Magazyn Przestrzeń to połączenie codziennej psychologii z kulturą. To miejsce na odnalezienie siebie, dotknięcie swoich emocji, rozwój osobisty. Jest to także płaszczyzna dla sztuki i artystów. Celem magazynu jest promocja świadomego życia, psychologii, ciekawych inicjatyw, szeroko pojętej kultury oraz utalentowanych twórców.

Przestrzeń © 2016



Website credits: MH

13

Przestrzeń
#13

Dokładnie rok temu odważyliśmy się pokazać światu pierwszy numer Magazynu Przestrzeń, mimo lęku i strachu czy podołamy i zadowolimy czytelników. Daliśmy radę – przynajmniej tak nam się wydaje, w przeciwnym razie nie bylibyście dziś wciąż z nami (a jest Was coraz więcej!). Za to serdecznie dziękujemy: za przestrzeń do rozwoju i za zaufanie.

Niezaprzeczalnie odwaga towarzyszy nam od samego początku, dlatego w rocznicowym numerze Magazynu Przestrzeń skupiamy się właśnie na niej. Zastanawiamy się czym ona jest we współczesnym świecie, ale i na co dzień. Piszemy jak ważna jest podczas podejmowania zmian i ile dzięki niej możemy zyskać. Mamy też odwagę podać w wątpliwość szał samodoskonalenia się.

Ponadto, rozmawiamy z Jakubem Koźbiałem, pierwszym Polakiem w historii, który wygrał międzynarodowy poetycki konkurs Castello di Duino pod patronatem UNESCO. Recenzujemy spektakl (A)pollonia. Czytamy o Oskarach i przyznajemy nasze własne Przestrzenie. Poznajemy też zdolną artystkę – Roksanę Kularską-Król i jej kuszący świat królewskiej rozpusty.

Zapraszam do lektury!
Redaktor Naczelna
Joanna Niedziela

Prawdziwa odwaga

 

 

 

 

 

Miej odwagę czasem sobie odpuścić.

 

 

 

 

 

Komentarze

Powoli

Źródło: unsplash.com

Źródło: unsplash.com

Powoli

Ruchome schody pokonuj stojąc
Lewą wolną zostaw tym, którzy myślą, że sekunda to wieczność.
Jeśli biegniesz, to tylko myślami w przyszłość albo dla zdrowia.
Zaczekaj na czerwonym świetle, ono zaraz się zmieni.
Idź swoim tempem do własnego celu,
Nie zważając na chłoszczące rady biznesowych poganiaczy.
Niech promienie słońca oświetlające twój uśmiech
Rozgrzeszą cię z pierworodnego grzechu bezlitosnej autokrytyki.
Żyj dobrze.

 

jacek gientkaAutor: Jacek Gientka
Jestem psychologiem, psychoterapeutą, założycielem Poradni Psychologicznej W stronę zmiany. Tworzeniem poezji, mniej lub bardziej intensywnie, zajmuję się od czasów nastoletnich. Czucie i wiarę cenię na równi ze szkiełkiem i okiem. Lubię dobre jedzenie, prawdziwych ludzi i złe filmy.
Komentarze

Odważ się kolorować!

Kolorowanki dla dorosłych to ciekawy (i coraz popularniejszy) sposób na oderwanie się od codziennych problemów, rozbudzenie w sobie kreatywności, polepszenie nastroju i obniżenie stresu. Konieczność skupienia się na małych szczegółach sprawia, że wyciszamy się. Umożliwia to wejście w tak zwany stan flow – stan między satysfakcją a euforią, podczas którego całkowicie zatracamy się w wykonywanej czynności.  

Kto powiedział, że kolorowanki są tylko dla dzieci?! Odważ się kolorować! 

Specjalnie dla Magazynu Przestrzeń rysunki stworzyła Elżbieta Rowińska-Garbień.
Możesz pobrać je tutaj.

DSCF6550

Elżbieta Rowińska-Garbień – galeria rysunków (3)

Autor rysunków: Elżbieta Rowińska-Garbień
Jest psychologiem-seksuologiem pracującym w Poradni Psychologicznej W stronę zmiany. Rysowanie jest jej uzależnieniem i sposobem na relaks. Lubi ładne miejsca, szczerych ludzi, jazz i dobrą książkę.

Komentarze

Bohater dnia codziennego

graf. Urszula Zabłocka

graf. Urszula Zabłocka

Codzienność może być przytłaczająca, szczególnie kiedy natłok różnych spraw nie pozwala spokojnie odetchnąć, a pędzące życie przecieka przez palce. Kolejne dni zlewają się w jedno, a pragnienie wytchnienia zamienia się w narastającą irytację. Mimo że taki stan rzeczy jest częsty, można go odmienić i to w niezwykły, ale ryzykowny sposób.

Dużo zależy od tego, jak bardzo przytłacza Cię codzienność i czy masz w sobie choć odrobinę odwagi. Odwagi na zrobienie czegoś, co może nigdy nie przyszło Ci do głowy. Może to będzie zjedzenie ślimaków, a może powrót z pracy inną drogą. Zaczniesz się zastanawiać nad zmianą fryzury, a może podejdziesz do kogoś i podejmiesz rozmowę. Twoim wyzwaniem może być wszystko, w zależności tylko od tego, czego nigdy nie robiłeś.  Może masz marzenie, które odkładasz na później, bo będzie więcej czasu, pieniędzy, możliwości. Z roku na rok zmniejszasz ilość przyjemności, masz stały krąg przyjaciół, zaplanowane święta, rocznice i urlopy. Wiesz, co się zdarzy w każdy weekend, a dzień nie stanowi dla Ciebie zagadki. Utarte schematy rządzą Twoim życiem, czujesz się bezpiecznie i dobrze, tylko czasem tęsknisz za czymś nieodgadnionym.

Odwaga dnia codziennego to odwaga próbowania nowych rzeczy, mimo pracy, domu i utartych rytuałów. To zagłębianie się w życie, które pędzi do przodu, ale może to być fascynujący i pełny pasji bieg, w którym to Ty będziesz zwycięzcą.

Co możesz stracić? Bardzo dużo, przede wszystkim podejmiesz wyzwanie zmiany swojego życia i to nie w sposób spektakularny i widoczny, a za pomocą małych kroków, których nikt inny oprócz Ciebie może nie zauważyć.  Twoja strefa komfortu zacznie rosnąć w zastraszającym tempie, świat stanie się większy i mniej przewidywalny, zdasz sobie sprawę, że masz mnóstwo możliwości i jeszcze więcej okazji, aby zrobić coś inaczej niż zwykle, aby poznać ludzi, o których poznaniu nigdy nie marzyłeś, a dzień stanie się przygodą, na którą możesz nie być przygotowany. Nowe i nieznane to mniejsze poczucie kontroli, mniejsza pewność, przewidywalność wydarzeń. Nie będziesz znał swoich reakcji, nie przewidzisz wszystkich wydarzeń. Będziesz musiał być bohaterem sam dla siebie, jeśli tylko chcesz żyć bardziej i mocniej.

Może za parę lat zdasz sobie sprawę, że było warto stać się bohaterem dla siebie samego. Szczególnie, gdy przypomnisz sobie rzeczy, których nie zrobiłeś, bo zabrakło Ci odwagi, bo słowa ,,co sobie o mnie pomyślą”, czy ,,to nie wypada” dźwięczały Ci w głowie i zabierały pewność siebie.

Zdanie sobie sprawy, że życie jest dość krótkie i upływa w zastraszającym tempie, pomaga dostrzec uciekające tu i teraz, pozwala ryzykować więcej i podejmować wyzwania, o których nawet się nie myślało, kiedy całe życie to praca, obowiązki i domowe sprawy.

