Magazyn Przestrzeń to połączenie codziennej psychologii z kulturą. To miejsce na odnalezienie siebie, dotknięcie swoich emocji, rozwój osobisty. Jest to także płaszczyzna dla sztuki i artystów. Celem magazynu jest promocja świadomego życia, psychologii, ciekawych inicjatyw, szeroko pojętej kultury oraz utalentowanych twórców.

Przestrzeń © 2016



Website credits: MH

11

Przestrzeń
#11

W styczniu z każdej strony zalewają nas przekazy zachęcające do zmiany. Rok w rok to samo. Jeszcze w grudniu skrzętnie spisujemy listę, ciesząc się z jej długości, aby w połowie stycznia już dobrze wiedzieć… że znów się nie udało. My jednak płyniemy pod prąd i zamiast o postanowieniach piszemy o tożsamości, bo podczas zmiany naprawdę można się pogubić.

Znając już temat przewodni styczniowego wydania Magazynu Przestrzeń, zajrzyjmy do środka. Znajdziemy w nim odpowiedź na pytanie, co znaczy być sobą. Przeczytamy o zagubionej tożsamości współczesnej kobiety. Dowiemy się o bezcennej mocy przytulania i jego znaczeniu dla naszego rozwoju. Przyjrzymy się prokrastynacji i zdrowemu stylowi życia. Poznamy pojęcie tożsamości od kuchni. Zastanowimy się też, co wspólnego ma pies z grafomanem.

Przeczytamy recenzje książkowe i poznamy Oskarowe nominacje. Przyjrzymy się nowemu obliczu street art’u. Wybierzemy się w podróż po twórczości graficznej Aliny Szapocznikow, skupiającej się na ludzkim ciele. Poznamy także artystkę – Annę Kruszak i jej fascynujące Miastagramy.

Zapraszam do lektury!
Redaktor naczelna
Joanna Niedziela

Kim chciałbyś być?

„Jest takie jedno pytanie, które często zadaję na sesjach coachingowych. Pozwala mi szybko sprawdzić, czy osoba, z którą pracuję, przejmuje się innymi. To pytanie brzmi: 
Jak wyglądałoby Twoje życie, gdybyś absolutnie przestał przejmować się tym, co inni o Tobie mówią, myślą i co czują?”

– Tomasz Marzec, Naturalna pewność siebie

fot. Magazyn Przestrzeń

fot. Magazyn Przestrzeń

Komentarze

***

a dzisiaj
moi mili
dla odmiany nie będę was smucił
usiądźcie wygodnie
rozchmurzcie czoła
– nie, to nie jest trening autogenny –
i uśmiechajcie się do swoich myśli
to nic, że ktoś wam powie „idiota”
            uśmiech od ucha do ucha
zaproście do serca przez usta nawet motyle
i śmiać się głośno
śmiać się do woli
i nie walczyć o prawo do błędów i niedoskonałości
niniejszym wam je potwierdzam
            podpisano
                        /nieczytelne/ (jak zawsze)

 

jacek gientkaAutor: Jacek Gientka
Jestem psychologiem, psychoterapeutą, założycielem Poradni Psychologicznej W stronę zmiany. Tworzeniem poezji, mniej lub bardziej intensywnie, zajmuję się od czasów nastoletnich. Czucie i wiarę cenię na równi ze szkiełkiem i okiem. Lubię dobre jedzenie, prawdziwych ludzi i złe filmy.
Komentarze

O przytulaniu

graf. Urszula Zabłocka

graf. Urszula Zabłocka

31 stycznia przypada Międzynarodowy Dzień Przytulania. To dobra okazja, aby przypomnieć sobie, jak ważną częścią naszego życia jest ta, wydawałoby się tak niepozorna, czynność.

Człowiek, jako istota społeczna, przytulanie ma we krwi. Dziecko, rodząc się jest zupełnie bezbronne i zdane na łaskę innych, łaknie więc ono dotyku i bezpiecznego przytulenia. Każdy rodzic wie, że dziecko najłatwiej uspokaja się na rękach, najchętniej by ich zresztą nie opuszczało. Niemowlę dorasta, lecz potrzeba przytulania nie znika. Dziecko może bawić się samo dopóki jednak nie przydarzy mu się coś złego, wtedy od razu szuka bezpiecznych objęć mamy.

O znaczeniu przytulania świadczyć może ta oto historia. W XIII w. władcą Sycylii był Fryderyk II – człowiek niezwykle oczytany, władający wieloma językami. Wierzył on w tzw. teorię prajęzyka, według której człowiek rodzi się ze znajomością jakiegoś starożytnego języka, a jego późniejsza nauka służy tylko doskonaleniu tej umiejętności. Aby przekonać się, który z języków starożytnych jest tym naturalnym, władca przeprowadził eksperyment. Grupie 651 matek odebrano dzieci i oddano je pod opiekę piastunek. Dzieci miały zapewnione pożywienie, jednak zabronione było przytulanie ich i komunikowanie się z nimi w jakikolwiek sposób. Podania donoszą, że eksperyment nie powiódł się, ponieważ wszystkie dzieci zmarły. Pomimo spełnienia wszystkich ich potrzeb fizjologicznych, nie były one w stanie poradzić sobie bez czynności przytulania. Czy historia ta jest prawdziwa? Nie wiadomo, ciężko byłoby dziś powtórzyć taki eksperyment. Jednak badania prowadzone na wychowankach domów dziecka potwierdzają, że do prawidłowego rozwoju dziecku nie wystarcza jedynie zaspokojenie potrzeb materialnych. Dzieci wychowywane bez rodziców są słabsze, mają niższą odporność i osiągają gorsze wyniki w nauce. Tak zwana choroba sieroca niesie w sobie poważne konsekwencje na całe życie – dzieci pomimo apetytu nie rosną i nie przybierają na wadze, są ospałe lub nadmiernie pobudzone, mają problemy z koncentracją i wyobraźnią, nie okazują inicjatywy i brak im empatii. W okresie dojrzewania często wchodzą w konflikty z prawem.      

Konieczność tulenia potwierdza medycyna. Przytulanie wyzwala we krwi duże ilości oksytocyny. Jest to hormon produkowany przez podwzgórze, nazywany hormonem miłości. Odpowiada za poczucie bezpieczeństwa i przywiązania, pozwala nam tworzyć relacje oparte na zaufaniu. Dobry dotyk obniża też poziom kortyzolu, hormonu stresu. Powoduje to spadek ciśnienia krwi, zmniejszenie stężenia glukozy oraz uspokojenie pracy układu pokarmowego.      

O tym, jak bardzo brakuje nam dzisiaj przytulania, świadczą liczne akcje FREE HUGS. Pierwszą przeprowadził w 2006 roku Juan Mann. Nie radził sobie on z problemami, był w trudnej sytuacji i potrzebował wsparcia. Na jednej z ulic w Sydney stanął z kartką z napisem „darmowe przytulanie”. Po pewnym czasie zaczęły podchodzić do niego kolejne osoby – tylko po to, by go przytulić. To zdarzenie uważa się za początek akcji i kampanii Free Hugs, którą powtórzono już niezliczoną ilość razy. Popularność tego typu działań pokazuje nasz współczesny problem – coraz rzadziej pozwalamy sobie na fizyczny kontakt z innymi, co wcale nie oznacza, że potrzebujemy go mniej.

Znana amerykańska psychoterapeutka, pionierka w terapii rodziny – Virginia Satir, o przytulaniu powiedziała tak: „By przeżyć, trzeba nam czterech uścisków dziennie. By zachować zdrowie, trzeba ośmiu uścisków dziennie. By się rozwijać, trzeba dwunastu uścisków dziennie.”. Tulmy się więc na zdrowie. Codziennie!

Komentarze

Zagubiona tożsamość współczesnej kobiety

najlepsza_m

graf. Urszula Zabłocka

„Być kobietą, być kobietą” śpiewała Alicja Majewska, lecz cóż to znaczy? Sama z jednej strony czuję się pełnowartościową kobietą, a z drugiej gubię się w tym, jaka tak naprawdę powinnam być jako przedstawicielka płci pięknej i jakie są moje koleżanki, siostry, inne kobiety w świecie współczesnym. Oczekiwania wobec dzisiejszych kobiet są niemałe. Jak zatem ich realizacja ma się do rzeczywistości? To już każda z nas, Drogie Panie, wie najlepiej…

Kobieta dawniej mogła realizować się w kilku z góry określonych rolach: żony, matki, opiekunki domowego ogniska, gospodyni, zawodowo – np. jako pielęgniarka czy nauczycielka, które stanowią jakby sztandar żeńskich profesji. Cechy, jakimi miała charakteryzować się niegdysiejsza kobieta, to przede wszystkim zaradność, wierność, średnia inteligencja (przynajmniej w ocenie męskiej społeczności). Miała być odcięta od własnych potrzeb, stanowić wizytówkę nienagannej rodziny, dla której zarezerwowane były tylko szczególne emocje – takie, jak radość i smutek.  Nie będę wnikać w to, czy kobiety kiedyś miały lepiej czy gorzej. Wiem, że sporo przedstawicielek płci pięknej z łatwością odnalazłoby się w takich realiach, inne zaś za żadne skarby nie chciałyby wejść w buty swoich babek.

Wymagania, jakie stawia kobiecie współczesny świat i ona sama, są w stanie przerosnąć nawet największych herosów. Wynika to przede wszystkim z konieczności przejęcia przez kobiety pewnych stereotypowo męskich ról – takich, jak np. żywiciel rodziny. Jest to związane z ekonomicznymi wymogami życia, partnerskiego modelu rodziny, jak również z potrzebą realizacji swoich pragnień. Kariera i praca stały się dla nas – kobiet równie ważne, jak dla mężczyzn, pomimo iż na wielu jeszcze stanowiskach zaobserwować można sporą dysproporcję w zarobkach przy wykonywaniu takich samych obowiązków. Dodatkowo, kobieta wciąż musi udowadniać swoje kompetencje, zwłaszcza w zawodach dawniej przypisywanych wyłącznie mężczyznom. Większa ilość czasu i energii poświęcanych pracy, szkoleniom oraz samodoskonaleniu powoduje, że kobieta ma go stosunkowo mniej dla rodziny. Z tego również powodu powinna oczekiwać uczciwego podziału obowiązków domowych, wsparcia i zrozumienia ze strony partnera. Jednak czy tak jest w rzeczywistości?

