Magazyn Przestrzeń to połączenie codziennej psychologii z kulturą. To miejsce na odnalezienie siebie, dotknięcie swoich emocji, rozwój osobisty. Jest to także płaszczyzna dla sztuki i artystów. Celem magazynu jest promocja świadomego życia, psychologii, ciekawych inicjatyw, szeroko pojętej kultury oraz utalentowanych twórców.

Przestrzeń © 2016



Website credits: MH

Przeglądaj cały numer

Happy Birthday, Madam President – film Jackie

Gdyby cofnąć się w czasie i zmienić losy świata, co można byłoby zrobić? Ukraść jabłko Adamowi, zakopać proch odnaleziony przez Chińczyków, a może… uratować Kennedy’ego? O możliwości numer trzy rozpisuje się Stephen King w Dallas ’63. Natomiast Pablo Larraín w Jackie kreśli ułamki świata pierwszej damy po zamachu. Na dodatek kontrolującej damy. Film staje się opowieścią o tym, co jej się z tej kontroli wymyka. I czyni ją bardziej ludzką.

Film „Jackie”; źródło: imdb.com

 

Pokój dowodzenia

Jackie urządza wnętrze Białego Domu. Dodaje sporo zdjęć, przytulne poduszki i kilogramy kolorowych ubrań. Decyduje się na telewizyjną wycieczkę A Tour of the White House, by ukazać obywatelom amerykańską wspaniałość. Reżyser już od początku próbuje skruszyć mechaniczny symbol damy. Podczas oprowadzania po przestrzeni, którą kobieta sprawnie zagarnęła, pada pierwsze, stresujące pytanie. Co stanie się, jeśli prezydentem zostanie ktoś inny? Jackie szybko przykleja uśmiech do twarzy, zmienia temat i wchodzi do innego pokoju. Pierwsze wytrącenie z równowagi. Kobieta w filmie Larraína kocha Biały Dom tu i teraz. I taką Jackie tworzy reżyser. Zakotwiczoną w teraźniejszości. Przejmującą rodzinny pokój dowodzenia. Stawiającą męża, ojca i prezydenta za wzór Ameryki. Legendarnej Ameryki. Przyznaje się, że „sama już nie wie, co jest prawdą, a co przedstawieniem”. Reżyser nie ułatwia nam wyboru. Jego Jackie rozeznaje się we własnej legendarnej historii.

We wschodnim skrzydle bez zmian

Dama przechodzi do skromniejszego pomieszczenia z fortepianem. Miejsca, które zapisało się jako powinowactwo rządu ze sztuką. I tu Jackie trwa w ułudzie idealności. Stwierdza, że „wszystko w Białym Domu powinno być perfekcyjne”. Elegancką wizję damy zaburza wizyta dziennikarza, już w „świecie pozamachowym”. Ich rozmowa pozwala na powolne odrywanie znanego wizerunku od kobiety. Bolesne, ale potrzebne. Jackie traktuje mężczyznę jak pracownika, który wypełnia jej polecenia. Dyryguje dziennikarzem, a sama przejmuje reporterskie czynności. Doskonale wie, czego ludzie teraz od niej oczekują. Krwistej historii, dużej dawki łez i roztrzęsienia. Mówi do dziennikarza, że „to nie jest sposób, w jaki należy pamiętać”. Kreuje opowieść, pozbywając się z minuty na minutę wewnętrznych murów obronnych. Odsłania ludziom nieznane zakamarki Camelotu. Dlatego Pablo Larraín decyduje się na kilkukrotne wspomnienie z sali tanecznej we wschodnim skrzydle. To jeden z nielicznych wspólnych momentów dla Jackie przed zamachem i Jackie po zamachu.

Transmisja z Gabinetu Owalnego

Wychodzi powoli, niepewna swoich kroków. Sugestywnie prosi o uwagę, wypowiadając słynne „niech zobaczą, co zrobili”. Reżyser wybiera transmisję na żywo. Każdą sekundę po zabójstwie Kennedy’ego spędzamy z jego żoną. Szybkie, nerwowe zaprzysiężenie nowego prezydenta, agresywne pytania prasy, sprawne wykluczanie pierwszej damy z życia politycznego. Jackie walczy z narastającą falą obojętności najbliższego otoczenia. Reżyser za to poetycko potrafi zaaranżować sceny chłodu. Jackie jedzie w aucie razem z trumną męża. Ciągle jeszcze pierwsza dama w różowym kostiumie, nagle wdowa z zakrwawionymi nogami. Pogrzeb Kennedy’ego traktuje jako kolejną trasę, w trakcie której musi przybrać rolę przewodnika. Szuka idealnego sposobu na to, by upamiętnić męża. By znowu pokazać ludziom amerykańską wspaniałość, na której odznaczają się ślady krwi najbliższego jej człowieka. Wycofuje się z pompatyczności pochówku za sprawą dzieci. Wybiera rolę matki prywatnej. Ikona jednak musi klęczeć przy trumnie. Wraz z nią naród.

Sceny z Rezydencji Wykonawczej

Na drugim piętrze cisza. Brak odgłosów dziennika telewizyjnego, przekornych polityków i ich żon wyczekujących decyzji pierwszej damy. Są za to domowe drobiazgi, o których Jackie opowiadała podczas słynnej wycieczki. Nagle decyduje się je spakować. Przeprowadzki nie należą do najłatwiejszych. Zwłaszcza, jeśli przyzwyczaiło się do Białego Domu, a w pobliżu brak sterty kartonowych pudeł. Sukienki, zdjęcia, papierosy – to prawdziwy Camelot Jackie. W prywatnej twierdzy rozpoczyna własny, przekoloryzowany pokaz mody. Przymierza kostiumy, sukienki, buty, z którymi wiążą ją wspomnienia. Po raz kolejny przechadza się po pokojach, tym razem spokojnie, bez napięcia i kamer. W tej sekwencji Portman zachwyca blaskiem dopracowanej histerii. Nie gra pierwszej damy, a zrozpaczoną matkę dwójki dzieci. Chowa idealną pozę do kieszeni, odkrywając wszystkie karty w rozmowie z księdzem. Reżyser wybiera właśnie jego na duchowego powiernika bohaterki. Ukojenie, które ze sobą niesie, dopowiada wątek wewnętrznej przemiany Jackie. Do której kobieta nie dopuszcza dziennikarza.

Opowieść Larraína to zaległa laurka dla symbolu, jakim stała się Jackie Kennedy. Jeden z bohaterów mówi, że „ludzie potrzebują opowieści o prawdziwych ludziach. Nie o duchach i legendach.” Słowa mogą posłużyć za motto reżysera. Jackie staje się śpiewanym Happy Birthday z histerycznym tonem. Drażni jedynie świadome pozbawienie tkanki ludzkiej. Bohaterkę pozostawiono tylko sobie i dla siebie. Larraín wystawia historię publiczności w ładnej oprawie, trochę jak śpiewającą sukienkę Monroe. Gdyby można było cofnąć się w czasie, może to do Jackie skierowano by urodzinową melodię. W teraźniejszości z pewnością należy się Natalie.

Komentarze
Komentarze do:

"Happy Birthday, Madam President – film Jackie"

Zamknij

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. akceptuję