że staramy się sami przekonać do właściwości decyzji, której z jakichś przyczyn jesteśmy przychylni. Zdarza się wtedy, że wyszukujemy argumenty potwierdzające nasze oczekiwania na siłę. Daje nam to mylne złudzenie, że wybraliśmy dobrze. Żeby nie dać się złudzeniu „dobrej decyzji”, zapiszmy swoje myśli w punktach tak, aby były jak najbardziej czytelne i możliwe do porównania.

Inną bardziej rozbudowaną metodą jest DRZEWO DECYZYJNE, które w graficzny sposób przedstawia cały proces podejmowania decyzji. Na obraz ten składają się węzły, czyli decyzje i stany natury oraz gałęzie tzw. możliwe warianty. Decyzje oznacza się prostokątami, zaś stany natury kołami. Konstrukcję naszego drzewa decyzyjnego powinniśmy rozpocząć od korzenia. Wybierając poszczególne drogi eliminujemy kolejne wyjścia i określamy to najlepsze.

Ciekawy DIAGRAM PRZYCZYNOWO-SKUTKOWY opracował Kaoru Ishikawa, w którym analiza rozpoczynana się od ustalenia skutku niepożądanego. Prowadzi on do zweryfikowania wszystkich przyczyn, które mogły go spowodować. Do przyczyn zalicza się: ludzi, metody,  maszyny, materiały, zarządzanie. Każdy element składowy rozdrabnia się na poszczególne przyczyny, które rozpatruje się indywidualnie jako problemy do rozwiązania. Być może brzmi to bardzo technicznie, jednak metodę tą można przełożyć na wyeliminowanie problemów życia codziennego.

Potrzeba szczęścia

W chłodnych kalkulacjach nie zapominajmy, że większość decyzji podejmujemy po to, żeby czuć się szczęśliwymi. Muszą więc być one właściwe dla nas, a nie otoczenia zewnętrznego. Proszenie o poradę innych nie jest niczym złym. Pamiętajmy jednak o tym, że żyjemy dla siebie. Jeśli nie wiemy, co da nam szczęście, to napiszmy do siebie szczery list. Otwórzmy się przed sobą i nie ukrywajmy naszych samolubnych potrzeb.

Komentarze

Chaos, czyli zmiana pracy

Chaos czyli zmiana pracy, jak radzić sobie z sytuacją odnalezienia się na rynku, co pomaga w szukaniu własnej drogi, dlaczego lepiej robić to co się lubi, niż to, za co dostaje się dużo pieniędzy.

Źródło: unsplash.com

Źródło: unsplash.com

Jak przeżyć zmianę pracy i nie zwariować?

Prędzej czy później następuje ta chwila, kiedy w twoim życiu pojawia się praca zawodowa. Pieniądze, sława i kariera – zazwyczaj tak sobie to wyobrażasz, albo przynajmniej marzysz, że tak będzie. Czasami jednak rzeczywistość jest zupełnie inna – nieduże zarobki, trudności w porozumieniu się z zespołem lub zgrzyty z szefem, czyli codzienność pracownika. Jednak co wtedy, kiedy nie ma pracy, chcesz mieć inną lub zostałeś zwolniony? Jak przeżyć chaos związany z nową perspektywą, jaka rysuje się na horyzoncie, choć wcale nie jest wyczekiwana?

Czekając na nowe

Zmiany zawsze powodują szybsze bicie serca, niepewność i dezorganizację dotychczasowego życia. Staranie się o nową pracę nie należy ani do łatwych, ani do przyjemnych chwil, choć mimo trudnych pierwszych dni i chaosu związanego z wejściem na rynek, po raz pierwszy lub kolejny, można z tego doświadczenia czerpać wiele dobrego.

Po pierwsze, dzięki wyzwaniu jakim jest znalezienie pracy, możemy bardziej poznać siebie, zastanowić się nad tym, co do tej pory było spychane w kąt nieświadomości. Jest to czas, aby zadać sobie fundamentalne pytania – „co lubię?”, „co chcę robić?”, „co mnie interesuje?”,  „w czym jestem dobry/dobra?”. Dzięki temu będziemy mieć większe szanse na pracę, która daje satysfakcję, do której przychodzimy pełni zapału i entuzjazmu, a poniedziałek i poranne wstawanie nie będą karą, a przyjemnością.

Czas jaki mamy po studiach lub ten w trakcie zmiany pracy może dać też niezwykle potrzebny odpoczynek i oddech, aby tak naprawdę zastanowić się jak chcemy, aby wyglądało nasze życie, gdzie w nim umieścić odpoczynek, gdzie rodzinę, a gdzie dążenie do samorealizacji. Ważne są różne filary życia, które możemy zaniedbać, w pędzie po najlepszą posadę. A niestety, kiedy postawimy wszystko na jedną kartę i będzie nią praca, możemy się srogo rozczarować, jeśli tę pracę stracimy lub długo nie będziemy mogli jej znaleźć. W takiej sytuacji wzmaga się nasz stres, doświadczamy napięcia, które odbiera nam energie i wpędza nas w błędne koło zmęczenia i zamartwiania się.

Lepiej czas chaosu potraktować jako weryfikację swoich życiowych wartości, tego co jest ważne i co się liczy, aby w przyszłości bardziej świadomie zarządzać swoim życiem.

Nowa praca – jak ją znaleźć?

Chwila odpoczynku, czas na znalezienie własnej drogi jest dobry, ale mimo wszystko trzeba w końcu podjąć decyzję o szukaniu nowej pracy. Jeśli sami się nie zdecydujemy, może zmusić nas do tego życie – niezapłacone rachunki, czynsz do uregulowania i pusta lodówka.

Szukanie pracy to proces, to pierwsze co trzeba sobie uświadomić. Pierwsze chwile przeglądania ogłoszeń mogą być albo bardzo owocne, albo bardzo dołujące. Chaotyczne klikanie, przerzucanie stron, paniczne poszukiwanie adresów pod jaki można wysłać swój życiorys – tak zazwyczaj wyglądają pierwsze chwile, kiedy konfrontujemy się z rynkiem ogłoszeń. Tu zimna krew i nerwy na wodzy będą bardzo przydatne, dodatkowo kartka z wytycznymi, jakiej pracy szukamy, będzie bardzo pomocna.

Często w przypływie zniechęcenia lub desperacji aplikujemy na ogłoszenia, które są dalekie od naszych oczekiwań. Ambicje odsuwamy na bok, kierując się podszeptami strachu czającego się w głowie – ,,a co jeśli nic lepszego nie będzie, a może nie znajdę pracy, może to jest to, do czego się nadaje?”. W takich chwilach przydaje się szybie zerknięcie na kartkę z opisem naszej idealnej pracy i już wiemy, że to tylko strach, a nie nasza potrzeba, kieruje naszymi działaniami.

W sytuacji, kiedy nie mamy wyjścia, a nowa praca jest nam potrzeba od zaraz, aby przeżyć, warto pomyśleć dwutorowo. Wybrać takie ogłoszenia, które będą jak najbliższe naszym potrzebom i wartościom, a jednocześnie nieustanne podnosić swoje kwalifikacje i budować lepsze CV, co pomaga w dalszym szukaniu idealnego zajęcia. Dzięki temu, łatwiej przeżyjemy zmianę pracy, jeśli nawet nie będzie ona bezbolesna i łatwa, to dzięki szybkiej refleksji, pomoże nam nauczyć się wiele o sobie i naszych potrzebach.

Komentarze

Kiedy się nie chce…

Niektórzy dopatrują się w libido tajemniczej, mistycznej formy energii, która steruje naszymi zachowaniami seksualnymi. Osoby pragmatyczne powiedzą, że jest ono po prostu ośrodkowym procesem nerwowym wywołanym przez określoną potrzebę organizmu (zawiadującym jego reakcjami i zmierzającymi do zaspokojenia tej potrzeby). Niezależnie jak pojmujemy pojęcie libido, jest ono wrodzoną, naturalną potrzebą człowieka, wywołującą napięcie w naszym organizmie, które z kolei wzbudza motywację do jego redukcji poprzez czynności dające satysfakcję seksualną. To tak samo jak z jedzeniem czy wydalaniem. Zdarza się jednak, że poziom naszego libido jest bardzo niski – jest to najczęstszy problem, z jakim kobiety zgłaszają się do seksuologa (ale przypadłość ta dotyka także mężczyzn).

Źródło: unsplash.com

Źródło: unsplash.com

Jakie objawy powinny nas zaniepokoić?

Możemy wyróżnić trzy główne objawy, które powinny zwiększyć naszą czujność. Po pierwsze, nie inicjujemy kontaktów seksualnych z partnerem. Po drugie, nie podejmujemy zachowań autoerotycznych (czyli masturbacyjnych). Po trzecie, nie mamy fantazji, jak i snów o treści erotycznej – czyli po prostu o seksie nie myślimy. Powyższe objawy mogły towarzyszyć nam od początku okresu dorastania, jak i pojawić się nagle. Jeśli wpływają na nasze poczucie dobrostanu i nie pozwalają uczestniczyć w życiu seksualnym w miarę naszych pragnień – koniecznie coś z tym zróbmy. Nie tylko podwyższy to nasz poziom szczęścia, ale i naprawi (niekiedy nadszarpniętą) relację z partnerem. Mała potrzeba temperamentalna to jedno, a zupełna niechęć na wspólne igraszki to coś, czego lepiej nie lekceważyć.

Jakie są przyczyny obniżonego libido?

Możemy wyróżnić zarówno czynniki biologiczne (związane z ciałem i zdrowiem), jak i psychiczne (psychogenne). Do pierwszej grupy zaliczamy wszelkie choroby (np. tarczycy, metaboliczne), obniżony poziom hormonów płciowych, zaburzenia poziomu neurotransmiterów, zabiegi operacyjne (np. mastektomia, histerektomia), przyjmowane leki (a w tym antykoncepcja hormonalna), alkohol, narkotyki i inne. Do czynników psychogennych zaliczamy między innymi wszechobecny stres, ale i przemęczenie związane z codziennymi obowiązkami. Wpływ na obniżone libido mogą mieć także problemy intrapsychiczne, a więc problemy emocjonalne, konflikty wewnętrzne, sprzeczne potrzeby i pragnienia. Dość częstą psychologiczną przyczyną zaburzeń libido (zwłaszcza u kobiet) jest niesatysfakcjonująca relacja partnerska, a w szczególności o słabej więzi erotycznej. 

Libido mężczyzn a libido kobiet

U chłopców za libido odpowiedzialny jest poziom testosteronu. Siła ich potrzeby płciowej osiąga najwyższy poziom w wieku 16-30/35 lat. Potrzeba płciowa u kobiet, podobnie jak u mężczyzn, rozwija się w okresie dorastania. Jej siła jest jednak znacznie słabsza, a najwyższe jej nasilenie przypada na 30-35 roku życia, a także przed menopauzą. To dużo później niż w przypadku panów. Warto także zauważyć, że u kobiet siła potrzeby płciowej jest zależna od siły związku erotycznego. Im jest on mocniejszy, tym większa jest potrzeba. Ponadto, odmienna u mężczyzn i kobiet jest treść potrzeby. U panów jest to przede wszystkim ejakulacja i orgazm. Sprawa komplikuje się oczywiście w przypadku pań, u których orgazm nie musi stanowić treści potrzeby (orgazm ogólnie może być niewystarczający do zaspokojenia potrzeby płciowej). Co jest treścią potrzeby płciowej u kobiet? Jest nią bliskość z partnerem (fizyczna, psychiczna, erotyczna), jak i budowanie oraz podtrzymywanie więzi emocjonalnej. Często jest to też pragnienie prokreacji. Skomplikowane są te kobiety, prawda?

Jak można zwiększyć poziom libido?

Jeśli przyczyna tkwi w czynnikach biologicznych, problem najlepiej skonsultować z lekarzem. Przykładowo, zaburzenia libido są często związane z niedoczynnością tarczycy, którą koniecznie trzeba leczyć. Innym źródłem naszych problemów może być przyjmowanie antykoncepcji hormonalnej, a szczególnie wtedy, gdy jest ona niewłaściwie dobrana. Także depresja, jak i leki psychotropowe, wpływają na nasze pożądanie. Zdarza się jednak, że z naszym zdrowiem jest wszystko w porządku, a winna całemu złu jest nasza psychika.

