Magazyn Przestrzeń to połączenie codziennej psychologii z kulturą. To miejsce na odnalezienie siebie, dotknięcie swoich emocji, rozwój osobisty. Jest to także płaszczyzna dla sztuki i artystów. Celem magazynu jest promocja świadomego życia, psychologii, ciekawych inicjatyw, szeroko pojętej kultury oraz utalentowanych twórców.

Przestrzeń © 2016



Website credits: MH

Przeglądaj cały numer

Design a sztuka w gdańskim Muzeum Narodowym

f_DaS_o_wystawa_foto_BW (15)

fot. A. Kurkowska, M. Berlińska, materiały prasowe

W oddziale Sztuki Współczesnej Muzeum Narodowego w Gdańsku trwa obecnie wystawa „Design a sztuka”, którą oglądać można do ostatniego dnia sierpnia. Udział w niej biorą artyści, projektanci i jednocześnie pedagodzy reprezentujący różne uczelnie w Polsce i zagranicą. Pomysłodawcą inicjatywy jest Instytut Wzornictwa Przemysłowego Politechniki Koszalińskiej. Kuratorki Agnieszka Kurkowska i Magdalena Berlińska, których wykształcenie i zainteresowania ściśle wiążą się z architekturą i projektowaniem, postanowiły stworzyć dość pokaźną i wielowątkową ekspozycję, zajmującą kilka sal gdańskiego Pałacu Opatów. „Ideą jest zaproszenie do próby porównania, zdefiniowania sztuki wobec designu i designu wobec sztuki” – rozpoczyna tekst kuratorski i rzeczywiście, zdaje się, że autorki, zapraszając ponad sześćdziesięciu artystów z różnych środowisk, chciały zrobić pewnego rodzaju przekrój przez wiele, często zupełnie alternatywnych, osobistych definicji oraz ich realizacji. Problem sztuki, dizajnu, ich styku, a może i przede wszystkim obszarów wspólnych jest oczywiście bardzo szeroki. Biorąc pod uwagę, że ekspozycja nie konkretyzuje jakiegoś jednego wątku, ale raczej skupia się na wielotorowości i indywidualności – wyzwanie było spore. Bardzo ważna jest próba określenia roli i formy służby jaką pełnią te dwie dziedziny, których zarówno pokrewieństw, jak i autonomiczności się doszukujemy. Z jednej strony dizajn, czyli właśnie działanie ukierunkowane typowo służebnie, powiedzmy, zmuszone do gotowości na kompromisy na rzecz dobra i komfortu odbiorcy, czyli dosłownie – użytkownika. Z drugiej strony sztuka czysta, mająca z kolei komfort przyzwolenia dla pewnego egoizmu, gdzie idealistycznie – poprzez tworzenie w zgodzie ze sobą – twórca, zwany dalej artystą, oddaje coś w pełni własnego, autentycznego, z czym zmierza się odbiorca i z czym może, lecz nie musi się utożsamić, lub w czym może, lecz nie musi coś odkryć.

Ekspozycja nie jest jednorodna. Po pierwsze, rysują się głównie sylwetki dwa w jednym, które znowu można dzielić, mnożyć i poddawać klasyfikacjom ze względu na wielość osobistych doświadczeń i spostrzeżeń. Wybieram tylko kilka, nie ze względu na wartość artystyczną czy projektową, ale po to właśnie, by nakreślić różnorodność, która według założenia kuratoskiego ma być atutem tej wystawy.

f_DaS_foto_AB (10)