Wiele z kobiet stawia sobie za punkt honoru stać się „perfekcyjną panią domu”: gotującą, sprzątająca, piorącą, prasującą, wychowującą dzieci, itp. Komplementarnie, kobieta powinna być również dekoratorką wnętrz, aby móc prowadzić dom z duszą. W chwilach wolnego, które trudno policzyć na palcach jednej ręki, winna oddawać się przyjemnościom szydełkowania, wyklejania, lepienia z gliny bądź robienia czegoś z niczego dla ogólnej estetyki domu oraz w ramach odetchnięcia od ponurego życia. Najlepiej jeszcze, aby efekty własnej pracy udokumentowała fotografią wstawioną na portalu społecznościowym, ażeby wszyscy widzieli, że jest superwoman i ma jeszcze czas na rękodzieło.

Kobieta nie może zapominać, że będąc matką musi zapewnić swojemu dziecku idealne warunki rozwoju psychoedukacyjnego, wysyłając je na zajęcia dodatkowe ze wszystkiego. W związku z tym wymaga się od niej, aby wzbogacała swoją wiedzę za pomocą niezmożonej liczby poradników czy szkoleń, jak wychowywać własne dziecko. W ten sposób powstają samozwańcze ekspertki wierzące w idealne przełożenie podręcznikowych rad na prawdziwe życie, tłumiąc własną intuicję, zapominając o bogactwie doświadczeń starszych pokoleń matek i babek w wychowywaniu dzieci czy po prostu wykształconych specjalistów. Świat poradników wzmacnia też poczucie wartości i kobiecości, instruując, w jaki sposób kobieta powinna się ubierać, malować, czesać, odżywiać, ćwiczyć, by być fit, a w promocji stać się również ikoną stylu. W związku kobieta także nie może sobie odpuścić, musi dbać o nienaganny wygląd i aktywnie spędzać każdą wolną chwilę, żeby przypadkiem nie powiało nudą. Tylko szczęściary mogą pozwolić sobie na nic nierobienie i leniuchowanie w towarzystwie swojego mężczyzny, ale niestety do czasu. Oprócz tego kobieta musi mieć na uwadze jakość pożycia seksualnego w jej związku, dlatego mile widziane jest z jej strony wzbogacanie atmosfery erotycznej niespodziankami, podsycanie pociągu seksualnego, a zwłaszcza osiąganie orgazmu.  

Drogie Panie, przyznaję się – ja nie podołam tym wymaganiom, a wy? Mam nadzieję, że moje lekko ironiczne podsumowanie żądań współczesnego świata wobec nas – kobiet i zagubienia, w jakie wpadamy, gdy staramy się im wszystkim sprostać, otrzeźwi nas trochę w ślepym dążeniu do ideału. Prawdziwe szczęście kobiety i jej bliskich kryje się tam, gdzie ma ona szansę realizować to, co tak naprawdę jest dla niej ważne, bez spełniania oczekiwań wszystkich. Zwyczajnie – wrzućmy na luz.

Komentarze

Sobą być

graf. Urszula Zabłocka

graf. Urszula Zabłocka

Bądź sobą. Jak często to słyszysz? W mediach powtarzają, że trzeba być sobą, żeby osiągnąć sukces. W księgarniach mnogość poradników na ten temat. Rozmowa o pracę? Bądź sobą! Poznajesz nowych ludzi, najlepiej bądź sobą! Idziesz na pierwszą randkę? Bądź sobą! Ale co to właściwie znaczy? Co składa się na bycie Tobą? Z czego składa się człowiek? Nie, nie chodzi mi o ilość poszczególnych pierwiastków i wody w organizmie. Ani o budowę anatomiczną czy nazwy pojedynczych kosteczek i mięśni. Myślę sobie o ludzkim wnętrzu, takim z perspektywy psychologicznej.

Tym, co dla każdego z nas charakterystyczne, jest temperament. Z nim się rodzimy. Przekazywany w genach przez ojca i matkę jest ściśle powiązany z układem nerwowym. Z pewnością słyszeliście takie określenia, jak: choleryk, melancholik, sangwinik i flegmatyk. To cztery typy temperamentu, które różnią ludzi. Jestem albo bardziej zrównoważony, albo mniej, bardziej ruchliwy albo mniej, w różnym stopniu emocjonalny i impulsywny. Indywidualny dla każdego z nas jest też charakter, czyli zespół cech psychicznych ujawniających się w sposobie bycia i zachowaniu, typowy dla konkretnej osoby. Charakter bywa utożsamiany z osobowością, która jest pojęciem nieco węższym i definiowanym różnorodnie, zależnie od podejścia teoretycznego.

To między innymi temperament, charakter i osobowość są elementami, które budują naszą tożsamość (hura, kolejne pojęcie do zapamiętania!). W skrócie oznacza ona to, jak sami siebie postrzegamy. Najważniejszym okresem dla kształtowania tożsamości jest etap adolescencji, dorastania. W wielu przypadkach młodzi ludzie doświadczają wtedy kryzysu tożsamości i usilnie poszukują odpowiedzi na pytanie “kim jestem?”. Jednak poszukiwania mogą trwać także po tym okresie. Wpływają na nie nasze geny, sposób wychowywania i prowadzenia nas przez życie przez naszych rodziców, a także wpływ innych znaczących osób i zdobywane w ciągu życia doświadczenia.

Kim więc jesteś? Co jako pierwsze przychodzi Ci na myśl? Jesteś sobą? A może sobą bywasz? Osobiście uważam, że bycie sobą to ogromnie trudne zadanie. Poza tym, że wymaga dobrej znajomości siebie, swoich wad, zalet, zachowań i reakcji w różnych sytuacjach, to niezbędna jest także akceptacja tego, jakim jestem człowiekiem, z wszystkimi ciemnymi stronami osobowości włącznie. Akceptacja samego siebie to rzecz bardzo dobra i ważna, szkoda jednak żeby na tym się kończyło. Warto zainwestować swój czas i energię w tak modny dzisiaj rozwój osobisty: udział w warsztatach, czytanie książek o tej tematyce czy “przetestowanie się” przy pomocy profesjonalistów pod względem kompetencji miękkich, jakimi dysponujemy. Pozwoli nam to lepiej poznać swoje silne oraz słabe strony i wskaże, nad czym możemy i/lub powinniśmy pracować, aby stać się w pełni sobą.

Komentarze

Dlaczego odkładam wszystko na potem? Winna? Prokrastynacja!

fot. Magazyn Przestrzeń, AJ

fot. Magazyn Przestrzeń, AJ

Po raz kolejny odkładasz na później pracę, naukę, wakacyjną podróż „na koniec świata”? Stos spraw kategorii „jutro to zrobię” wciąż się powiększa, a czas umyka i po cichu przecieka przez palce. Co się dzieje? Jak wreszcie zabrać się za to, co już od dawna domaga się uwagi i działania? Zacznij od przeczytania tego tekstu. Być może dopadła Cię prokrastynacja. Poznaj ją bliżej i naucz się skutecznie z nią walczyć!

Prokrastynacja – co to takiego?

Prokrastynacja – brzmi niepokojąco? Psychologia społeczna określa ją mianem patologicznej tendencji do ciągłego przekładania pewnych czynności na później pomimo dysponowania możliwościami ich realizacji. Podobna przypadłość ujawnia się w bardzo różnych sferach życia i niestety – jest zjawiskiem coraz bardziej powszechnym.

Prokrastynator – to ja?

Prokrastynatorzy, czyli osoby dotknięte prokrastynacją, odczuwają trudności związane z nieumiejętnością zarządzania czasem, ciężko im zabrać się do jakiejkolwiek pracy. Z tego też powodu odwlekają jej wykonanie – szczególnie, gdy nie spodziewają się szybkich efektów. Osoby takie uważa się zwykle za pozbawione silnej woli, mało ambitne i leniwe. Nic bardziej mylnego! Jak wynika z wielu badań i obserwacji, prokrastynacja dotyka ludzi zdolnych i najczęściej młodych (stąd druga jej nazwa – „syndrom studenta”). Co więcej, większość osób doświadczających prokrastynacji, to ofiary perfekcjonizmu! Zdziwiony?

Mechanizm działania prokrastynacji

Jak wygląda schemat zachowania prokrastynatora? Najpierw pojawia się chęć zrobienia CZEGOŚ, która stopniowo przeradza się w decyzję o działaniu. Towarzyszy temu jednak obawa przed porażką, która powoduje odkładanie danej czynności w czasie. Prokrastynator uświadamia sobie, że prowadzi to do negatywnych skutków. W efekcie kontynuuje odraczanie. Następnie szuka kolejnych wymówek bądź odchodzi od problemu, wciąż pozostając biernym. Ostatecznie zadanie wykonuje pod wpływem działania stresu – oczywiście w ostatnim momencie. Zdarza się też tak, że zadanie kończy po czasie bądź nie wykonuje go wcale. Wówczas pojawia się silne postanowienie, iż podobny schemat nie zostanie powtórzony w przyszłości. Nadal brakuje jednak konsekwencji i mimo wszystko zwykle schemat jest powielany. Im dłużej prokrastynator odkłada realizację zadania w czasie, tym trudniejsze staje się jego wykonanie, a odraczanie nie przynosi żadnych korzyści, nasilając jedynie poczucie zniechęcenia i bezsilności 

Jak zdiagnozować prokrastynację?

Nie istnieje test, który mógłby jednoznacznie wskazać, że mamy do czynienia właśnie z prokrastynacją. Jednak czytając poniższe stwierdzenia, możesz zorientować się, czy problem ten dotyczy również i Ciebie.