Kiedy problem tkwi w głowie

Poznaliśmy już przyczyny psychogenne obniżonego libido. Co w takim razie możemy zrobić, aby odzyskać ochotę na seks?

  • Zmiana trybu życia – jeśli niskie libido jest spowodowane przemęczeniem, nie pomoże nam nawet seksuolog. Jedyne, co możemy zrobić to zmienić tryb życia. Mniej się stresować, więcej odpoczywać. Oczywiście łatwo powiedzieć, ale zmiana trybu życia na spokojniejszy nie tylko wpłynie na strefę seksualną, ale też na nasze zdrowie w ogóle. Długotrwały stres bowiem ma bardzo negatywne skutki (włącznie z nowotworami i zawałem). Możemy jednak zacząć od tego, aby po prostu się wyspać. Nie zaszkodzi też relaksująca kąpiel, medytacja czy aromaterapia.
  • Poprawa relacji z partnerem – to normalne, że z biegiem czasu namiętność w naszym związku słabnie. Pojawia się rutyna, ale i coraz większe oczekiwania (a także rozczarowania). Kiedy kłótnia goni kłótnie to na seks po prostu nie ma miejsca, ani ochoty. Co możemy zrobić? Po pierwsze nauczyć się rozmawiać i komunikować swoje potrzeby, a także uczucia. Po drugie, znaleźć przynajmniej jeden dzień w tygodniu, kiedy możemy wyjść z naszym partnerem/partnerką na randkę. Tak, na randki nie chodzi się tylko na początku związku. Możemy także poszukać wspólnego hobby, wyjechać w nowe miejsce, przeżyć razem przygodę.
  • Nowe doznania – kochacie się zawsze w jednej pozycji, zawsze w tym samym miejscu? Zacznijcie eksperymentować. Spełnijcie swoje ukryte pragnienia i fantazje. Nie bójcie się, co powie partner. Wypróbujcie nowe gadżety czy pozycje. Wyjedźcie do domku z jacuzzi. Zróbcie cokolwiek, aby przełamać rutynę.
  • Afrodyzjaki – mówi się o nich, że działają – niezaprzeczalnie to, co jemy ma wpływ na nasze samopoczucie i zdrowie. Warto więc spróbować sięgnąć po afrodyzjaki, z pewnością nie zaszkodzą, a mogą tylko pomóc. Co do nich należy? Jest ich wiele: awokado, truskawki, czekolada, małże, miód, ostrygi, orzechy włoskie, daktyle, figi, szparagi, chili, cynamon, kardamon, pieprz, wanilia, kawa, szampan… nie nabraliście już ochoty na seks?
  • Zadbanie o siebie – brak ochoty na seks może wynikać z nieakceptacji swojego wyglądu. Zróbmy więc coś dla siebie. Kupy sobie nowe ubrania, w których się dobrze czujemy. Odwiedźmy fryzjera i kosmetyczkę. Zacznijmy ćwiczyć, jeśli narzekamy na zbędne kilogramy. Kiedy pokochamy siebie, będziemy pełni pozytywnej energii, a kompleksy odejdą w niepamięć.
  • Wizyta u psychologa/seksuologa – kiedy boli nas ząb biegniemy do dentysty. Analogicznie, kiedy cierpimy powinniśmy pójść do psychologa lub (w tym przypadku) do seksuologa. Są problemy, z którymi nie potrafimy poradzić sobie sami. Czasem niezbędna jest psychoterapia. Przełammy więc strach i oddajmy się w ręce specjalisty.
Komentarze

Witamy w XXI wieku

Nic tak nie cieszy się powodzeniem na polskim (i nie tylko) rynku wydawniczym, jak właśnie poradniki. Dzięki nim uczymy się jak ogarnąć chaos, bo przecież chcemy wiedzieć, jak dobrze gotować, jak modnie wyglądać, jak zainteresować sobą ładną dziewczynę, a w końcu… jak żyć?

fot. Magazyn Przestrzeń, JH

fot. Magazyn Przestrzeń, JH

Na to ostatnie pytanie jeszcze nikt nie znalazł odpowiedzi. Nawet Jean-Paul Sarte mawiał: „Wszystko zostało wymyślony z wyjątkiem tego, jak żyć.” Może to i lepiej. Reguły są po to, aby je łamać.

Człowiek ma skłonności do tego, by wszystko sobie podporządkowywać. Próbuje okiełznać naturę, a potem dziwi się, że ta jednak bierze nad nim górę. Próbuje poukładać swoje życie tak, jakby on je widział. Nie bierze jednak pod uwagę, że czasem Los, Bóg lub każda inna Siła Wyższa ma dla niego inne plany i taki człowiek, malutki i naiwny, nic z tym nie zrobi.

Wiek XXI przywitał nas dość spokojnie. Unia Europejska, stabilizacja ekonomiczna i społeczna. Niby sielanka, ale dzisiaj, na początku 2016 roku, wszyscy zdają się zgodnie twierdzić, że świat się diametralnie zmienia, instytucje przestają pełnić swoje tradycyjne role, ludzie jakby zaczynają szaleć.

Tak, może to być prawda. Określenie jednym słowem wszystkich tych przemian, które zachodzą z dnia na dzień na naszych oczach, jest niesamowicie trudne. Niewykonalne, rzec można. Nie zmienia to jednak w żadnym stopniu rzeczywistości. Żyjemy w czasach chaosu. Chaosu, który próbujemy zakryć stertą poradników, dobrym uśmiechem do złej gry i milionem wypowiedzianych słów – nie zawsze na temat.

Niedobrze żyje się w zamęcie. Człowiek nie może się skupić na tym, co naprawdę ważne. Nie może zebrać myśli, przejmuje się najgłupszymi szczegółami, prawie nie zwraca uwagi na uczucia ludzi, którzy go otaczają. Nie na tym polega życie, prawda?

Często się mawia, że tylko twórca ma wokół siebie artystyczny nieład. I wielu z nas bardzo mocno zazdrości takiego talentu. Rzeczywiście, to nie lada sztuka – i wyczyn – by wszystko mieć wokół siebie zorganizowane i uporządkowane, choć na pierwszy rzut oka – nic na to nie wskazuje. Tak, to przychodzi albo z wiekiem, albo z doświadczeniem. Zdarza się również, że nie przychodzi nigdy.

Jakie jest więc lekarstwo na chorobę zwaną „chaosem”? Najlepiej jest nie popadać w nią jeszcze bardziej, tj. nie nakręcać się. Robić to, co do nas należy. Starać się nie robić źle. Nie dawać się przeciwnościom losu, wierzyć, że to wszystko ma sens i absolutnie nie słuchać ludzi, którzy twierdzą inaczej.

Komentarze

Na początku zawsze jest jakiś chaos

graf. Urszula Zabłocka

graf. Urszula Zabłocka

Od chaosu  zaczyna się kilka naprawdę znanych szlagierów tj. Mitologia Grecka, Biblia czy Zhunganzi, nieco mniej popularny w Europie, chiński traktat filozoficzny. O ile natchnieni Duchem Świętym Chrześcijanie o samym chaosie i jego funkcji w kreacji świata jedynie wspominają, Grecy idą krok dalej – stawiają pytanie o jego naturę, równocześnie sugerując zasłyszane teorie, że to istota boska, bez określonego kształtu czy  wielka otchłań, pełna twórczej siły i boskiej nasieni, jakby jedna masa nieuporządkowana [1]. Jeśli natomiast odnieść się do definicji nieco bardziej aktualnej, oczywiście nie ujmując tym ze starożytnych Aten, w słownikach języka polskiego znajdziemy hasła takie jak stan całkowitego bezładu, nieporządek [2], a także definicję z zakresu matematyki:  wrażliwość rozwiązań równań lub układów równań na niewielkie zaburzenia parametrów [3], co zwyczajowo mogłaby rozszerzać swoje znaczenie do wielu innych typów równań, szczególnie tych obowiązkowych na klasówkach i egzaminach. Współczesność spłaszczyła pojęcie do poziomu nad przeciętnego bałaganu, jedynie pogłębiając odwieczną dychotomię między pokojem posprzątanym i pokojem nieposprzątanym, tym samym wzbogacając słownictwo naszych matek tak, aby jeszcze trafniej wyrażały swoje zupełnie niepochlebne opinie i podniecały żar międzypokoleniowego konfliktu. A przecież najstarsi Grecy wiedzieli już, że chaos to początek czegoś wielkiego i boskiego, zjawiska ponad miarę! Eros należy do najstarszego pokolenia bogów, zrodził się z Chaosu, razem z ziemią i niebem [4] mówili nawiązując do najszlachetniejszych uczuć, ale po tysiącach lat ripostowano im “Bałagan w twoim otoczeniu to bałagan w twojej głowie”. Umiłowana matczyna mantra, choć nosi całkiem ciekawe znamiona filozofii poznania, otwiera również bardzo ważną dla każdego młodego twórcy polemikę. Powszechnie wiadomo, iż akt twórczy nie będzie aktem twórczym bez potrzebnych materiałów, nawet jeśli pomysł najlepszy, a twórca nie byle jaki. Z pustego i Salomon nie naleje, a co dopiero student… I choć w jego przypadku wspomniany chaos będzie nosił częściej miano po prostu otchłani, niekoniecznie pełnej jakiejkolwiek siły, tym bardziej boskiej, nie należy się poddawać. Działalność intelektualna czy artystyczna wymaga (niekontrolowanego) nagromadzenia jakiegoś bytu, czy to abstrakcyjnego – wiedzy, doświadczeń, emocji, czy całkiem namacalnego, jak stos kubków po kawie…

Jakiś czas temu uczestniczyłam w pewnej dyskusji, której to przedmiotem była sztuka pisania. Jedna z osób wspomniała o dość powszechnym problemie początkujących twórców. Czy należy pochłaniać więcej  cudzych treści czy może jednak skupić się na własnym warsztacie, starając się nie powielać obcych tematów, nie ulegać złudnym wpływom z zewnątrz. Jako nadal niewystarczająco doświadczony adept, na powyższe pytanie nie odpowiem, jednak osobiście preferuję czerpać z kodów kulturowych, gdzieś tam mając nadzieję na mój osobisty dialog z największymi autorami sceny pisarskiej. Co istotniejsze, z mojej miernej anegdoty o źródłach inspiracji wyraźnie widać, że twórca nie tylko odpowiedzialny jest za rzeźbienie w swoim chaosie, ale także za to, z czego dany chaos jest skomponowany. Dopiero z niego uzyskamy niezbywalne dla działania składniki. Chaos, jako punkt wyjścia brzmi niepokojąco, ale prawdziwy koszmar zaczyna się, kiedy już naprawdę nie mamy z czego wybierać, zbliża się koniec terminu na pracę zaliczeniową np. o sytuacji polityczno-społecznej w Algierii XIX wieku pod kątem wpływu kolonizacji francuskiej i z wyróżnieniem wpływów Muzułmańskich, w komputerze tylko kwejk i facebook, na regale plotkarskie gazetki, a w głowie… Cóż, z tego płynie daleko idący wniosek, że nie należy narzekać na istniejący świat. Niewykluczone, że sam demiurg robił, co mógł, ale jak głosi stare, umiarkowanie szlachetne i zarazem trafne przysłowie – z gówna bicza nie ukręcisz…

[1] Mitologia Grecka, tłum. J. Parandowski                       
[2] Strona SJP
[3] Wiktionary
[4] Mitologia Grecka, tłum. J. Parandowski                       

Komentarze

Jesteś studentem – dołącz do Nas! Program PROJEKTOR

Co to jest chusta animacyjna oraz jak ją wykorzystać w praktyce? Jak skonstruować zdalnego robota z klocków LEGO? Co można zrobić przy pomocy pompki i balonów? Jak przeprowadzić proste doświadczenia chemiczne? Odpowiedzi na te pytania możecie poznać dołączając do Programu „PROJEKTOR-wolontariat studencki”

PROJEKTOR – wolontariat studencki” to kluczowy program realizowany przez Fundację Rozwoju Wolontariatu. Autorem i Fundatorem jest Polsko-Amerykańska Fundacja Wolności, a pierwowzorem programu była Zielona Akcja, zorganizowana w 2001 roku.

