Magazyn Przestrzeń to połączenie codziennej psychologii z kulturą. To miejsce na odnalezienie siebie, dotknięcie swoich emocji, rozwój osobisty. Jest to także płaszczyzna dla sztuki i artystów. Celem magazynu jest promocja świadomego życia, psychologii, ciekawych inicjatyw, szeroko pojętej kultury oraz utalentowanych twórców.

Przestrzeń © 2016



Website credits: MH

Przeglądaj cały numer

Luksemburskie impresje

Nie wiem czy dotychczas na mojej prywatnej mapie świata istniało inne europejskie państwo, które traktowałam z równą obojętnością, co półmilionowe Wielkie Księstwo Luksemburga. Usytuowane między Francją, Belgią, a Niemcami, zajmujące jedną trzynastą powierzchni województwa mazowieckiego, jawiło się jako miejsce rezydowania unijnych instytucji, producent porządnych Rieslingów lub po prostu ostatni człon(ek) nazwy regionu “Beneluks”. Warto jednak korzystać z okazji, jakie zsyła nam los i fundować sobie wycieczki do innych krajów, szczególnie jeśli napotyka się je z taką częstotliwością, co w Europie. Jest to dość trafna myśl mojej amerykańskiej znajomej, która przeważnie na zagraniczne podróże musi wygospodarować nieco więcej czasu niż dwanaście godzin. Tutaj zdarzają się jej co tydzień.

fot. Magazyn Przestrzeń, KM

Dokładnie pół doby wystarczyło, aby solidnie przespacerować turystyczne centrum miasta i kilka pobocznych uliczek. Pozbawione konkretnych planów, preferencji, szczątkowej wiedzy na temat Luksemburga, postanowiłyśmy iść przed siebie. Od dzielnicy Bonnevoie, na krańcu której usytuowany jest dworzec, przez wiadukt Passarelle, z widokiem na naprawdę imponujący most kolejowy, oraz prowadzący bezpośrednio do Ville-Haute (franc. Górne Miasto) – dzielnicy najbardziej turystycznej i prestiżowej w całym Luksemburgu. Dla nas wydawała się ona niemal cukierkowo sztampowa. Białe, kremowe i żółtawe budynki pokryte szaro-błękitnymi dachami, ozdobione starannie wykonanymi balustradami, wreszcie osadzone na solidnych kamiennych uliczkach, które raz pięły się w górę, a raz opadały, tym samym dając ból naszym udom i pośladkom. A wąziutkie uliczki, choć stanowiły idealny motyw na ckliwe malarskie weduty, zupełnie mnie przekonały, że będąc przyzwyczajona do post-socrealistycznych alei, nigdy nie pojadę do Luksemburga samochodem. Podążając jednak nad wyraz szerokim Bulwarem Franklina Delano Roosevelta natrafiłyśmy na pierwszą atrakcję – Katedrę Notre-Dame w Luksemburgu. Jej początki sięgają 1613 roku, a reprezentuje ona dość przyjemny dla oka eklektyzm, bazujący na późnym baroku, przez lata uzupełnianym witrażami, ornamentami czy obrazami, które zaskakująco dobrze współgrają z jezuicką duchowością XVII wieku. Z Katedry powolnym krokiem postanowiłyśmy odwiedzić właściciela tych włości w jego dumnie brzmiącym Groussherzogleche Palais, a mianowicie w Pałacu Wielkich Książąt. I choć budynek wydał się nam niepozorny, prawdopodobnie jest jednym z bardziej symbolicznych miejsc w Luksemburgu, szczególnie w kontekście historii dwudziestego wieku. Dziewiątego maja tysiąc dziewięćset czterdziestego roku Naziści zajmują miasto, tym samym odbierając mu jego neutralność. Urzędująca wtedy Wielka Księżna, Szarlotta, znajduje schronienie w Londynie, a pałac przechodzi rewolucję odnajdując swoje nowe powołanie w roli karczmy i sali koncertowej dla obywateli Trzeciej Rzeszy. Niefortunną karierę gastronomiczną kończy jednak koniec wojny i symboliczny powrót dziedziczki dnia czternastego kwietnia tysiąc dziewięćset czterdziestego piątego roku. Sama Szarlotta, która dla obywateli swojego kraju prowadziła intensywną kampanię radiową na falach radia BBC, stanie się twarzą luksemburskiego ruchu oporu, docenioną przez liczne kraje, w tym Polskę, poprzez przyznanie Orderu Orła Białego.

fot. Magazyn Przestrzeń, KM

Podążając bardziej turystycznym szlakiem natrafiłyśmy również na Narodowe Muzeum Historii i Sztuki, jedno z ciekawiej rozplanowanych muzeów, jakie dane mi było zwiedzić. Przede wszystkim uwagę przykuwa jego osobliwa bryła, która z zewnątrz przypomina kremowy klocek z szerokim ciągiem okien odcinających bryłę od podłoża i dość analogicznym placem, dzięki któremu przestrzeń wydaje się “oddychać” i współgrać z tradycyjną zabudową miasta. Wnętrze, natomiast, to ciekawe ujęcie koncepcji muzeum, nieco przypominające projekt Franka Lloyda Wrighta – Guggenheim Museum, którego układ, nachylenie oraz szerokość korytarzy prawie uniemożliwiają, a na pewno utrudniają, tradycyjną kontemplację sztuki, będąc swoistym nawiązaniem do sztuki postmodernizmu. Ta sama w sobie jest już dla większości niestrawna. Narodowe Muzeum Historii i Sztuki, choć na pewno mniej awangardowe, ukazuje ciekawą relację czasu i przestrzeni. Kolekcje usytuowane są chronologicznie na kilku piętrach, od rozległej Prehistorii w podziemiach, po dość okrojoną Współczesność. Piętra korespondują ze sobą za pomocą klatek schodowych, przejść, balkonów, często w taki sposób, jak miało to miejsce w historii sztuki, czego przykładem jest otwarte przejście między dwoma częściami kolekcji renesansowej z widokiem na Antyk. Motyw spiralnej klatki stanowi oś całego muzeum, wchodzenie i schodzenie, to z kolej motyw samego miasta.

fot. Magazyn Przestrzeń, KM

Z Ville Haute kolejnymi wąskimi uliczkami udałyśmy się na Ville Basse, części fortyfikacji zwanych Casemates du Bock, po części naturalnie utworzonych przez skalne zbocze, po części budowanych od X wieku, gdzie wzdłuż potężnych skał biegła malownicza rzeka Alzette. Ilość zarośli, drzew, krzewów, ogólna wilgoć sprawiała, że w powietrze czuć było wiosnę, chociaż kalendarzowo trwał środek zimy. Z punktu widzenia hydrologicznego, zdaniem Wikipedii, państwo, w którym się znajdowałyśmy, posiada 0% wód śródlądowych. Momentami miałam nieodparte wrażenie, że dwanaście godzin nieustannie towarzyszących nam opadów było próbą nadrobienia tego beznadziejnego wyniku. Więc my szłyśmy, a deszcz padał. Ten nad wyraz mokry spacer doliną i ostatnie podejście z powrotem na Starówkę przypłaciłyśmy prawie zapaleniem płuc.

Taka to była wycieczka, bezmyślna i nieco rozlazła, kompletnie niekontrolowana. Nieco, jak mój
felieton,
i w sumie
jak to całe życie.

Komentarze
Komentarze do:

"Luksemburskie impresje"

Zamknij

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. akceptuję