Osoba dotknięta prokrastynacją:

  • Koncentruje się tylko na celach krótkoterminowych, zaś plany dalekosiężne sprawiają jej trudność;
  • Ma na koncie wiele niezrealizowanych pomysłów;
  • Zdarza się, że przedkłada przyjemności lub odpoczynek nad pracę;
  • Ma trudności z zarządzaniem własnym czasem i ustalaniem priorytetów;
  • Czasem składa obietnice bez pokrycia;
  • Łatwiej przychodzi jej realizacja tych zadań, za których niewykonanie grozi kara;
  • Boi się porażki;
  • Często czeka na odpowiedni moment, by zacząć działać i wykonuje zadanie w ostatniej chwili.

Prokrastynacja – przyczyny

Przyczyn prokrastynacji może być wiele. Twierdzi się, że ma ona swoje źródło w dzieciństwie, a dokładniej w zbyt wysokich oczekiwaniach ze strony rodziców oraz nauczycieli. W podobnych okolicznościach osoby skłonne do perfekcjonizmu mogą odczuwać lęk przed: porażką, sukcesem (wygrana może wywołać zazdrość lub podnieść wymagania), bezradnością (silna potrzeba poczucia kontroli), izolacją (potrzeba opieki i decyzyjności ze strony grupy), intymnością (zbyt bliskie relacje ujawniają wady i słabości, a to z kolei może spowodować odrzucenie) i nieprzyjemnymi konsekwencjami. Wówczas dosyć szybko następuje odkładanie realizacji trudnych zadań w czasie. Oprócz już wymienionych przyczyn prokrastynacji wymienia się również: brak natychmiastowych efektów wykonywanej pracy bądź niską atrakcyjność zadania. W takiej sytuacji nasza uwaga skupia się na czynnościach uznawanych za dużo bardziej interesujące. Prokrastynatorzy są zwykle osobami bardzo zdolnymi, a jednocześnie pozbawionymi wiary we własne siły.

Walka z prokrastynacją

Walkę z prokrastynacją możesz rozpocząć już teraz. Oto kilka wskazówek, które określą odpowiedni kierunek działania:

  1. Podnoś poczucie własnej skuteczności poprzez zmianę negatywnego nastawienia do zadania, obserwację inspirujących ludzi godnych naśladowania czy też stwarzanie okazji do odnoszenia sukcesów w realizacji zadań.
  2. Zwiększaj atrakcyjność zadania – zaprojektuj je tak, aby nie było zbyt wymagające, wiązało się z Twoimi zainteresowaniami, odpowiadało Twoim preferencjom, pozwalało zdobywać nowe umiejętności i wzbogacało wiedzę.
  3. Realizację projektu rozpoczynaj od czynności najcięższych i najtrudniejszych.
  4. Podziel pracę na etapy, a każdemu z nich przypisz jakiś termin wykonania.
  5. Ogranicz ilość czynników rozpraszających uwagę – np. portale społecznościowe i telefon.
  6. Otaczaj się elementami, które będą Ci przypominały o realizowanym planie – np. kalendarz, różne aplikacje lub programy.
  7. Proś o wsparcie oraz o informacje zwrotne osoby doświadczone i kompetentne, często pracuj w grupie.
  8. Dowiedz się więcej o technikach zarządzania czasem.
  9. Uporządkuj miejsce pracy.
  10. Zadbaj o siebie, o własną kondycję psychofizyczną – wysypiaj się, prowadź aktywne życie, wprawiaj się w dobry nastrój.
  11. Wynagradzaj siebie za każdy podjęty wysiłek, determinację czy działanie. 

Możliwości zwalczania prokrastynacji jest wiele. Do Ciebie należy decyzja: „chcę podjąć działanie!” i od Ciebie zależy wybór konkretnej drogi. Każda jest dobra – jeżeli tylko ruszysz z miejsca. Praca nad sobą, choć niełatwa i żmudna, warta jest zachodu. Kto wie? Może wreszcie wyjedziesz z rodziną na wymarzone wakacje, założysz firmę, awansujesz albo po prostu uśmiechniesz się i docenisz siebie. Nie czekaj dłużej, bo po raz kolejny miniesz się z życiem. A prokrastynację zostaw w tyle – przecież potrafisz!

Komentarze

Dlaczego kobietą być trudno

Kobieta –  słowo w języku polskim dość młode, pojawiło się dopiero około XVI wieku. Do tego czasu panie określano innymi zwrotami: żona, niewiasta, białogłowa, dama, a każde z nich w dawnych czasach miało trochę odmienne znaczenie. Obecnie używane są zamiennie, każdy z nich odnosi się do kobiety – przedstawicielki płci żeńskiej. Biorąc pod uwagę samą etymologię słowa kobieta, można zauważyć duże nagromadzenie określeń, niejasności w powstaniu oraz zmienności znaczeń. Dotyczy to także roli kobiety.

Źródło: unsplash.com

Źródło: unsplash.com

Społeczeństwo a kobieta

Na przestrzeni dziejów zmieniają się jej potrzeby, pragnienia, pełnione przez nią role społeczne i zawodowe. Współczesna kobieta wyrastała na dziejach kolejnych pokoleń: od niewiele znaczących chłopek zajmujących się rodzeniem dzieci czy obsiewaniem pól, przez wielkie królowe, mieszczanki, szlachcianki czy kobiety pracujące XX wieku. Mimo zmieniających się realiów społecznych i historycznych, kobieta nadal mocno jest uwikłana w konwenanse, zwyczaje i normy, które nieraz utrudniają jej odnalezienie własnej tożsamości.  Spuścizna wcześniejszych pokoleń to z jednej strony prawo do posiadania własnego, dużego majątku, w miarę szybko nadane prawa wyborcze (w Polsce kobiety uzyskały je od 28 listopada 1918 roku) czy możliwość pracy zawodowej. Z drugiej strony to nierówności płacowe, które pokutują do tej pory, podwójne standardy w sprawach seksualności, trudności z awansem zawodowym czy ostracyzm społeczny z powodu dążeń do decydowania o własnym ciele (np. w przypadku antykoncepcji lub aborcji) bądź zrezygnowania z roli matki.

Społeczeństwo stosunkowo powoli zmienia postrzeganie tak trudnych problemów, jak np. przemoc domowa, która dotknęła w 2014 roku ponad 72 tysiące kobiet. Sprawcami okazują się najczęściej mężczyźni – mężowie, konkubenci czy ojcowie. Pokutuje przekonanie, że to ofiara jest winna doznawanej przemocy i to ona ponosi odpowiedzialność. Mimo coraz szerszych kampanii społecznych, procedury Niebieskiej Karty, świadomość problemu dociera do zwykłego obywatela bardzo powoli. Plusem jest jednak to, że o przemocy wobec kobiet mówi się coraz więcej i jednocześnie coraz częściej kobiety znajdują siłę, aby na przekór przyczepianych im łatek, mówić o swoich prawach i potrzebach.

Kobieta jak z obrazka

Współczesna kobieta to dla wielu mieszanka wybuchowa. Pracuje na pełny etat albo prowadzi własną firmę, jest przedsiębiorcza i kreatywna. Dzielnie znosi porażki, walczy z przeciwnościami losu i własnymi słabościami. Często prowadzi dom i wychowuje dzieci, dla których ma czas i ogrom miłości. Nie zapomina o zajęciach pozalekcyjnych własnych pociech, biega, ćwiczy, gotuje. Ma czas wyjść z mężem czy partnerem na kolację, tryska humorem i zawsze ma ochotę na seks. Taki obraz kobiet serwują nam portale społecznościowe i inne media. Idealna kobieta na miarę XXI wieku. Nikt nie pyta o jej obawy, częściej dyskredytuje lęki, przepisując magiczne tabletki lub wysyłając na terapię do psychoterapeuty, który mam być remedium na gorsze dni. Powierzchowne uśmiechy i zdawkowo wymieniane zdania uznaje się za rozmowę. Zbyt często kobieta przekonuje siebie samą, że musi być naj.

Taka, jak Ty

A jaka jest w rzeczywistość? Często kobieta to marzycielka z wielkim bagażem doświadczeń i potencjałem, który pragnie realizować, ale nie za wszelką cenę. I nie chodzi tu tylko o zostanie prezesem własnej firmy czy wydanie książki. Dla każdej kobiety jej wielki sukces jest indywidualny. Często to możliwość rozmowy z bliską osobą, spokojnie wypita filiżanka kawy, możliwość twórczej ekspresji lub posiadania bezpiecznej przystani. Pragnienie miłości i akceptacji, która zbyt często jest warunkowa. Lęk przed porażką i niesprawdzeniem się w wielu rolach – matki, żony, pracownicy, szefa czy przyjaciółki.

