Magazyn Przestrzeń to połączenie codziennej psychologii z kulturą. To miejsce na odnalezienie siebie, dotknięcie swoich emocji, rozwój osobisty. Jest to także płaszczyzna dla sztuki i artystów. Celem magazynu jest promocja świadomego życia, psychologii, ciekawych inicjatyw, szeroko pojętej kultury oraz utalentowanych twórców.

Przestrzeń © 2016



Website credits: MH

Przeglądaj cały numer

Kill Yr Idols

Kiedyś Frank Zappa powiedział, że pisanie o muzyce jest jak tańczenie o architekturze. I pewnie miał dużo racji. Im dłużej próbowałem pisać o muzyce, tym dłużej dochodziło do mnie, że kiedy już wypełni się grzecznie rubryki pod tytułem „podobne do…”, „wyprodukowane jak…”, „teksty o…”, „kojarzy mi się z…”, zostaje niewiele do powiedzenia. Z drugiej strony, jest na świecie zatrzęsienie kompletnie pięknych świrów, którzy po spędzeniu z Tobą jednego popołudnia z laptopem, potrafią uświadomić Ci, że właściwie nic nie wiesz, bo np. francuskie screamo okazuje się studnią bez dna, a Ty znasz tylko Amandę Woodward. Do „Przestrzeni” będę pisał o tym, co nowego widziałem na żywo i co ciekawego wydano ostatnio. Do dzielenia się swoimi typami będę też zapraszał inne osoby w różny sposób związane z muzyką niezależną.

Płyty 

Nowa Ziemia – Sceneria
Jeśli znamy twórczość Bartosza Borowskiego zanim zadebiutował 1926, albo z (świetnych, moim zdaniem niedocenionych) płyt z Michałem Miegoniem, nowy nabytek jego wytwórni „Music Is The Weapon” nie powinien dziwić. W „czarnej wardze” na bazie walcowatego, przesterowanego quasi-bluesowego motywu narasta historia post-rockowa – z minuty na minutę coraz bardziej niepokojąca, atakująca dysonansami. Jest to najbardziej wyrazisty fragment płyty. Co nie znaczy, że najlepszy, bo „Scenerię” łyka się jednym haustem ze względu na niepokojący klimat. Do takich płyt oprawa wizualna powstaje sama. Dla mnie to będą jakieś zamglone peryferia miast, kiedy po zabawie, na której nie zdarzyło się zupełnie nic, wracasz zrezygnowany do chaty. Słyszałeś złe rzeczy o tej dzielnicy, ale jakoś dochodzisz do tramwaju bez uszczerbku na zdrowiu. Jeśli lubicie gitarzystów grających smyczkami na niżej strojonych gitarach niż te w Sigur Ros, trzaski, sprzęgi i przestery, to warto spróbować.

SHAME. – S/T
Sailor’s Grave, Right?, The Lowest, Death Row – jeśli widziałeś parę plakatów warszawskich gigów około hardkorowych z ostatnich lat bardzo możliwe, że widziałeś kilka tych nazw. Nazw, z którymi są związani założyciele SHAME. W stosunku do poprzednich dokonań akcent położony jest bardzo mocno na najlepszą tradycję modern/melodic hardcore. Ze staroci Verse, ze względnych świeżynek La Dispute. Można by psioczyć, że takich epek pewnie było i pewnie będzie na pęczki. Problem tkwi w tym, że trudno oceniać taką muzykę „na chłodno”. Szczególnie, kiedy ma się w składzie tak dobrego wokalistę, niosącego ten zbiór numerów zarówno pod względem emocjonalnym (od klasycznie hardcore’owego skandowania w „Lost Generation” po rozedrganą melodeklamację w „Mending Wall”), jak i tematycznym (bardzo fajne, ukierunkowane na konkretną tematykę liryki). Obok dokonań Beavera, Marksmana i Lie after lie kolejny dowód na to, że dobrze się dzieje w polskim emocjonalnym graniu.

Koncerty 

10.01 – PR8L3M w Hydrozagadce
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak bardzo czekałem na jakiś koncert. Bilety w samarkach zostały wyprzedane kilka dni przed koncertem. Ci, którzy się zagapili mogli liczyć na szczęście i cenę kilkakrotnie przebijającą tę wyjściową. Taki tłum w Hydrozagadce widziałem chyba tylko na koncercie The Brian Jonestown Massacre i to tłum na maksa zróżnicowany, od typków, którzy na gigach Firmy mogliby liczyć na bęcki po kibiców Legii intonujących „mam tak samo, jak ty…”. To chyba jedna z niewielu sytuacji, kiedy mógłbym się z nimi zgodzić, bo „Art Brut” PR8L3M-u to zdecydowanie najlepszy nielegal od dawna. Nie sądzę, że nazwanie go już dziś klasycznym byłoby dużą przesadą. Chóralnie odśpiewywane refreny i atmosfera święta, której nie popsuła nawet awaria nagłośnienia przy ostatnim numerze. Niepodrabialny flow i storytelling Oskara oraz beaty, na których DJ Steeze odkurza zapomniane gwiazdy polskiej piosenki lat 70-tych i 80-tych, to dawka świeżości, której brakowało na polskiej scenie hip-hop od bardzo dawna. Dobrze wiedzieć, że na żywo nic się w tej materii nie zmienia. 

19.01 – Cirocki / Żurowski / Olter w Eufemii
Osoby, które w miarę na bieżąco obserwują warszawską scenę improwizowaną, prawdopodobnie kojarzą te nazwiska. Dla niezorientowanych – krótka ściąga. Miłosz Cirocki – wokalista i gitarzysta Złotej Jesieni, wokalista Trzebiatowa, gitarzysta, improwizator znany z niezliczonych ilości kolaboracji nienazwanych i kilku nazwanych – między innnymi The Lounge Ryszards i Retards Trio. Aleksander Żurowski i Teo Olter razem tworzą Nietakt, a osobno udzielali i udzielają się w niezliczonej ilości współprac bez nazwy i takich składach, jak Pokusa i Trio DeJaneiro. Kompletnie luźnym skojarzeniem odnośnie tego, co działo się tego wieczoru w Eufemii była ścieżka dźwiękowa do filmu Piotra Szulkina „Wojna Światów – Następne stulecie” z 1981 roku. Produkował się tam zespół The Instant Glue, czyli kosmiczne alter-ego tytanów polskiego prog-rocka z SBB. Takie skojarzenia wzbudzają moog’owskie brzmienia, w których gustuje Aleksander Żurowski razem z Teo Olterem nadający główne motywy i rytmiczne struktury. Struktury, które przecina swoimi chaotycznymi noise’owymi partiami gitarowymi Miłosz Cirocki. Bardzo dobry, zwarty koncert i mam nadzieję – początek dłuższej współpracy.

Komentarze
Komentarze do:

"Kill Yr Idols"

Zamknij

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. akceptuję