Próbowanie nowych rzeczy, to nie tylko wyśmienita zabawa, ale również ogromna nauka. Dzięki temu możesz stać się bardziej tolerancyjny, wykazywać więcej zrozumienia w stosunku do ludzi o innych upodobaniach czy poglądach. Codzienność nie będzie szarym dniem, w którym nic Cię nie może zaskoczyć, a podróżą, w której każdego dnia doświadczasz życia bardziej. Tylko czy zaryzykujesz?

Komentarze

Każdy koniec świata ma w sobie początek nowego życia

Źródło: kaboompics.com

Źródło: kaboompics.com

Każdy z nas przechodził w swoim życiu choć jeden koniec świata i z pewnością na nie jednym stał zakręcie. Życie nas nie oszczędza i codziennie od nowa uczy pokory. Ale nie tylko… w pakiecie daje nam też resztki nadziei, bo mimo wszystko – „musi być dobrze”. Każdy koniec ma w sobie już jakiś pierwiastek nowej drogi. Nie znasz jej, więc budzi w Tobie strach. Najważniejsze, by ten strach w sobie pokonać i z jeszcze kiełkującą odwagą wejść w to, co przynosi nam życie. Daj się namówić, bo zwyczajnie warto zrobić krok do przodu!

Strach ma wielkie oczy, a czas pędzi co sił

Odkąd pamiętam każdy koniec ‘czegoś’ budził we mnie poczucie strachu. Z jednej strony to zupełnie normalne, ludzkie, przewidywalne, bo przecież wychodzisz z bezpiecznej strefy komfortu. Ale z drugiej strony… to coś, co potrafi skutecznie sparaliżować, zatrzymać w miejscu na długi czas. Tyle, że ten czas nie będzie na nikogo czekał – jest bezwzględny. On będzie przeciekał przez palce i z całych sił pędził przed siebie, biorąc udział we wszystkich życiowych maratonach. A Ty? Zostaniesz na rozdrożu z poczuciem, że COŚ Ci umyka i świadomością, że nie każde COŚ da się odzyskać.

Czas na zmiany!

Ktoś kiedyś powiedział, że zmiany są potrzebne, bo oznaczają postęp. I pewnie większość się z tym zgodzi. Ja się zgadzam i myślę sobie, że wszystko dzieje się w życiu „po coś”. Nawet te złe doświadczenia ostatecznie przekuwamy w most kamieni milowych, po których przejdziemy dalej, mogąc zrobić kolejny krok do przodu. To rozwija, sprawia, że dorastamy i że naprawdę żyjemy. Brak zmian to zgubna stagnacja, totalna monotonia i bezruch. Brak zmian to cicha i powolna śmierć, która potrafi deptać po piętach bez względu na to, w jakim jesteś wieku i ile chorób masz za sobą. Pociesza jednak fakt, że istnieje metoda, dzięki której człowiek może wyrwać się z objęć życiowego letargu. Ta metoda to – odwaga, decyzja i działanie. Najlepiej jest zacząć od małych rzeczy. W głowie pojawił się pomysł o kursie językowym? Nie odkładaj niczego na przysłowiowe „potem”, bo istnieje ryzyko, że będziesz to robić w nieskończoność. Właśnie w tym momencie wykonaj choć jeden mały krok – zadzwoń do szkoły językowej, kup potrzebne materiały, zapisz się na kurs, itd. Wszystko to w swoim czasie zaprocentuje, możesz mi wierzyć na słowo!     

Akt odwagi – wstęp do nowego życia

Dobrze wiem, że każdy koniec świata chce się odłożyć na inny czas. Niech zdarzy się jak najpóźniej, przecież nie jestem jeszcze gotowy/gotowa. Tyle tylko, że na koniec czegokolwiek nigdy nie będzie właściwego momentu. To po prostu musi się zdarzyć. Dzisiaj jestem bogatsza o tę mądrość życiową. Z drugiej strony wiem też, że czasem człowiek musi dotknąć ostatecznych granic, aby wreszcie zrozumieć potrzebę zmiany, a w swojej słabości znaleźć siłę i odpowiednią dozę odwagi. Stąd już bardzo blisko do podjęcia nieodwracalnych decyzji. Kiedy te zapadną, zaczynasz doświadczać prawdziwej magii. Nie potrafię inaczej tego nazwać – słowo „magia” chyba najlepiej oddaje cały ten zbiór pozytywnych zdarzeń, najtrafniej określa szereg dobrych ludzi, którzy nagle stają na Twojej drodze. I wszystko zaczyna układać się w jedną, logiczną całość, jakby w zgodzie z dawno już obmyślonym planem. 

Zacznijmy od początku

Dzisiaj wiem, że szczęścia nie można sobie wmówić. Można go szukać w tych małych rzeczach, licząc, że w ten sposób przysłonimy brak poczucia radości czy satysfakcji ze spraw nieco większych, często dla nas kluczowych. Ale to rozwiązanie na krótką chwilę, które sprawia, że powoli „umieramy”… od środka.

Znajdziesz w sobie siłę, by przetrwać trudne rozstanie, kolejny raz podejść do niezdanego egzaminu, zmienić pracę, adres, kolor włosów. Znajdziesz odwagę, aby pokonać każdą chorobę i nawet jeśli potkniesz się o jakiś kamień na swojej drodze, wstaniesz mocniejszy. Jeśli ja to wiem, prędzej czy później i Tobie uda się zrozumieć, że koniec ZAWSZE oznacza jakiś początek. A przepis na szczęście jest jeden: „Pierwsza zasada życia. Rób rzeczy, których się boisz” (Rebeca Michaelson).    

Komentarze

Czy świat należy do odważnych?

Odwaga. Co to w ogóle jest? Zanim zaczęłam pisać tekst przeczytałam kilkanaście definicji tego pojęcia i jak to zwykle bywa, ilu autorów tyle opinii. Jedni mówią o braku strachu, inni o dobrze wykształconej umiejętności pokonywania go. Odwagą bywa określane zarówno uratowanie czyjegoś życia z narażeniem swojego, jak i uprawianie sportów ekstremalnych, ale także pokazanie się celebrytki na imprezie w niewiele zasłaniającej ciało kreacji. Punkt widzenia zależy więc od punktu siedzenia. Mnie też, w trakcie poszukiwań odwagi w dzisiejszym świecie, urodziło się kilka refleksji.

Źródło: unsplash.com

Źródło: unsplash.com

Myślę sobie, że w czasach wojny czy komunizmu bycie odważnym było czymś naturalnym. Narażanie zdrowia i życia własnego oraz bliskich osób miało miejsce każdego dnia, podczas najprostszych i najbardziej prozaicznych, wydawałoby się, czynności, jak wyjście do sklepu czy rozmowa ze znajomym na ulicy. Możliwe, że gro osób wcale nie postrzegało swoich działań, sposobu swojego codziennego funkcjonowania jako przejawu odwagi, było to po prostu normalne przystosowanie się ludzi do sytuacji, w której się znaleźli. Ja natomiast myśląc o tym, nie mogę wyjść z podziwu i ze zdumienia, jak udawało się im wtedy zachować względną normalność, nawiązywać relacje, budować rodziny, po prostu żyć.

Rozważam więc dalej, co dzisiaj musi się wydarzyć, abyśmy pomyśleli o kimś: odważny człowiek. Niektóre przykłady wydają się oczywiste: uratowanie tonącego, ryzykując własne życie czy stanięcie w obronie napadniętego na ulicy człowieka. O takich osobach czasami  pisze się nawet w gazetach czy zaprasza do telewizji. Mamy też wielu anonimowych bohaterów dnia codziennego. Tysiące samotnych matek pracujących na dwa etaty, żeby dziecko mogło wyjechać na letni obóz, wolontariuszy hospicjów i fundacji wspierający słabszych od siebie, nieoczekujących gratyfikacji finansowej czy ludzi chorujących przewlekle, dla których przetrwanie każdego kolejnego dnia to niejednokrotnie stawianie czoła światu i czającym się w nim niebezpieczeństwom. Wszyscy oni budzą mój podziw i myślę, że są niezłą motywacją do podejmowania dobrych działań i zmian na lepsze w swoim otoczeniu.