fot. A. Kurkowska, M. Berlińska, materiały prasowe

Izabela Łapińska w pracy „Oczy – Naga Twarz” podkreśla naturalne przejście, kiedy to sztuka czysta może stać się przedmiotem użytkowym. Pięć małych obiektów, gdzie tradycyjna fotografia analogowa została zeskanowana i powielona na pleksi grubości trzech centymetrów sprawiła, że zdjęcia stały się formą przestrzenną. Dodatkowo pojawia się efekt multiplikacji, w zależności od kąta patrzenia. Jak zaznacza artystka, sztuka czysta, jaką jest fotografia pozbawiona ingerencji komputerowej obróbki graficznej w ten sposób może przeniknąć do obszaru dizajnu, czyli tej codzienności, gdzie obiekt sztuki wyniesiony z muzeum i postawiony na biurku w domu, może stać się (uwaga, drastycznie): na przykład przyciskiem do papieru. Idąc dalej, można posłużyć się tą formą też przy produkcji blatu stołu czy kabiny prysznicowej. Można więc pokusić się o stwierdzenie, że w tym przypadku sztuka nobilituje dizajn. I że to ona jest punktem wyjścia i tą, która wyciąga rękę w stronę codzienności. Z drugiej strony jednak, użytkownik musi mieć świadomość, że to, co nadrukowane jest na pleksi pochodzi z ręki artysty, bo choć osobiście odbieram tutaj wartość użytkową jako drugorzędną propozycję podania, to na myśl od razu nasuwają się domowe przedmioty o podobnych rozwiązaniach, które istnieją już od dawna. Chyba że sztuka chce się zupełnie odsunąć na drugi plan i po cichu zachwycać spod kuchennego blatu, nie krzycząc: „oto sztuką jestem”. A może być też wręcz przeciwnie – może stać się elementem dominującym przestrzeń. Ile pomysłów tyle rozwiązań. Nie ma jednak wątpliwości, że jest ich wiele, granice są dość płynne, a obszar wspólny jest szerokim polem do popisu.

Ta sama sala. Frontalnie do wejścia i już od jego progu przemawia, niemal woła, spore (190×165 cm) płótno Elżbiety Kalinowskiej „Zapis znaku”. To zupełnie inna kategoria niż wyżej wspomniana realizacja. Autorka dotyka sfery języka, znaku. Bada go i tworzy. „Proces rekonstrukcji Znaku jest antropologicznym poszukiwaniem wartości każdej kultury(…). Każdy ze znaków zawiera niewyczerpaną energię kreowania formy, każdej formy, jest syntezą każdej sztuki.” – pisze. Pomijając oczywiście kwestię efektownego malarstwa/rysunku, które doskonale sprawdziłoby się w minimalistycznym wnętrzu. Najistotniejsze jest jednak chyba odniesienie do czegoś, co jest jedną z najbardziej użytkowych sfer naszego życia, czyli właśnie do języka jako kodu niosącego konkretne treści. Poza swoją niedosłownością budzi też skojarzenie z rzeczami bardzo prozaicznymi, wyglądając jak duża, akrylowa notatka.

Kazimierz Jałowczyk natomiast pokazuje prace z cyklu PANEIKON. Są to po prostu rysunki w technice mieszanej. Nazwane przez autora „imaginacyjnymi wizerunkami”. Jedynie sztuka czysta – myślę, i nie za bardzo rozumiem jaki był powód dania tego rodzaju realizacji na wystawę o badaniu styku tytułowych dziedzin. Być może chodzi o postawienie na kontrast, na przykład między umieszczonymi w innej sali opakowaniami keczupu Kamis autorstwa Magdaleny Berlińskiej. Jednak tam, sposób ekspozycji, czyli prostokątna kompozycja z wielu opakowań, sugeruje już jakiś rodzaj instalacji, więc można znów teoretyzować o kolejnych pomysłach na możliwości łączenia tych dwóch światów – sztuki i dizajnu. Tutaj jednak, przy rysunkach pana Jałowczyka chyba jedynym tropem, jaki można obrać, to ten, gdzie sztuka czysta wchodzi do naszych domów – miejsc, gdzie cały czas funkcjonujemy i po prostu obcujemy z tymi przedmiotami, mieszkamy z nimi, jesteśmy. Jakby nie było, płótno czy kartkę papieru oprawioną w passe-partout w tym sensie można także nazwać użytecznymi, nawet bardzo.

f_DaS_foto_AB (27)