Kobieta zdaje sobie sprawę z oczekiwań, jakie stawia przed nią świat i które ona sama misternie konstruuje od najmłodszych lat, zapominając jednocześnie o własnych potrzebach. Rzadko patrzy na siebie, częściej na innych. Każda ma marzenia i potrzeby, o których mówi zbyt rzadko – bombardowana przez kolejne zewnętrzne wyznaczniki, które mówią jej, jaka ma być. Programy rozwoju osobistego, przynaglenia kolejnych czytanych tytułów, aby być bardziej fit, slim i eko, terroryzują ją monopolem na to, jak ma wyglądać, co robić i jak powinna się zachowywać współczesna kobieta – taka jak Ty. Porównania i krytyczny głos w głowie towarzyszą jej na co dzień, lecz jeśli potrafi się zatrzymać i docenić siebie – jest szczęśliwa, bo wie, że jest niepowtarzalna i jedyna w swoim rodzaju. Wystarczy jej posłuchać, pochylając się nad kubkiem parującej kawy, może opowie ci swoją historię…

Bibliografia:

  • Kubiak K. (2009).O pochodzeniu i zmianie znaczenia wyrazu „kobieta” na przestrzeni dziejów, czyli jak zmieniała się „kobieta” — krótki zarys historii wyrazu, (dostęp: 29-12-15 pod linkiem)
  • O pochodzeniu pani, kobiety i żony, (dostęp: 29-12-15 pod linkiem)
  • Przemoc w rodzinie, (dostęp: 29-12-15 pod linkiem)
  • Prawa wyborcze dla kobiet (dostęp: 29-12-15 pod linkiem)
Komentarze

Czas na zmiany! Poznaj tajniki skutecznego odchudzania i zdrowego stylu życia

fot. Magazyn Przestrzeń, AJ

fot. Magazyn Przestrzeń, AJ

O jedzeniu w ostatnim czasie mówi się wiele – co jeść, czego nie jeść albo jak i kiedy jeść… . Zdrowa dieta i aktywny styl życia to tematy podejmowane coraz częściej i zdecydowanie coraz chętniej. Nadal jednak zbyt mało mówi się o jedzeniu w kontekście naszej psychiki. A przecież to, w jaki sposób się odżywiamy ma swoje podłoże właśnie w głowie – w najgłębszych zakamarkach umysłu! I tam polecam szukać przepisu na skuteczne odchudzanie.

Czas na TRWAŁE zmiany… nawyków żywieniowych

Zmiana nawyków żywieniowych to długi proces. I tylko wtedy ma on sens – kiedy rozłożony jest w czasie. Dlaczego? Bo pracujemy nad TRWAŁYM przekształceniem swojego sposobu żywienia, podczas gdy wielu z nas narzuca sobie dietę tygodniową, miesięczną lub roczną. Rzadko jest w stanie w niej wytrwać. Jeśli jednak uda się tego dokonać, po założonym czasie trwania diety większość z nas wraca do dawnych nawyków, a uzyskane efekty… no cóż, bardzo szybko odchodzą w niepamięć, zresztą za rękę z marzeniami o idealnej sylwetce! Przykre, ale niestety bardzo prawdziwe.

Dlaczego zmiana jest tak trudna?

Patrząc na zmianę z perspektywy psychologii żywienia i odchudzania, zyskujemy obraz mało atrakcyjnego zjawiska:

Po pierwsze – zmiana najczęściej odbierana jest przez ludzi jako propozycja mało zachęcająca, gdyż związana z opuszczeniem tzw. strefy komfortu, odejściem od tego, co dobrze znane, czasem wręcz automatyczne. A człowiek z natury jest przecież istotą wygodną, która lubi się przyzwyczaić i trwać w tym, co znajome i bezpieczne.

Po drugie – niezwykle często towarzyszy nam nieracjonalny wręcz optymizm. Człowiek ujawnia tendencję do twierdzenia, że „zło i choroby istnieją gdzieś obok, ale na pewno nie dotkną bezpośrednio mnie i moich bliskich”. Takie myślenie to pułapka. Żyjemy szybko i intensywnie, wpadamy w wir konsumpcji i niezdrowych nawyków, zapominamy o tym, co najważniejsze – o zdrowiu, które coraz bardziej z nas uchodzi. I czasem jest już za późno, by je „odratować”.

Po trzecie – współczesny świat przygniata nas nadmierną ilością bodźców i informacji. W efekcie stopniowo zatracamy niezwykle cenną umiejętność trzeźwej oceny sytuacji oraz dokonywania właściwych wyborów. Coraz bardziej gubimy się dziś w chaotycznym świecie, wpadamy w mechanizm błędnego koła. A im dłużej w nim tkwimy, tym trudniej znaleźć nam drogę wyjścia.

Jak umysł odpowiada na zmianę nawyków żywieniowych?

Istnieje pewien schemat, który w idealny sposób opisuje to, co dzieje się z psychiką człowieka w obliczu zmiany. Jego analiza wiele wyjaśnia!

W pierwszej kolejności w umyśle człowieka pojawia się chęć zaprzeczenia, która zmusza nas do odrzucenia potrzeby zmiany – uznajemy ją więc za niepotrzebną (przecież tak, jak jest wcale nie jest najgorzej! Po co się męczyć, ograniczać, zmieniać tryb żywienia? Lepiej pozostać przy starych nawykach). Pewnie dobrze to znasz! Następnie doświadczamy uczucia gniewu – nasz umysł buntuje się i „tupie nogami”, przekonuje nas do myślenia, że innym jest lepiej i łatwiej, po co się więc starać i walczyć o coś, co jest tak trudne do osiągnięcia, nieraz okupione „krwią, potem i łzami”. Kolejna reakcja umysłu to opór. Zaczynamy powoli dostrzegać problem i potrzebę zmian, ale brakuje nam motywacji do podjęcia jakichkolwiek działań. Tkwimy więc w bezruchu, wierząc, że wszystko samo się jakoś rozwiąże. Etap ten z biegiem czasu przechodzi w fazę dostosowania, która polega na rozpoczęciu poszukiwań ewentualnych rozwiązań zaistniałego problemu i realnej pomocy w zmianie nawyków oraz zapoczątkowaniu zdrowego stylu życia. Ostatecznie docieramy do momentu, w którym doświadczamy akceptacji. Przestajemy wypierać niewygodne fakty, rodzi się w nas gotowość do podjęcia działań w celu zmiany dotychczasowego trybu życia. Długość trwania oraz nasilenie każdego z powyższych etapów ma charakter bardzo indywidualny, poszczególne fazy u każdego z nas będą przebiegały w odmienny sposób.

Skuteczne odchudzanie – jak zacząć?

Podstawą procesu odchudzania nie powinno być jedynie dążenie do redukcji wagi. Nasza uwaga powinna skupiać się przede wszystkim na rozpoznaniu i eliminacji czynników, które sprawiają, że nie potrafimy utrzymać stałej i odpowiedniej dla siebie wagi. Nigdy nie osiągniemy zamierzonych efektów, jeśli będziemy podejmować próby przekształcenia wszystkich aspektów naraz. Nigdy też nie zyskamy satysfakcji bez akceptacji faktów oraz słusznego założenia, że każdy człowiek jest inny, stąd nie warto się porównywać i dążyć do wymyślonych ideałów. Nie warto też bać się porażek, a raczej starać się czerpać z nich doświadczenie. Sedno wprowadzenia zdrowej diety oraz skutecznego procesu odchudzania tkwi w przekonaniu, że modyfikacja nawyków żywieniowych nie jest równoznaczna z ograniczeniami i odmawianiem sobie każdej przyjemności! Łączy się zaś z całym zbiorem korzyści. Możesz wiele zyskać (m.in. zdrowie, pewność siebie, radość, atrakcyjny wygląd), ale na pewno nic nie stracisz. Decyzja należy do Ciebie! Daj sobie tylko czas.

Komentarze

Biblioteka rozwoju

Być pewnym siebie

Każdy z nas ma wiele marzeń i planów. Często się jednak zdarza, że brak nam odwagi, aby je realizować. Nie wierzymy też w ich powodzenie. Przede wszystkim nie wierzmy w samych siebie… Nie mamy umiejętności stawiania granic, odmawiania i mówienia tego, co naprawdę czujemy. Zdrowa pewność siebie jest jednak kompetencją na wagę złota i podstawą wielu sukcesów. Jeśli brak ci wiary w siebie, sięgnij do książki Tomasza Marca Naturalna pewność siebie. Siła, która zmieni twoje życie.

Z książki dowiemy się czym jest pewność siebie i w jakich dziedzinach życia może nam pomóc. Autor zdradza wiele jej tajemnic, a w tym: jakie są składniki pewności siebie, dlaczego niektórzy są nieśmiali, a inni pełni wiary we własne możliwości. Pomaga wyjść ze strefy komfortu i wyjaśnia dlaczego zmiana jest trudnym, ale ważnym procesem. Tłumaczy także, jaki wpływ na naszą pewność siebie mają inni ludzie, a jaki mamy my sami.

Naturalna pewność siebie to pozycja, która nas nie zawiedzie. Wśród uginających się poradnikowych półek jest prawdziwą perełką. Wiele wyjaśnia, zmusza do refleksji i przede wszystkim pomaga. Chociażby zrobić pierwszy krok w kierunku umacniania wiary w siebie. Szczerze polecam.

Naturalna pewność siebie. Siła, która zmieni twoje życie, Tomasz Marzec
Wydawnictwo HELION

NATPEW

 

Dokonuj słusznych wyborów

Podejmowanie decyzji nie należy do łatwych zadań, a w szczególności decyzji właściwych, czyli takich, których nie będziemy żałować. Czy dokonywanie zawsze słusznych wyborów jest w ogóle możliwe? Tajniki podejmowania decyzji zdradza Krzysztof Wysocki w książce Teraz! Jak już dziś zmienić jutro?

Przewodnik po sztuce dokonywania właściwych wybór składa się z czterech części, odnoszących się do przeszłości, teraźniejszości, przyszłości, a także praktyki. Dzięki analizie przeszłości i przyszłości dowiadujemy się o drodze, doświadczeniu i bagażu, które mają wpływ na jakość podejmowanych przez nas decyzji i o tym, dlaczego warto je uwzględnić w przyszłych wyborach. Sam proces decyzyjny zawsze dzieje się w teraźniejszości. Tu także jest wiele czynników, które mogą na niego wpłynąć – kondycja naszego organizmy, nawyki i rytuały, plany. Książkę kończą przykłady zastosowania otrzymanej wiedzy w sytuacjach życiowych związanych z nauką, pracą, mieszkaniem, związkiem i zakładaniem własnej firmy.

Czy sięgnięcie po Teraz! Jak już dziś zmienić jutro? to dobry wybór? Z pewnością jest to pozycja dająca wiele do myślenia. Dzięki niej dowiemy się, czemu ludzki umysł jest zawodny i co na nas wpływa podczas dokonywania wyborów. Osobiście muszę jednak przyznać, że jej lektura nie zrobiła na mnie wrażenia (mimo że jestem osobą mającą problemy z podejmowaniem szybkich decyzji). Aczkolwiek jak autor sam zaznacza, chodzi tu przede wszystkim o sztukę dokonywania właściwych wyborów.