Nie każdy z nas ma sposobność wykazania się odwagą w jeden z oczywistych sposobów (ratowanie czyjegoś życia lub zdrowia), nie każdego też los doświadcza tak, aby musiał codziennie prezentować heroizm. Zawsze jednak mamy możliwość zachowania się w sposób, który nie jest może z odwagą tożsamy, ale pokrewny. Taką postawą jest w mojej opinii asertywność. Termin, który w ostatnich latach zrobił furorę i został odmieniony przez wszystkie przypadki. Często spłyca się go tylko do określenia umiejętności odmawiania, a zawiera on w sobie znacznie więcej. W dużym skrócie asertywność oznacza zdolność do wyrażania własnego zdania i prezentowania zachowań, które nie ranią ani mnie ani innych, są jednak zdecydowane i stanowcze. Wbrew pozorom asertywnym nie tak łatwo być, wielu z nas w sytuacjach trudnych zachowuje się agresywnie bądź ulegle, obie te postawy stanowią przeciwieństwo asertywności. Co robisz, kiedy masz odmienne od innych poglądy polityczne i zostajesz poproszony o wygłoszenie swojego zdania? Albo kiedy twój kolega z pracy doświadcza mobbingu ze strony szefa i prosi cię o wsparcie? Czy jeszcze: dobry znajomy regularnie pożycza od ciebie książki i nie oddaje. Jak się zachowujesz? Co robisz najczęściej? Która postawa jest Ci najbliższa?

Wszystkie powyższe przykłady wydają się tak błahe w zestawieniu z wojną czy innym zagrożeniem życia i zdrowia. I całe szczęście, że głównie takie mamy, a sytuacje bardzo niebezpieczne dużo rzadziej są naszym udziałem. Nie zmienia to jednak faktu, że warto tę wewnętrzną odwagę w sobie pielęgnować, trenować ją i podejmować działania, które w naszej osobistej ocenie są odważne, asertywne lub przynajmniej trochę naruszające własne poczucie bezpieczeństwa. Wychodzenie ze (słynnej już prawie jak asertywność) strefy komfortu bardzo dobrze wpływa na rozwój i chociaż bywa trudne, często powoduje wzrost poczucia własnej wartości. A przecież wszyscy lubimy tego rodzaju podwyżki.

Komentarze

Wartość siebie

W okresie dzieciństwa bardzo często odczuwałam nieodpartą potrzebę przytulania się do bliskich mi osób. Twierdziłam wówczas, że muszę wypełnić pustkę, którą czułam w sobie. Ich obecność dodawała mi odwagi i siły w życiu codziennym, a przytulenie pozornie niwelowało poczucie braku. Dopiero po wielu latach odkryłam czym była ta pustka, której jako dziecko nie potrafiłam nazwać. Wiązała się ona z brakiem wiary we własne możliwości i licznymi kompleksami. Pomimo, iż cała rodzina określała mnie jako odważną, rezolutną dziewczynkę, to ja jednak wcale tak o sobie nie myślałam. Siłę i motywację czerpałam od ludzi, którzy mnie otaczali. To dla nich chciałam się sprawdzać i im zaimponować.

Źródło: kaboompics.com

Źródło: kaboompics.com

Charakterystyczna pustka przestała mi doskwierać dopiero wtedy, gdy wzięłam życie we własne ręce i sama zaczęłam wyznaczać jego tor. Stałam się niezależna, bo zdobyłam się na odwagę żeby myśleć o sobie, dla siebie.

Pustka, czy raczej brak wiary we własne możliwości może pogłębiać się poprzez: niedowierzanie, przykre komentarze, wyręczanie, niemożliwość realizacji marzeń i sprawdzenia się w różnych zadaniach, zahamowania, wygodnictwo, lęk oraz wiele innych czynników specyficznych dla każdego z osobna. Sęk w tym jak zahamować jej przerzuty na coraz to nowe obszary naszej wizji siebie, a w ostatecznym rozrachunku usunąć jej wydeptane ślady.

Zacznijmy od tego, że wyrzucimy z naszego słownika słowa „ja zawsze…”, „ja nigdy…”. Określenia te destrukcyjnie wpływają na nasze myślenie. Dla przykładu osoba, która mówi: „dlaczego ja zawsze muszę się ośmieszyć?”- nie będzie potrafiła nabrać do siebie dystansu. Powtarzanie sobie podobnych haseł niczym mantra jest jak samospełniające się proroctwo, które tylko utwierdza człowieka w błędnym przekonaniu. Zamiast tego przemyślmy ile razy dokładnie doświadczyliśmy jakiejś sytuacji. Dzięki temu będziemy mogli zdroworozsądkowo podejść do tematu i stwierdzić: „fakt, zdarzyło mi się raz czy dwa ośmieszyć się w oczach innych. Jednak jakie to będzie miało znaczenie za miesiąc czy rok?”.  Prawda, że brzmi to inaczej?

Kolejną ważą sprawą jest zaprzestanie porównań. Musimy pamiętać, że nie ma dwóch takich samych osób. Każdy z nas wzrastał w różnym środowisku, posiadł inne cechy i predyspozycje, ma odmienny temperament, posiada unikalne cele, czy marzenia. Z tego względu jakiekolwiek próby porównywania się z kimś innym, będą błędne i do niczego nas nie doprowadzą.

Najważniejszym jednak czynnikiem, bez którego zmiany w naszym myśleniu o sobie nie ruszą, jest odwaga. Tylko dzięki niej będziemy w stanie być sobą i czerpać z tego satysfakcję. Żadne półśrodki w tym aspekcie nie zadziałają. Odwaga pozwala podejmować kroki, których bez jej wsparcia nigdy byśmy nie poczynili. Dzięki niej nie jesteśmy zdani na bezsilność i ucieczkowe poleganie na decyzjach innych ludzi, ale jesteśmy panami własnego losu i stajemy się odpowiedzialni za jego kreację. Odwaga sprawia, że ludzie z naszego otoczenia przestają wątpić, a zaczynają wierzyć i dopingować. Zmiana perspektywy siebie samego zmienia ją również w świadomości otoczenia. Jeżeli będziemy z siebie dumni, niezależnie od tego, co robimy, nagle odkryjemy, że nie potrzeba nam uznania innych osób, ale i tak go dostaniemy. Tylko tym razem nie będzie on wyznacznikiem naszej wyjątkowości, a miłym dodatkiem do ogólnego zadowolenia z siebie.

W jak sposób możemy wzniecić w sobie odwagę? Warto zacząć od radości z małych decyzji, podejmowania wyzwań, akceptacji siebie, pracy nad tym, co chcemy i możemy w sobie wypracować. Pamiętajmy jednak, że odwaga życiowa nie jest nam dana raz na zawsze. Istnieje bowiem wiele czynników, które mogą próbować ją złamać i tylko od nas zależy, czy będziemy potrafili ją przy sobie utrzymać, bądź na nowo pozyskać.

Komentarze

Życie wprost i bez ograniczeń. Bo tak lubię!

Patrzę na ludzi, bo z natury lubię obserwować. I dochodzę do wniosku, że niewielu z nich naprawdę ŻYJE. Tak po prostu – pełną piersią, odważnie, ciesząc się każdą głupotą, łapiąc te najmniejsze chwile. Powiesz, że dziś to wyczyn. Zgodzę się, ale… z doświadczenia wiem, że warto się zdobyć na życie wprost, życie bez sztucznych ograniczeń. I tak wystarczająco dużo w nim niedopowiedzeń, złości, agresji, nienawiści i milczenia, aby dodatkowo utrudniać sobie każdy jeden krok. Nie sądzisz?

Źródło: kaboompics.com

Źródło: kaboompics.com

Dobre życie – czyli jakie?

