Magazyn Przestrzeń to połączenie codziennej psychologii z kulturą. To miejsce na odnalezienie siebie, dotknięcie swoich emocji, rozwój osobisty. Jest to także płaszczyzna dla sztuki i artystów. Celem magazynu jest promocja świadomego życia, psychologii, ciekawych inicjatyw, szeroko pojętej kultury oraz utalentowanych twórców.

Przestrzeń © 2016



Website credits: MH

Przeglądaj cały numer

Bob – rudy kot i James

Źródło: nk.com.pl

Źródło: nk.com.pl

To znana – bez żadnej przesady – na świecie historia wielkiej miłości i jej uzdrawiającej siły. Milion (tak!) wielbicieli śledzi ją na Facebooku i YouTube.

Początek zaczyna się od smutnego dzieciństwa Jamesa. Kiedy miał kilka lat rodzice postanowili się rozstać. Matka z małym synkiem pojechała z Wielkiej Brytanii do Australii. Po kilku latach założyła nową rodzinę. James – jak wiele dzieci w podobnej sytuacji – poczuł się odrzucony.

Po osiągnięciu pełnoletności postanowił wrócić do swojego miasta – Londynu. Nie dogadał się z ojcem, nie ukończył szkoły średniej, choć miał pewne sukcesy w założonym przez siebie zespole muzycznym, grającym muzykę gotów. Największy koncert kapela dała podczas Gothic Summer Festival, co było w tamtym czasie niemałym wyróżnieniem.

Na przeszkodzie do dalszej pracy stanęły narkotyki, James razem ze swoją dziewczyną ćpali i uzależnili się od heroiny. Pozytywem było to, że – jak pisze James – nawet po rozpadzie zespołu nie przestał grać na gitarze i komponować. „Instrument dawał mi możliwość odreagowania. Bóg jeden wie, co bym bez niego zrobił. A granie na ulicach odmieniło moje życie.”*    

Na wycieraczce

Pewnego wieczoru James wracając z pracy do domu (mieszkania socjalnego) zobaczył na parterze bloku, w którym mieszkał, przed drzwiami sąsiadów zwiniętą rudą kulkę. Zdziwił się, bo wcześniej niczego takiego nie widział, ale pomyślał, że kot czeka na powrót właścicieli. Rano kot leżał na tym samym miejscu. James zauważył, że ma ślady po bójce, a jedna z ran mocno się jątrzy. Sprawdził czy kot należy do sąsiadów i – choć nie miał pieniędzy – zabrał go do weterynarza. Tam opatrzono rany i zapisano  antybiotyki – porcję na 10 dni. Chcąc, nie chcąc James musiał wziąć Boba, bo takie dał mu imię – do domu. Nie chciał go zatrzymać na stałe, planował tylko wyleczyć. Stało się inaczej, bo Bob nie pozwalił na pozbycie się go. Kiedy James jadąc do centrum, aby grać, wskakiwał do autobusu, Bob dawał nura za nim i siadał mu na kolana. Kiedy docierali na miejsce James wyciągał gitarę, a Bob mościł się w pokrowcu. „Z chwilą gdy Bob usiadł – ludzie, którzy zazwyczaj gnali naprzód, nagle zaczęli zwalniać kroku. I znów kobiety okazywały największe zainteresowanie. /…/ Zaczynałem uwielbiać sam sposób, w jaki Bob pokazywał ludziom jaśniejszą stronę życia. Był pięknym zwierzęciem, bez dwóch zdań, ale nie w tym rzecz. Miał w sobie coś jeszcze. Charyzma – to ona przyciągała ludzi. Dało się ją wyczuć.”

Zmiana

„Dzięki Bobowi dostałem szansę na porozumienie się z ludźmi. Kiedy pytali o kota, miałem okazję wyjaśnić im swoją sytuację. Chcieli wiedzieć, skąd się wziął, a ja opowiadałem, jak się spotkaliśmy i jak razem zarabiamy na jedzenie, czynsz, prąd i gaz. Słuchali teraz uważniej. Zaczynali mnie widzieć w innym świetle. /…/Zaczęli mnie traktować jak człowieka, przestałem być anonimowy. W pewien sposób odzyskałem tożsamość. Przedtem byłem jak rzecz, teraz ponownie stawałem się osobą.”

Druga zmiana dokonała się w samym Jamesie. Wcześniej był zajęty wyłącznie sobą, stał się egoistą. Z chwilą adopcji Boba musiał wziąć za niego odpowiedzialność: za jedzenie, zdrowie i bezpieczeństwo. Po ulicach Londynu – wiem coś o tym – nie chodzą wyłącznie miłe panie – wielbicielki kotów i pełni entuzjazmu turyści. W mniejszym stopniu niż dawniej, ale zdarzały się złośliwe uwagi w rodzaju „weź się do pracy, nierobie” i próby czynnej agresji. Raz nawet o mało nie doszło do tragedii. Po tym doświadczeniu Bob został zaczipowany.

Nowa droga

James codziennie chodził do apteki po lek blokujący głód narkotykowy, dwa razy na miesiąc musiał stawać przed lekarzem. Pewnego dnia postanowił przejść na łagodniejszy lek. Nie było to łatwe: dwie doby dreszczy i wymiotów. Ponadto granie na ulicach skończyło się. Interwencje służ miejskich i agresywna konkurencja spowodowały konieczność zmiany zajęcia. James uczył się nowego życia sprzedając gazety, wydawane na rzecz bezdomnych. Tu także nie obyło się bez konfliktów i wyrazów zazdrości, że spółka James & Bob sprzedaje więcej niż inni. ” – Kogo dzisiaj macie zamiar okraść, ty i twój parszywiec?”- słyszał.

Ważne podkreślenia jest to, że w sprzedaży gazety The Big Issue nie chodzi tylko o zarobek. Bezdomni uczą się ostrożnie inwestować (w kupno gazet ), znajdować korzystne miejsce do sprzedaży, nawiązywać kontakty. Nagrodą jest przypływ wiary w siebie i wzrost nadziei.

Droga, na którą zdecydował się James dzięki Bobowi była trudna, ale opłaciło się. Jedna z wydawczyń zaproponowała napisanie i wydanie książki. Sukces przerósł najśmielsze oczekiwania. 

Na wieczorach autorskich ustawiają się kolejki po autograf i możliwość zobaczenia z bliska Boba. James oprócz podpisu stempluje książkę pieczątką imitującą pięć poduszeczek kociej łapki.

Do serca przytul psa (albo kota)

Nowe badania mówią o tym, że właściciele kotów albo psów, szczególnie starsi, są w mniejszym stopniu narażeni na takie choroby jak depresja czy zawał. W anglojęzycznych krajach pozwala się terminalnie chorym na przyjmowanie wizyt swojego ukochanego czworonoga. Na Facebooku pokazywane są zdjęcia psów leżących w objęciach na łóżkach swoich pań i panów. Być może zaczęło się to od spełnionej prośby Liz Taylor, której po operacji towarzyszył ukochany, biały piesek. 

* Cytaty za: James Bowden, Kot Bob i ja, przełożył Andrzej Wajs, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa 2014, a także na stronie

Komentarze
Komentarze do:

"Bob – rudy kot i James"

Zamknij

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. akceptuję