Teraz! Jak już dziś zmienić jutro? Krzysztof Wysocki
Wydawnictwo HELION

Teraz_okładka

 

Komentarze

Tożsamość

fot. Magazyn Przestrzeń, JH

fot. Magazyn Przestrzeń, JH

Budzimy się każdego dnia i raczej naszych pierwszych myśli z rana nie kierujemy w stronę głębszej refleksji nad życiem. To naprawdę zrozumiałe – musimy stawić czoło wszystkim czyhającym na nas zasadzkom, gdzie tu jeszcze miejsce na chwilę zadumy…? Kawa sama się nie zaparzy, ciuchy z szafy nie wybiorą, a plan dnia też sam się w magiczny sposób nie wyklaruje.

W ciągu dnia też napięty grafik, ten układany z rana albo jeszcze poprzedniego wieczora. Wszystko na styk, wszystko jak w zegarku, nie ma czasu na nudę, trzeba działać i ma się dziać. Szkoda przecież marnować czas, gdy teraz to już jesteśmy na 100% świadomi tego, że nie jest nam on usłużny.

Może jednak warto się tak na moment pochylić nad nami samymi. Zgiąć karku nad nieustającym procesem szarzenia naszej codzienności; nad tą usilnie (i bezskutecznie) wyplenianą monotonią. Zastanowić się, skąd jesteśmy i dokąd zmierzamy, nie wspominając już o tym, co znaczymy i kim jesteśmy.

Tożsamość – słowo świeżo odkopywana spod kurzu tradycji, słowo zagadka i w końcu słowo problem. No, bo jakże tutaj zachować i pielęgnować swoją kulturową i narodową tożsamość, gdy wokół wszystko powtarza, że trzeba być „obywatelem świata”, trzeba czerpać garściami od innych kultur i być otwartym na nowe? Jakże znaleźć – i zachować! – tę upragnioną równowagę, by samemu nie zwariować od natłoku myśli w głowie?

Czasem się nie da. Sąsiedzi nie pomagają, media nie wspierają, bo milczeć już dawno przestały. Tożsamość, tradycja i kultura to niesamowicie popularne i jednocześnie newralgiczne hasła, z jakimi na ustach wchodzimy w nowy roku, już 2016. Mamy przecież – my, Polacy, jedyni i prawdziwi! – nasz język, nasze flagę i gołdo, nasz hymn, nasze dziedzictwo kulturowe i świadomość. Mamy, ale czy na pewno jesteśmy tego wszystkiego świadomi?

Czy nie wolimy być nad wyraz „otwarci” i pożyczyć sobie, że niby tak niezobowiązująco, od naszych anglosaskich sąsiadów trochę zwyczajów, trochę zwrotów, trochę stylu życia? Na zachodzie od zawsze było lżej, czerpmy radość życia stamtąd – umotywujmy nasze bezmyślne wybory.

Bo przecież to jest nasz wolny wybór, tylko że my wolimy nie nazywać go wprost. Chcemy posłuchać w Internecie człowieka, który powie nam, że lepiej, żebyśmy byli lepszą wersją siebie już dzisiaj, po co czekać do jutra. Zaczynamy teraz, hej-ho, oby szybciej, oby żwawiej! I kółeczko się samo napędza, maszyna ruszyła, kto zdoła ją zatrzymać?

Jesteśmy w stanie to uczynić – nie ma mowy tutaj o żadnych dokonaniach! Tak samo, jak każdy z nas ma inny genotyp, ma inne rysy twarzy, interesuje się innymi rzeczami – jest po prostu wyjątkowy – tak i nasze bogactwo narodowe zasługuje na naszą pochwałę. Właśnie na naszą, a nie na zafascynowanych naszym krajem obcokrajowców. O ironio!

„Cudze chwalicie, swego nie znacie” (Jachowicz) i „Polacy nie gęsi, swój język mają” (Rej), to zakorzenione w naszej tradycji oratorskiej przykłady na to, że w wiekach przeszłych podtrzymywaliśmy te wartości. Wartości, które przemawiały do serca każdej Polki i każdego Polaka. Był też „Katechizm polskiego dziecka” (Bełza) spisany w roku 1912 i przez wielu nam współczesnych krytykowany: że umniejsza znaczenie Polaka („Polak mały”); że każdemu dziecku już od najmłodszych lat wpajana była miłość do ojczyzny na śmierć i życie.

O wszelkim polskim dziele można wiele mówić – wiele pozytywnych rzeczy, jak i znaleźć te negatywne. Ze współczesnymi Polakami jest nieco podobnie. Można ubolewać, że tacy nieporadni, że mężczyźni by sobie w ogóle na wojnie nie poradzili, że kobiety coraz wynioślejsze się stają…

Ale można też z dumą przyznać, że młodzi dążą do poznania historii swojego kraju, swoich przodków i pragną z niej wyciągać wnioski na przyszłość. Młodzi są świadomi, skąd pochodzą; są świadomi, czego pragną i za nic nie wyrzekną się polskości, nawet za granicami kraju.

Tego pozytywnego, a raczej racjonalnego myślenia o rzeczywiści i o tej wciąż dyskutowanej polskości, i sobie, i czytelnikom życzę z całego serca!

Komentarze

Ile psa w grafomanie?

Czym byłby świat bez fochów! Chciałoby się powiedzieć, że o wiele przyjemniejszym miejscem, ale jakże nudnym! Dzięki nim są takie momenty, w których człowiek ma ochotę się pośmiać. Poruszmy więc problem tzw. autorskiego focha lub – posługując się nowoczesnym, internetowym językiem – ałtorskiego focha.

Źródło: unsplash.com

Źródło: unsplash.com

Wszyscy doskonale wiemy, że wirtualny świat jest pełen twórców dobrych i tych, którzy nie do końca zdają sobie sprawę ze swoich umiejętności pisarskich. Na samym początku zaznaczam – jestem tylko cichą i wycofaną autorką, która z zadumą obserwuje spory współczesnych literatów i ich pochodnych… Do rzeczy.

Od mniej więcej dwóch lat stale oglądam batalię autorów, którzy są pewni, że ich dzieło jest potencjalnym bestsellerem, bo portal okazjeinfo wyróżnił ich powieść na łamach swojego serwisu. Piszący pewniacy charakteryzują się wieloma pokrewnymi, a wręcz takimi samymi cechami. Można wyszczególnić kilka rodzajów.

Przede wszystkim mamy do czynienia z buldogiem. Buldog, drodzy państwo, bardzo dużo krzyczy, bardzo dużo ironicznej śliny kapie mu z pyska i brudzi swoją kulawą polszczyzną wszelakie facebookowe grupy, w których promuje się literaturę, zwłaszcza polską. O ile buldogi do najbrzydszych, według mnie, psów się nie zaliczają, o tyle ludzkie buldoczenie jest totalnie passe, gdyż bawi jedynie postronnych i w końcu skutkuje wyrzuceniem takowego autora z grupy. To jednocześnie jest koniec cudownego kabaretu…

Warte wspomnienia są też córeczki mamusi i tatusia – yoreczki –  osławione w szkolnych gazetkach i zapraszane na środek sali gimnastycznej, gdy już pudło z pięćdziesięcioma książkami za pieniądze rodzicieli zapuka do ich drzwi. O, te to dopiero, drodzy słuchacze, potrafią przywalić mądrościami o świecie. Tak lubią obszczekać przechodzących, że aż głowa mała. One tyle przeszły, że aż powieść musiały napisać w gimbazie, a wydać w liceum, bo przecież życie straszne i boli. Szczekamy więc do dorosłych, oni powinni nas słyszeć. My, małe yorki, co mają problem z odmianą przez przypadki i z przecinkami w zdaniach wielokrotnie złożonych, jesteśmy przecież kopalnią mądrości i wartości. I wydajemy. Za tatusiowe, ciężkie pieniążki.

Gwiazdki małego formatu, istne labradorki, robią furorę w tym momencie. Są najczęściej autorkami powieści obyczajowych, również wydanych w większości w systemie vanity. Wiadomo, to przecież najłatwiejszy sposób na fejm. Autorki te mają tysiaka polubień na fb i grono zabójczych wielbicielek – dosłownie – przekonała się o tym najbliższa mi osoba, która z dobrego serca chciała dopomóc przy kulawej interpunkcji. Same wcale nie są takie przyjazne, jak pokazują nam filmy familijne. Kąsają nieźle postami, wyzywając swoich oprawców, co śmią obrazić ich twierdzeniami o nieznajomości języka polskiego. Z dobrej woli, z dobrego serca. Nie ma mowy. Labrador to pies myśliwski – upolować musi takiego bażancika, co mu nad tekstem skrzeczy.

W końcu ostatni, którzy według mnie zasługują na wypominki (listopadowo się nam zrobiło, ale lepsza zimna jesień, niż mróz stulecia), to kryptomęczennicy. Ci, którzy wierzą, że każda życzliwa rada jest atakiem, bolesnym i zdradliwym. Typowe mieszańce – starsi i młodsi. Szczeniaki piszczące o wszystkim. Zbiorowy lincz, który owym linczem nie jest, możemy przyrównać do pewnej sytuacji. Oczywiście, by rozjaśnić nieco sytuację czytelnikom, którzy nie mieli z nim do czynienia – ów lincz opiera się na konstruktywnej krytyce, która nie ma podtekstów ze słodzeniem – dlatego też jest traktowana jako kara sroga i niesprawiedliwa.    

Od kilku dni mam w domu szczeniaka, wiecie, maluch. Dość, cholera, inteligentny. Dziś zasikał mi podłogę, chociaż uczymy się tego od początku, że przecież mata (metr na metr) rozłożona, ale nie – on na podłodze, przy miskach. Ja stałam na korytarzu, coś tam robiąc, a on – zamiast przecież dobrze wykonać swoje powinności, skoro już mu się chciało – przyniósł mi w zębach ścierę, popiszczał przerażająco, że on taki biedny, i poszedł się bawić dalej. Pytania?