Celem programu jest aktywizacja i przeciwdziałanie wykluczeniu dzieci i młodzieży z małych miasteczek i wsi w całej Polsce poprzez rozwijanie ich pasji i zainteresowań, odkrywanie talentów i potencjału drzemiącego zarówno w studentach, jak i w uczestnikach projektów.

Wolontariuszami w Projektorze są studenci rozmaitych kierunków, z różnych uczelni na terenie całego kraju. Nasi studenci poprzez realizację swoich autorskich projektów edukacyjnych nabywają  umiejętności pisania konspektów zajęć oraz zarządzania projektami tak cennymi na obecnym rynku pracy. Wolontariusze realizują zarówno projekty systematyczne (odbywające się w trakcie roku szkolnego), jak też wakacyjne i feryjne. Zajęcia charakteryzuje różnorodność form: warsztaty, pikniki edukacyjne, festiwale czy gry terenowe. Oprócz tego doskonale się bawią zwiedzając różne miejsca w całej Polsce poznając nowych ludzi dzieląc się z entuzjazmem swoimi pasjami z młodszymi kolegami ze szkoły, w której prowadzą zajęcia. Nowym wolontariuszom proponujemy udział w szkoleniach prowadzonych przez tych bardziej doświadczonych projektorowiczów, dzięki czemu nawet jeśli ktoś nie ma pomysłu na to, co może robić, zdobywa cenną wiedzę od starszych kolegów. Uczestnicy projektów nie  tylko obserwują wiele fascynujących zjawisk, ale także wcielają się w dociekliwego naukowca i samodzielnie przeprowadzają eksperymenty naukowe.

3 2 1

Komentarze

Afazja, czyli w poszukiwaniu „ja” utraconego

Bez wątpienia jednym z podstawowych czynników egzystencji w społeczności jest możliwość komunikowania się. Porozumiewanie się jest istotą życia, przekazywaniem swoich myśli, potrzeb i uczuć. Niestety w różnych sytuacjach mogą zostać uszkodzone struktury naszego mózgu, czego konsekwencją jest wystąpienie afazji.

Źródło: unsplash.com

Źródło: unsplash.com

Afazja przeważnie rozumiana jest w dwóch znaczeniach, jako: zaburzenia mowy przy wszelkich dysfunkcjach i uszkodzeniach mózg. Termin ten stosuje się także jako: trudności językowe wynikające z ogniskowych uszkodzeń mózgu zlokalizowanych w tzw. obszarze mowy w półkuli dominującej [1]

Rodzaje afazji zazwyczaj dzielimy na dwa. Są one ściśle związane z ośrodkami mowy w mózgu: afazja czuciowa, czyli Wernickiego – związana z brakiem poprawnej mowy przy zaburzonym rozumieniu, afazja ruchowa, czyli Broca – związana z niemożnością mówienia przy zachowanym rozumieniu [2]. Osoby z afazją nie tylko mają problemy z mówieniem i rozumieniem, ich trudności są związane z pamięcią, czytaniem, pisaniem, poznawaniem przedmiotów i kolorów, określeniem czasu i miejsca, rozumieniem znaczenia gestów czy mimiki.  Chorzy ze względu na swoje deficyty wynikające z urazu mózgu, nierzadko mają trudności w stosunkach personalnych

Utracone „ja”

Warto zwrócić uwagę na jednego z najlepszych polskich dramatopisarzy drugiej połowy XX wieku, który w swym życiu doznał tragicznych skutków afazji. Mowa o Sławomirze Mrożku, w maju 2002 roku doznał udaru mózgu, po wielomiesięcznej terapii, napisał autobiografię, w której opisuje swój stan podczas choroby: „Znałem kilka języków obcych. Po powrocie ze szpitala okazało się, że nie potrafię rozmawiać w żadnym z nich. Język polski, będący moim ojczystym językiem, stał się nagle niezrozumiały. Nie potrafiłem ułożyć żadnego sensownego zdania. Potrafiłem czytać, jednak nie rozumiałem tego, co przeczytałem”.[3]  W swej autobiografii autor „Tanga” przybiera nowe nazwisko – Baltazar, podobno inspiracją do tego czynu był sen, lecz trudno się oprzeć stwierdzeniu, że afazja niejako stwarza nowego człowieka, jakby z inną tożsamością. Osobę, która dąży do odnalezienia swojego „ja” – utraconego, „ja” sprzed urazu mózgu, czyli „ja” mówiącego, „ja” rozumiejącego.  Sławomir Mrożek znalazł się na tej niełatwej ścieżce odzyskania wszelkich zdolności pozwalających formułować swoje myśli, wypowiedzi. Dalej opisuje jakie towarzyszyły mu emocje w czasie choroby: „Konieczność wyjścia na ulice budziła we mnie zdecydowany sprzeciw. Panicznie bałem się spotkania z obcymi”. Depresja, strach przed kontaktem ze znajomymi, zmienność nastrojów – nagły śmiech, nagły płacz, to bardzo częste przypadłości towarzyszące osobom z afazją.

Znaczenie terapii

Jednym z najważniejszych zadań jest to, aby terapia umożliwiła pacjentowi z afazją normalne życie. Maria Pąchalska wskazuje dwa główne cele rehabilitacji:

  • Reintegracja psychiczna (ze szczególnym uwzględnieniem odbudowy utraconej zdolności językowego porozumiewania się).
  • Reintegracja społeczną (ze szczególnym uwzględnieniem podniesienia jakości życia i możliwości powrotu do pracy).

W reintegracji psychicznej rzeczą najważniejszą jest odbudowanie u pacjenta utraconych zdolności językowych, używając różnorodnych metod oraz podejść terapeutycznych. Aby cel ten powiódł się, logopeda w czasie zajęć powinien zapewnić odpowiednie warunki pracy. Pacjent ma czuć się dobrze podczas zajęć. Następnie staramy się o aktywność komunikacji językowej. Istotna jest praca nad rozwojem aktywności językowych w gabinecie – w czasie zajęć oraz w życiu codziennym. Logopeda stara się, aby pacjent nie bał się mówić. Ostatnim czynnikiem tej metody jest spontaniczna aktywność językowa pacjenta.

Reintegracja społeczna, ma na celu przysposobić pacjenta do życia codziennego. Cechuje się aktywowaniem pacjenta do życia w rodzinie oraz w społeczeństwie. Jeśli pacjent jest zdolny do pracy, to działania skupiają się na przygotowaniu chorego do zawodu, gdzie jego warunki psychofizyczne będą na to pozwalały. Forma rehabilitacji jest zatem skupiona na reaktywowaniu czynności chorego, które umożliwią mu sprawne wykonywanie działań niezbędnych do życia. Terapia ta ma także na celu wzmocnić poczucia własnej wartości w rodzinie.

Oznacza to, iż chory powinien na tyle, na ile jest to możliwe, usamodzielnić się. Powinien powrócić możliwie blisko do „ja” utraconego. Takie podejście terapeutyczne wiążę się z dużym zaangażowaniem i elastycznością u logopedów [4], podejściem psychologicznym do straszliwego problemu, jakim jest afazja, wtedy logopeda staje się także psychoterapeutą. Zazwyczaj my –logopedzi powinniśmy zawsze wychodzić z tego gruntu psychologicznego, wczucia się w czyjeś położenie, czy też nawet psychiatrycznego bycia „piorunochronem” – oczywiście w miarę naszych możliwości. Bardzo często faktycznie słuchamy naszych pacjentów, staramy się ich zrozumieć, nie wchodząc na inny grunt specjalistyczny, samoistnie nasza dyskusja ma aspekt leczniczy. A w wolnej rozmowie możemy na bieżąco dokonywać analizy jakościowej: mowy i rozumienia, które nie zawsze będą się pokrywały z pierwotną diagnozą. Może być tak, że jednak pacjent będzie miał lepsze rozumienie podczas dialogu, niż podczas oceny rozumienia, gdy jest badany testem do diagnozy afazji.  Staramy się jak tylko możemy zrozumieć straszliwe cierpienie osób z afazją.  Terapia logopedyczna zależy od danego typu afazji – mogą być to ćwiczenia: artykulacyjne, oddechowe, usprawniające aktualizację w mowie, czytanie globalne, pamięciowe, ujmując w całość – odbudowywanie umiejętności komunikacyjnych.  

Pomijając aspekty stricte logopedyczne, bardzo ważna jest rozmowa, ciepłe słowa, pochwały, ale także cierpliwe słuchanie chorego. Wszystko to pozwala pacjentowi nabrać dostatecznej ilości odwagi tak niezbędnej w powrocie do „ja” mówiącego, „ja” rozumiejącego”. Odwaga chorego ma być silniejsza od nagminnych zaburzeń językowych w postaci perseweracji, parafazji. Rehabilitacja osoby z afazją jest działaniem logopedy i często – psychologa, ale także rodziny, która według wskazówek specjalistów może kontynuować terapię w warunkach domowych i uświadamiać osobę chorą, jak jest potrzebna w rodzinie.

[1]    J. Panasiuk, Afazja typologia zaburzenia. Interpretacja afazji z perspektywy interakcyjnej, w: Logopedia. Teoria zaburzeń mowy, pod red.: S. Grabiasa, M. Kurkowskiego, Lublin 2012
[2]    Należy pamiętać, iż istnieje afazja mieszana, gdzie zaburzona jest mowa i rozumienie.
[3]    Mrożek S., Baltazar. Autobiografia, Warszawa 2006
[4]    Synonimicznie, pisząc logopedzi, myślę również o neurologopedach, oni przede wszystkim  prowadzą terapię z osobami z afazją.

Komentarze

O Stelli

„Jeżeli Stella coś mówi, to znaczy, że Pan Bóg tego chce” – mówili na Karmelu o aktywistce i działaczce społecznej – prowadzącej „dom otwarty” na wzgórzach Hajfy. Silnej i pewnej siebie kobiecie, która przeżyła największe piekło XX wieku. Pokornej i oddanej służbie ludziom byłej karmelitce. Błyskotliwej, dowcipnej i pełnej wigoru 90-latce, która uchyliła drzwi swojego mieszkania i mnie – polskiej studentce.

fot. Magazyn Przestrzeń, AM

fot. Magazyn Przestrzeń, AM – album prywatny

Jak Stella komentowała swoje 90-te urodziny, które odbyły się w listopadzie? „Będzie normalnie. Najpierw msza, potem bałagan”.

Przylatując do Izraela wiedziałam, że zamieszkam u osoby niebanalnej, z oryginalną i niełatwą historią. Mimo, iż nakręcono niedawno film o niej w polskiej wersji językowej – nie oglądałam go. Artykułów ani reportaży także nie czytałam. Tabula rasa – Stella pisała, że według takiej zasady podchodzono w jej domu rodzinnym do nauczania religii.  Nie chciałam patrzeć na tę kobietę jak na bohaterkę z gazet, daleką ode mnie starszą panią z Internetu, która wiele przeżyła. Nie chciałam podchodzić do niej jak do kogoś zachowanego niczym obiekt muzealny, którego lepiej obserwować z daleka. Przecież, oprócz patrzenia, miałam ze Stellą po prostu żyć!

Po wizycie w Tel Awiwie i Jerozolimie dotarłam do Hajfy. Autobus 123 jakby odliczał swoim numerem chwilę, kiedy po raz pierwszy zobaczę Stellę. Wjeżdżaliśmy na górę pokonując kolejne stopnie do „taram tadam!” czyli oto jest dom.

Wcześniej kierowca powiedział, że uprzedzi mnie gdzie mam wysiąść. W Hajfie nie funkcjonuje idea wywieszonych rozkładów jazdy, ani na przystankach, ani w autobusie. Tłumaczenie jest następujące: a) elektronika owego miejsca prezentuje na tyle wysoki poziom, że manifestuje się w używaniu „przez wszystkich” aplikacji moovit (która jednak krótko mówiąc „działa jak chce” – czym wyraża może swoją izraelskość), b) w Izraelu społeczność ceni sobie bezpośredni kontakt, brak planu jazdy stanowi więc dobrą okazję by rozpocząć pogawędkę z kierowcą lub innym podróżnym. Kierującemu autobusem zdarza się czasem pamiętać, że obiecał powiedzieć gdzie osoba mniej poinformowana powinna wysiąść. I w moim pierwszym przypadku w Hajfie – też tak było.

