Magazyn Przestrzeń to połączenie codziennej psychologii z kulturą. To miejsce na odnalezienie siebie, dotknięcie swoich emocji, rozwój osobisty. Jest to także płaszczyzna dla sztuki i artystów. Celem magazynu jest promocja świadomego życia, psychologii, ciekawych inicjatyw, szeroko pojętej kultury oraz utalentowanych twórców.

Przestrzeń © 2016



Website credits: MH

Przeglądaj cały numer

Bon appetit

graf. Urszula Zabłocka

graf. Urszula Zabłocka

Jesteś niezadowolony ze swojego życia? Uważasz, że żona Cię nie rozumie, koledzy nie szanują, a rodzone dzieci lekceważą? Nienawidzisz swojej pracy, a szefa uważasz za gbura w skórze opalonej cebuli? Chciałbyś szybko zyskać sławę i pieniądze? Może myślałeś o tym, żeby zostać znanym artystą, ale Twoje zdolności manualne pozwalają Ci co najwyżej na zmianę koła w samochodzie? Nie jesteś na straconej pozycji! Przedstawiamy sprawdzone przepisy na to, jak w mgnieniu oka pojawić się na okładkach gazet, stronach głównych portali społecznościowych, a jeżeli dobrze pójdzie nawet w śniadaniowych telewizjach! Każdy sposób został wcześniej przetestowany. Zadziwi Cię ich efektywność.

*Możliwe działania niepożądane (pojawiają się częściej niż w 1 na 2 przypadki): medialny lincz, społeczne wykluczenie, agresja słowna. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ewentualne skutki uboczne.)

Potrawka z Papieża
Nic nie zwróci na Ciebie uwagi tak skutecznie, jak instalacja z wykorzystaniem osoby Papieża, siostry Faustyny czy (jeżeli zależy Ci na efekcie podwójnego uderzenia) Matki Boskiej. Możesz byś spokojny – będą o Tobie mówić przynajmniej środowiska ultrakatolickie (a to przecież całkiem spora grupa). Jeżeli jednak pozostajesz sceptyczny i nie do końca wierzysz w siłę performance z wykorzystaniem symboli religijnych, przekonać może Cię historia czterdziestoletniej gdańszczanki – Doroty Nieznalskiej.

2001 rok stał się bezprecedensowy dla polskiej sztuki. Zaprezentowana w gdańskiej Galerii Wyspa instalacja Nieznalskiej w zasadzie natychmiast straciła walor artystycznego artefaktu, stając się symbolem sztywnych, ultrakatolickich ideologii i ciasnych światopoglądów. Grecki krzyż i fotografia organów płciowych okazały się mieszanką, której Polacy nie byli w stanie strawić. Nieznalską uznano za arogantkę obrażającą uczucia religijne i wysłano na roboty publiczne. Nawet, jeżeli dwa lata później jej działanie uznane zostało za nienoszące znamion przestępstwa, łatka tej, która zadziera z Kościołem (jako instytucją trzęsącą polskim światem sztuki), skutecznie odstraszała galerie przed wystawianiem jej prac. A przecież przed kosztami ciągnącego się przez dziewięć lat procesu uchronić mogła lektura krótkiego opisu kuratorskiego. Rację miała Izabela Kowalczyk mówiąc, że liczy się głos tego, który głośniej krzyczy – i łatwiej, i szybciej było obrzucać Nieznalską polskim błotem niż posłuchać, co ma do powiedzenia. Nie ma sensu rozprawianie o wolności artystycznej, kiedy ma się do czynienia z terrorem rodem z czasów inkwizycji (to duże szczęście, że Nieznalskiej nie spalono pod Pałacem Kultury na stosie europalet). Kowalskiemu nie podobało się, że jego dzieci – tuż po pierwszej komunii świętej – oglądać będą penisy przyczepione w miejscu zarezerwowanym dla Jezusa? Wystarczyło trasę do/z podstawówki obmyślić tak, żeby szerokim łukiem omijała galerię. Wszyscy byliby zadowoleni. Psikus polegał na tym, że Kowalskiemu w szkole, domu i na lekcjach katechezy powtarzano do znudzenia, że jako mężczyzna ma być silny, męski, zaradczy i odważny, bo jeżeli taki nie będzie, to nie zasłuży na szacunek i wszyscy będą go wytykać palcami. Kiedy Nieznalska chciała pokazać mu, jakie ograniczenia narzuca sobie tkwiąc w utartych społecznych schematach, żądał zamknięcia jej w więzieniu i ocenzurowania jej prac. Próbując przypiąć do czoła Nieznalskiej karteczkę z napisem „jestem złym człowiekiem”, kamieniujący wystawili laurkę samym sobie. Mieli wyjść na dzielnych obrońców nienaruszalnych świętości, a wyszli na maluczkich majstrów o kruchym ego.

Tęczowe muffinki
Odwoływanie się do wartości religijnych w istocie bywa ryzykowne. Dla tych, którzy preferują rozwiązania nieco mniej brawurowe, przygotowaliśmy pomysł prostszy w realizacji. Potrzebne będą: zbiór produktów w tęczowych kolorach (pamiętaj o wszystkich barwach!) oraz niewielki skrawek popularnej przestrzeni miejskiej (polecamy wszelkiego rodzaju ruchliwe ronda, przejścia podziemne w centrum, aktywnie eksploatowane parki). Kluczowym składnikiem jest jednak homofobia (w im czystszej postaci, tym lepiej) – to ona decyduje o powodzeniu całej operacji.

