Magazyn Przestrzeń to połączenie codziennej psychologii z kulturą. To miejsce na odnalezienie siebie, dotknięcie swoich emocji, rozwój osobisty. Jest to także płaszczyzna dla sztuki i artystów. Celem magazynu jest promocja świadomego życia, psychologii, ciekawych inicjatyw, szeroko pojętej kultury oraz utalentowanych twórców.

Przestrzeń © 2016



Website credits: MH

Przeglądaj cały numer

Józek Bau Studio

„Józek – po polsku to będzie Józek Bau” – wita mnie rozpromieniona Hadassa, córka artysty w jego studio – muzeum, gdzie pracował przez 40 lat. Jej słoneczne blond włosy, żywe oczy i bijąca z niej radość sprawiają, że z łatwością wchodzę w tę ziejącą atmosferę szczęśliwości.

Źródło: josephbau.com

Studio Josefa Bau to miejsce wylęgarni pomysłów tego nieprzejednanego, wszechstronnie utalentowanego i pełnego radości życia twórcy. Zajmował się grafiką, malarstwem, ilustracją, typografią, animacją, poezją i literaturą. Skonstruował samodzielnie „najmniejsze na świecie” – jak zapewniają jego córki – kino, które do dziś można oglądać w Studio Josefa Bau w Tel Awiwie. Nazywany został też izraelskim Waltem Disneyem. W latach 60. plakatował wszystkie tytuły produkcji filmowych w Izraelu.

Czy po takim wstępie ktoś by się spodziewał, że Osoba ta przeszła przez najbardziej brutalne wydarzenia w historii XX wieku?

Józef Bau urodził się w polskim Krakowie w 1920 roku. Osiemnaście lat później był jedynym żydowskim studentem tamtejszego Państwowego Instytutu Sztuk Plastycznych. „Na zajęciach z typografii profesor pragnął zainteresować swoich wychowanków czcionką gotycką, ale nikogo to wtedy nie interesowało” – opowiada Clila, młodsza córka artysty: „jedynie tatuś chciał się tego uczyć, co potem uratowało mu życie”. 

Kiedy wybucha wojna ukrywa się wraz z bratem w Olszy, lecz wkrótce nielegalnie przedostaje się do getta, by przebywać razem z całą rodziną. Taki ruch był o tyle niebezpieczny, o ile młody Bau nie dostawał przydziału żywności. Nie miał też szans na podjęcie legalnej pracy. Tam jednak naziści dowiadują się o jego zdolnościach typograficznych i wykorzystują do kreślenia… liter gotyckich, które są przecież czcionką staroniemiecką! Josef szybko odkrywa też, że dzięki swoim zdolnościom może wypisywać… fałszywe dokumenty dla mieszkańców getta, które dają im możliwość ucieczki. „Nie myśl o tym, czego nie możesz. Rób to, co możesz!” – to myśl przewodnia przyświecająca mu przez wszystkie lata wojny. Nie wypisuje sobie samemu przepustki i nie ucieka. Podejmuje decyzję, by zostać i pomagać innym. Tym samym w wyniku biegu kolejnych wydarzeń trafia do obozu w Płaszowie. Tam nadal kreśli litery gotyckie, wypisuje szyldy dla urzędów, robi opisy kart i teczek. Dzięki dostępowi do potrzebnych narzędzi i papieru, szkicuje także ilustracje i zapisuje wydarzenia z Płaszowa. „Dziś nie można tam już odnaleźć śladów po obozie” – komentuje Hadassa: „współwięźniowie mówili tatusiowi – Ty jesteś artystą! Musisz rysować! Musisz przekazać coś dalej!”. Z zapisków powstała napisana po polsku książka Czas zbeszczeszczenia. Przy okazji tytułu, córki opowiadają mi, że pan Josef specjalnie wtopił w niego trudne do wymówienia słowo i potem w ten sposób sprawdzał czy delikwent, z którym rozmawiał, rzeczywiście znał język polski.

Do świata podchodził z ironicznym dystansem, błyskotliwą interpretacją i humorem – czego wyrazem są liczne teksty, grafiki, ilustracje.

Ale to nie wszystko

Źródło: josephbau.com

Pamiętamy film Stevena Spielberga „Lista Schindlera” i scenę ślubu obozowego. Warto jednak zwrócić uwagę, że życie napisało tę scenę przed filmem. A Osobą, która zaaranżowała powyższe wydarzenie jest właśnie bohater niniejszego artykułu.