Dzielnica „olim hadaszim” (ole hadasz to osoba z diaspory, która decyduje się po wielu pokoleniach emigracji wrócić do Izraela). Na ulicach ludzie z Maroka, Etiopii i… krajów byłego Związku Radzieckiego. W ogóle ma się wrażenie, że językiem Hajfy oficjalnie jest hebrajski, nieoficjalnie- rosyjski. Albo i ja miałam takie wrażenie. 

W drodze do nowego domu- dowiedziałam się, że mieszka tam także mówiąca po polsku Niemka (sic!) oraz Hinduska ze swoim mężem Izraelczykiem, co Stella skomentowała krótko: „Wzięła baba prosię”. Koty są nieodłącznym elementem krajobrazu tutejszych ulic i plaż, które żartobliwie nazywałam kuwetami. Na naszej uliczce także ich nie brakowało, a jednego dnia doliczyłam się skupiska aż dwudziestu. Poza tymi czworonogami niekiedy podziwiać można było całe rzesze góralek, nazywane przez tubylców króliczkami pustynnymi (ja przy pierwszym spotkaniu z nimi byłam pewna, że zobaczyłam susła).

13644031_10210047990782968_1979848921_n

fot. Magazyn Przestrzeń, AM – album prywatny

Stella wydała się być zdziwiona faktem, że tak długo docierałam do miejsca. Stwierdziła, że chętnie by pomogła, gdyby wiedziała, że podróż do niej zajmie mi tak dużo czasu. Nie można odmówić tej kobiecie wigoru – kolejnego dnia na bazarze goniłam za nią ile sił w nogach. Na zakupy wybrałyśmy się właśnie wtedy, bo – jak każdy mieszkaniec Izraela wie – w piątek po południu ceny najkorzystniejsze (pudełko avocado kosztowało 3 złote). A Stella korzysta z korzystnych cen. Między innymi dlatego miałyśmy w pokoju składzik płatków kukurydzianych, a wcześniej soków winogronowych (te były jednak zbyt dobre, by mogły zachować się na dłużej). W prywatnym magazynie Stelli znajdowały się też różnego rodzaju przetwory i grzyby „na wypadek, gdyby wybuchła wojna”.

Usiadłyśmy i zaczęłyśmy rozmawiać – stos pytań z mojej strony – ogień ze strony Stelli. Ale był to bardzo delikatny, ciepły płomień. Zrobiło się domowo, a ja chciałam się już tylko tulić. To był pierwszy wieczór, kiedy usłyszałam jej historię. Albo przynajmniej najważniejsze wątki. Getto w Łodzi, umierający z głodu człowiek pod restauracją, „akcja” i słowa, które 16-letnia Stella powiedziała do swojej Mamy, kiedy obie były załadowane na wóz do obozu: „Ja chcę żyć. Ja stąd uciekam. Kiedy gestapowiec się odwróci pobiegnę w stronę tej wąskiej uliczki. A Ty najlepiej zrób to samo”. Jak powiedziała, tak zrobiła. Zerwała się i ukryła w paprociach pewnego gospodarstwa. 

„O czym myślałaś wtedy, leżąc w tych paprociach?”- spytałam. „Bałam się, bo nie wiedziałam, co się stanie- widziały mnie dzieci z gospodarstwa. A dzieci mogły pójść i niechcący mnie wydać. Ale najbardziej myślałam wtedy o mojej Mamie. Nie wiedziałam, czy ją jeszcze kiedykolwiek zobaczę. Nie wiedziałam, czy uciekła, czy jej się udało. Słychać było ogromny hałas i strzały. A ja leżałam w tych paprociach i próbowałam wtulić się w ziemię” – odpowiedziała mi.

Mama Stelli także uciekła. Szukała potem córki w różnych możliwych miejscach – co Stella ze wzruszeniem w oku wspomina. Ukrywały się (oddzielnie) w kilku gospodarstwach u znajomych, najczęściej szyjąc dla gospodyń sukienki „bo i wtedy chciano ładnie wyglądać” – jak opowiadała Stella. Odnalazły się, ale potem wojna znów je rozdzieliła. Nie mogły przebywać razem, mogły się tylko odwiedzać. Kiedy Stella musiała uciekać przed złodziejami świń myśląc, że to gestapo (pewien gospodarz pozwolił mieszkać jej w czystej skrytce na trzodę) – wiele osób nie wiedziało, co się z nią stało. Mama Stelli również. Zaczęła jej znów szukać. Nie spotkały się już więcej. 

W filmie „Stella” Macieja Pawlickiego widzimy tułaczkę, oglądamy pukanie od domu do domu. Tak też było. Niektórzy otwierali, godząc się tylko na jedną noc, inni nie. Bali się, bo wiedzieli, że udzielając pomocy jednej Żydówce – ryzykowali życiem całej rodziny. Stella ich rozumie. Dlatego wyraża dozgonną wdzięczność tym, którzy mimo strachu – przyjmowali ją. „A gdyby to było nasze dziecko?”- pamięta pytanie zadane mężowi przez jedną z gospodyń – „Dobrze. To niech tu zostanie”. I została. Do końca wojny. 

Dziś Stella jest pogodną, pełną życia i radości kobietą. Piękną kobietą.

13652839_10210047990822969_1174147046_n

fot. Magazyn Przestrzeń, AM – album prywatny

„Gdy kiedyś wywieszałam pranie zobaczyłam na ulicy pięknego chłopca z kręconymi włosami. To było jeszcze przed wojną, dorastałam. Pomyślałam sobie: „takiego mogłabym pokochać”. Ale zaraz potem przyszła mi do głowy myśl – „nie, ale przecież on umrze. Przecież nie jest to nikt stały, nie zostanie ze mną na zawsze – od tej pory zrozumiałam, że mogłabym pokochać jedynie kogoś większego, kogoś kto nie przeminie. Ale nie miałam pojęcia kogo” – wspomina Stella.

Po wojnie wróciła do Łodzi, przyjęła chrzest. Wstąpiła do zakonu karmelitanek. Pod koniec lat 60. wyemigrowała do Izraela. Na początku na Karmel. Po dwóch latach „wydalili ją”, ponieważ chciała modlić się po hebrajsku i działać społecznie, co nie spodobało się francuskim siostrom.

Obecnie Stella udziela się przy polskiej parafii w Domu Chleba, jest aktywistką Kobiet w Czerni – dlatego w piątek zakłada na siebie tylko taki kolor. Jej dom jest zawsze otwarty, goście nie przestają przychodzić, telefon dzwonić, podarunki napływać – a Stella obdarowywać, twierdząc jednocześnie, że raz jeden tylko kupiła bluzkę wyprodukowaną w Indiach za 5 szekli – i to tylko dlatego, że chciała wesprzeć współpracę gospodarczą z tym krajem. 

Czuje się tu wkorzeniona. Czuje się Żydówką. Chociaż odbyła ku temu bardzo długą drogę. Przed wojną była przecież polską patriotką.

Mówi biegle po polsku i po hebrajsku. Oprócz tego po francusku.

fot. Magazyn Przestrzeń, AM

fot. Magazyn Przestrzeń, AM – album prywatny

Nadal jada polskie śniadania. A jej najlepszym przysmakiem wydaje się być masło. Może to dlatego, że będąc małą dziewczynką w tajemnicy przed mamą zjadła całe jego opakowanie, a potem bała się do tego przyznać? Stella lubi to wspominać. 

Kochava Stella Zylberstein Tzur- ocalała z Holocaustu 90-letnia kobieta, która doprowadziła do przyznania Polakom 23 medali „Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata”. Wspomina jednak po dziś dzień tych (a było to około 65 osób), których nie udało jej się odnaleźć. Których nie udało jej się odznaczyć. Ale Stella doprowadziła i doprowadza do czegoś więcej. Doprowadza ludzi do domu.

Stella, Stelusia, Steluś, Stellinka.  Nawet nie potrafię opisać tego, co czuję będąc z Nią. 

„Jeśli byśmy funkcjonowali tak, że oko za oko to wszyscy bylibyśmy ślepi”- z takim transparentem- be-ezrat haszem (tłm. z pomocą Bożą) – Stella pojawi się w piątek na rondzie przed ogrodami Bahaitów w Hajfie. 

Stella żyje, kocha ludzi i wykorzystuje każdą chwilę.
A Ty?

Komentarze

Żydzi. Opowieści niepoprawne politycznie – recenzja

13567282_1726176467652009_3536319546484475465_nW maju ukazała się nowa książka Piotra Zychowicza – autora głośnych i kontrowersyjnych książek, takich jak Obłęd ’44, czy Pakt Ribbentrop-Beck.

Piotr Zychowicz należy chyba do tych autorów, którzy nie pozostawiają swoich odbiorców obojętnymi. Jedni go nienawidzą, bo ośmiela się prezentować naszą historię w inny sposób niż do tego przywykliśmy, często bardzo kontrowersyjnie. Obnaża wiele mitów i narodowych legend, przez co naraża się na oskarżenie o bycie zdrajcą lub o szkodzenie społeczeństwu. Inni go kochają, właśnie dlatego, że zdejmuje Polakom klapki z oczu i głośno mówi to, o czym wielu już mówiło i pisało, ale nie utkwiło to na dłużej w szerszej świadomości społeczeństwa. Zapewne też dlatego, że dopiero teraz w naszej historii nadarzył się odpowiedni czas, by podnieść refleksję nad naszymi wyborami i decyzjami jakie miały miejsce w XX wieku.

Fani twórczości Piotra Zychowicza już na samym początku lektury mogą być lekko rozczarowani. Bowiem Żydzi, swoją strukturą nie nawiązują do poprzednich książek autora, które były oparte głównie na źródłach i opracowaniach historycznych, a prezentowały inne spojrzenie na naszą historię, niż przekazuje to polska historiografia. W tym wypadku, książka jest zbiorem artykułów i wywiadów, które historyk publikował na przestrzeni ostatnich lat w mediach. Sam autor wspomina we wstępie, że jest to jego pierwsza książka z tej serii – ale na pewno nie ostatnia. Oczywiście w książce znajdują się również artykuły wcześniej niepublikowane.

Piotr Zychowicz podczas swojej pracy dziennikarskiej przez długi czas zajmował się relacjami polsko-żydowskimi. W związku z tym, przeprowadził wiele wywiadów z żydowskimi intelektualistami, które są w książce prezentowane. Pełny tytuł książki brzmi Żydzi. Opowieści niepoprawne politycznie i trudno się nie zgodzić z tym, że są to opowieści niepoprawne. Autor porusza tematy bardzo kontrowersyjne, ale trzeba przyznać, że podjął się on bardzo trudnego zadania w ogóle decydując się na taką tematykę i chcąc być przy tym neutralnym. Najlepiej oddaje to fragment wstępu książki: Polacy mają niezdrowy stosunek do Żydów. Dzielą się na dwie grupy: filosemitów i antysemitów. Grupy te zaciekle się zwalczają, nie dostrzegając, że ich postawy są dwiema stronami tego samego medalu (…) Książka, którą trzymają państwo w rękach, jest nietypowa, napisana została bowiem przez Polaka nie należącego do żadnych z tych grup. (…) Czytelnika ostrzegam, że wiele z podejmowanych w tej książce tematów jest niezwykle drażliwych, a niekiedy wręcz drastycznych. A część postawionych w niej tez jest obrazoburcza i dla wielu osób może być szokująca. Pisałem bowiem o sprawach niewygodnych zarówno dla Żydów, jak i dla Polaków. I rzeczywiście, patrząc na tematy podejmowane w książce, można powiedzieć, że nie jest to książka, która miałaby kogokolwiek szkalować, albo kogokolwiek wynosić, jest to raczej próba rzucenia nowego światła na trudne relacje polsko-żydowskie, a na pewno na niektóre ich aspekty. Jest to także próba dowiedzenia, że historia nigdy nie jest czarno-biała ani zbyt oczywista, jak mogłoby się nam dziś wydawać.

Najnowsza książka Piotra Zychowicza reklamowana jest jako najbardziej kontrowersyjna książka autora. Czy tak jest? Na to pytanie musi sobie odpowiedzieć każdy z czytelników. Na pewno jednak jest to ciekawa pozycja, która porusza bardzo trudne, ale i intrygujące tematy.