fot. A. Kurkowska, M. Berlińska, materiały prasowe

Tekst kuratorski zainteresował mnie także myślą na temat prototypu i produkcji przedmiotu. W zakresie sztuki czystej wiadomo, że dzieło cechuje unikatowość, nawet jeśli jest grafiką odbijaną z matrycy. W odniesieniu do dizajnu, przy wdrożeniu, czego większość projektantów niewątpliwie sobie życzy, nie zawsze, ale często mówimy już o produkcji masowej. To może być jedna z największych różnic dzieląca te płaszczyzny. Ale czy prototyp, gdzie zawiera się cały proces myślowy, technologiczny i kreacyjny nie mógłby być, przynajmniej w niektórych przypadkach, określony mianem sztuki, która przecież manifestuje się poprzez utwory? Wg ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych utworem jest: „…każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia.”. Idąc tym tropem, prototyp sygnalizatora optyczno-akustycznego produkowanego masowo na świat, opracowanego przez Piotra Mikołajczaka, okazuje się, może uchodzić za coś więcej niż tylko dobrze zaprojektowany sygnalizator. Ciężka sprawa, bo o tyle, o ile przedmiotów tego rodzaju być może rzeczywiście nie wypada wynosić do rangi wyższej, o tyle istnieje przecież dizajn, który już u swoich założeń ma być „czymś więcej” i tak ma też wyglądać.

Ceramika Bożeny Sacharczuk z serii „Alegorie” to egzemplarz z cyklu naczyniowego „nawiązującego i korespondującego z estetyką obiektów rzeźbiarskich sztuki dawnej”. To jeden z tych hybrydowych eksponatów na wystawie, o których można powiedzieć spokojnie, iż pełni obie omawiane funkcje. Czyli z jednej strony sprawdzi się doskonale jako rzeźba lub ceramika artystyczna, z drugiej zaś, nie mamy wątpliwości, że jest to naczynie i niemożliwym byłoby zamknąć je nawet w ramy umownej abstrakcji. Choć być może jako przedmiot do użycia – dość nieoczywiste, to jednak spełniłoby swoje zadanie, a w realiach dzisiejszego dizajnu, także ogólnodostępnego, to właściwie nic budzącego większe zdziwienie. Myślę, że praca ta jest dobrym przykładem na badanie nie tyle cech i przestrzeni wspólnych, co właśnie granic i styków tych zazębiających się tutaj działań.

f_DaS_wystawa_foto_BW (4)

fot. A. Kurkowska, M. Berlińska, materiały prasowe

Keczupy, malarstwo, prysznice, formy rzeźbiarskie, mnogość artystów, koncepcji, wątków, a do tego wszystkiego ściany pomalowane na czerwono i biało. Wystawa jest międzynarodowa, być może kolory są swego rodzaju hołdem oddanym polskim twórcom oraz manifestacją dumy z tego, co nasze, a zaproszenie innych krajów – uznaniem dla tego, co obce. Wydawać by się mogło jednak, i myśl ta ciągle mi dokucza, że taki miks wszystkiego to trochę za dużo jak na jedną ekspozycję. Prace które tu przytoczyłam są tylko małym ułamkiem dużej całości i ciężko też, żeby one jakoś bardziej ją określały. Wystawa obejmuje jeszcze wiele innych dziedzin kreacji artystycznej, m. in. tkanina, ilustracja, projektowanie, multimedia, architektura. Jest sala ze sztuką z elementami ludowymi. Wachlarze rozwiązań i, na szczęście, zero poczucia lawirowania po bezdrożach niekonkretnych pytań bez odpowiedzi. To na pewno porządna dawka inspiracji i dobry kolejny krok ku poszerzaniu artystycznej i użytkowej świadomości społeczeństwa. Kuratorki twierdzą, że „design nie jest wolny od czynienia świata piękniejszym, a sztuka nie jest bezużyteczna”, trzeba więc, by każdy zdał sobie z tego sprawę. Po obejrzeniu tak wielu propozycji, rozłożonych zresztą w salach muzeum bardzo przystępnie, bez nachalnego natłoku ani zbędnych przestrzeni, niekiedy budując napięcia i kontrasty, innym razem ustawiając tak, jakby niemal nawiązywał się jakiś dialog między obiektami, na pewno każdemu zostanie w głowie choć kilka refleksji.

aniaabmarczak

fot. Faustyna Makaruk

Gościnnie dla Magazynu Przestrzeń: Anna Marczak
Studentka ASP w Warszawie. Dużo myśli o sensie sztuki cudzej, własnej i sensie w ogóle. Sporo o tym rozmawia, zbyt wiele stara się definiować. Generalnie myśli za dużo. Pisze, bo uważa że nie wszystko można pokazać obrazem, obrazuje, bo uważa że nie wszystko może opisać słowo. Nie lubi tracić czasu.

 

Komentarze
Komentarze do:

"Design a sztuka w gdańskim Muzeum Narodowym"

Zamknij

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. akceptuję