Kiedy na posępnym Placu Zbawiciela pojawiła się radosna i bijąca energią tęcza, mijający ją przechodnie zwykle żywili ku niej pozytywne emocje. Czy była ładna czy brzydka, zależało od poczucia estetyki, zgodnie jednak przyznawano, że nikomu nie wadzi i może stać tam, gdzie stoi. Jednak pewnego dnia uważny obserwator zwrócił uwagę wszystkich, że przecież tęcza to nie tylko symbol dziecięcej niewinności, pomyślności i szczęścia, ale także – o zgrozo – homoseksualizmu. I wtedy zaczęły się schody. Kto wydał zgodę na to, żeby w centrum stolicy, miasta reprezentującego cały kraj, stanęła widoczna w promieniu kilometra rzeźba niebotycznych rozmiarów, składająca hołd wulgarnym praktykom seksualnym? Ponieważ akcje na facebooku, petycje i pikiety nie przynosiły pożądanych skutków i tęcza nadal stała tam, gdzie ją ustawiono, sięgnięto po środki bardziej radykalne. Nie pomogły groźby prośby, zatem tęcza została spalona. Podjudzeni całą sprawą obrońcy moralności zapewne nie zdawali sobie sprawy, że podkładając ogień, strzelili sobie w kolano. Za ich sprawą instalacja Wójcik przestała być tylko kolorową rzeźbą, której urzędowanie na Placu Zbawiciela zakończyłoby się po trzech miesiącach. Dzięki demonstracjom przeciwko niej/w jej obronie, na stałe wpisała się w warszawski krajobraz, nabierając nowych konotacji, silnego metaforycznego znaczenia i zyskując miano naczelnego symbolu walki z nietolerancją. Im częściej była odbudowywana, tym liczniej gromadziły się pod nią ekskluzywne grupy wandali wykrzykujących neonazistowskie hasła. Okazało się, że pogarda dla mniejszości seksualnych jest tak silna, że tłumi resztki przyzwoitości i wyzwala zachowania agresywne. Tworząc tęczę Wójcik wprowadziła do obiegu nie tylko rzeźbę-symbol, ale przede wszystkim dzieło-ekran, na którym projektowane są zaściankowość i prowincjonalizm sporej części społeczeństwa. Za to bezpardonowe objawienie, Wójcik należy się co najmniej mały wieniec laurowy i tablica pamiątkowa.

Ryba po żydowsku
Nadal bezsprzecznie najbardziej widowiskowe okazują się te działania, które w jakikolwiek sposób łącza się z zagadnieniem polskiej martyrologii. Możesz być prawie pewien, że niezależenie od środka przekazu, na jaki postawisz, sukces Twojego przedsięwzięcia masz w kieszeni (szczególnie, jeżeli w swojej pracy zdecydujesz się na odniesienia do czasów II wojny światowej).

Jeżeli masz dzieci w wieku szkolnym, które nadal nie mogą rozstać się z walającymi się po całym mieszkaniu klockami lego, możesz pożyczyć jeden z zestawów i inspirując się Zbigniewem Liberą, zbudować z nich na przykład kształtny obóz koncentracyjny. Pomysł Libery był na tyle obiecujący i reprezentatywny, że zadecydowano o jego wystawieniu w polskim pawilonie na Biennale w Wenecji. Ale że kuratorzy byli ludźmi o wyjątkowej wrażliwości i niskiej odporności na krytykę, po fali protestów szybko ocenzurowali budowlę Libery i delikatnie zasugerowali, że powinien zbierać swoje zabawki i zawijać się szybciutko do Polski.

Przypadek Libery to wisienka na torcie. Wyrwana z kontekstu i analizowana w tendencyjny sposób praca zmieniła swoje znaczenie. Zamiast zwracać uwagę na narzucany za pośrednictwem zabawek model wychowania (z klocków, w myśl hasła przewodniego firmy, można co prawda zbudować każdą rzecz, ale tylko taką, która nie będzie niosła za sobą negatywnych skojarzeń), stała się mechanizmem zapalnym dla stereotypowych opinii. Polscy odbiorcy znów dali popis swoim ciasnym światopoglądom i słabo rozwiniętym zdolnościom krytycznego myślenia. Jeżeli kilka kilogramów klocków jest w stanie wpływać na zachowanie dorosłych ludzi, tym silniej modelowało będzie charakter dziecka. Rosnące zyski duńskiego potentata są w tym kontekście co najmniej niepokojące.

Jeżeli już wybierzesz, która drażliwa społecznie kwestia stanie się tematem Twojego dzieła, możesz zakasać rękawy i zabrać się do pracy. Musisz jednak wiedzieć, że z robieniem sztuki jest jak z parzeniem kawy – każdy umie zalać inkę, ale tylko ci, którzy radzą sobie z obsługą ekspresu ciśnieniowego, zarobią na swoim macchiato. Jakkolwiek banalne wydaje się jej uprawianie (wrzucę trochę Papieża, paru homoseksualistów i przyprawię kilkoma nazistami), istnieje spore ryzyko, że zamiast pobudzającego cappuccino wyjdzie z tego mdła lura. Cappuccino kupią wszyscy – nawet ci, którzy go nie lubią. Lurę będziesz musiał wypić sam.

Komentarze
Komentarze do:

"Bon appetit"

Zamknij

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. akceptuję