Nie mam żadnych.

 Gościnnie dla Magazynu Przestrzeń: Angelina Caligo

Komentarze

Oskarowe nominacje

Styczeń to czas postanowień i refleksji. Choć zwykle kojarzą się nam one z wyrzeczeniami, na listę warto wpisać także jakieś przyjemności. Szczególnie po czternastym stycznia, kiedy to Akademia ogłosiła listę tegorocznych oskarowych nominacji. Może warto rozpocząć rok od obejrzenia wielkiej ósemki walczącej o tytuł najlepszego filmu? Czasu jest co nie miara, bo wyniki zostaną ogłoszone 26. lutego.

Najlepszy film (lista nominacji):

Most Szpiegów (reż. Steven Spielberg) – dwukrotny laureat Oskara Tom Hanks i zdjęcia częściowo kręcone we Wrocławiu, mogą być wystarczającym powodem do wpisania „Mostu (…)” na listę noworocznych postanowień. Thriller szpiegowski traktujący o czasach zimnej wojny zebrał wiele pozytywnych recenzji.  W kinach od 27.11., więc należy się spieszyć!

Tom Hanks w „Moście Szpiegów”; źródło: wroclaw.wyborcza.pl

Tom Hanks w „Moście Szpiegów”; źródło: wroclaw.wyborcza.pl

Brooklyn (reż. Nick Horbny) – film twórcy takich hitów jak „Była sobie dziewczyna” (nominowany do Oskara w 2010 roku)  i „Dzika droga” (w zeszłym roku z nominacją dla Reese Witherspoon w kategorii najlepsza aktorka pierwszoplanowa). Melodramat opowiada o młodej Irlandce, która w latach 50-tych ucieka z rodzinnego miasteczka do Nowego Jorku. Studium samotności, ale i romans. Opinie krytyków są podzielone, własną będzie można sobie wyrobić tuż przed werdyktem – premiera 19. lutego.

Brooklyn (2015) – plakat; źródło: filmweb.pl

Brooklyn (2015) – plakat; źródło: filmweb.pl

Mad Max: na drodze do gniewu (reż. George Miller) – film znany już polskim fanom sensacyjnego science fiction, bo miał swoją premierę 22 maja 2015 roku. W kolejnej części filmu Mela Gibsona zastąpił Tom Hardy. Mad Max schwytany przez ludzi Wielkiego Joe rozpoczyna szaloną wędrówkę pełną efektów specjalnych porywających amatorów tego typu kina.

Mad Max: na drodze do gniewu (2015) – plakat; źródło: filmweb.pl

Mad Max: na drodze do gniewu (2015) – plakat; źródło: filmweb.pl

Marsjanin (reż. Ridley Scott) – kolejny film, który swoją polską premierę miał jakiś czas temu, ale bliżej oskarowej nocy, można spodziewać się kinowych powtórek. W roli głównej nominowany do tytułu najlepszego aktora za tenże film Matt Damon. Ekranizacja książki Andy’ego Weira, opowiadająca o nieudanej ekspedycji na Marsa, w wyniku której jeden z jej uczestników, uznany za zmarłego, zostaje sam na obcej planecie. Film jednak traktuje raczej o walce o przetrwanie, niż samotności.

„Marsjanin” (2015) – kadr z filmu. Źródło: filmweb.pl

„Marsjanin” (2015) – kadr z filmu. Źródło: filmweb.pl

Pokój (reż. Lenny Abrahamson) – jedna z ciekawszych propozycji na noworoczne postanowienie. Historia znana z doniesień programów informacyjnych. Pięcioletni Jack żyje wraz z matką w pokoju, który jest całym ich światem. Pokoju, w którym bogiem jest Duży Nick. Problemem, jest nie tylko ucieczka, ale przede wszystkim odnalezienie się w świecie poza nim. Szeroko komentowany syndorm sztokholmski na dużym ekranie. Na premierę trzeba będzie poczekać do 26. Lutego.

„Pokój” – plakat. Źródło: filmweb.pl

„Pokój” – plakat. Źródło: filmweb.pl

Spotlight (reż. Thomas McCharty) – znów historia znana z doniesień medialnych, tym razem wprost odwołująca się do skandalu pedofilskiego w kościele katolickim w stanie Massachusetts. Drobiazgowa analiza śledztwa dziennikarskiego „Boston Globe” z 2003 roku. Kolejny trudny temat, ale i głos w sprawie procederu, na temat którego instytucji kościoła rozmowa przychodzi niezwykle problematycznie. W kinach od 5 lutego.

„Spotlight” – kadr z filmu. Źródło: film.org.pl

„Spotlight” – kadr z filmu. Źródło: film.org.pl

Zjawa (reż. Alejandro Gonalez Inarritu) – film nominowany w dwunastu kategoriach! W tym piąta nominacja dla Leonardo DiCaprio (na razie bez statuetki). Akcja filmu rozgrywa się w 1822 roku, kiedy to podróżnik Hugh Glass, po brutalnym ataku niedźwiedzia, zostaje pozostawiony przez współtowarzyszy na pewną śmierć. Próbuje jednak pokonać przeciwności losu i zawalczyć o sprawiedliwość. Warto wspomnieć, że reżyser zgarnął w zeszłym roku cztery statuetki za „Birdmana”. W kinach już od 29. stycznia.

Plakat filmu „Zjawa”. Źródło: filmweb.pl

Plakat filmu „Zjawa”. Źródło: filmweb.pl

Big Short (reż. Adam McKay) – Christian Bale, Steve Carell, Ryan Gosling i Brad Pitt, czyli gwiazdorska obsada w opartym na faktach filmie o kryzysie ekonomicznym w latach 2007-2010. Spekulacje finansowe i balansowanie na granicy prawa, doprowadzające do krachu na światowym rynku finansowym. Pięć nominacji do Oskara. Premiera rozpoczęła rok (1 stycznia 2016), ale film nadal można obejrzeć w większości kin.

„Big short” – plakat. Źródło: filmweb.pl

„Big short” – plakat. Źródło: filmweb.pl

 

Komentarze

Oblicze street art’u

Celem wystawy Paper Walls w Galerii 18a, której wernisaż odbył się 18 grudnia ubiegłego roku, jest przeniesienie street art’u z przestrzeni miejskiej w eleganckie progi galerii artystycznej. Wierni pierwotnym ideom mogliby zapytać, co sztuka ulicy robi na salonach w ugładzonej papierowej formie i czy takie mezaliansy w ogóle powinny zdarzać się w nieokiełznanym świecie artystycznego buntu. W końcu na co dzień niebezpiecznie balansuje on na granicy wandalizmu, jednocześnie broniąc się nieodpartą estetyką oraz trafnym i krytycznym spojrzeniem na świat. Street art staje się tematem trudnym dla sztuki. Trudno go nie zauważyć i trudno odnieść się do niego poprzez znane dotąd kryteria. Łatwo natomiast o mylne wrażenie. W końcu sami Wandalowie, choć w gruncie rzeczy nie odbiegali niczym od ówczesnych europejskich ludów, dostąpili wątpliwego zaszczytu bycia określeniem dla nabuzowanych chuliganów.

12528287_10205043208674014_1353674625_o

Wystawa Paper Walls, autor Simpson; dzięki uprzejmości Galeria 18a

 

Twórcy wystawy Paper Walls za główny cel biorą bardzo zróżnicowany i niejednorodny stylistycznie charakter polskiego i światowego street artu, z uwzględnieniem szerokiego wachlarza stosowanych przez artystów technik i metod pracy. Zaczynając od Davida de la Mano, artystę z Hiszpanii, który między innymi za pomocą kawy i tuszu, tworzy niepokojący świat cieni. Czarne sylwetki ludzi przeplatające się z motywami zwierzęcymi na tle ziemistego beżu przywodzą na myśl inspirację malarstwem prehistorycznym. Kompletnie inne skojarzenia budzą prace autorstwa FAILE – duetu Patricka McNeila i Patricka Millera. Artyści nie stronią od różnorodnych technik (w swojej karierze stosowali zarówno drewniane pudełka i palety, tradycyjne płótna, jak i młynki modlitewne stosowane przez buddystów), a inspirację czerpią z dorobku kultury amerykańskiej, religii świata, natury. Dostrzegalne są tutaj także wpływy tradycyjnej sztuki zdobniczej Płw. Iberyjskiego i wiele, wiele innych. Prace na wystawie Paper Walls, portrety kobiet, w estetyce lat 60. z charakterystycznym komiksowym konturem i kompozycją złożoną z napisów w wielu różnych czcionkach, to niewielki fragment będący wizytówką ich mocno osadzonego w tematyce społecznej i politycznej, pełnego buntu i symboliki, stylu. Galeria 18a udowadnia nam też, że i Polski street art potrafi. Na wystawie mamy możliwość konfrontacji m.in. z pracami Simpsona, który za pomocą szablonu, akrylu i płótna przewrotnie odzwierciedla i komentuje wydarzenia na terenie Polski i całego świata. Prosty, lecz czytelny wizerunek Palmy na jednej z wystawianych prac, to krytyka społeczeństwa, któremu mówiąc kolokwialnie owa “palma odbiła”. Natomiast płótno ze Zgrzewką Butelek Wody z napisem State można odczytywać jako krytykę kształtu współczesnej idei państwa. Dosadny minimalizm w estetyce komiksu. Warto zwrócić też uwagę na prace Petera Fussa, kolejnego polskiego artysty zaangażowanego, który nie boi się ani polskości ani wiary katolickiej. Przykładem jest m.in portret Jezusa w słynnej pozie z obrazu Jezu, ufam Tobie wg. projektu siostry Faustyny Kowalskiej w czerni i bieli, z prostym motywem dekoracyjnym i napisem EAT MY MEAT (czego raczej siostra nie przewidywała). W innych swoich pracach niejednokrotnie wytyka Polakom hipokryzję, dewocję i zaściankowość, nie oszczędzając przy tym sceny politycznej. Zainspirowany rodzimą rzeczywistością, jak sam o sobie pisze, jest również duet Monstfur. Chłodna, urbanistyczna estetyka z dużą ilością blachy, zawiłymi industrialnymi kompozycjami oraz surrealistycznymi motywami owadów, czyli szare polskie realia w (nie)szablonowej odsłonie. Ukochaną techniką artystów jest właśnie szablon. Na wystawie można zobaczyć pokaźnych rozmiarów pojemnik na kwas solny odbity na papierze fabrycznym, wkomponowany między szkice rur, tabele danych i ozdobiony niedbałym graffiti – być może stanowi motyw autotematyczny. Nie można zaprzeczyć, że w tej chłodnej, martwej naturze dużo jest technicznego męstwa.