Żydzi. Opowieści niepoprawne politycznie, Piotr Zychowicz
Dom Wydawniczy Rebis 2016

Komentarze

Stare Miasto Jerozolimy- zbitka kultur czy pępek świata?

fot. Magazyn Przestrzeń, AM - album prywatny

fot. Magazyn Przestrzeń, AM – album prywatny

Jerozolima, nazywana w języku hebrajskim Yerushalayim (tłm. Miasto Pokoju ), w języku arabskim Al- Quds (tłm. Święte Miejsce), która nosiła także (nadane jej przez starożytnych Rzymian) miano – Aelia Capitolina (tłm. Wzgórze Kapitolińskie), położona jest na Bliskim Wschodzie, w krainie historycznej – Palestyna, w Judei. Już przytoczona przeze mnie lista imion, które jej nadawano (a przecież niekompletna!) świadczy o dużym zainteresowaniu tym punktem na mapie zarówno przez świat wschodni- azjatycki, jak i zachodni- europejski. Przez tysiąclecie Jerozolima była żydowska, potem przez 400 lat chrześcijańska, by następnie stać się muzułmańską na 1300 lat. Wzniesione miasto było burzone, potem budowane od nowa, czasem przebudowywane, po czym kolejny raz zrównywane z ziemią. W całej historii dziejów trudno byłoby znaleźć drugie tak oblegane miejsce – wysoka jest cena, jaką przyszło zapłacić temu obszarowi – za ulokowanie na pograniczu dwóch cywilizacji,  dwóch kontynentów. Obecnie, od 1967r. Jerozolima znajduje się w granicach Państwa Izraela. Ze względu na swoją długą i różnorodną przeszłość – historyczną, polityczną, religijną i kulturową – miejsce to stanowi dzisiaj tzw. „wybuchową mieszankę” (niekiedy dosłownie), a obraz współczesnego starego miasta jest kolażem bogatych korzeni, nawiązujących często do przyszłości. Będąc tam człowiek może mieć wrażenie, że oto zacierają się granice między wczoraj, dzisiaj, a jutro; między sacrum a profanum.

fot. Magazyn Przestrzeń, AM - album prywatny

fot. Magazyn Przestrzeń, AM – album prywatny

 

Stare miasto w Jerozolimie zajmuje zaledwie  0,9km2. Jaskrawość mozaiki – jest jednak na tak stosunkowo niewielkim obszarze – nie do przeoczenia. Święte dla trzech religii ulice, dzielą się bowiem na cztery kwartały: chrześcijański, ormiański, żydowski i muzułmański. Jednak wchodząc przez jedną z bram głównych – Jaffę – i znajdując się tym samym w dzielnicy chrześcijańskiej, można usłyszeć, że dzwonom kościelnym dobiegającym z licznych tam klasztorów i kościołów wtórują śpiewy muzeina. Co więcej, wsłuchując się w opowieści przewodników dowiemy się, że wieża Dawida została wzniesiona w XVI w przez Sulejmana Wspaniałego, a bajgle z solą i sezamem będzie sprzedawał nam tam arabski chłopiec, tuż koło posterunku izraelskiej policji. Mimo iż jest to odrębny kwartał starego miasta – podobnie jak w dzielnicy muzułmańskiej – uliczki są wąskie i małe, przepełnione kramami i sklepikarzami, chcącymi zarobić na tłoczących się tam turystach ze wszystkich stron świata. Dzielnica chrześcijańska wyróżnia się jednak mnogością klasztorów, kościołów i przedstawicieli wszystkich denominacji swojego świata. Podawanym przez wielu jako najważniejszy – zabytkiem tegoż obszaru jest bazylika Grobu Pańskiego. Co ciekawe, klucznikami i strażnikami są tam muzułmanie, którzy paradoksalnie pilnują porządku wśród chrześcijan (Greków, Łacinników, Etiopczyków, Koptów, Ormian i Syryjczyków). Barwne legendy podają, że są ku temu istotne powody. Dzielnica tętni życiem, zgiełkiem, zapachami, od szisz wodnych, po świeże przyprawy. Etnicznie większość  mieszkańców stanowią Arabowie – być może dlatego kwartał ten jest do części muzułmańskiej najbardziej podobny. Ta bowiem jest również bardzo tłoczna, a sprzedawcy od rana do wieczora nawołują do kupowania ich produktów. Oprócz części Wzgórza Świątynnego, do którego wyznawcy islamu mają obecnie najlepszy dostęp, dzielnica muzułmańska jest jednym wielkim targiem. Dużo przestronniejszy, czystszy i bardziej wytworny wydaje się być kwartał żydowski – najnowszy, bo wzniesiony dopiero w latach 70. XX w. Jest to także najbogatsza dzielnica starego miasta w Jerozolimie, w której swoje lokum mają milionerzy z całego świata. Ekskluzywna, zadbana i niezatłoczona, może stanowić wytchnienie po wcześniejszej wędrówce przez gąszcz ludzi. Ostatnim kwartałem jest dzielnica ormiańska – co ciekawe, nazwana od ludności etnicznej, a nie od religii. Od dawna mieściły się tam kościoły ormiańskie, jako iż Ormianie uważają się za pierwszy lud, który przyjął chrześcijaństwo. Ich populacja zwiększyła się w Jerozolimie w czasie tzw. rzeźni Ormian dokonanej przez Turków. To w tutejszych klasztorach bowiem szukali schronienia. Kwartał ten w porównaniu z innymi wydaje się być opustoszały i bardzo niedostępny dla oka zwiedzającego. Jedynie w wybranych porach dnia, można przystanąć i usłyszeć ormiańskie śpiewy liturgiczne.

 

fot. Magazyn Przestrzeń, AM - album prywatny

fot. Magazyn Przestrzeń, AM – album prywatny

Gdzieniegdzie można też zaszyć się w kameralnej restauracji z ormiańskimi przysmakami (co jest unikatowe w porównaniu z innymi kwartałami) albo też zajrzeć do sklepu z rękodziełem tubylców. W dzielnicy chrześcijańskiej także możliwe jest zobaczenie licznych galerii, galeryjek i sklepów ekskluzywnych. W żydowskim, muzułmańskim i chrześcijańskim kwartale na pewno nie zabraknie też miejsc, w których można usiąść i spróbować „regionalnego” falafela, shawarmę (kebaba), hummusu czy shakshuki. Knajpy i restauracje walczą o status „tej najlepszej w Jerozolimie”. „Prawo do falafela” w zależności od dzielnicy przypisują sobie zarówno Izraelczycy jak i Arabowie (co demonstrują wkładając do bułki swoją flagę – szczególnie ci pierwsi). Ci drudzy natomiast doprawiają swoje potrawy dużo ostrzej, serwują zdecydowanie więcej ziół i przypraw, dodając pikanterii. Popularny w Polsce kebab nosi lokalną nazwę shawarma, zapewne po to, żeby oddzielić ją od znanego nam słowa tureckiego. Ta sama potrawa – shakshuka może być też nazywana shashuką, w zależności od dzielnicy, właściciela restauracji czy kupującego. I wszystko to dzieje się na niecałym kilometrze kwadratowym. Oczywiście, trudno tu wychwycić jeden dominujący język. Hebrajski, arabski, ormiański, a także rosyjski i angielski- oto główne składowe mieszaniny dźwiękowej na ulicach starego miasta. Dodajmy do nich jeszcze wszystkie języki świata – przywiezione przez turystów, chcących zwiedzić „święte miejsca” swojej religii. Nie pozostawajmy jednak bez wrażeń dla naszych zmysłów wzrokowych.

 

fot. Magazyn Przestrzeń, AM - album prywatny

fot. Magazyn Przestrzeń, AM – album prywatny

Obraz, który się wyłania, jest bowiem bardzo ciekawy, różnorodny, różnokolorowy, różnokształtny. Strój i wygląd zewnętrzny może powiedzieć nam bardzo dużo, jednak nie koniecznie o statusie materialnym, a o przynależności bądź braku chęci przynależności do religii. Obok umundurowanej w kolor khaki żołnierki – z rozpuszczonymi długimi włosami i bronią zamiast torebki – przechadzają się kobiety w czepkach bądź perukach, najczęściej z ogoloną głową, długimi czarnymi lub granatowymi spódnicami i bluzkami z długim rękawem. Dodatek stanowi tu nie broń, ale cały sznur dzieci, idących z matką lub najstarszą siostrą za rękę. Ubranych bardzo podobnie do nich, tyle że w wersji mini. Dodajmy do tego wyzwolone, niezależne i silne Izraelki – wkładające najchętniej dżinsy i dopasowane do nich t-shirty, byle było wygodnie i szykownie. Długimi, frywolnie opadającymi lokami kobiety te jakby manifestują swoją świeckość. Moda męska przeciętnego Izraelczyka, to również spodenki, koszulka sportowa i adidasy. Bardzo lubią sport. Garnitur i koszulę ubierają tylko od święta. Żydzi ortodoksyjni natomiast chodzą w ciemnych spodniach i czarnych chałatach, niekiedy zarzucając biało-niebieski tałes i obowiązkowo czarny kapelusz lub kipę. Ponadto, wśród chasydów popularne są czapki ze skóry sobola lub bobra. Mniej religijni Arabowie natomiast lubią dżinsy, koszulki z reklamami np. coca-coli albo innymi wyrazistymi wzorkami, w często jaskrawych kolorach. Tradycyjnie ubrany Arab nosi natomiast długą, luźną abaję (płaszcz), nierzadko w białym kolorze, do tego kefiję (chustę na głowie) i agal (pasek wspomagający utrzymanie chusty na głowie). Muzułmańskie kobiety natomiast do abaji zakładają hidżab (chustę) lub czador. Te z mniej religijnych domów ograniczają się do hidżabu, zakładając długie spodnie i tunikę z długimi rękawami. W odróżnieniu od Izraelek obficie się malują. Arabowie przepadają także za wszelkiego rodzaju świecidełkami, brokatami i wyrazistymi kolorami. Do tych strojów, reprezentowanych przez mieszkańców dołożyć należy oczywiście sandały, spodenki i t-shirty turystów z charakterystyczną czapeczką „kova tembel”- co z hebrajskiego oznacza tyle, co czapeczka głupca. Takie właśnie kolory i stroje możemy spotkać na starym mieście w Jerozolimie. Razem stanowi to zestawienie barw „misz-masz”, ale także jawi się jako zestawienie kilku światów: europejskiego, żydowskiego i arabskiego. Świata przeszłości i świata teraźniejszości.

 

fot. Magazyn Przestrzeń, AM - album prywatny

fot. Magazyn Przestrzeń, AM – album prywatny

Podejmując tematykę starego miasta w Jerozolimie nie można nie zauważyć jeszcze jednego pogranicza – przesiąkającego niemal do każdej poruszanej powyżej dziedziny od historii poprzez architekturę, życie codzienne, kulinaria (koszerność) czy ubiór sfery sacrum i profanum. Obok katedr, kościołów, meczetów czy Ściany Płaczu stoją zwarto zbudowane wąskie kamieniczki, w zależności od dzielnicy, pochodzenia i zamożności mieszkańców, zdobione bądź nie, takie z których można wyjść na dach i zobaczyć panoramę miasta, i takie z których wychodzi jedno nędzne okienko. Samo Wzgórze Świątynne, znajdujące się pomiędzy częścią muzułmańską, a żydowską (w większej jednak mierze dostępne dla wyznawców islamu) stanowi miejsce najświętsze dla trzech wielkich religii świata. Moria to przestrzeń, której przypisuje się świadkowanie Abrahamowi podczas składania swojego syna w ofierze, miejsce Świątyni Jerozolimskiej i działalności Jezusa, a także obszar, w którym obecnie położone są meczety Kopuła na Skale i Al-Aksa. U podwalin wzniesienia stoi do dziś fragment murów dawniej okalających świątynię – Ściana Płaczu.