Jak brzmi scenariusz dobrego życia? Każdy ma swój, ale według mnie istnieją rzeczy, bez których życie staje się tandetną podróbką, a szczęście – wmawianiem sobie, że lepiej być już nie może.

Stłumione uczucia i emocje

Jesteśmy ludźmi – myślimy, czujemy, przeżywamy po swojemu. Ale po co wkładać maskę i to ukrywać? Długo w taki sposób nie wytrzymasz, przyjdzie dzień, w którym wybuchniesz… od nadmiaru uczuć i emocji. Spróbuj czasem wyrzucić z siebie to, co domaga się ujścia. Potrzebujesz, jak każdy, przestać mówić jedynie szeptem. Czujesz bezradność, złość albo żal? Płacz, krzycz i tup nogami, jeśli czujesz, że inaczej nie potrafisz. W każdej sytuacji po prostu bądź sobą – to najlepsze, co możesz zrobić. Bądź, czuj, słuchaj, naucz się rozumieć, czasem się wykrzycz, czasem śmiej się zupełnie spontanicznie. Zdejmij maskę, która uwiera i pozwól mówić temu, co siedzi pod spodem lub woła ze środka.

Ucieczka od wolności

Jak często okazujemy się tchórzami? Za często… bo za dużo w nas strachu. A kiedy przyjdzie nam stanąć z nim oko w oko, kulimy się i uciekamy. Wciąż za mało w nas odwagi, aby zostać, powiedzieć coś szczerze i prosto w oczy, wziąć odpowiedzialność za swoje czyny i decyzje. Zadaj sobie tylko jedno pytanie: zawsze już chcesz uciekać? Od wszystkiego można odejść, ale istnieją rzeczy, od których po prostu nie można uciec, nawet jeśli odejdzie się od nich bardzo daleko. Możesz być pewien, że w swoim czasie wrócą. Człowiek, który ciągle ucieka, nigdy nie będzie wolny i szczęśliwy, za dużo uwagi i energii traci na morderczy bieg przed siebie.

Odrzucania zmian

Zmiany są potrzebne – czy tego chcesz, czy nie. W końcu symbolizują postęp. Nikt nie chce stać w jednym i tym samym miejscu zbyt długo. Ty również. Czasem trzeba umieć zaryzykować, choćby po to, aby nie żałować wszystkich tych niewykorzystanych szans, które przeszły obok nosa. Wyjrzyj czasem z wygodnej i bezpiecznej strefy, bo to, co nieznane może się okazać dużo lepszym wyborem. Odrzuć wszystkie „trzeba”, „należy”, „powinnam/powinienem”, wszystkie „tak będzie łatwiej”. Z pokorą bierz to, co daje życie. Dzięki temu, że dzisiaj spróbowałeś, jutro z satysfakcją powiesz: niczego nie żałuję!

Powroty do przeszłości

Przeszłość to przeszłość, najlepiej i najrozsądniej odłożyć ją na półkę, zostawić gdzieś za sobą. Wyciągnąć wnioski, zamknąć drzwi na klucz i wyrzucić go za siebie po to, by już nigdy nie móc wrócić (choćby nawet jedną nogą!). Swoim celem uczyń DZISIAJ i JUTRO. To najlepsza inwestycja, która w dodatku z pewnością się zwróci.

W pogoni za szczęściem

Sztuka dobrego życia to szczerość w każdym aspekcie życia, to odwaga i poczucie wolności, to każda zmiana – ta na lepsze i ta na gorsze, to umiejętność planowania jutra oraz bycia „tu i teraz”, to rozmowa z drugim człowiekiem – potrzebna do życia niczym dobre jedzenie. Sztuka dobrego życia to szczęście bez wyrzutów sumienia, bez żadnego „ale”. I wiesz co? – można się jej nauczyć!

Komentarze

Nowy lepszy człowiek

graf. Urszula Zabłocka

graf. Urszula Zabłocka

Wstyd należy zwalczyć, a odwagę gloryfikować, pielęgnować i pieścić. Tylko ona pomoże nam osiągnąć sukces, dzięki niej każdy z nas stanie się Rockefellerem, człowiekiem sukcesu, filantropem, macho, kim chce. Użyjmy swej siły wewnętrznej i zlokalizujmy źródła wstydu, a potem strzelajmy do nich z karabinu maszynowego zwanego samoświadomością i akceptacją. Pogódźmy ze sobą swoje ego, superego i id, niech razem z nami kroczą schodami do nieba autospełnienia.  Ryzykujmy, podejmujmy działania, które służą naszemu autorozwojowi. Idźmy po trupach, nie zważajmy na etykę, a moralnością wytrzyjmy styrane ciągłym parciem do przodu czoła. Bądźmy autentyczni, odrzućmy zasady, nie patrzmy na innych. Inni w końcu prą równie bardzo, jak się zapatrzymy to możemy zwolnić, a jak zwolnimy, to nie nadrobimy. Uprawiajmy sporty, sporty to siła, jedzmy warzywa, warzywa to zdrowie i czytajmy cztery książki dziennie, bo książki to niezaprzeczalna mądrość. Jednak przede wszystkim nie bójmy się, i bynajmniej nie kochać innych ludzi, nie bójmy się bać, bo boją się tylko ci gorsi ludzie, ludzie bez sukcesu.

Zredagowanie powyższego fragmentu doprowadziło u mnie do tymczasowego obumarcia wiary w XXI wiek. Wy macie pełne prawo stracić szacunek do mnie, jednak powyższe informacje to ani mój wymysł, ani kiepska literatura absurdu, ale delikatnie podszlifowana synteza informacji z blogów coachingowych. Przygotowując się do tego artykułu dokuczył mi brak weny, a przede wszystkim odwagi. O pomoc w mojej opłakanej sytuacji zwróciłam się do tych, którzy swoją pasją coachingową dzielą się z ludźmi przez Internet. Internet nie zawsze musi być pomocny, ale na pewno inspiruje.

Trudno piętnować idee coachingu. Są bardzo trafne, a do tego ponadczasowe. Kiedy oglądam niektóre wystąpienia to zakrawają one o formę świeckich kazań. Każda epoka potrzebuje swojej własnej dynamiki, ale właściwie czym może być fenomen coachingu w oczach opóźnionego humanisty?

Dążenie do perfekcji jest jednym z głównych przywilejów gatunku ludzkiego. Obserwując zwierzęta naprawdę trudno mi się zgodzić z poglądami o braku duszy, a tym bardziej czysto instynktownym działaniu, kompletnej niewinności czy autorefleksji. Z drugiej strony nie widziałam, aby mój kot przez ostatnie kilkanaście lat swojego dumnego życia wyraził jakąkolwiek chęć samodoskonalenia. Nigdy też nie byłam świadkiem, aby mama lub babcia, komentowała mruczki poznane wiele lat temu. O kocich pokoleniach na przestrzeni wieku po prostu się nie mówi. Z naszej perspektywy one nie ewoluują w sposób spektakularny.

Człowiek za to sięga dalej i wyżej. Odnajdzie bryłkę złota, musi mieć je całe. Jeśli weźmie wszystko, przesieje całą okolicę. Kiedy zbada całą ziemię, sięgnie po inne planety. Im nasza cywilizacja starsza, tym jej rozwój przebiega szybciej. Jak bardzo krótkowzroczna byłam w wieku lat dziewięciu… Marzyłam o kolorowym wyświetlaczu, zupełnie nie przewidując, że dekadę później odpędzać się będę od trójwymiarowych hologramów. Nie ma niczego złego w rozwoju techniki, nauki, ani w rewolucjach społecznych. Jedno, co mnie w tym wszystkim martwi to fakt, że zdobyta wiedza staje się narzędziem realizowania nieco wygórowanych ambicji. Wygładzanie zmarszczek, usuwanie tłuszczu, naciąganie skóry, modelowanie pośladków, napinanie torsu i doklejanie włosów to jedno. Obserwując, a zarazem uczestnicząc, w panujących w społeczeństwie trendach bardziej od przymusowej siłowni zastanawia mnie idea wyciskania i rzeźbienia idealnego charakteru.