Wystawa oferuje również prace wielu innych artystów, zarówno polskich, jak i zagranicznych. Obey, Chazme, Cleon Peterson i wielu innych – godnie zaprezentowało się w eleganckiej przestrzeni kamienicy na Nowogrodzkiej. Jaki więc wpływ na ich artystyczną tożsamość oraz charakter ich sztuki mają tego typu posunięcia?

Nie od dziś zadajemy sobie pytanie o słuszność muzealizacji street art’u. Jak powszechnie wiadomo, już od pewnego czasu funkcjonuje on w przestrzeni publicznej, zyskuje swoje grono zwolenników i krytyków, często bezkompromisowo wyraża to, czego społeczeństwo werbalizować nie chce lub nie umie. Wydaje się, że jednocześnie żyje i staje się światowym dziedzictwem kultury. Ostatnie nastoletnie podrygi, przedsionek dorosłego życia. Chcemy czy nie, ten nurt ewoluuje. Czy słowo street jest jeszcze wiążące, a może zyskało dużo szersze znaczenie? Nawet na jednej z pierwszych wystaw street art’u w Tate Gallery organizatorzy stanęli przed podobnym pytaniem. Ostatecznie wystawa odbyła się na świeżym powietrzu, tak jakby były budynek hali elektrowni nie miał wystarczająco chłodnego, urbanistycznego charakteru. Efekt niesamowity, tylko pozostaje pytanie, czy była to zasadna obrona tradycji i ukłon do artystów, czy może ucieczka przed konsekwencjami przełamania zasady w sztuce, która łamanie zasad uznaje za jeden ze swoich filarów. Przeciwnicy zamykania street art.’u w czterech muzealnych ścianach obawiają się ingerencji w jego istotę poprzez włączanie w przestrzeń instytucji. Podawane są też argumenty o roli muzeów. Czy takie gwałtowne, zbuntowane zaangażowanie w aktualną sytuację polityczną i społeczną przystoi świątyni sztuki? Wprowadzenie tego typu estetyki, bardzo atrakcyjnej dla wielu, skierowane nie tylko do wysublimowanej grupy – mogłoby wpłynąć na pozycję muzeum. Pozostaje nierozstrzygnięte pytanie, czy byłoby ono oznaką postępu, czy dekadencji samej instytucji? Najważniejsze jest oczywiście zdanie samych artystów, którzy swoją twórczość przeniesioną do przestrzeni zamkniętej określają mianem sztuki współczesnej. Street art pozostaje na ulicy. Takie rozróżnienie w definiowaniu rozwiązuje problemy natury teoretycznej. Pytanie, co na to zwykły śmiertelnik. Czy jest świadomy, że tam za rogiem na budynku widział sztukę ulicy, a tu w galerii podziwia właśnie tę współczesną?

12546117_10205043214274154_654162062_o

Wystawa Paper Walls, autor Faile; dzięki uprzejmości Galeria 18a

Dotychczasowa relacja między twórcą a odbiorcą w street art’cie ideologicznie najbliżej plasowała się gdzieś obok koncepcji sztuki średniowiecznej. Niczym przed kilkoma wiekami liczy się efekt pracy i anonimowość autora. Ta druga wynika zarówno ze względów praktycznych, jak unikanie odpowiedzialności karnej za mazanie po murach, jak i symbolicznych. Utajenie osobistej tożsamości  potrafiło uczynić z artysty prawdziwą legendę, co potwierdza przypadek Banksy’ego, którego podziwia, ale przede wszystkim poszukuje cały świat. Między innymi dzięki jego działalności, wizerunek sztuki ulicy zauważyły zarówno autorytety, jak i społeczeństwo – i to kompletnie niezaangażowane w środowisko artystycznych partyzantów. Prace potrafią być duże, krzykliwe, rażące lub małe, ale nad wyraz wymowne. Nierzadko pozostają bez emocji – czy to takich związanych z przeżyciem estetycznym, czy ideologicznym, czy też ze zwykłym stereotypem wandala. Street art realizuje te piękne idee sztuki, za które niejeden artysta prosto z atelier oddałby wiele.

Jednak tworząc wystawy, jak ta w Galerii 18a, dochodzi do pewnej demaskacji tego, kto stoi za tego typu sztuką w Warszawie, w Polsce, a nawet na całym świecie. Prace nie biorą się z kosmosu, a tym bardziej z chuligaństwa. Przybliżając publiczności istnienie tożsamości autora, dążymy do zaakceptowania istnienia jego sztuki, nawet jeśli pozornie wyłamuje się z jej klasycznego wyobrażenia. Prace zawieszone w schludnej przestrzeni galerii, w której gościli artyści pokroju Stasysa Eidrigevičiusa czy Elżbiety Baneckiej, pokazują pewną jej równorzędność i ciągłość, tak jakby chciały udowodnić, że ona wcale nie umiera, ale wciąż ewoluuje. Poza tym, dzięki zaznaczeniu tożsamości street art’owców, widzimy inne zjawisko. Artysta zaczyna funkcjonować w wyobrażeniu społeczeństwa już nie tylko jako dziwaczny kreator, element bohemy lub snob, ale po prostu człowiek. Dlatego street art w XXI wieku ma dla sztuki tak ogromne znaczenie. Jest kolejnym sposobem na przełamanie impasu w świecie sztuki, impasu, który istnieje w nim od zawsze, niczym zjawisko dzisiejszej młodzieży, zawsze gorszej od tej dawnej. Nadaje tożsamości całej sztuce.

Częściowe przełożenie tego, co z ulicy na papier – znacznie nobilituje artystów, ale, co istotniejsze, pozwala na otwarcie dialogu również z poprzednim pokoleniem twórców i odbiorców. Nawet z tego praktycznego punktu widzenia – koneser sztuki starej daty zafrapowany nową ideą prędzej kupi obraz 1,5x 1,5 m, a dopiero potem zamówi mural nad wanną z antysystemową, nagą syreną. Można to śmiało nazwać dojrzewaniem street art’u. Owszem staje się on elementem mainstreamu, ale tym samym pozwala na przedłużenie sztuki żywej i zaangażowanej, stojącej w opozycji do wszystkiego i otwartej na wszystkich. A zupełnie pomijając kwestie ideowe, to rewelacyjny sposób na przekształcenie szarych, polskich blokowisk na małe Tate Galleries – taka sztuka ulicy nie tylko dla sztuki, ale i dla ulicy…

Komentarze

Alina Szapocznikow – ciało jako matryca

Alinę Szapocznikow (1926-1973) znamy przede wszystkim jako jedną z najważniejszych polskich rzeźbiarek. W ostatnich latach jesteśmy świadkami procesu coraz szerszego przywracania jej twórczości do kanonu sztuki XX wieku. Dowodem tego zjawiska są niedawne publikacje – chociażby te powstałe pod patronatem wydawnictwa Karakter, Ferwor Marka Beylina sprzed kilku miesięcy, czy zbiór listów Szapocznikow i Ryszarda Stanisławskiego pt. Kroją mi się piękne sprawy (2012). Ogromną rolę odgrywają tu także monograficzne wystawy – zarówno w Polsce – m.in. „Niezgrabne przedmioty” w warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej (2009) „…apokryfy, imponderabilia” w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie (2013), ale także za granicą. Z tych ostatnich największym echem odbiła się wystawa w MoMA w Nowym Jorku sprzed 3 lat „Alina Szapocznikow – Sculpture Undone 1955-1973”.

Jednak w ramach tych wydarzeń stosunkowo niewiele miejsca poświęca się graficznej twórczości artystki. Spośród kilku wyjątków od tej tendencji, najgłośniejszym była wystawa w Centrum Pompidou „Alina Szapocznikow – od rysunku do rzeźby” z 2013 r., na której zaprezentowano prawie 100 z ponad 600 istniejących szkiców i grafik. Takie działania dowodzą, że zarówno dla krytyków, jak i odbiorców, jest to obszar z wielu względów szczególnie interesujący.

Tak rzeźbiarska, jak i graficzna twórczość Szapocznikow od początku skupia się na tym, co najbliższe człowiekowi – ludzkim ciele. Jest wyrazem zarówno jego afirmacji, jak i zmagania się z jego nietrwałością i ograniczeniami. Szczególnie przejmujące są prace z lat 60. i 70., w których autorka wprowadza do rzeźby nowe, syntetyczne materiały i wykorzystuje odlew nie jako pośredni etap, ale docelową formę rzeźbiarską. Konsekwentnie zapisuje w materii (początkowo w gipsie, później w poliestrze) obrazy ciała (przede wszystkim własnego), w efekcie tworząc kolekcję stadiów rozwoju, poszczególnych jego stanów, zarówno fizycznych, jak i psychicznych.