Źródło: josephbau.com

To Józef Bau, więzień obozu w Płaszowie, w przebraniu kobiety dostał się do baraków żeńskich, by tam poślubić Rebekę Tannenbaum, z którą spędził całą resztę swojego życia. „Ale w filmie rodzice mają chupę – a w rzeczywistości tak nie było, nie było żadnej chupy. To był bardzo skromny ślub” – mówi Hadassa. Jedyny taki w obozie. Zamiast rabina – nowożeńców pobłogosławiła matka Josefa, również Clila. W czasie Zagłady jakiekolwiek stosunki między płciami przeciwnymi były surowo wzbronione i groziły śmiercią. To były czasy, kiedy miłość w istocie była zakazana. Ale nie dla Josefa Bau.

Swoją przyszłą żonę poznał w obozie. Dostał zadanie odwzorowania mapy tego miejsca, na zlecenie komendanta Amona Gotha, do czego potrzebował promieni słonecznych. Wtedy po raz pierwszy zobaczył Rebekę. „Mamusia zapytała, co on takiego robi” – opowiada Clila: „a tatuś odpowiedział jej, że czeka na słońce ale ono najpewniej się na niego obraziło. I wobec tego zaproponował, czy mamusia mogłaby zająć jego miejsce”.  Od tej pory już zawsze nazywał żonę swoim słońcem.

Potem Josef Bau, z racji interwencji Rebeki – o czym dowiedział się dopiero z filmu, dostał się na listę Schindlera i pracował w jego fabryce na Morawach. Podczas transportu między obozami odebrano mu atrament wraz z malutkim piórnikiem. Niebywałe jest to, że Oskarowi Schindlerowi udało się go odzyskać i dostarczyć do rąk Józka. A jeszcze bardziej niezwykłe jest to, że piórnik ten posiadał „drugie dno”, gdzie Josef trzymał zdjęcie rodzinne, swoje poezje i ilustracje z czasów wojny. Okazało się, że wszystko leżało na swoim miejscu. Nasz bohater zawsze pozostawał dozgonnie wdzięczny Schindlerowi, za okazywaną Żydom pomoc. Wspierał go też wraz z innymi Ocalałymi już po wojnie, kiedy to okazało się, że dawny właściciel fabryk żyje w skrajnej nędzy. Co więcej Schindler odwiedzał Baua w jego studiu w Tel Awiwie. Clila wspomina, że podczas jednych z odwiedzin wziął ją na ręce i rzekł: „Jesteś moją wnuczką! Bo ja uratowałem Twojego ojca!” – na co 5-letnia wówczas dziewczynka wpadła w euforię, ciesząc się, że ma dziadka. W fabryce tej Josef Bau doczekał się wyzwolenia, po czym wyruszył na poszukiwania żony. Ona zaś z Płaszowa została przewieziona do Auschwitz, a potem do Lichtewerden. Po wyzwoleniu obozu wskutek upadku z konia, na którym próbowała dostać się do polskiej granicy, przebywała w szpitalu w Ostrawie. Tam też Józek szukał żony. Kiedy Rebeka usłyszała na sali szpitalnej nuconą melodię, którą porozumiewali się z mężem jeszcze w Płaszowie – nie była pewna czy nie umarła. Wtem jej oczom ukazał się Józio…

Źródło: josephbau.com

Zamieszkali w Krakowie, bo Josef chciał skończyć studia plastyczne. Tam też debiutował jako ilustrator i grafik w pismach „Przekrój”, „Szpilki” i „Żołnierz Polski”, a także jako poeta w „Echu Krakowa”. W 1950 roku, po narodzinach Hadassy, rodzina wyemigrowała do Izraela. Bau kontynuował pracę w Hajfie, a potem we własnym studiu w Tel Awiwie. Rebeka natomiast pracowała jako kosmetyczka. Byli bardzo zgraną, szczęśliwą i pełną zdrowego humoru rodziną – czego nie sposób nie zauważyć i w dzisiejszej relacji sióstr.

Głównym przesłaniem ich życia jest to, czego dowiedziały się od rodziców, nazywanych wciąż pieszczotliwie „tatusiem” i „mamusią”.

Wyraża się ono w krótkiej rymowance:

„Be happy now!
Do you know how?
Be happy now!
Clila and Hadassa Bau.”

Komentarze
Komentarze do:

"Józek Bau Studio"

Zamknij

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. akceptuję