I tak oto, przy tych świętych miejscach, gdzie wprawdzie trzeba założyć stosowne ubranie, turyści cykają zdjęcia, religijni Żydzi sprzedają kipy z błogosławieństwem, muzułmańskie dzieci i kobiety robią sobie pikniki, a w nocy harcują tam jednookie koty. Poczucie paradoksu zwiększają jeszcze miejscowe legendy pomieszane z faktami, które to traktują o Złotej Bramie zamurowanej przez Turków, z obawy przed tym, że przejedzie przez nią Mesjasz wg podań żydowskich i chrześcijańskich, w które co prawda oni sami nie wierzyli. Co więcej, za zamkniętą bramą rozciąga się cmentarz, który Arabowie tam umieścili, tak „na wszelki wypadek”, żeby uniemożliwić przyjście właśnie tegoż Mesjasza. Po drugiej zaś stronie rozciąga się Góra Oliwna i najbogatszy cmentarz świata – zaprojektowany przez Żydów, by jako pierwsi dostąpili zbawienia. O sferze nadprzyrodzonej przypominamy sobie także za każdym razem, kiedy podczas targowania z arabskim handlarzem zabrzmi donośny głos muzeina albo szofar żydowski podczas świąt. Sacrum przenika się z profanum, a teraźniejszość z przeszłością i przyszłością. Życie obecne z życiem przyszłym i z życiem przodków.

fot. Magazyn Przestrzeń, AM - album prywatny

fot. Magazyn Przestrzeń, AM – album prywatny

„W hałasie słów wypowiadanych w wielu językach, popychana przez tłumy turystów, idę tymi samymi kamiennymi drogami, które przemierzali kiedyś brodaty Żyd król Dawid, chrześcijański Mesjasz Jezus i Sulejman Wspaniały”- pisze Polka- Ela Sidi. Wąskie uliczki i wielkie place, zapachy, smaki, dźwięki, kolory – wszystko to tak różne, tak bardzo skontrastowane i nieprzystające, a jednak przybliżone do siebie na odległość, z której z trudem można wyodrębnić jeden element od drugiego. Całość stanowi bowiem różnorodną, ale spójną masę – zbitkę, w której można odnaleźć dosłownie wszystko, ludzi każdego kontynentu Europy, Azji, Afryki, obu Ameryk, Australii. Ludzi każdej rasy i każdego koloru skóry – cały świat. Wydaje się więc, że uzyskany zlepek stanowi w pewnym sensie centrum, paradoksalnie zaistniały na pograniczach tygiel jest miejscem spotkania, środka. Jest sercem świata.

Komentarze

Arteterapia jako narzędzie pozytywnej zmiany

Źródło: karmajoga.pl

Źródło: karmajoga.pl

Czym jest arteterapia?

Arteterapia to bardzo ciekawa dyscyplina, która dynamicznie się rozwija i staje się coraz bardziej popularną dziedziną w edukacji i terapii. Arteterapia sięga do plastyki, muzyki, tańca, teatru, książki, filmu, fotografii. Działania twórcze w tych obszarach odpowiednio ukierunkowane przez arteterapeutę dają możliwość wyrażania swojego samopoczucia, odnalezienia odpowiedzi na pytania: „kim jestem?”, „kim chciałbym być?”, „dokąd zmierzam?”, „co jest moim celem?”, „co jest dla mnie ważne?”. Możliwa jest też praca nad zmianą emocji lub zachowania. I tak na przykład prace plastyczne powstające podczas warsztatów, pozwalają na eksperymentowanie z pożądanymi zmianami za pomocą m.in. kolażu. Oznacza to, że uczestnik zajęć ma do czynienia z namacalnym obiektem, który może fizycznie modyfikować na swoją korzyść, a tym samym wprowadzić zmiany we własnym życiu. W przypadku dziecka, działalność twórcza jest właściwą dla jego wieku formą wyrażania samego siebie, swoich potrzeb oraz stosunku do świata. Dlatego mówiąc w skrócie, arteterapia w przypadku dzieci pomaga im rozpoznać emocje oraz przyczyny swojego zachowania, uświadomić sobie własne zasoby, budować wiarę w swoje możliwości.

Dla kogo arteterapia?

Obecnie arteterapia nie ogranicza się jedynie do tradycyjnego kontekstu psychiatrycznego. Oprócz pracy z pacjentem, praktykuje się ją z dziećmi i dorosłymi w wielu miejscach, takich jak przedszkola, szkoły, placówki socjoterapeutyczne, instytucje rozwojowe prowadzone przez społeczności lokalne.

Osoby korzystające z warsztatów, w których wykorzystuje się sztukę jako narzędzie zmiany, nie muszą posiadać zdolności artystycznych ani wcześniejszych doświadczeń związanych ze sztuką. Dlaczego? Ponieważ arteterapeuta nie koncentruje się na wartościach estetycznych wytworzonych obiektów ani na ich aspekcie diagnostycznym, a na wewnętrznej przemianie uczestnika zajęć. Dzięki temu może on przyjrzeć się sobie i dokonać autorefleksji bez bycia ocenianym.

Źródło: rozwojowakreska.pl

Źródło: rozwojowakreska.pl

W jaki sposób rysować?

Tak jak się potrafi, chce i czuje. Każdy potrafi łączyć proste linie nadając im odpowiednie kształty, wypełniając je później kolorem według własnego uznania.

Kto zna odpowiedź?

W naszym sposobie myślenia o arteterapii w kontekście książek i warsztatów rozwojowych prowadzonych dla dzieci i dorosłych, ważne jest podejście humanistyczne, które opiera się na przekonaniu, że każdy człowiek posiada zdolności do odnajdywania osobistego sensu, do „stawania się”. Arteterapeuta pracując w taki sposób wierzy w to, że każdy z nas jest w stanie dokonać konstruktywnych dla siebie zmian poprzez działanie twórcze. Dając innym przestrzeń na wartości, wolność, autonomię arteterapia pozwala odkrywać uczestnikowi zajęć w bezpiecznych warunkach swoje możliwości, mocne strony, nie negując tych słabszych, wyrazić lub odreagować uczucia, zmniejszać lęki i obawy, rozpoznawać i nazywać emocje i korzystać z nich w najlepszy dla siebie sposób. A tym samym wzbogacić siebie i relacje społeczne, czerpać ze swoich zasobów i korzystać z nich w każdym aspekcie życia.

Podczas pracy arteterapeutycznej ważne jest pełne zaangażowanie uczestnika w proces, podejmowanie pewnej inicjatywy, ale też odpowiednia postawa arteterapeuty wobec uczestnika zajęć. Prowadzący to towarzysz, który umie włączyć się w niektóre działania, ale równocześnie zachować pewien dystans. Daje przestrzeń i tworzy odpowiedni klimat zajęć sprzyjający autorefleksji, budowaniu nowych znaczeń i ich interpretacji, powstawaniu skojarzeń i odczuć u uczestnika zajęć.  Pomiędzy nim i prowadzącym zachodzą różnorakie interakcje, które sprzyjają dojrzewaniu, spostrzeganiu, zmianom spojrzeń uczestników, jak i prowadzącego. Dlatego Arteterapia to metoda, którą warto poznać, jeśli ktoś interesuje się własnym rozwojem, szuka twórczych narzędzi rozwoju, które przyczyniają się do podniesienia jakości życia.

Źródło: rozwojowakreska.pl

Źródło: rozwojowakreska.pl

Jak przygotować się i wykonać ćwiczenie z wykorzystaniem elementów arteterapii?

Przed rysowaniem najlepiej znaleźć miejsce, w którym nikt nie będzie nam przeszkadzał przez jakiś czas.  Dobrze jest też przygotować kredki, pastele olejne w wielu kolorach i papier. Zanim przeczyta się polecenie warto „zatrzymać się” i skupić uwagę na sobie. Następnie przeczytać jedno wybrane polecenie i zacząć rysować.

Polecenie:

Jeśli chcesz, zamknij na moment oczy, weź głęboki oddech i rozluźnij się. Teraz przez chwilę pomyśl o rzeczach, które, potrafisz robić najlepiej. Co ci przychodzi do głowy? Pomyśl jeszcze przez chwilę. Jeśli już wiesz, otwórz oczy i narysuj tak jak potrafisz rzecz, którą robisz wystarczająco dobrze i wiesz, że nikt ci tego nie odbierze. Jeśli chcesz, możesz użyć prostych form graficznych.

Kiedy skończysz, możesz sobie zadać dodatkowe pytanie/pytania. Jaką ma to dla ciebie wartość?  Co ona wnosi do twojego życia?  Kiedy, w jakich okolicznościach możesz o tym pamiętać? Jak z tego czerpiesz na co dzień? Co zrobisz z tą kartką?

Polecenie:

Jeśli chcesz, zamknij na moment oczy, weź głęboki oddech i rozluźnij się. Kiedy już poczujesz się spokojny i bezpieczny, spróbuj wyobrazić sobie swój wymarzony dzień. Nie myśl o żadnych ograniczeniach: czasowych, finansowych. Pozwól sobie na niczym nieskrępowaną podróż w krainę marzeń.

A teraz narysuj swój wymarzony dzień, tak jak potrafisz. Może być to rysunek zrozumiały tylko dla ciebie. Po skończonej pracy możesz zadać sobie pytanie/pytania. Co on przedstawia? Co najbardziej przykuwa twoją uwagę? Czego jest najwięcej? Czego jest najmniej? Co zabierzesz z niego do swojego życia zawodowego lub prywatnego? Co zrobisz z rysunkiem?

Bibliografia:

  • Baranowska-Jojko, E., Aleksandra Wiechuła, A. (2016). Rozwojowe wzgórze. Program rozwoju osobistego dla dzieci z elementami arteterapii. Gdańsk: Wydawnictwo Harmonia.
  • Baranowska-Jojko, E. (2013). Rozwojowa kreska. Ćwiczenia plastyczne z elementami arteterapii. Gdańsk: Wydawnictwo Harmonia.
  • Karolak Wiesław. (2002). Moje portrety. Częstochowa: Wydawnictwo Częstochowa.
  • Stegemann, T.,Hitzeler, M., Blotevogel, M. (2015). Arteterapia dla dzieci I młodzieży. Muzykoterapia, choreoterapia, terapia sztuką. Gdańsk: Wydawnictwo Harmonia.
  • Józefowicz, E. ( 2012) Arteterapia w sztuce i edukacji. Poznań: Wydawnictwo Naukowe UAM.

 

Gościnnie dla Magazynu Przestrzeń:

Ewa Baranowska-Jojko – ukończyła studia pedagogiczne oraz podyplomowe z zakresu sztuki i arteterapii. Jest certyfikowanym coachem ICF. Posiada ponad dziesięcioletnie doświadczenie w pracy z dziećmi i w prowadzeniu szkoleń z kompetencji społecznych oraz wychowawczych. Chętnie dzieli się wiedzą z arteterapii i z wykorzystaniem jej elementów w pracy dydaktyczno-wychowawczej dla nauczycieli. Prowadzi warsztaty rozwojowe z dziećmi i osobami dorosłymi. Autorka książek “Rozwojowa kreska. Ćwiczenia plastyczne z elementami arteterapii” i „Rozwojowe wzgórze. Program rozwoju osobistego dla dzieci z elementami arteterapii” oraz wielu innych publikacji i projektów autorskich z zakresu warsztatów artystycznych i arteterapii dla dzieci i dorosłych. Podnosi swoje kompetencje uczestnicząc w warsztatach, kursach psychologicznych dla profesjonalistów m.in. w Polskim Instytucie Ericksonowskim.
www.rozwojowakreska.pl

Aleksandra Wiechuła – absolwentka studiów pedagogicznych o specjalności resocjalizacyjnej i przedszkolnej oraz podyplomowego studium arteterapii. Ma wieloletnie doświadczenie w pracy pedagogicznej z dziećmi. Autorka książki „Rozwojowe wzgórze. Program rozwoju osobistego dla dzieci z elementami arteterapii”. Prowadziła warsztaty rozwojowe dla kobiet oraz cykl spotkań rozwijających kompetencje wychowawcze dla mam. Ukończyła kilka profesjonalnych szkoleń doskonalących umiejętności komunikacyjne, terapeutyczne i wychowawcze, m.in. w Polskim Instytucie Ericksonowskim.
www.rozwojowakreska.pl

okl_rozwojowa_kreska.indd

Rozwojowa kreska
Książka zawiera opisy ćwiczeń plastycznych z elementami arteterapii przeznaczonych dla dzieci od 4. do 12. roku życia. Ćwiczenia podzielone są na cztery działy, z których każdy związany jest z określoną tematyką: Ja, Ja i moja rodzina, Ja i grupa, Ja i moje miejsca. Ćwiczenia koncentrują się głównie wokół spostrzeżeń dziecka na własny temat oraz jego relacji z innymi. Ta prosta i bezpieczna forma pracy z kartką, kredką oraz innymi materiałami plastycznymi uczy dzieci wyrażania siebie, swoich uczuć i emocji, a rodzicom, pedagogom, psychologom, nauczycielom, terapeutom czy animatorom kultury pomaga w codziennym dbaniu o prawidłowy rozwój emocjonalny najmłodszych. Wydawnictwo Harmonia.

okl_rozwojowe_wzgorze.indd

Rozwojowe wzgórze
Książka zawiera 18 scenariuszy zajęć do pracy z dzieć­mi w wieku od 4 do 12 lat, wraz ze wskazówkami dla prowadzącego i kartami pracy. Założeniem programu jest przygotowanie dzieci do samodzielnego i odpowie­dzialnego życia w duchu wartości oraz z poszanowa­niem ich godności osobistej. W książce podpowiadamy, jak pracować z dzieckiem konstruktywnie, a jednocześnie być blisko niego poprzez okazanie mu szacunku oraz otwartości na jego potrzeby i emocje. Program kiero­wany jest dla nauczycieli, pedagogów, wychowawców, psychologów i tych wszystkich specjalistów, dla których ważny jest świat dziecka oraz dbanie o jego prawidłowy rozwój psychospołeczny. Może zainteresować również te osoby, które w swojej pracy z dzieckiem korzystają z takich metod, jak plastyka i arteterapia. Wydawnictwo Harmonia.