Nieopanowany optymizm, wiarę w lepsze jutro, spryt i intelekt, poczucie humoru i przenikliwość dotychczas posiadali tylko królewicze Disney’a i Krzysztof Ibisz. Teraz potrzebuje go zwykły Kowalski, i ja i w sumie reszta świata też. Kiedy słucham bardzo charyzmatycznych przemówień o tym, że sukces to tylko kwestia tego, abym wiedziała czego chcę, jak to osiągnąć, czego unikać, jak wykorzystać innych i jeszcze do tego być przekonaną, że mi się uda, odważnie i bez skrępowania dążyć do celu, to budzi się we mnie proste pytanie: po co? Mieć pieniądze lub dużo pieniędzy? A może więcej pieniędzy niż mają inni…

Chciałabym móc wierzyć, że ta przemyślana manipulacja i stawianie coraz to nowych wymagań mają jednak jakieś wyższe zastosowanie. Skoro jest nowy, lepszy świat, to będzie też nowy, lepszy człowiek, a wychwalana na piedestał Odwaga posłuży nam kiedyś do czegoś więcej niż skuteczna gra na giełdzie i rozwiązywanie case’ów.

Komentarze

Odwagą wojuj o szczęście

Nie ma szczęścia bez odwagi. To od niej wszystko się zaczyna. Ona jest motorem do zmian. Ona nakręca nas do podejmowania nowych wyzwań, do działania, do prób. 

fot. Magazyn Przestrzeń, JH

fot. Magazyn Przestrzeń, JH

Trzeba mieć przecież niesłychaną odwagę, by zawalczyć o własne szczęście.

Często słyszy się, że ktoś rzucił bardzo nudną i męczącą pracę, np. w korporacji, by w zamian poświęcić się swojej pasji, robić wreszcie to, co kocha. I rzeczywiście – niełatwo jest przecież z dnia na dzień zmienić swoje życie. Niełatwo jest zrobić ten pierwszy, decydujący krok…

Czy to oznacza, że staliśmy się odważniejszym społeczeństwem, niż choćby te dziesięć lat temu? Czy może po prostu coś w nas pękło, doszliśmy wreszcie do wniosku, że nie warto marnować swojego, i tak krótkiego, życia na bycie z niewłaściwą osobą, pracę w nieodpowiednim miejscu, czy tryb życia podporządkowany innym? Cokolwiek by za tym nie stało, podejrzewam, że te zmiany wyjdą nam bardzo na dobre.

Trzeba przecież niesłychanej odwagi, by wreszcie powiedzieć tej jednej, jedynej osobie, co się do niej czuje. Trzeba potem jeszcze większej wytrwałości, by wytrzymać jej reakcję. Wtedy nie można się już wycofać, nie można stchórzyć; trzeba trwać do końca. Cokolwiek by się nie działo, nie ma już odwrotu.

Trzeba też niesamowitej odwagi, by zaryzykować swoją przyszłość i wreszcie zacząć robić to, co naprawdę się kocha. Uważam, że w życiu każdego człowiek zdarza się taki jeden, dwa, góra trzy momenty, kiedy na horyzoncie pojawia się ta szansa, że jeszcze wszystko da się zmienić, wszystko postawić do góry nogami i zacząć od nowa. Często bywamy na tę szansę ślepi. Zasłaniamy oczy, odwracamy głowę, chowamy ją do piasku jak struś. Boimy się, co powie matka, ojciec i sąsiadka. Koledzy wyśmieją? Nie są warci naszej uwagi. Dziewczyna nie zrozumie i będzie się martwiła tylko o pieniądze? Naprawdę, są takie, które raz obejmą cię spojrzeniem pełnym fascynacji, i nigdy już nie spojrzą na ciebie inaczej.

Nie warto marnować tych małych chwil, bo to z nich składa się nasze życie. Wszystko rozgrywa się o ten czas. Wydaje się, że mamy go naprawdę dużo. Często bywamy znudzeni tym, jak on wolno płynie. Tak naprawdę to nie widzimy, że on przecieka, przecieka nam przez palce…ale z prędkością światła. Nie jesteśmy w stanie tego dostrzec i nie umiemy uwierzyć, że tak po prostu jest. Nic nie jesteśmy w stanie na to poradzić.

Możemy jednak go dobrze wykorzystać. Możemy wprowadzić odwagę na stałe do naszego życia. Odwagę cywilną – w obronie słabszego, mniejszego, drugiego człowieka. Odwagę życiową – w obronie własnego szczęścia, pasji, namiętności i miłości. Odwagę człowieka – po prostu.

Nie każdy to potrafi, niestety. Łatwiej jest odwrócić wzrok, gdy widzi się ludzkie nieszczęście na ulicy. Łatwiej jest bezmyślnie wpatrywać się w ekran komputera i tylko marzyć o „lepszym jutrze”. Zdecydowanie łatwiej jest nie podejmować wyzwań, trwać w tym samym miejscu, nie robić nic nowego, nic nie wprowadzać do swojego życia.

Tylko ja mam jedno pytanie: jak długo tak można?

Kiedy przecież musi w nas coś pęknąć. Musi do głosu dojść nasza ludzka ciekawość świata, nasz skrywany upór, nasze pasje, marzenia, ambicje. Odczytajmy dobrze ten moment i pozwólmy im przejąć stery naszego życia! Jedno jest pewne: nie pożałujemy.

Komentarze

Odwaga wierszem pisana

Jakub Koźbiał pochodzący z Grudziądza  i aktualnie studiujący psychologię na Uniwersytecie Gdańskim, jako pierwszy Polak w historii został laureatem Grand Prix  w międzynarodowym konkursie poetyckim Castello di Duino pod patronatem UNESCO. O nagrodę ubiegało się aż 12 tysiecy utworów z 90 krajów. Za wiersz Martwe morze o wyjątkowych walorach społecznych i humanitarnych został uhonorowany medalem od Prezydenta Republiki Włoskiej. Jakub jest również laureatem wielu ogólnopolskich konkursów literackich. W wolnym czasie maluje, rysuje, zajmuje się fotografią, tworzy poezję i prozę. Lubi chodzić na koncerty i imprezy oraz czytać dobrą literaturę. Z Jakubem rozmawiamy o jego pasji, odwadze do wzięcia udziału w międzynarodowym konkursie i planach na przyszłość.

Źródło: unsplash.com

Źródło: unsplash.com

Martwe morze

Pomiędzy odpływającymi żaglami ukryłaś się we mnie. Nocą, w poszukiwaniach

wielkiej niedźwiedzicy, gdy skamieniałości tonęły w morzu, szkicowałem na piasku

nasz dom. Nad brzegiem mówiłaś, jak pozbyć się szaleństwa.

Śmierć nie nadejdzie – powtarzałaś. 
 

Powoli fale zabierały ślady.
 

Wodorosty kleją się do rąk. Butelka bez listu odpływa.

Moja skóra blednie, jak horyzont.

Pamięć ma słony smak

(zwycięski utwór Jakuba Koźbiała w kategorii I „Poezja nieopublikowana”)

 

Joanna Niedziela: Skąd w ogóle pomysł na wzięcie udziału w międzynarodowym konkursie Castello Di Duino?
Jakby Koźbiał: Zauważyłem, że widnieje na wielu stronach ogłoszenie o tym konkursie. Zdawałem sobie sprawę, że jest to ważny konkurs pod patronatem UNESCO, a cel był szczytny, ponieważ częściowo nagrody pieniężne zostaną przeznaczone na rzecz fundacji wspierającej dzieci, które są ofiarami wojny. Zyski ze sprzedaży pokonkursowej antologii również zasilą konto tej fundacji. Poza tym chciałem siebie sprawdzić. Zobaczyć, czy moja twórczość zostanie doceniona za granicą.  Nawet do głowy mi nie przyszło, że mogę zwyciężyć. Na co dzień staram się być realistą, ale liczyłem na wyróżnienie, więc może taki skromny nie jestem (śmiech).  Odczuwam silną wewnętrzną potrzebę osiągnięć, udało mi zdobyć nagrody i wyróżnienia w ogólnopolskich konkursach. Wprawdzie żadnego nie wygrałem, ale parę razy stanąłem na podium.  Chciałem zrobić krok dalej, stąd udział w międzynarodowym konkursie Castello di Duino. Każdy konkurs otwiera inne perspektywy, dlatego warto brać w nich udział. Nie należy się poddawać. Jeśli ktoś ma pasję i talent, większy sukces prędzej czy później sam przyjdzie.