Mój gest kieruje się w stronę ciała ludzkiego, tej ‚sfery całkowicie erogennej’, w stronę najbardziej nieokreślonych i najulotniejszych jego odczuć. […] Usiłuję zawrzeć w żywicy odciski naszego ciała: jestem przekonana, że wśród wszystkich przejawów nietrwałości, ciało ludzkie jest najwrażliwszym, jedynym źródłem wszelkiej radości, wszelkiego bólu i wszelkiej prawdy, a to z powodu swej ontologicznej nędzy tak samo nieuniknionej, jak – w płaszczyźnie świadomości – zupełnie nie do przyjęcia.”[1]

To silne przywiązanie Szapocznikow do cielesności oraz chęć materializacji i utrwalenia jej śladu są kluczowymi wyznacznikami jej orientacji artystycznej. Choć jako rzeźbiarka w naturalny sposób dużo częściej sięgała po formy przestrzenne, to jednak graficzne i rysunkowe prace ujawniają wiele współzależności z jej „niezgrabnymi przedmiotami”[2].

03Alina Szapocznikow, Bez tytułu, 1963-1965, monotypia i tusz na papierze, fot. (c) Centre Pompidou, P. Migeat, Dist. RMN-GP (c) A

Alina Szapocznikow, Bez tytułu, 1963-1965, monotypia i tusz na papierze, fot. (c) Centre Pompidou, P. Migeat, Dist. RMN-GP (c) A

02Alina Szapocznikow, Bez tytułu, monotypia i tusz na papierze, 1963, Courtesy Estate Alina Szapocznikow, Piotr Stanislawski, Galerie Loevenbruck, Paris (c) A DAGP, Paris

Alina Szapocznikow, Bez tytułu, monotypia i tusz na papierze, 1963, Courtesy Estate Alina Szapocznikow, Piotr Stanislawski, Galerie Loevenbruck, Paris (c) A DAGP, Paris

01 Alina Szapocznikow, __Bez tytułu__, 1963-1965, monotypia i tusz na papierze, 50 x 32 cm, fot. © Centre Pompidou, Mnam-Cci _ Georges Meguerditchian _ Dist. Rmn-Gp © Adagp, Paris

Alina Szapocznikow, __Bez tytułu__, 1963-1965, monotypia i tusz na papierze, 50 x 32 cm, fot. © Centre Pompidou, Mnam-Cci _ Georges Meguerditchian _ Dist. Rmn-Gp © Adagp, Paris

Grafiki z lat 60. to nietytułowane, stosunkowo nieduże (maksymalnie ok. 50×30 cm), głównie monochromatyczne prace na papierze. Z lat 1963-65 pochodzi seria abstrakcyjnych monotypii – poza kilkoma litografiami, Szapocznikow w większości wykorzystywała tę technikę. Ich kolorystyka zawężona jest do szarości. Kompozycja jest oszczędna – białe tło kartki zaburza centralnie umieszczony zbiór form o nieregularnych fakturach. Organiczne kształty są subtelnie zróżnicowane walorowo. Przywodzą na myśl tkanki, organy, czy ludzkie szczątki. Jest to bezpośrednie przełożenie na płaszczyznę najczęstszego motywu jej rzeźb, jakim jest ciało we fragmentach. Rzeźby takie, jak Autoportret zwielokrotniony (1967), Wielkie brzuchy (1968), Pierś iluminowana (1966), czy tworzony pod koniec życia Zielnik (1972-73) to dosłowne przedstawienia tej idei.

Niewątpliwie na taki charakter tematyki oraz ekspresji wpływ miały wydarzenia z jej życia. Biografia artystki jest bowiem pełna intensywnych doświadczeń, nierzadko traumatycznych. Urodzona w żydowskiej rodzinie, podczas II wojny światowej Szapocznikow doświadczyła traumy łódzkiego getta i obozów koncentracyjnych, gdzie pracowała jako pielęgniarka u boku matki – lekarki. Od wczesnych lat życia miała więc bliski kontakt z chorobą, śmiercią i cierpieniem. Po wojnie studiowała w czeskiej Pradze, a po kilkuletnim pobycie w Polsce okresu realnego socjalizmu i odwilży, wyjechała w 1963 r. do Paryża. We francuskiej stolicy, wolnej od odgórnych zasad regulujących życie i sztukę, trzydziestokilkuletnia rzeźbiarka wchodzi w środowisko grupy Nowych Realistów, z którymi dzieli swoje zainteresowanie cielesnością. Zaczyna eksperymentować z materiałami, wypracowując indywidualny język form i tematów. Niewykluczone, że był on środkiem zmierzenia się zarówno z pamięcią Holokaustu, jak i dezintegracją własnego ciała – w 1969 r. u Szapocznikow zdiagnozowano nowotwór piersi.

Ciało z zarówno jej rzeźb, jak i grafik, jest ciałem zniszczonym, uszkodzonym. W monotypiach artystka odchodzi od realizmu i ogranicza cielesność do abstrakcyjnej plamy. Nieokreślone formy zdają się mnożyć i rozrastać jak guz rakowy. Być może za pomocą sztuki starała się nadać formę chorobie. Wizualizacja – to nadanie sensu, oswojenie. Oglądając prace Szapocznikow, mamy wrażenie obcowania z czymś osobistym, intymnym – tak, jakby powierzono nam tajemnicę, której nie powinniśmy nikomu ujawniać. Emocje, które wywołują jej dzieła, są tak silne być może właśnie poprzez swoje niedopowiedzenie.

Alina Szapocznikow, Kompozycja 1960, monotypia barwna, papier 19.5 x 16.7

05Bez tytułu, 1960  monotypia barwna, papier  14.7 x 17

Alina Szapocznikow, Bez tytułu, 1960 monotypia barwna, papier 14.7 x 17

04Alina Szapocznikow, Bez tytułu, 1961, litografia na papierze, fot. (c) Centre Pompidou, P. Migeat, Dist. RMN-GP (c) Adagp, Paris 2013

Alina Szapocznikow, Bez tytułu, 1961, litografia na papierze, fot. (c) Centre Pompidou, P. Migeat, Dist. RMN-GP (c) Adagp, Paris 2013

Ciekawe, że wzorami do tych umownych form były najprawdopodobniej prawdziwe zdjęcia ludzkiego ciała. Od początku lat 60. Szapocznikow wykorzystywała klisze rentgenowskie jako matryce swoich monotypii. Niekiedy wzbogacała je o dodatkowe elementy, takie, jak rysowane tuszem ciemne linie (jak w pracy Bez tytułu z 1965 r.) lub barwne plamy (monotypie z 1960 r.).

Na zdjęciu RTG wnętrze ciała ludzkiego widnieje jako jasne kształty na ciemnym tle. W grafice artystka stosuje więc podobną strategię, co w rzeźbie – wykorzystuje ludzkie ciało jako matrycę do stworzenia odbitki – dzieła. Jednocześnie poprzez rezygnację z iluzji przestrzennej i zaakcentowanie płaskości odrzuca mimetyzm. Nie próbuje ukryć techniki wykonania obrazu. Przeciwnie, cały obraz sprowadza do odbitki, a tworzenie – do odciskania, które staje się przewodnim tematem pracy. To o nim mówi Szapocznikow w swoim artystycznym manifeście.

W tym kontekście to właśnie grafika, nie rzeźba, stanowi podstawę i klucz do jej dzieła. Bo czym jest sztuka graficzna, jeśli nie odciskaniem form i utrwalaniem śladu danej materii na płaskiej powierzchni? Replikowanie obrazu, gra pomiędzy pozytywem i negatywem, rejestracja poszczególnych stadiów dojrzewania (tak jak wykonuje się odbitki poszczególnych etapów opracowania matrycy), to esencja twórczości Szapocznikow explicite. Paradoksalny jest fakt, że właśnie w twórczości graficznej artystka decyduje się na wykorzystanie monotypii – techniki, która poprzez swoją unikatowość przeczy podstawowej cesze grafiki, jaką jest powielarność. Ale to właśnie jest w sztuce Szapocznikow może najbardziej fascynujące – że pełna jest sprzeczności i niezapowiedzianych zwrotów akcji.

[1] „Każde dotknięcie zostawia ślad. Alina Szapocznikow” film dokumentalny, reż. A. Zakrzewska i J. Turowicz (Polska, 2009)

[2] Tak Szapocznikow nazywała swoje rzeźby. „Każde dotknięcie zostawia ślad. Alina Szapocznikow” film dokumentalny, reż. A. Zakrzewska i J. Turowicz (Polska, 2009)

Komentarze

Przed Państwem…

Rzekasnu

Anna Kruszak – Miastagramy (galeria)

Artysta: Anna Kruszak
Urodziła się w 1982 roku. Ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie. Dyplom z malarstwa obroniła w pracowni prof. Leszka Misiaka. Jej praca pt. „Atrium” zdobyła nagrodę w VI Międzynarodowym Konkursie Takasaki Art & Music Competition for High Scholl Students, natomiast w 2006 roku obraz pt. „Pokłon” został wybrany na 5. Międzynarodowe Biennale Malarstwa w Turynie.

W 2011 roku w Pałacu Sztuki w Krakowie odbyła się jej pierwsza indywidualna wystawa pt. „Rzeka Snu”, natomiast w 2014 roku w Pauza In Garden w Małopolskim Ogrodzie Sztuki miała miejsce prezentacja „Miastagramy”. W 2015 roku wzięła udział w wystawie zbiorowej „Bez Różu”, w Miejskiej Galerii Sztuki Arsenał w Poznaniu. Wiosną tego roku w Galerii Attis w Krakowie będzie można oglądać najnowsze prace poświęcone rodzinnemu miastu artystki – Krakowie.

O projekcie MIASTAGRAMY 
Miastagramy. Poetyckie trawestacje przestrzeni miejskich. Osnute na gałązkach ulic, świetliste Miastagramy, powstają na bazie autentycznych zdjęć, przywiezionych z podróży map, planów – wszystkiego tego, co składa się na osobiste przeżycia autorki. Uproszczone rysunki analizuje na obraz swoistego wykresu pulsującego barwną grą świateł, pierwotnego rytmu miasta, swoistego Genius Loci – Duszy Miasta.

Annę można znaleźć na:
Facebooku
Instagramie

Komentarze
Komentarze do:

"11"

Zamknij

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. akceptuję