Komentarze

State of mind

Pogranicza bywają fascynujące. I te na ziemi i te w sferze duchowej

Gdy próbujemy zrozumieć fizykę kwantową, nawet nie będąc naukowcami, dochodzimy do miejsca, gdzie dające się sprawdzić doświadczalnie prawa, przestają obowiązywać. Miejsca, w którym aby zrozumieć fizykę, trzeba zagłębić się w filozofię, a nawet duchowość i zmienić  sposób myślenia o świecie materialnym. Podobnym miejscem jest twórczość Mariny Abramović. Pogranicze sztuki, psychologii i duchowości. Z posmakiem skandalu i „gwiazdorstwa”.

TVP Kultura wyemitowała niedawno premierowo film dokumentalny The Artist is Present (reż. Matthew Akers, 2012) poświęcony artystce performance’ów, tworzącej od lat 70-tych. W ciągu ponad 40-stu lat działalności Mariny Abramović, napisano o niej tomy i przeanalizowano jej twórczość pod każdym możliwym kątem. Ale oglądając film warto o tym wszystkim zapomnieć i otworzyć umysł.

fot. Andrew Russeth, "Marina Abramović: The Artist Is Present," at the Museum of Modern Art, New York, through May 31, 2010. Opening preview: March 9, 2010; Źródło: flickr.com

fot. Andrew Russeth, „Marina Abramović: The Artist Is Present,” at the Museum of Modern Art, New York, through May 31, 2010. Opening preview: March 9, 2010; Źródło: flickr.com

Poruszający

Popkultura także odwoływała się wielokrotnie do twórczości Mariny Abramović. W jednym z epizodów serialu Sex w wielkim mieście, bohaterki oglądają w „modnym” nowojorskim muzeum performance „modnej” nowojorskiej artystki i komentują. Trochę z posmakiem ironii, a trochę z pytaniem: czy to jest jeszcze sztuka? Jak sama Marina Abramović mówi, pytanie o to czy jej prace to sztuka czy nie, pojawiało się przez wiele lat niemal w każdym wywiadzie. W końcu przestano je zadawać.

Marina Abramović, urodzona w 1946 r. w Jugosławii, to artystka performance’u. Z mocno obecnym ciałem w każdej z jej prac. Ciało doświadczane bólem na wiele różnych sposobów i wystawiane na granice wytrzymałości. Lecz nie w samym zadawaniu bólu jest istota. To raczej manifestacja i prowokacja do tego, by przyjrzeć się relacjom między ludźmi oraz relacjom z samym sobą. Ciało to część nas, nieodłącznie związane z umysłem. A więc kto doświadcza bólu? Ciało materialne, czy umysł, który go odczuwa?

Film dokumentalny, a przede wszystkim prace artystki poruszają, nawet oglądane w telewizji.

Stan umysłu

Dla Mariny Abramović istotą performance’u jest stan umysłu (state of mind). I właśnie stan umysłu jest kluczem do zrozumienia jej twórczości. Stan umysłu twórcy oraz widza. Bez zrozumienia tego, wycinanie nożem gwiazdy na własnym brzuchu lub stanie nago w wąskim przejściu tak, by każdy zwiedzający galerię musiał otrzeć się o jej ciało, wydają się powierzchownym skandalem.

Tytuł filmu The Artist is Present oraz jego temat, szczególną uwagę poświęcają wystawie retrospektywnej Mariny Abramowić, która odbyła się w Museum of Modern Art w Nowym Yorku w 2010 r. Podczas wystawy, wcześniejsze performance’y artystki wykonywali młodzi twórcy, których Abramović wybrała i przygotowała. To przygotowanie było istotne w kontekście wspomnianego już state of mind (stanu umysłu), koniecznego do właściwego wykonania preformance’u.

Sama Marina Abramović wykonywała jeden premierowy performance. Była obecna nieprzerwanie podczas trwania wystawy: 6 dni w tygodniu, 8 godzin dziennie. Artystka Obecna jak mówił tytuł.

Ilu z nas próbowało siedzieć bez ruchu dłużej niż minutę?

W jednej pozycji, w stanie absolutnego nicnierobienia, w zatrzymaniu aktywności? W całkowitym niekontrolowaniu czasu? Sam na sam tylko ze swoim stanem umysłu?

Marina Abramović podczas wystawy (6 dni w tygodniu, 8 godzin dziennie) bez przerwy siedziała na krześle, początkowo przy stole, potem bez stołu. Po drugiej stronie mógł usiąść każdy, kto przyszedł do muzeum i mógł siedzieć jak długo chciał. Marina podnosiła głowę i patrzyła w oczy drugiemu człowiekowi, człowiekowi którego nigdy wcześniej nie widziała.

W filmie Marina Abramović mówi, że ludzie siadali z zaciekawieniem, ze strachem, z różnymi uczuciami. Niektórzy chcieli być wyzwaniem, sprawdzić ją, ale bardzo szybko orientowali się, że tu nie chodzi o artystkę, ale o nich. Właśnie stan umysłu widać na twarzy i w całej postawie artystki, gdy podnosi wzrok i spotyka spojrzenie osoby naprzeciwko. Twarz, choć nieruchoma, wyrażała emocje. Każdy odczytuje te emocje jak chce. Dla jednych to miłość, dla innych strach. Stan umysłu twórcy staje się lustrem, w którym każdy odczytuje siebie.

Bliskość

W jednej z metod terapii grupowej elementem terapeutycznym jest tak zwana praca na bliskości. Uczestnicy uczą się czym jest bliskość z drugim człowiekiem, jak ją budować, a także odnajdują swoje własne definicje i potrzeby bliskości. Bazą do zbudowania bliskości jest zauważenie i widzenie drugiego człowieka takim, jakim jest, a nie poprzez iluzje jakie sami stwarzamy. Obok widzenia drugiej osoby, uczestnicy terapii mierzą się z prawdą o tym, jak sami są postrzegani. Metoda ta polega na tym, że dwie osoby siadają naprzeciwko siebie i patrzą sobie w oczy. Mają za zadanie mówienie o tym, co widzą i jak widzą osobę naprzeciwko. Natomiast osoba, której to dotyczy, powtarza każde zdanie dokładnie w takiej samej formie. Potem zmiana, osoba która mówiła –  powtarza.

Z pozoru prosta sprawa, ale gdy się spróbuje, to może się okazać, że nie sposób wytrwać patrząc w oczy drugiemu człowiekowi.

To, co Marina Abramović zrobiła w MoM’ie to wielka i ludzka praca na bliskości. To wydarzenie, które trwało przez kilkaset godzin, miało swój energetyczny wpływ na ludzi i na ludzkość. W skali świata to drobny gest, ale jeden z ważniejszych. Ludzie, którzy siadali naprzeciwko reagowali różnie, płakali, śmiali się, wzruszali, otwierali swoje serce. Wielu z nich po raz pierwszy w życiu doświadczyło uważności drugiego człowieka. Nigdy wcześniej, być może nie byli tak naprawdę zauważani i akceptowani takimi, jakimi są.

W filmie pokazany był dziesięcioletni chłopiec, może trochę starszy, który również usiadł naprzeciwko Mariny. Wytrwał w patrzeniu. Fascynująca była reakcja jego mamy, która rozpłakała się i nie mogła wypowiedzieć słowa. Chłopiec pytał ją, co się dzieje i zapewniał, że z nim wszystko w porządku. Mama łkając powiedziała: „Jestem z Ciebie dumna!” Co czuła matka nie zostało powiedziane, ale była to manifestacja duchowości.

W muzeum obok performance’u Mariny, zwiedzający robili swoje własne perfomance’y, siadali na podłodze naprzeciwko siebie i patrzyli sobie w oczy w milczeniu.

Medytacja

Sama idea performance’u The Artist is Present kojarzy się również z metodami medytacyjnymi, w których osoba medytująca siedzi bez ruchu i ma za zadanie wytrwać nie zmieniając pozycji. Chodzi  o to, by wgłębiać się coraz bardziej we własne odczucia bólu, niewygody i zatrzymać umysł, a z nim ciało w odczuwaniu ciągle nowej potrzeby aktywności.

Marin Abramović przekracza granicę zatrzymania aktywności fizycznej, granicę odczuwania bólu i unieruchomienia w jednej pozycji. Próbuje dotrzeć do najgłębszej istoty siebie, do całkowitej prawdy o sobie, do uwolnienia się.

Spór czy performance Mariny Abramović to sztuka, czy tylko prowokacja może być nie do rozstrzygnięcia. Każdy sam próbując stworzyć definicję sztuki, w jakiś sposób odpowiada na to pytanie lub po prostu je przekracza i pozostawia bez odpowiedzi. Choć nazywanie jest kluczem do poznawania, to nie zawsze temu, co widzimy i doświadczamy udaje się nadać etykietę.

Ostatecznie nie ma znaczenia, czy prace Mariny Abramović nazwiemy sztuką, czy nie. Istotne jest to, co przeżyli uczestnicy i ona sama oraz to w jaki sposób to doświadczenie wpływa na świat.

Będąc na pograniczu Marina Abramović tworzy rzeczy, które opierają się ścisłej klasyfikacji i dopiero wymagają znalezienia na nie osobnej nazwy.

Komentarze

O współczesnej poezji

Ostatnio byłem na panelu dyskusyjnym na temat współczesnej polskiej poezji. Brali w nim udział krytycy literaccy i redaktorzy czasopism literackich z całej Polski. Spotkanie odbyło się w Stawisku, w muzeum Iwaszkiewiczów. Redaktorzy w skrócie przedstawiali osiągnięcia swoich periodyków. Wszyscy byli zgodni co do tego, iż o współczesną polską poezję nie trzeba się bać. Dlaczego? Ponieważ bardzo dobrze sobie daje radę. To, że jest praktycznie nieczytana, to już inna kwestia.  Jeden z referentów dokonał podziału  na poezję młodych i dojrzałych. Dostrzegł pewną tendencję, mianowicie, iż młodzi piszą poezję konfesyjną, a dojrzali – poezję refleksyjną. Trudno nie zgodzić się ze spostrzeżeniami prelegenta.  Inny redaktor wspominał o Internecie jako bardzo ważnym ośrodku krytyki literackiej, niestety bardzo często pomijanym. Następny mówca wspomniał o tym jak papier powoli będzie zanikał. Oznacza to, że książka jest już zużytą formą przekazu poetyckiego (nie powieściowego).  Poeci mogą szukać nowych inspiracji w połączeniu wierszy z wizualizacją, co zwielokrotnia różne odczyty tekstu… i to jest ich przyszłość. Po zakończeniu panelu krytycy zostali oblepieni przez poetów, którzy wręczali im swoje tomiki (najprawdopodobniej wydane własnym sumptem), aby redaktorzy „zrobili swoją robotę”, czyli napisali recenzję ich arkuszy poetyckich.  I ja – jako osoba pisząca wiersze, po zapoznaniu się z młodym, sympatycznym krytykiem literackim… przesłałem  mu mailem swoją twórczość – do dziś nie otrzymałem odpowiedzi. Jest to niestety pewien standard.