JN: Jest to konkurs dla osób do 30 r.ż. Od dawna pisze Pan poezję?
JK: Na studiach zacząłem pisać rymowanki dla zabawy. Znajomi musieli mnie uświadamiać, że mówię wierszem. Dodam, że były to zwykłe rymowanki pozbawione walorów artystycznych.  Po pierwszym roku studiów miałem dłuższą przerwę w tej dziedzinie. Ciągle zmieniałem plany życiowe, bo do końca nie wiedziałem, co chcę robić w przyszłości. Gdy przerwałem studia psychologiczne na początku trzeciego roku, zacząłem realizować inne pasje: malarstwo i rysunek. Później miałem egzaminy na studia artystyczne, ostatecznie dostałem się na wzornictwo przemysłowe. Wtedy powróciła potrzeba pisania. Jednak po kilku miesiącach zrezygnowałem z tego kierunku.  Wróciłem do rodzinnego miasta i podjąłem pracę jako fotograf. Czekałem do kolejnego roku akademickiego, aż będę mógł wznowić studia na psychologii.  Tworzenie poezji daje mi poczucie stabilności w życiu.

JN: Mimo że był Pan laureatem ogólnopolskich konkursów, nie publikował Pan swoich dzieł. Czy do takiej decyzji trzeba dojrzeć?
JK: Nie publikowałem w formie papierowej, bo nie było to dla mnie konieczne na tym etapie tworzenia i chyba nadal nie jestem pewny czy to jest dobry moment. Najpierw chciałem sprawdzić, czy te utwory będą pozytywnie odbierane w różnych regionach i zacząłem je wysyłać na konkursy. Tak, wydaję mi się, że trzeba dojrzeć i mieć świadomość, że tak łatwo nie da się osiągnąć sukcesu. W każdym konkursie jest inne jury. Każdy posiada odmienną wrażliwość, preferuje inny rodzaj poezji, ma różne doświadczenia. Poza tym nie zawsze to, co trafia do autorytetów, może przemówić do publiczności, a nawet opinie krytyków mogą być odmienne.  W gruncie rzeczy odbiór dzieł artystycznych w różnych dziedzinach sztuki jest bardzo subiektywny, są różne gusta. Na samym początku publikowałem teksty na portalach literackich, np. na portalu pisarskim e-literaci oraz na poemie. Uważam, że ważna jest konstruktywna ocena osób obeznanych z literaturą. Na tych portalach redaktorzy udzielają również cennych rad.  Powinno się korzystać z otrzymanych wskazówek z pokorą, bo to stwarza możliwość rozwoju, który może zaprowadzić kogoś gdzieś dalej.  Poza tym różność punktów widzenia poszerza horyzonty myślowe.

JN: Czym jest dla Pana pisanie poezji?
JK: Mimo że studiuję psychologię, cały czas proces ten jest dla mnie zagadką, to się dzieję chyba w obrębie podświadomości. W moim wypadku to są chwilowe stany, kiedy nagle zaczynam pisać, których tak właściwie nie da się przewidzieć i wyrazić żadnymi słowami. Prawdopodobnie pisanie poezji jest dla mnie mocowaniem się ze światem, który jest niemożliwy do ruszenia 

JN: Co pomaga Panu w pisaniu?
JK: Każdy dzień może być inspirujący, pewnie to, co się dzieje dookoła.

JN: Jak Pana rówieśnicy odbierają nietypową w naszych czasach pasję?
JK: Mam wiele pasji, więc wydaje mi się, że chyba pozytywnie. Nawet rodzina jest już inaczej ustosunkowana. Chociaż wcześniej uważali, że to strata czasu. Podobnie było, gdy dowiedzieli się o mich planach dostania się na studia artystyczne.

JN: Jest Pan studentem psychologii. Czy wiedza na temat ludzkiej psychiki i jej funkcjonowania pomaga Panu w pisaniu?
JK: Jak najbardziej, w dużej mierze wiedza psychologiczna jest przydatna w ukazywaniu zjawisk społecznych, różnych sytuacji, ról, kultur, obalaniu mitów, demaskowaniu realiów, nakreśleniu ciekawych psychologicznych portretów różnych osób.  Na pewno ułatwia stworzenie utworów, obrazów i historii, w których odbiorca odnajdzie się na nowo.  Powiąże je z własnym bagażem doświadczeń i zinterpretuje na swój sposób. Psychologia pomaga w zrozumieniu różnych aspektów życia, zachowań, problemów, mechanizmów działania człowieka dzięki pogłębionej obserwacji świata, a to jest istotne w ukazywaniu prawdy, niekoniecznie tej przyjemnej, ale przecież nikt nie mówił, że życie będzie sprawiedliwe i usłane różami.

JN: Czy wrażliwość poety może być przydatna w zawodzie psychologa?
JK: Myślę, że w każdym zawodzie jest przydatna wrażliwość i empatia, wyjątkiem od reguły jest zawód krytyka artystycznego (śmiech). Mimo to chciałbym w przyszłości nim zostać. Niewykluczone, że pójdę w tym kierunku, a w dalszej przyszłości myślę o tym, aby studiować malarstwo.

JN: Na kiedy planuje Pan premierę swojego tomiku?
JK: Prawdę mówiąc to nie wiem, kiedy podejmę ostateczną decyzję. Może wydam tomik tylko poza granicami kraju, trudno przewidzieć jak potoczy się moje życie.  

Komentarze

(A)pollonia – recenzja spektaklu

Umrzeć też trzeba mieć odwagę – być może nawet największą. A śmierć złożona przez kobietę w ofierze, jest tym bardziej śmiercią odważną. W spektaklu (A)pollonia w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego poznajemy trzy różne historie kobiet, które poświęciły się dla innych, głównie dla mężczyzn – Ifigenię (Magdalena Popławska), która umarła za ojczyznę, a jej śmierć pozwoliła jej ojcu Agamemnonowi (Maciej Stuhr) wygrać wojnę, Alkestis (Magdalena Cielecka), która oddała życie za męża (Jacek Poniedziałek), i Apolonię Machczyńską (Magdalena Cielecka) – zamordowaną przez Niemców za ukrywanie Żydów. Bohaterkami są trzy ofiary – ofiary z życia – ofiary losu, przeznaczenia, wojen. Są ofiarami przymusowymi i dobrowolnymi.  

fot. Magda Hueckel, Nowy Teatr

fot. Magda Hueckel, Nowy Teatr

Z pozoru heroiczne, wymagające niezwykłej odwagi, ale przede wszystkim podyktowane bezinteresowną i bezgraniczną miłością, zachowanie bohaterek, które miało uczynić świat lepszym, uchronić innych przed rychłą śmiercią, pokonać fatum i oszukać przeznaczenie, doprowadza do szeregu odrębnych konsekwencji. Spektakl ukazuje wagę odpowiedzialności za czyny każdego człowieka. Działania bohaterek podjęte w dobrej wierze w ostatecznym rozrachunku przyniosły ból, zło, cierpienie najbliższych i znacząco wpłynęły na dalsze losy innych. Śmierć Ifigenii zrodziła w rodzinie wzajemną nienawiść, chęć zemsty, ofiara Alkestis podzieliła rodzinę męża, a on sam udowodni, że na taką ofiarę nie zasługiwał, natomiast dorosły syn Machczyńskiej (Marek Kalita), podczas mowy, odbierając w imieniu matki medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, wyznaje z goryczą, że nie może jej wybaczyć wyboru, którego dokonała – według niego obcy liczyli się bardziej niż jej dzieci, skazując ich przy tym na los sierot. Jaki jest więc sens ofiary i poświęcenia? I kto ma prawo decydować o śmierci?

fot. Magda Hueckel, Nowy Teatr

fot. Magda Hueckel, Nowy Teatr

Bazując na fragmentach tekstów antycznych i współczesnych, wykorzystując różne środki i formy przekazu (chat, konferencja, show, itd.) reżyser w klarowny (choć pięciogodzinny) sposób ukazuje motyw ofiary i jej sensu, winy, zemsty, przebaczenia, a elementem łączącym to wszystko, jak zwykle okazuje się być – miłość. Warlikowski polemizuje, w sposób wielokierunkowy próbuje odpowiedzieć na wyżej zadane pytania, a w tym wszystkim pomagają mu nie tylko ludzie, ale także bogowie i herosi, ofiary i kaci. A liczne nawiązania do różnych utworów, a przede wszystkim ukazanie tego aspektu życia osadzonego w dziejach ludzkości od antyku po współczesność, uświadamia uniwersalność i aktualność podjętego tematu.

Polska premiera spektaklu odbyła się 16 maja 2009 roku w Warszawie w Fabryce Wódek Koneser. Spektakl powstał w oparciu o teksty Ajschylosa, Eurypidesa, Hanny Krall, J. M. Coetzeego i wielu innych.

Komentarze

O Oskarach

Co zapamiętamy z tegorocznych Oskarów? Na pewno triumf Leonardo DiCaprio. Po dwudziestu dwóch latach oczekiwania i przy piątej już nominacji, wreszcie się udało. Warto zwrócić uwagę na mowę aktora przy odbieraniu statuetki, która poza podziękowaniem współpracownikom, zawierała apel dotyczący ocieplenia klimatu:

„Na koniec chcę powiedzieć: w ‘Zjawie’ chodzi o relację człowieka z przyrodą, naturalnym światem. Naturalny świat, który odczuwaliśmy w 2015 r., był najgorętszym w historii. Nasza ekipa musiała przejść na południowy kraniec planety, żeby znaleźć śnieg. Zmiana klimatu jest prawdziwa, ona dzieje się teraz. To największe zagrożenie, w obliczu którego stoi teraz nasz gatunek, musimy wspólnie działać i nie zwlekać. Musimy wspierać przywódców na całym świecie, którzy nie dogadują się z wielkimi trucicielami, ale działają na rzecz całej ludzkości, dla rdzennej ludności świata, na rzecz miliardów ubogich ludzi, których ten problem dotyka najbardziej. Dla dzieci naszych dzieci, dla ludzi, których głosy zostały zagłuszone przez politykę chciwości.”

Zamiast opatrzonego już zdjęcia Leo z Oskarem, warto spojrzeć na obraz hollywoodzkiej przyjaźni:

Kate Winslet czekająca na ogłoszenie werdyktu. Źródło: twitter.com

Kate Winslet czekająca na ogłoszenie werdyktu. Źródło: twitter.com

Trudno nie mówić o światopoglądowych czy wręcz politycznych akcentach dotyczących najlepszego, według Akademii, filmu.  „Spotlight”, okrzyknięty przez polskie media „filmem o aferze pedofilskiej w Bostonie”, dotyczy skandalu pedofilskiego w szeregach kościoła katolickiego. Trudny temat jest jednak potraktowany inaczej, niż przyzwyczajeni są do tego widzowie. Temat nie został potraktowany jednostkowo, całej aferze, jak i trudnościom w dociekaniu prawdy możemy przyjrzeć się z szerszej perspektywy. Na pierwszym planie mamy bowiem świetnie przeprowadzone dziennikarskie śledztwo. „Papieżu Franciszku: nadeszła pora, aby bronić dzieci i odnowić wiarę” –powiedział Michael Sugar, producent filmu.

Od lewej: Billy Crudup, Brian d'Arcy James, Mark Ruffalo, Rachel McAdams, John Slattery, Michael Keaton i Liev Schreiber z Oscarem za “Spotlight”. Źródło: bostonglobe.com

Od lewej: Billy Crudup, Brian d’Arcy James, Mark Ruffalo, Rachel McAdams, John Slattery, Michael Keaton i Liev Schreiber z Oscarem za “Spotlight”. Źródło: bostonglobe.com

Kiedy niemalże wszystkie nominowane filmy są już dostępne… na DVD, warto przyznać własne Oscary, we własnych, osobistych kategoriach. Pozwolę sobie więc przyznać Przestrzenie, a filmy wybrać z Oskarowej listy, jednak nie z wiodącej kategorii.

Przestrzeń dla tożsamości

„Dziewczyna z portretu” to film nominowany za pierwszoplanową rolę męską (Eddie Redmayne), drugoplanową rolę kobiecą – wygrana Alicia Vikander, scenografię i kostiumy. Opowiada on historię małżeństwa malarzy Einara i Gerdy Wegener. Małżeństwa, które zostaje poddane próbie, kiedy Einar, a właściwie Lilly odkrywa swoją kobiecą tożsamość. Obraz aż kipi od emocji, pokazuje trudną drogę, jaką miała do przejścia malarka, aby dokonać korekcji płci na zgodną ze swoją płcią psychiczną. Nie jest to jednak film skupiający się jedynie na przeżyciach Einara/Lilly, ale ukazujący znacznie szersze tło: małżeńskie oddanie, przyjaźń oraz dojrzałość. Czy można przykładać rękę do rozpadu małżeństwa, aby druga osoba była szczęśliwa? Nie jest to film o tolerancji czy nietolerancji, jest to film o istocie bycia sobą i wartościach, jakie wybieramy. Takich prawdziwych, ogólnoludzkich, bez podziału na prawicowe czy lewicowe.

Lilly Elbe i jej odtwórca – Eddie Redmayne. Źródło: telegraph.co.uk

Lilly Elbe i jej odtwórca – Eddie Redmayne. Źródło: telegraph.co.uk

Przestrzeń dla rozrywki

„Joy” otrzymał jedną nominację dla aktorki pierwszoplanowej. Brie Larson („Pokój”) zabrała jednak Oskara Jennifer Lawrence, która wcześniej jednak otrzymała Złoty Glob za tę samą rolę. Joy Mangano jest samotną matką żyjącą w dziwnej relacji z ojcem jej dziecka, zmagającą się z kłótniami swoich rodziców i cieszącą z relacji ze swoją babcią. Ta ostatnia jest osobą, która w nią wierzy, która utwierdza Joy w jej wyjątkowości i przeznaczeniu do zrobienia czegoś wielkiego. Główna bohaterka opracowuje technologię nowego mopa, co wiąże się z szeregiem zabawnych sytuacji. Komedii nie brakuje jednak pokory wobec wyzwań codzienności, droga na szczyt jest długa i trudna ze względu na rodzinne relacje. „Joy” to rozrywka z zamysłem, niepozbawiona tragikomiczności i powodów do refleksji.

4

Jannifer Lawrence jako tytułowa „Joy”. Źródło: filmweb.pl

Przestrzeń dla piękna

„Carol” zebrał nominację dla aktorki pierwszoplanowej (Cate Blanchett) i drugoplanowej (Rooney Mara), najlepszy scenariusz adaptowany, muzykę oryginalną, kostiumy i zdjęcia, pozostając bez wygranej. A szkoda. Na pozór prosta i naiwna historia miłości dwóch kobiet (obie nominowane) jest historią jednej z nich, tytułowej Carol. Kiedy uda się to dostrzec, film nabiera zupełnie innego znaczenia. I wtedy, wszystko jedno, z kim Carol połączyłoby uczucie, z jakiego powodu będzie musiała walczyć o swoje dziecko z chorobliwie zazdrosnym mężem, z którym była w trakcie rozwodu. „Carol” to film o dojrzałości, film niezwykle uniwersalny, a przede wszystkim, mówiąc banalnie, piękny i niesamowicie cieszący oko. Obraz jest nieco „ziarnisty”, ujęcia malarskie, a wszystko dopełnia świetnie dobrana muzyka. Szkoda.