Źródło: unsplash.com

Źródło: unsplash.com

Co zrobić, gdy napiszemy wiersze? Gdzie publikować?

Mnóstwo ludzi pisze teksty poetyckie i wiele z nich (jeśli nie wszyscy) chciałoby skonfrontować swoją twórczość z opinią krytyków literackich. Co możemy zrobić z naszą poezją?  Mamy kilka możliwości: publikować swe wiersze w Internecie (na stronach, blogach),  gazetach, (dwu)miesięcznikach, kwartalnikach literackich.  Lub – i to chyba jedna z najlepszych możliwości – wysyłać swoją twórczość na różne konkursy poetyckie.

Internet

Publikowanie w Internecie jest bardzo szybkie i proste, i pewne – nieraz otrzymujemy komentarz od użytkowników odnośnie naszej twórczości. To najlepszy start dla osób początkujących. Niektóre strony na Facebooku (np. Stowarzyszenie Ukrytych Poetów) promują, publikują twórczość młodych autorów. Należy tu także wspomnieć o miesięcznikach, kwartalnikach literackich, wydawanych wyłącznie w Internecie: są to PKPzin, od lipca br. będzie także możliwość publikacji swych wierszy w Magazynie Przestrzeń.

Czasopisma  drukowane

Wydanie wierszy w czasopismach literackich (Akant, Migotania, Odra, Twórczość, Topos  itd.) jest jakimś osiągnięciem, natomiast bardzo długo czekamy na jakąkolwiek odpowiedź od redakcji (nieraz wiele miesięcy, ale zdarza się też tak, że na odpowiedź się nie doczekamy). W dziale poezji jest zawsze ogromna kolejka. Akant i Migotania są nastawione na debiuty, wymienione dalej czasopisma chętniej publikują już uznanych poetów.

Konkursy – nieraz tytuły tychże brzmią groteskowo, parafrazuję np. Konkurs Poetycki o złoty wąs Burmistrza Pcimia. Warto się nie zrażać tymi hasłami i przesyłać swoją twórczość, tym bardziej, że w gronie jury zazwyczaj co najmniej jedna osoba zna się na poezji. Zapewne wiele jest interesujących konkursów, natomiast godnym polecenia jest Połów – Biura Literackiego.                          

Przestrzeń dla poetów

Inicjatywa powstała, aby udostępnić miejsce młodym zdolnym twórcom.  Naszym celem jest nie tylko publikacja wybranych wierszy, ale darmowa konsultacja twórczości. Mnóstwo wierszy przesyłanych  do czasopism drukowanych ginie bez odpowiedzi. Niestety przyczyną nie jest wyłącznie grafomaństwo autorów, ale brak czasu redaktora zajmującego się oceną nadchodzącej poezji.  Dlatego skrzynki pocztowe nieraz są zapchane bardzo dobrą literaturą poetycką, do których nikt nigdy nie zajrzy.

Komentarze

Przestrzeń dla poetów – Olaf Keller

Źródło: unsplash.com

Źródło: unsplash.com

Poeta: Olaf Keller
Ur. 1977 – współautor pierwszej polskie kolaboratywnej powieści hipertekstowej “Piksel Zdrój”, wyróżniony w konkursie na wiersz Twitterowy ‪#‎wyćwierkajwiersz‬ organizowany przez Miejską Bibliotekę Publiczną im. Marii Dąbrowskiej w Słupsku. Na co dzień zajmuje się grafiką komputerową, namiętnie czyta Schulza, kocha zapach asfaltu po sierpniowej burzy.

***

pytasz gdzie bankomat
mrużąc oczy
spoglądamy na linię horyzontu
tam pobieżnym szkicem
ujawniają się zaułki
które trzeba ominąć oraz te
z których nie ma już ucieczki

przejeżdża siódemka
szyny wyją obolałe
mówisz że też cię boli
ale nie masz siły wyć

grzmi w oddali
oddalasz się

Emigracja

chyba tylko Ty to czytasz
przeglądasz nie wiem co
robisz z tymi skrawkami mnie

też na innej mokrej ziemi
też nie możesz się wyrwać

marzę o powrocie do dzieciństwa
lepiej do czasów młodzieńczych
gdzie wiedzieliśmy jeszcze co to koagulacja
subtelne różnice w biodegradacji
fluoryzacji
chlorowaniu rozkładzie jazdy 173

było lekko
muł nie opadał

teraz tylko kwaśne deszcze

Na początku końca

za plecami drzewa
jabłoń to była
złote tańce
markowana cisza wrzosowisk
nie dociera na manowce

ktoś wbija Ci Tobie jemu
nóż w samotny pień
i wyrzyna puszyste serce

tak się dzieją końce końców

Komentarze

Przestrzeń dla poetów – Zofia Balbierz

Źródło: unsplash.com

Źródło: unsplash.com

Poeta: Zofia Balbierz
Ma dwadzieścia lat, studiuje. Obecnie stawia pierwsze kroki w dziennikarstwie. Jej utwory były publikowane między innymi w Angorze, czasopiśmie artystycznym Jednorożec oraz na portalu NoweMyśli.pl. „Wydała” także swój tomik, drukując kilkanaście utworów w formie książeczki. Następnie zostawiała je w Poznańskich Regałach Miejskich. Wiersze najczęściej pisze w notatniku w telefonie. Uważa, że to znak czasów.

 

Orlando

Nie bój się

Już

Światło ślepnie

Muzyka milknie

Biją ostatnie dźwięki

Martwej ciszy

W głuchym uchu.

Nie bój się

Już

Minął ten łez padół

Pozostała w nocy

Każda Miłość

I cierpią też tylko

Pozostali.

 

Fortuna

Jest coś przykrego

W słowie

Niezapisanym.

Gdy bije

Skrzydłami o brzegi

Głowy

Już nawet muska

Opuszki spękane.

Drapie po skroni.

Nie każda myśl

Musi wznosić

Słowa ponad

By wyszły spod

Pióra.

 

Depres(ja)

Nie marnuj proszę

Delikatnej skóry

Wołaj znowu

Łagodne myśli

Nie

O pomoc.

Lament zatrzymasz

Pod mrugnięciem

Tyle siły potrzeba

Do zaśnięcia.

Komentarze

Przed Państwem

1 TROFEA

Piotr Trusik – galeria obrazów (15)

Artysta: Piotr Trusik
Absolwent Państwowego Liceum Plastycznego im. Wojciecha Gersona w Warszawie i studente Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Sztuka to jego pasja.Jest dla niego przygodą, która często staje się nieprzewidywalna, co skłania go do pogłębiania wyrazu, trwania w niej i tworzenia coraz więcej i więcej. Z artystą można skontaktować się pod adresem: trusikow@wp.pl.

Najważniejsze Wystawy:

  • 06- 24.06.2106- Wystawa w Oranżerii Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie „Wilanów Genius Loci Dwa Widzenia”.
  • 05-22.05.2016- Wystawa KISSPRINT Stowarzyszenie Twórców Grafiki Artystycznej w Warszawie. Ul. Wybrzeże Szczecińskie 1, Warszawa
  • 03-31.06.2016- Wystawa pt.,, Portret Fryderyka Chopina’’ Muzeum Fryderyka Chopina w Warszawie
  • 10-2.11. 2014 – Wystawa Malarstwa w Bielańskim Ośrodku Kultury w Warszawie
  • 06.-10.09.2015- Wystawa zbiorowa w Węgierskim Instytucie Kultury, ul. Moniuszki 10 Warszawa.
  • 09.2015- Wyróżnienie w ogólnopolskim konkursie na plakat : Płońsk Punkt Archeologiczny Cieniom Przeszłości. Prezentacja plakatu w przestrzeni publicznej miasta Płońsk, jako plakat festiwalu archeologicznego,
  • 2013- Wystawa grupowa rysunek roku 2013 ,, Najlepsze z Najlepszych’’ Muzeum Karykatury w Warszawie
  • 2013- Ogólnopolskiego Biennale Plakatu „Plakat Młodych” Galeria miejska BWA Bydgoszcz
  • 2011- Wystawa malarstwa i rysunku w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie
  • 2009-2014- Wystawy pokonkursowe w Polsce i na świecie

Konkursy ogólnopolskie: 

  • Stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, 2014.
  • Stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, 2013.
  • I miejsce w makroregionalnym przeglądzie dla uczniów szkół plastycznych, IV miejsce w ogólnopolski przeglądzie dla uczniów szkół plastycznych, Supraśl, Dłużew 2013.
  • Wyróżnienie honorowe w ogólnopolskim konkursie na ,,Rysunek Miesiąca’’-  maj 2013, Muzeum Karykatury w Warszawie
  • Nominacje do nagrody w ogólnopolskim konkursie na ,,Rysunek Miesiąca’’ kwiecień, maj, czerwiec, lipiec, kwiecień, 2012/13 Muzeum Karykatury w Warszawie
  • Grand Prix w ogólnopolskim biennale malarstwa inspirowane twórczością Józefa Czapskiego ,, Pejzaż ludzki’’, Paryż, Kraków, 2013
  • III miejsce w ogólnopolskim konkursie ,,Kompozycje’’, 2012
  • I miejsce w ogólnopolskim konkursie plastycznym ,, Doświadczając Natury’’, śladami twórczości Leona Wyczółkowskiego, Bydgoszcz 2012
  • I miejsce w ogólnopolskim konkursie na rysunek satyryczny ,, Zagrożenia Środowiska Naturalnego Człowieka’’, Jarosław 2012
  • II miejsce w ogólnopolskim konkursie plastycznym,, Kultura Koreańska Oczami Młodych Artystów’’ Centrum Ambasady Korei w Warszawie, 2012
  • II miejsce w VIII ogólnopolskim konkursie plastycznym ,, Kapliczki i Kościoły w Pejzażu Mazowieckim’’, Sierpc 2011
  • Nagroda w XI ogólnopolskim konkursie plastycznym ,,Człowiek w ruchu’’, Pabianice 2011 Konkursy międzynarodowe:
  • III miejsce w międzynarodowym konkursie na rysunek i grafikę inspirowane twórczością Leona Wyczółkowskiego, 2012
  • III miejsce w XV międzynarodowym konkursie plastycznym Zamki, pałace, dwory                         i dworki w otoczeniu parków, Szczecin 2012
  • II miejsce w XXII międzynarodowym festiwalu sztuki pięknej ,, Color Art.’’, 2012.
  • Nagroda w VIII międzynarodowym konkursie plastycznym,, Inne Spojrzenie’’ Sosnowiec 2010
  • Nagroda w międzynarodowym konkursie plastycznym ,,Chopin- inspirator wyobraźni’’, Toruń 2010
  • Nagroda w X międzynarodowym konkursie plastycznym,, Nieustanna Gonitwa za Słońcem w Ogrodach Impresjonistów’’ z cyklu Wielcy Znani i Nieznani, Rybnik 2010

Byt- niebyt
Trwałość- nietrwałość

Powyższe przeciwieństwa zawsze  były punktem wyjścia idei i dociekań egzystencjalnych w wielu dziedzinach życia: filozofii, literaturze, sztuce. Swoje prace wykonałem tradycyjnymi technikami rysunkowymi, malarskimi i graficznymi, zachowując lekkość, świeżość, lapidarność i dramatyzm przedstawiania człowieka, wnętrza lub pejzażu.

Moje figury nawiązują do rzeźby antycznej skupiając się miedzy innymi na defragmentacji i zniszczeniu, którego przyczyną jest czas. Może on wprowadzać w ponury, ale prawdziwy i autentyczny nastrój. Nic na to nie poradzimy, że czas płynie i podczas jego projekcji zachodzą nieodwracalne zmiany.

Komentarze
Komentarze do:

"17"

Zamknij

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. akceptuję