Cate Blanchett i Rooney Mara w filmie „Carol”. Źródło: screenrant.com

Cate Blanchett i Rooney Mara w filmie „Carol”. Źródło: screenrant.com

Brzmiąc patetycznie, niczym w trakcie wygłaszania oscarowej mowy: znajdźcie Przestrzeń dla siebie, oglądajcie filmy i przyznajcie własne nagrody.

Komentarze

Przed Państwem…

Kr+-lowa Nocy z Pawiem i Jednoro+-cem 30x30cm 2015

Roksana Kularska-Król – galeria (32)

Artysta: Roksana Kularska-Król
Ur.1982 w Kielcach, ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Łodzi w roku 2007, otrzymując dyplom z wyróżnieniem w Pracowni Malarstwa prof. Ryszarda Hungera. Dwa aneksy do dyplomu wykonała w Pracowni Fotografii prof. Leokadii Bartoszko i w Pracowni Rysunku prof. Zdzisława Olejniczaka. Zajmuje się malarstwem, fotografią, wideo oraz ilustracją. W 2007 roku otrzymała nominację do nagrody na najlepszy dyplom roku ASP w Łodzi. Otrzymała wyróżnienie w konkursie „Piękna Płytka Poszukiwana”, a projekt prezentowany był na wystawie „Ceramika do kwadratu” w ramach Festiwalu Lodz Design 2010. Wraz z mężem Sebastianem tworzy duet artystyczny robosexi. Obszary ich działań to: obiekt,  instalacja, video, performance. W roku 2014 duet robosexi otrzymał Stypendium Artystyczne Prezydenta Miasta Łodzi (projekt „Labirynt”).
 
W swoim dorobku ma kilka wystaw indywidualnych: roxi- wystawa malarstwa, Galeria Grand Hotelu, Łódź (2015), Królowe nocy – wystawa malarstwa, Galeria Młynek, Warszawa (2012), i cing – wystawa fotografii towarzysząca 7.Międzynarodowemu Festiwalowi Fotografii w Łodzi (2009), robactwo – wystawa fotografii Galeria Górna, Łódź (2007). Do tej pory publikowała ilustracje m. in. w Charakterach, Stylach i Charakterach, w Księdze Dżungli R. Kiplinga oraz Bezgrzesznych latach K. Makuszyńskiego (Wydawnictwo Zielona Sowa) i w kilku przewodnikach krajoznawczych (Wydawnictwo Amistadt).
 

Kuszący świat królewskiej rozpusty

– To jest taka moja bajka. Moje bohaterki to kompilacja kobiety dojrzałej, dziecka i kolorowego ptaka – mówi Roxi. Jej bohaterki to Królowe Nocy  i Stworzycielki z Kazimierza Dolnego.  Królowe reprezentują kuszący świat rozpusty, do którego Roxi zaprasza łudząco niewinnie.

Malarstwu Roxi przypisuję dwa porządki. Dnia i nocy. Dzień jest kazimierski. Noc – łódzka.

Atrakcyjność poddana w wątpliwość
– Królowe zaczęłam malować w Kazimierzu Dolnym. Było to w 2010 roku – opowiada Roxi. To trzy lata po tym, gdy obroniła dyplom na Wydziale Edukacji Wizualnej ASP w Łodzi.

Dyplomowym cyklem „Rodzina Barbie” zakwestionowała atrakcyjność popularnej lalki (z fragmentów ciała Barbie i jej partnera Kena stworzyła fotograficzne kolaże – układy nóg, rąk tworzą rysunek robactwa). Poddała w wątpliwość świat wykreowany przez firmę Matel – świat imitujący rzeczywistość dorosłych. Jej wyidealizowaną formę.

Dlatego w swoim malarstwie zwróciła się ku rzeczywistości. – Inspirują mnie głównie ludzie na ulicy. Podsłuchane przez przypadek rozmowy – mówi artystka.

Kazimierskie Stworzycielki
Kazimierski rynek Roxi jest zdominowany przez kobiety. Patrzy na nie z ciekawością. Nakłada filtr, dzięki, któremu modelki zyskują siłę i bajkową postać. W tej infantylizacji i uproszczonej formie widać bardzo dojrzałą umiejętność obserwacji i nazwania (namalowania) innego.

Kazimierskim Stworzycielkom – bo tak je Roxi nazywa – przypisuje łagodność. A jednak wywołują niepokój. Towarzyszą im psy. Z wyraźnie zarysowanymi zębami strzegą porządku małego miasteczka.

Infantylizm i dziwkarskość
Porządku Łodzi strzegą nie tylko psy. Ale i Królowe Nocy. W tym mieście – trzecim w Polsce pod względem ilości mieszkańców – na 10 mężczyzn przypada 12 kobiet. Tym miastem władają Królowe Nocy.

Roxi swoje bohaterki wydobywa z cienia. Z mrocznych zakamarków łódzkich ulic. Balansują na granicy tego, co perwersyjne i tego, co bajkowe. W obfitości swoich ciał przywodzą na myśl archetypiczny wizerunek matki. Jednak skąpy ubiór, szare, ciężkie powieki, agresywnie zarysowane zęby, kwestionują pierwsze wrażenie. – One przede wszystkim niosą w sobie paradoks. Coś mocno gryzącego się. Infantylizm i dziwkarskość – opisuje autorka.

Forma to kamuflaż
Postaci z obrazów są posągowe, bryłowate. To Boginie Matki. Są płodne, obfite. Podobnie jak bohaterki obrazów Fernando Botero. W tej obfitości nie ma jednak delikatności kolumbijskiego malarza. Roxi operuje miękkimi formami, ale rysuje je zdecydowaną kreską i zdecydowanym kolorem.

Kolor i umowność świata Roxi przypomina malarstwo Fridy Khalo. Intensywność barw oraz kontrast tworzą wesoły kolaż. – Kolor to kamuflaż. Za nim mogę się ukryć. Mogą ukryć się moje Królowe – wyznaje artystka.

Kuszący świat rozpusty
Jej słowa wyjaśniają, dlaczego ten z pozoru banalny rysunek, jest podszyty niepokojem. Wynika on z nieoczywistości przedstawianych postaci. Królowe wydają się za dziecięce, by być w pełni dorosłe. Za dojrzałe, żeby określić je jako dziecięce. Są erotyczne.

– Na studiach inspirowałam się ekspresjonizmem niemieckim. Myślę, że on ukształtował moją osobowość – mówi Roxi. Prawdopodobnie stąd wrażenie, że poruszamy się wśród „odrzuconych”. Królowe nocy, to prostytutki. To postaci z łódzkich barów. Obiekty mrocznych, seksualnych fantazji. Reprezentują kuszący świat rozpusty, do którego Roxi zaprasza łudząco niewinnie.

Kadry niekończącej się narracji
W pracach Roxi można doszukać się odniesień do świata popukultury. Artystka z dziecięcą fantazją oswaja koszmary senne znane z horrorów, czy filmów Davida Lyncha. Umowność rysunku przywołuje na myśl komiksy. Konsekwencja w budowaniu narracji – żaden z obrazów nie wydaje się osobnym dziełem, ale efektem ciągu zdarzeń – sprawia, że wchodzi się w osobny świat. Każdy obraz, jest jak kadr niekończącej się narracji.

Roksanę można znaleźć na:
Facebooku
Stronie

Komentarze
Komentarze do:

"13"

Zamknij

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. akceptuję